~ NIKKI ~
Obudziłam się w ramionach Neya, a kiedy wstałam aby napić się wody ten zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego i uniosłam jedną brew pytająco do góry.
- Wyglądasz jak zjarana księżniczka - odpowiedział
Wzięłam sporego łyka i podeszłam szybko do lusterka. - Nie jak zjarana, tylko jak po melanżu, co nie powinno dziwić nas obojga - skwitowałam. Wpadliśmy w śmiech
- Dla mnie zawsze wyglądasz ślicznie! - wstał i objął mnie od tyłu po czym zaczął całować mnie w szyję
- Kac mnie męczy...
- Oj - odpowiedział, rozpinając mi stanik
- Nie mam ochoty - powstrzymałam go ruchem dłoni
- Dlaczego?
- Myślałam, że nie sypiasz ze skacowanymi księżniczkami
- Czasami robię wyjątki - uśmiechnął się po czym poszedł do łazienki. Weszłam za nim i oboje wzięliśmy prysznic, po czym powędrowaliśmy do kuchni. Zrobił śniadanie, lecz skończył szybciej ode mnie i wyszedł, przy drzwiach oznajmiając mi, że zabiera mnie na przejażdżkę swoim nowym autem, które kupił dość niedawno. Wiedziałam, gdzie mnie zabiera, znałam doskonale to miejsce. Łąka. Usiedliśmy na brzegu i patrzyliśmy w jezioro. Neymar udał się do samochodu i przyniósł dwie butelki Coli.
- Masz, na kaca - uśmiechnął się po czym mnie pocałował
- Dziękuję kochanie - wzięłam spore łyki, po czym pognaliśmy kąpać się w jeziorze.
Kiedy wyszliśmy z wody, rozłożyliśmy koc i zrobiliśmy piknik. Zadzwoniła Van, zapytać czy nie wpadniemy do niej i Louisa na grilla. Zgodziliśmy się od razu. Neymar pilnował kiełbasek, a Louis szykował do stołu. Po sytym grillu Vanessa poczęstowała nas pysznym sernikiem na zimno, który zrobiła przed naszym przyjściem. Zaniosłyśmy talerze i zabrałyśmy się do jedzenia, a Louis zabrał Neymara do garażu, by sprawdził jego motor, bo coś ostatnio szwankował. Kiedy długo nie wracali postanowiłyśmy zanieść im po kawałku ciasta, i dotrzymać im towarzystwa.
***
Trzy tygodnie spędzone z Neyem jak zawsze zleciały mi bardzo szybko. Postanowiłam być silna, przecież zawsze do mnie wracał.
- Następnym razem przylecę z Davim - powiedział, kiedy czekaliśmy na samolot
- Świetny pomysł! - Uściskałam go
- Pytał o ciebie
- Ja też za nim tęsknię - zamyśliłam się, przywołując w myślach obraz małego synka Neymara
- O, mój samolot już jest - Neymar wskazał skinieniem głowy na maszynę, która wysuwała już schody dla pasażerów
- Kocham cię - wskoczyłam na niego, i pocałowałam czule w usta
- Ja ciebie też, Księżniczko - oddał pocałunek, po czym powędrował w stronę samolotu.
Wróciłam do pustego domu. Kacper siedział u Becky. Zrobiłam sobie gorącego kakao, włożyłam najcieplejsze kapcie i zaszyłam się pod kocem, oglądając komedię romantyczną. Nagle ktoś zapukał do drzwi. - Kto to może być? - pomyślałam, ponieważ nie spodziewałam się dziś nikogo. Początkowo, miałam opory, aby otworzyć, przecież mogłam udawać najzwyczajniej w świecie, że nie ma mnie w domu ale ciekawość była silniejsza. Niepewnie podeszłam do drzwi, zerkając przez judasza, zrobiło mi się słabo. - O Boże, Brandon! - pomyślałam. Momentalnie poczułam dreszcz przeszywający moje ciało. Poczekałam, aż zapuka drugi raz, kiedy to zrobił, policzyłam do pięciu, biorąc kilka głębokich wdechów. Spokojnie przekręciłam klucze w drzwiach i wpuściłam go do środka.
- Co ty tutaj...? - nie zdążyłam dokończyć bo wszedł do środka, zamknął drzwi nogą i przywarł do mnie, a konkretniej do moich ust, miałam tysiące myśli na sekundę, chyba straciłam głowę. Przerwałam niechętnie pocałunek
- Wynoś się! - rozkazałam. Zero reakcji. Nadal mnie całował. Odwzajemniałam każdy pocałunek. Pokusa była zbyt silna, mimo, że bardzo mnie zranił, nadal czułam do niego jakieś uczucie, które tliło się gdzieś na dnie mojego serca. Nagle rozsądek do mnie przemówił, i przerwałam. Przełknęłam ślinę. Ciężko mi było wydusić jakiekolwiek słowo, mimo to przełamałam się i wydukałam
- Naprawdę musisz już iść
- Nie muszę, najpierw porozmawiamy
- Nie, lepiej będzie jak już pójdziesz
- Daj mi chociaż pięć minut
- Dwie minuty
- Wystarczy
Usiedliśmy w kuchni. Spojrzał mi głęboko w oczy i zaczął swój monolog.
- Nikki, ja naprawdę wtedy nie chciałem cię skrzywdzić. A to co się stało w kanciapie... Nie mogłem ci się oprzeć. Racja, może troszkę cię wykorzystałem, ale miałem na ciebie straszną ochotę, a ty się nie opierałaś a fakt, że jesteś pod wpływem i nie umiałaś jasno myśleć jeszcze bardziej pobudził mnie do działania. Wyglądałaś tak seksownie, że na samą myśl, że mógłbym być w tobie stwarzała taką adrenalinę, że do tej pory nie potrafię tego opisać. - Kiedy skończył, wpatrywał się we mnie, a ja nie wiedziałam, czy to co mówi jest prawdą. Nie miałam pewności, że to nie kolejny jego zgryw. - Powiesz coś? - przerwał moje milczenie
- Uznajmy, że rozumiem - skłamałam - Dlaczego wciąż tak mnie ranisz? Nie potrafisz zrozumieć, że wyleczyłam się z ciebie? - złapałam się na tym, że znów nie do końca mówię prawdę. On to wiedział - Znalazłam już swoją miłość
- Jestem wściekły
- To chyba raczej ja powinnam być wściekła, nie uważasz?
- Tak, masz rację, ale nienawidzę, kiedy jestem olewany
- Mhm
- Kocham cię - powiedział, kładąc dłoń, na moją
Byłam wryta w jeden punkt, a właściwie w jego oczy, tors i usta. Zamurowało mnie, po chwili zdałam sobie sprawę, że zdradziłam Neya, który przecież tak bardzo mnie kocha, i wierzy w naszą miłość. W jednym momencie zawalił mi się świat.
- Idź już - powiedziałam jednym tchem, lecz Brandon zdawał się mnie nie usłyszeć - Będzie lepiej jak już sobie pójdziesz - powiedziałam nieco głośniej. Pewnym krokiem podeszłam do drzwi i otworzyłam je na oścież. Nic nie odpowiedział, tylko posłusznie wstał i wyszedł. Odprowadziłam go wzrokiem. Kiedy zamknął za sobą drzwi, momentalnie do nich podbiegłam i przekręciłam dwukrotnie zamek. Zaczęłam płakać, nie mogłam znieść myśli, że skrzywdziłam mężczyznę mojego życia.
***
Nie mogłam znaleźć sobie miejsca, czułam, że muszę się przewietrzyć, dać upust emocjom. Nie chciałam z nikim się tym dzielić, ale smutek był silniejszy, i potrzebowałam dobrego słowa, kłamstwa, że wszystko będzie dobrze. Pobiegłam do Manueli. Nikogo nie było w domu. Pomyślałam o Vanessie, więc ile sił w nogach pobiegłam do jej domu.Otworzyła mi po pięciu dzwonkach. Zapłakana wpatrywałam się w nią, czekając aż zaprosi mnie do środka
- Matko, Nikki koszmarnie wyglądasz!
- Mogę wejść? - Pociągnęłam nosem
- Jasne, wchodź! - Przeszłam przez próg. - Siadaj - wskazała kanapę, zabierając ode mnie kurtkę. Zrobiłam jak kazała a ona wręczyła mi paczkę chusteczek - Opowiadaj
- Nie bardzo jest co...
- Widzę, mów
- Całowałam się z Brandonem
- Jak to?! - Vanessa aż wstała, zakrywając usta dłonią
- Nie zrozumiesz... - rozpłakałam się
- Uspokój się, wdech i wydech - głaskała mnie po policzku ocierając coraz to nowe łzy.
- Przyszedł do mnie i zaczął całować... - szlochałam, łapiąc powietrze.
- I co dalej?
- Wyznał mi miłość
- Nie wierzę - Vanessa bardzo się zmartwiła
- Nie chcę już o tym rozmawiać, mogę u ciebie przenocować?
- Pewnie, zaśnij, to dobrze ci zrobi - okryła mnie kocem - Jutro wymyślimy co dalej z tym zrobić. Zasnęłam, zmęczona tym dniem. W nocy ciągle się budziłam, miewałam koszmary. Van budziła się ze mną, pocieszając. Nie mogłam przestać płakać. Po nieprzespanej nocy udałam się nad jezioro, gdzie niedawno siedziałam z Neyem, nie mogłam jeszcze wrócić do domu. Zastanawiałam się, co powiem Kacprowi - Najlepiej prawdę - odezwało się sumienie, które od wczoraj mnie męczyło
- Nie powiem mu prawdy - odpowiedziałam w myślach
- Musisz, inaczej bardziej się w tym pogrążysz - odpowiedziało mi sumienie i nagle ucichło
- Wróć! Gdzie idziesz? Pomóż mi...
Jednak nie usłyszałam już odpowiedzi, zebrałam się na odwagę i poszłam do domu.
Kacper już nie spał. Zapukałam do jego pokoju, i nie czekając na odpowiedź weszłam, siadając na łóżku. Spojrzał na mnie badawczo.
- Zdradziłam Neymara - powiedziałam jednym tchem aby mieć to już za sobą
- Co zrobiłaś?! - Kacper podniósł się na równe nogi - Jak to? Z kim?
- Z Brandonem - zaczęłam płakać. Przytulił mnie do siebie
- Opowiedz mi o tym - nalegał
- Nie dam rady, przepraszam, powiedziałam ci z grubsza, nie oczekuj nic więcej. - Odpowiedziałam, i wybiegłam z domu. Popędziłam do Matthewa. Zanim zapukałam, ogarnęłam się, i powstrzymałam płacz.
- Hej, daj mi złoty strzał na krechę
- Trzymaj - podał mi paczkę, badawczo mi się przyglądając
- Dzięki
- Wiesz w ogóle, co to jest? Nie chcesz żebym wyjaśnił ci co i jak? Chyba nie chcesz się zabić?
- Dam sobie radę i doceniam twoje chęci, ale spokojnie, wiem co robię, aa i nie mów nikomu OK?
- Jak zawsze
W nocy upewniłam się, że Kacper już śpi, poszłam do łazienki , wyciągnęłam naraz zawartość torebki, połówkę odłożyłam na potem. Zgrabnie zrobiłam kreskę i powoli wciągnęłam. Po wszystkim położyłam się na łóżku, odpłynęłam po piętnastu minutach. W euforii zapomniałam o Neymarze, w głowie wciąż przewijały mi się obrazy Brandona, bez wahania chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do niego, odebrał po pierwszym sygnale.
- Spotkajmy się tam gdzie to zrobiliśmy - powiedziałam, nie czekając na odzew, po czym się rozłączyłam. Chwyciłam kurtkę i na fazie pobiegłam do kanciapy. Usiadłam na pamiętnej sofie, i czekałam na niego. Kiedy się zjawił, rzucił pytające spojrzenie, nie do końca rozumiejąc, dlaczego tu jesteśmy. Usiadł koło mnie. Nie czekając, aż się odezwie, zaczęłam go całować, nie protestował, tylko odwzajemniał namiętnie każdy pocałunek. Ani przez chwilę nie myślałam o Neymarze. Nic już się nie liczyło. Nim się zorientowałam, byliśmy już bez ubrań. Był taki czuły, kiedy pieścił moje ciało, jednak zaraz przeszedł do rzeczy i szybko we mnie wszedł, wydałam z siebie głośny jęk, spodobało mu się to i naparł na mnie jeszcze mocniej, zanurzając członek do samego końca. Kochaliśmy się długo i namiętnie, to było szalone, ale też bardzo podniecające. Na fazie, czułam wszystko bardziej intensywniej, mocniej. Chciałam więcej i więcej. Kiedy oboje się sobą nasyciliśmy, zasnęłam w jego ramionach. Rano dotarło do mnie co właśnie się stało. Chciałam jak najszybciej stamtąd uciec. Przypomniałam sobie, co zrobiliśmy. Zdradziłam piłkarza. Marzyłam, aby jak najszybciej znaleźć się w domu. Czułam się koszmarnie. Chciałam cofnąć czas i nigdy nie poznać Brandona, jednak wiedziałam, że to niemożliwe. Rozpłakałam się. Po podłodze walał się zużyty kondom. Kiedy znalazłam się już w domu wygrzebałam z pod łóżka połówkę złotego strzału, gdyż pierwsza działka przestała już działać. Właśnie miałam zabierać się do wciągania, kiedy do łazienki weszła Becky
- Nikki, co ty tutaj robisz?
- Nic - szybko zakryłam dłonią kreskę
- Daj mi to! - Becky wyrwała mi woreczek, i kartę kredytową. - Złoty strzał? Chcesz odejść? Jesteś niepoważna! - Widziałam, że jest wściekła
- Oddaj! - Próbowałam wyrwać z jej ręki resztki proszku. Reszta leżała już dawno pod chodniczkiem, nie było sensu go zbierać
- Nie oddam, mam powiedzieć twojemu chłopakowi?
I w tej chwili rozpłakałam się jeszcze bardziej
- Nikki? - Becky usiadła koło mnie
- Nie mów nikomu, proszę! Kacper się na mnie totalnie zezłości
- Nie powiem - przytuliła mnie a ja nieustannie zanosiłam się płaczem.
Kiedy troszkę się uspokoiłam, pomogła mi wstać, i zaprowadziła do łóżka, po czym położyła się koło mnie.
- Nie musisz się o mnie troszczyć, dam sobie radę
- Właśnie widzę - skarciła mnie spojrzeniem
- Idź do Kacpra
- Wyszedł do Louisa, a po za tym nie można cię teraz spuszczać z oka
- Powiedział ci o wszystkim?
- Nie musiał, wszystko słyszałam
- Jak to?
- Byłam w łazience, kiedy weszłaś do jego pokoju
- Cholera! Ale ze mnie dziwka co?
- Nie mów tak, każdy popełnia błędy
- Powinnam powiedzieć o wszystkim Neymarowi?
- Wybór należy do ciebie, jeśli będziesz miała problem z podjęciem decyzji, wiesz, że zawsze ci pomogę
- Dziękuję - odpowiedziałam, po czym zasnęłam.
- Nikki, co ty tutaj robisz?
- Nic - szybko zakryłam dłonią kreskę
- Daj mi to! - Becky wyrwała mi woreczek, i kartę kredytową. - Złoty strzał? Chcesz odejść? Jesteś niepoważna! - Widziałam, że jest wściekła
- Oddaj! - Próbowałam wyrwać z jej ręki resztki proszku. Reszta leżała już dawno pod chodniczkiem, nie było sensu go zbierać
- Nie oddam, mam powiedzieć twojemu chłopakowi?
I w tej chwili rozpłakałam się jeszcze bardziej
- Nikki? - Becky usiadła koło mnie
- Nie mów nikomu, proszę! Kacper się na mnie totalnie zezłości
- Nie powiem - przytuliła mnie a ja nieustannie zanosiłam się płaczem.
Kiedy troszkę się uspokoiłam, pomogła mi wstać, i zaprowadziła do łóżka, po czym położyła się koło mnie.
- Nie musisz się o mnie troszczyć, dam sobie radę
- Właśnie widzę - skarciła mnie spojrzeniem
- Idź do Kacpra
- Wyszedł do Louisa, a po za tym nie można cię teraz spuszczać z oka
- Powiedział ci o wszystkim?
- Nie musiał, wszystko słyszałam
- Jak to?
- Byłam w łazience, kiedy weszłaś do jego pokoju
- Cholera! Ale ze mnie dziwka co?
- Nie mów tak, każdy popełnia błędy
- Powinnam powiedzieć o wszystkim Neymarowi?
- Wybór należy do ciebie, jeśli będziesz miała problem z podjęciem decyzji, wiesz, że zawsze ci pomogę
- Dziękuję - odpowiedziałam, po czym zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz