9.04.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 7

Kolejny rok studiów zbliżał się nieubłaganie, chociaż może i dobrze, bo strasznie cierpiałam na brak zajęć. Myślałam, że to tylko przejściowe, jednak trwało to miesiąc. Zdecydowanie za długo. Dlaczego ja tak marnuję swoje życie? Zastanawiałam się od dłuższej chwili. Błądziłam gdzieś myślami. Sara niespodziewanie weszła do pokoju, kładąc mi rękę na ramieniu. Wystraszyłam się i nerwowo podskoczyłam.
- Dalej tu siedzisz? Sama? - Zapytała zmartwiona.
- A co twoim zdaniem powinnam teraz robić? Dokąd mam pójść? Odpuść proszę.
- To może w takim razie pójdziesz do Dominika? - zdawała się wcale mnie nie słuchać.
- Nie chcę już twoich rad, co do niego - spojrzałam na nią z wyrzutem
- Dlaczego? - wpatrywała się we mnie zmartwiona.
- Nie chce mnie widzieć. - Spuściłam wzrok.
- Żartujesz? Co mu powiedziałaś?
- Że zawsze może na mnie liczyć, bo jesteśmy przyjaciółmi a on... kazał mi wyjść i tyle.
- I od tak sobie wyszłaś?
Wzruszyłam ramionami - A co miałam zrobić?
- Zostać. Wiesz że on teraz kogoś potrzebuje, nie może być sam.
- To idź do niego, i posłuż mu dobrą radą, okej? - Zirytowałam się. Sara powoli zaczynała działać mi na nerwy.
- Uważam ze powinnaś do niego pójść i tyle - Siostra podeszła do okna, ostatni raz na mnie spojrzała i opuściła pokój. Po chwili w domu rozległo się głośne pukanie do drzwi.
- Spodziewasz się kogoś? - zapytałam młodej, która była w pokoju obok.
- Nie, a ty? - Znów pojawiła się w progu mojego pokoju, oparta o framugę. Bacznie mnie obserwując
- Też nie. Nie mam pojęcia kto to może być. Otwórz, to się przekonamy - spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem, a ona bez słowa zeszła na dół i podeszła do drzwi, zaglądając przez judasza.
- O wilku mowa. - Spojrzała na mnie, kiedy również zeszłam ze schodów i stanęłam obok niej
- Dominik?
- Mhm - Sara entuzjastycznie pokiwała głową. Otwórz, zanim się rozmyśli - Pokrzepiła mnie uśmiechem. Wyjrzałam przez duże okno, które znajdowało się tuż obok drzwi wejściowych.
- Masz rację - odwzajemniłam uśmiech i pociągnęłam za klamkę.


                                    ***

- Już myślałam że zapomniałeś gdzie mieszkam - Uśmiechnęłam się, wpuszczając go do środka.
- Nie zapomniałem, chciałem pobyć sam.
- Wyglądasz o wiele lepiej, niż poprzednim razem. - Zagadnęłam
- I tak też się czuję. To był ciężki okres.
- Dobrze wiem, co musiałeś przeżywać, bo czułam się dokładnie tak samo, kiedy Łukasz odszedł. Ale było, minęło. - Usmiechnęłam się szeroko, aby nie dać po sobie poznać, że wciąż to bardzo przeżywałam.
- Masz rację - Objął mnie ramieniem, a ja przez chwilę poczułam się bardzo przyjemnie, a zarazem bezpiecznie. Jednak nie trwało to długo, bo po krótkim czasie zabrał rękę. Zapragnęłam aby ta chwila trwała dłużej. Zaraz jednak przywróciłam się do porządku, zastanawiając się dlaczego pomyślałam o nim jak o kimś kto mógłby być dla mnie kimś więcej, niż przyjacielem? Miałam nadzieję, że nie dałam po sobie niczego poznać.
- Cieszę się, że stary Dominik wrócił - spojrzałam na niego.
- Oj tak... słuchaj... - uciął w połowie zdania
- O co chodzi?
- Przepraszam, nie wiem co sobie wtedy myślałem, nie miałem zamiaru cię tak potraktować.
- Daj spokój, każdy ma gorszy okres w życiu, wiem coś o tym.
- Jesteś jedyną osobą, która mnie rozumie... Jedyną osobą którą mam, w ogóle. Gdyby nie ty, to kto wie co bym teraz robił
- Nie myśl o tym, ważne że poradziłeś sobie z tym, zrobiłeś pierwszy krok, a teraz będzie już tylko lepiej. Zawsze będę obok ciebie - sprzedałam mu kuksańca w bok. - Przyjaciele. Pamiętasz? - spojrzałam na niego, wyczekując odpowiedzi
- Pamiętam - Dominik jakby posmutniał. Skąd taka reakcja? Nie chciałam o tym myśleć. A może bałam się nas sobie wyobrazić? Ilekroć starałam się choć na chwilę zobaczyć oczami wyobraźni NAS za każdym razem odczuwałam wstyd, że w ogóle o tym myślę.
- Słuchaj, chciałbym gdzieś wyjechać na parę dni. Wyrwać się stąd. - Głos Dominika przywołał mnie do rzeczywistości.
- A gdzie konkretnie?
- Może gdzieś nad jezioro? Co o tym myślisz?
- To całkiem fajny pomysł. Będziesz do mnie dzwonił? Chciałabym wiedzieć, czy ci się tam podoba.
- Wolałbym żebyś pojechała ze mną. Samemu to nie to samo co z przyjaciółką, prawda? - Posłał mi szczery uśmiech.
- Masz rację. To nie to samo.

                 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz