~ MANUELA ~
Alan dawał się we znaki, więc szybko przybiegłam do pokoju, żeby nie zbudzić Antosia, który zasnął w salonie przed telewizorem. Spał, odkąd wrócił z przedszkola. Wzięłam małego na ręce i poszłam do drugiego pokoju. Usiadłam wygodnie na sofie, i karmiłam go piersią. Kiedy już się najadł, czekałam, aż mu się odbije, a później ułożyłam go sobie na rękach, i kołysałam, dopóki nie zasnął. Nikodem wszedł w drzwi, lecz nie sam. Za nim pojawili się również Louis i Van.
- Hej kochanie - mąż powitał mnie namiętnym całusem w usta
- Cześć - odpowiedziałam, witając się również z gośćmi. Nikodem poszedł zrobić herbaty. - Proszę, siadajcie - wskazałam wolną ręką miejsce na sofie. Usiedli obok mnie.
- Van wpatrywała się w Alanka, który spał od kilku minut. - Ile już ma?
- Ponad miesiąc - uśmiechnęłam się, bo Nikodem odpowiedział jej w tym samym czasie co ja, krzycząc z kuchni
- Jest słodki - Louis też wpatrywał się w mojego synka
- Bo go zauroczycie - zaśmiałam się.
- Co u Nikki? - zapytała Van
- W porządku
- Myślisz, że jeszcze do nas wróci?
- Są marne szanse, chyba tam jest jej lepiej. Przynajmniej ma u boku Neymara. Po za tym Santos, to piękne miasto.
- Chciałabym, żeby jednak znów się tu wprowadziła, nudno bez niej - westchnęła
- Ja też za nią tęsknię, ale jest dorosła. Wie, gdzie jest jej najlepiej.
- Masz rację. Pójdziemy już, nie chcemy zbudzić małego.
- Jasne - uśmiechnęłam się. - Do zobaczenia
- Papa - pomachała mi na do widzenia i oboje zniknęli za drzwiami.
- Co u Nikki? - zapytała Van
- W porządku
- Myślisz, że jeszcze do nas wróci?
- Są marne szanse, chyba tam jest jej lepiej. Przynajmniej ma u boku Neymara. Po za tym Santos, to piękne miasto.
- Chciałabym, żeby jednak znów się tu wprowadziła, nudno bez niej - westchnęła
- Ja też za nią tęsknię, ale jest dorosła. Wie, gdzie jest jej najlepiej.
- Masz rację. Pójdziemy już, nie chcemy zbudzić małego.
- Jasne - uśmiechnęłam się. - Do zobaczenia
- Papa - pomachała mi na do widzenia i oboje zniknęli za drzwiami.
Kiedy już poszli Nikoś zajął się małym, kładąc się obok jego łóżeczka, na kanapie.
Nie paliłam przez całą ciąże, dziś jednak naszła mnie ochota, żeby zapalić. Wyszłam na balkon, i zaciągnęłam się papierosem.
***
Nikodem wrócił z chłopakami ze spaceru, trzymając w ręce kilka listów. Wyrwałam mu jeden i trafiłam na zaproszenie. Szybko je otworzyłam, by móc zobaczyć co jest w środku.
- Kochanie! - zawołałam do mojego męża, który bawił się z chłopcami w pokoju
- Tak?
- Zostaliśmy zaproszeni na urodziny Rebeki! - przybiegłam do niego, pokazując mu kartkę
- Ooo - zainteresował się - A kiedy dokładnie?
- Czytaj - podałam mu zaproszenie
- To już niedługo, za niecałe dwa tygodnie
- Tak, Antoś akurat będzie miał wolne
- Dobrze się składa, bo w barze też wszyscy idziemy na urlop
Klasnęłam w dłonie.
- Już nie mogę się doczekać, aż znowu zobaczę moją rodzinę! - uściskałam go
- Ja też - odwzajemnił uścisk - Które to już?
- Czterdzieste dziewiąte, jak ten czas szybko leci... - zamyśliłam się, a Nikodem zauważył mój spadek entuzjazmu i zapytał o co chodzi
- Nie mamy prezentu...
- To żaden problem, nie panikuj - pocałował mnie
- W sumie masz rację. - Alanek zaczął marudzić, więc wzięłam go na ręce
- No właśnie, damy sobie radę. Spokojnie
- No dobrze - uspokoiłam się na moment, jednak po chwili zmartwiła mnie kolejna rzecz
- Kochanie, co cię znów martwi?
- Nie mamy pieniędzy...
- O to też się nie martw - znów mnie pocałował, zabrał ode mnie małego i kazał zamknąć mi oczy. Posłusznie to zrobiłam, i czułam jak prowadzi mnie przed dom. Zaprowadził mnie do garażu.
- Już możesz otworzyć
Oniemiałam z wrażenia. Przed moimi oczami ukazał się piękny samochód, lecz po jeepie nie było śladu. Na jego miejscu stało teraz audi.
- Kiedy kupiłeś ten samochód?
- Podoba ci się prawda?
- Bardzo! Ale gdzie go kupiłeś? Za co?
- Sprzedałem jeepa, i mój motor
- Ale przecież ty bardzo kochałeś jeździć na wyścigi... Zbierałeś na ten motor całe dwa lata...
- Teraz wy jesteście dla mnie najważniejsi - uśmiechnął się, a ja z każdym dniem kochałam go coraz bardziej.
***
Podróż do Irlandii upłynęła nam bardzo szybko. Dzieci spały całą drogę. Rebeka bardzo ucieszyła się, że przyjechaliśmy wcześniej, i pomogliśmy jej wszystko przygotować. Nasz pokój czekał na górze. Rozpakowaliśmy walizki, i zeszliśmy na dół. Impreza była świetna, nie mogłam nic pić, karmiłam piersią. Nikodem szybko odnalazł się w tej rodzinie, dlatego kiedy tylko zrobiło się późno wyszli z moim przyrodnim bratem na Guinessa. Victoria pomagała mi przy Antosiu i przy Alanie.
Rebeka była zadowolona z prezentu jaki dostała od nas. Kwiaty od razu wstawiła do wazonu, a filiżanki wstawiła do kredensu. Duży miś zaś stanął przy telewizorze, a kolaż z naszymi wspólnymi zdjęciami powiesiła nad swoim łóżkiem. Wyszliśmy na plac zabaw. Antoś bawił się do upadłego, z dziećmi, które zapoznał kiedy byliśmy tu ostatni raz z tatą. Nie widziałam go takiego uśmiechniętego od kilku miesięcy.
***
Siedzieliśmy wszyscy na tarasie, mój telefon nieustannie wibrował, jednak ten urlop należał tylko do nas, i nie miałam ochoty kontaktować się z nikim. W dodatku byłam rozdrażniona, ponieważ Alan ciągle marudził, i nie mogłam go uspokoić. Nikodem w końcu się nade mną zlitował, i zabrał małego ode mnie. Zaczął płakać, ale kiedy znalazł się w jego ramionach momentalnie się uspokoił. Dzięki temu mogłam spokojnie coś zjeść. Włożył syna do wózka, i poszedł z Andrewem rozpalać grilla, bujając co kilka minut małego w wózku. Rebeka przyniosła szaszłyki i kiełbaski. Pomogłam jej, robiąc miejsce na stole, a później zrobiłam sobie kanapkę i obserwowałam chłopaków. Telefon znów wibrował.
- Nie odbierzesz? - zapytała Rebeka, nakładając sobie sałatkę na talerz
- Nie - zignorowałam połączenie
- Może to coś ważnego? - wyglądała na zmartwioną
- Nie, to tylko moja przyrodnia siostra próbuje się ze mną skontaktować
- Odbierz - zachęcała mnie
- Poczekam, aż znów zadzwoni.
- No dobrze - uśmiechnęła się i zabrała się do jedzenia.
Po skończonym posiłku poszłam z Victorią i moimi najmłodszymi chłopakami na spacer. Zwiedzaliśmy Irlandię. Kiedy wróciliśmy Nikodem dalej asystował z Andrewem przy kiełbaskach i szaszłykach. Położyłam dzieci spać, i wróciłam na taras, otulona kocem. Sięgnęłam po kiełbaskę. Telefon znów zaczął dzwonić.
- Tym razem musisz odebrać, bo inaczej do jutra nie będziesz miała spokoju - Rebeka patrzyła na mnie z troską.
- No dobrze - zgodziłam się. Wzięłam niechętnie telefon do ręki i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Cześć, tu Adela, pamiętasz że żyjemy?
- Od kilku godzin nie dajesz o sobie zapomnieć - odpowiedziałam z sarkazmem
- Nie bądź taka cięta - odpowiedziała, po czym zamilkła. Rozmowa nie bardzo się kleiła. Po chwili znów się odezwała. - Mama chce z tobą rozmawiać, nie rozłączaj się. - Przewróciłam oczami.
- Cześć córciu - miała smutny głos
- Mamo, o co chodzi?
- Tęsknimy za tobą
- Proszę, darujcie sobie. Skończcie z tą farsą.
- Nie możesz nas tak zostawić - w jej głosie dało się słyszeć, że próbuje mnie obwiniać.
- Tomasz sam mnie wyrzucił z domu, to jednoznaczne, nie chcieliście ani mnie, ani Antka.
- To nie wrócisz? - westchnęła
- Nie - odpowiedziałam oschle.
- Pamiętaj, że zawsze masz drzwi otwarte.
Rozłączyłam się, nie mogłam już znieść tej obłudy. Rebeka patrzyła na mnie ze współczuciem. Wyczuła, że mój nastrój się zmienił, ale nic nie powiedziała, tylko położyła swoją dłoń na mojej.
- Nie odbierzesz? - zapytała Rebeka, nakładając sobie sałatkę na talerz
- Nie - zignorowałam połączenie
- Może to coś ważnego? - wyglądała na zmartwioną
- Nie, to tylko moja przyrodnia siostra próbuje się ze mną skontaktować
- Odbierz - zachęcała mnie
- Poczekam, aż znów zadzwoni.
- No dobrze - uśmiechnęła się i zabrała się do jedzenia.
Po skończonym posiłku poszłam z Victorią i moimi najmłodszymi chłopakami na spacer. Zwiedzaliśmy Irlandię. Kiedy wróciliśmy Nikodem dalej asystował z Andrewem przy kiełbaskach i szaszłykach. Położyłam dzieci spać, i wróciłam na taras, otulona kocem. Sięgnęłam po kiełbaskę. Telefon znów zaczął dzwonić.
- Tym razem musisz odebrać, bo inaczej do jutra nie będziesz miała spokoju - Rebeka patrzyła na mnie z troską.
- No dobrze - zgodziłam się. Wzięłam niechętnie telefon do ręki i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Cześć, tu Adela, pamiętasz że żyjemy?
- Od kilku godzin nie dajesz o sobie zapomnieć - odpowiedziałam z sarkazmem
- Nie bądź taka cięta - odpowiedziała, po czym zamilkła. Rozmowa nie bardzo się kleiła. Po chwili znów się odezwała. - Mama chce z tobą rozmawiać, nie rozłączaj się. - Przewróciłam oczami.
- Cześć córciu - miała smutny głos
- Mamo, o co chodzi?
- Tęsknimy za tobą
- Proszę, darujcie sobie. Skończcie z tą farsą.
- Nie możesz nas tak zostawić - w jej głosie dało się słyszeć, że próbuje mnie obwiniać.
- Tomasz sam mnie wyrzucił z domu, to jednoznaczne, nie chcieliście ani mnie, ani Antka.
- To nie wrócisz? - westchnęła
- Nie - odpowiedziałam oschle.
- Pamiętaj, że zawsze masz drzwi otwarte.
Rozłączyłam się, nie mogłam już znieść tej obłudy. Rebeka patrzyła na mnie ze współczuciem. Wyczuła, że mój nastrój się zmienił, ale nic nie powiedziała, tylko położyła swoją dłoń na mojej.
***
W nocy Nikodem wszedł do pokoju z herbatami na tacy i położył się koło mnie. Pocałował mnie w policzek. - Proszę - wręczył mi kubek gorącego napoju.
- Słodziłeś? - spytałam bez emocji
- Tak. Co się stało? Gdzie twój uśmiech?
- Zniknął
- Co się stało? Kochanie... - wtulił swoją głowę w moją szyję
- Mama znów dzwoniła, ciągle próbuje mnie przekonać do tego abym wróciła.
- Naprawdę?
- Tak! Cały czas! Bez przerwy...Rozumiesz? Za każdym razem mówię jej, że nie, a ona dalej swoje!
Upił łyk herbaty, a później spojrzał na mnie.
- Nie przejmuj się. Jutro będzie lepiej, mówię ci. W końcu zrozumie, że nie dasz się przekonać.
- Masz rację. - Wtuliłam się w niego. Po chwili poczułam, jak delikatnie podwija mi koszulkę. Wiedziałam, czego chce, ale nie miałam na to ochoty.
- Kochanie, nie dzisiaj... Jutro dobrze?
- Dobrze mój skarbie - posmutniał. - Dobranoc - pocałował mnie, i odwrócił
- Dobranoc - odpowiedziałam i wtuliłam się w niego, ale nie mogłam zasnąć. W głowie wciąż nachodziły mnie myśli, czy jednak nie wrócić. Czy tak nie byłoby prościej? Nie - skarciłam się za tą myśl. Przecież tak jest dobrze. Żyję na własny rachunek. Jestem w stanie się utrzymać. Pokazałam im, że potrafię żyć równie dobrze bez nich. Po za tym, nie zmieścilibyśmy się w czwórkę w moim małym pokoju. Karciłam się za wątpliwości i szybko przywołałam się do porządku. Przecież miałam nowe życie, które nie zaczęło się jeszcze na dobre. Jednak, zrobiłam duży krok w tym kierunku, wiem również, że gdyby nie Antoś, Nikki, Kacper, i Nikodem, wciąż tkwiłabym w tym maraźmie. Sama nie dałam rady podjąć decyzji, ale z miłości do nich udało mi się tego dokonać. Do starego życia nie miałam ochoty wracać, zbyt dużo by mnie to kosztowało. Nie chciałam już tego rozpamiętywać. Powtórnie objęłam mojego męża, i zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz