8.05.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 13

Nie odezwałam się, tylko bez słowa wyszłam z pomieszczenia, uznałam, że nie warto użerać się z pijanymi facetami. Poszłam do kuchni po coś do picia. Zastałam tylko Krzyśka i Mirka, oboje byli nawaleni. Przez chwilę wahałam się i byłam gotowa zawrócić, kiedy uświadomiłam sobie, że nie dam się zastraszyć i pokażę mu, że się go nie boję. Uśmiechnęłam się w ich stronę i pewnym krokiem podeszłam do lodówki. Wyciągnęłam wodę w butelce, a kiedy się odwróciłam Mirek stał już za mną, a po Krzyśku nie było śladu.
- Przepuść mnie, chcę wracać do pokoju.
- Co dostanę w zamian? - W tym momencie objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Próbowałam go od siebie odepchnąć, ale nie dawał za wygraną.
- Odejdź, cuchniesz wódką i papierosami.
- Nie odejdę, dopóki nie dostanę od ciebie buziaka.
- Odwal się, jesteś żałosny. - pchnęłam go z całej siły, aż zatoczył się pod stół.
- Zawsze taka jesteś? Lubię takie wojowniczki.
- Daj już spokój. Pogrążasz się.
Wyszłam z kuchni i pobiegłam schodami na górę. Zamknęłam drzwi na klucz.
Uczesałam się w warkocza i położyłam do łóżka, nie czekając na Dominika, byłam pewna że oboje z Radkiem zasną w salonie, nie wiedząc co jest grane.


                                      ***

Rankiem udałam się do łazienki, wziąć szybki prysznic. Byłam czujna, obawiając się że znów spotkam Mirka na horyzoncie. Nawet nie wiem co Kinga w nim widzi. No dobra: jest umięśniony, i przystojny, ale po za tą otoczką to zwykły cham i dupek. Założyłam strój kąpielowy przyszykowany przez Kasię i zwiewną kwiecistą sukienkę. Chyba pójdziemy się kąpać. Miałam wątpliwości, ale przecież może być fajnie. Nie pozwolę jakiemuś facetowi zepsuć mi wyjazdu. Byłam w świetnym humorze. Zeszłam na dół, aby zrobić wszystkim śniadanie. Policzyłam na palcach wszystkie osoby znajdujące się w domu, kilka razy musiałam zaczynać od nowa. Postanowiłam, że zrobię jajecznicę. Wyjęłam patelnię i wbiłam piętnaście jajek, w międzyczasie przygotowałam grzanki i rozlałam sok pomarańczowy do szklanek.
Pierwsza pokazała się Kaśka.
- Jezu, dziękuję ci że to zrobiłaś.
- Drobiazg, nie ma sprawy. - posłałam jej ciepły uśmiech.
- Starczyło dla wszystkich?
- Tak, bez problemu
- I tak trzeba będzie jeszcze podjechać do sklepu po zakupy.
- Okej, mogę to zrobić
- Dziękuję. Naprawdę. Jesteś kochana. - przytuliła mnie, po czym krzyknęła głośno: ''śniadanie!''
Od razu wszyscy się zlecieli. Po śniadaniu przygotowywaliśmy się nad Jezioro Nidzkie. Szybko się uczesałam i wyszłam przed dom.
- Który z dżentelmenów pojedzie z Marleną po zakupy? - Kasia stanęła z założonymi rękoma.
Nie widziałam nigdzie Dominika, więc wiedziałam kto się zgłosi.
- Ja pojadę - zaoferował się Mirek
- Dobrze. Łap kluczyki i jedźcie. Tylko wróćcie szybko, bo niedługo jedziemy nad jezioro.
- Okej.
Spojrzałam na Mirka z niechęcią, a on tylko się uśmiechnął, z satysfakcją i już wiedziałam, że to będzie nieprzyjemna podróż.
Wyruszyliśmy dżipem Krzyśka spod domu i pojechaliśmy na miasto do sklepu.
Mirek przez całą drogę w ogóle się nie odzywał. I dobrze, ale było to dla mnie dość dziwne, nabrałam podejrzeń, był zbyt spokojny. Chciał mnie zmylić. Uśpić moją czujność.
Wyszłam z samochodu i udałam się do sklepu. Kupiłam trzy zgrzewki piwa, zgrzewkę napoi, chleb, masło, kilka rodzajów sera i szynkę, wyjęłam z zamrażarki wielką paczkę frytek, sięgnęłam po węgiel do grilla i paczkę kiełbasy, wszystko władowałam do koszyka.
Gdy wyszłam ze sklepu Mirek stał przy aucie i palił papierosa, zauważyłam dopiero po chwili, że mi się przygląda.
- Pomożesz mi? Czy będziesz tak stał i patrzył?! - krzyknęłam do niego, ten pośpiesznie wyrzucił peta i zabrał ode mnie połowę zakupów. Wsiadłam do auta i bez słowa ruszyliśmy w drogę. Wracaliśmy inną trasą, więc od razu zapytałam:
- Gdzie jedziemy?
- Chcę ci coś pokazać.
- Ja nie chcę, proszę jedź prosto do domu
- Przecież jedziemy, to po drodze.
- Byle szybko, czekają na nas.
Dojechaliśmy na jakiś mostek i zatrzymaliśmy się, nie wychodziłam z auta ponieważ nie chciałam.
- Wychodź! - zwrócił się do mnie rozkazującym tonem.
- Nie chcę!
- No wyjdź, chcę ci coś pokazać.
Niechętnie wyszłam, ale kurczowo trzymałam się za drzwi samochodu.
- No podejdź tu
- Widzę stąd
- Podejdź, nic ci nie zrobię
Poszedł do mnie i poprowadził do barierki mostka.
- Spójrz w dół
Zobaczyłam mnóstwo kwiatów.
- Piękne są
- Tak myślałem że ci się spodobają.
- O czym ty mówisz?
Bez słowa zszedł na dół, i zerwał dorodny bukiet, po czym wrócił na górę.
- Są twoje
- Czyś ty oszalał? Nie przyjmę od ciebie niczego! A teraz wracajmy do domu.
Nie patrząc na minę Mirka, wkurzona weszłam z powrotem do dżipa, zatrzaskując drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz