23.05.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 17

Będąc już we Wrocławiu nadal nie mogłam ochłonąć po wczorajszych wydarzeniach. Kłębiło się we mnie wiele myśli, i pytań na które chciałam znać odpowiedź, choć nie byłam jeszcze na to gotowa. Była niedziela, co świadczyło, że równo za miesiąc zaczynam drugi rok studiów. Wyłączyłam laptopa i weszłam do kuchni. Sara siedziała przy stole i jadła płatki, jednocześnie przeglądając telefon.
- Jak było? Opowiadaj. Chcę wiedzieć wszystko ze szczegółami! - spojrzała na mnie odkładając telefon.
Wyjęłam mleko z lodówki i razem z miską postawiłam na stole, dosypałam musli i zaczęłam jeść.
- Było cudownie, na początku myślałam, że będziemy sami, ale później okazało się, że będzie tam również jego siostra z mężem i kilku kuzynów. W tym Mirek... - skrzywiłam się na samo wspomnienie - I jego dziewczyna Kinga.
- Mirek. - Powtórzyła po mnie. - Co to w ogóle za imię - Sara parsknęła śmiechem a ja razem z nią.
- W między czasie Kasia, ta jego siostra obchodziła rocznicę ślubu. Radek zrobił jej świetną niespodziankę. O którą nawet go nie podejrzewała. Była przekonana, że zapomniał. Na ścianie zawiesił wielki napis najlepsza Żona na świecie i pięćdziesiąt powodów dla których ją kocha. Pokój przytroił balonami w kształcie serca, a na wielkim telewizorze odtworzył ich wspólne zdjęcia i filmiki z ich udziałem. - Wsunęłam kolejną porcję musli do buzi a Sara siedziała z rozmarzeniem w oczach. - Najlepsze jest to, że wszystko zawieszał po pijaku. - Sara zrobiła wielkie oczy. Wyprzedziłam jej pytanie. - Nie sam, z Dominikiem. Wyobraź sobie, że rodzice Dominika urządzili jeden z pokoi a'la sala kinowa. Na ścianie wisiał ogromny telewizor, ten na którym Radek wyświetlał zdjęcia i filmy, a połowa pokoju była zapełniona wygodnymi krzesłami. Byłam w szoku.
- Nie gadaj, sala kinowa? Musieli mieć dużo wyobraźni, i pieniędzy. - Sara pokręciła głową. - Mów dalej.
Wsunęłam kolejną porcję do ust i kontynuowałam.
- Pojechaliśmy nad jezioro. Tam dopiero było pięknie.
- Nie wątpię, sądząc po twojej opaleniźnie - Uśmiechnęła się do mnie.
- Oj tak, pogoda była piękna.
- A co z tym Mirkiem? Miałaś taką krzywą minę jak o nim wspomniałaś.
- To z pewnością największy palant, jakiego znam. Wyobraź sobie, że dobierał się do mnie kilka razy, ciągle szukał okazji by się do mnie zbliżyć.
- A co na to jego dziewczyna? Nic nie zauważyła?
- Nikt nic nie zauważył. Dobrze udawał, a mi zagroził, i wmawiał, że i tak nikt mi nie uwierzy, więc po prostu zacisnęłam zęby i obiecałam sobie, że wytrzymam do końca wyjazdu a potem o tym zapomnę.
- Już więcej go nie zobaczysz, chyba że będzie chciał cię odnaleźć - Sara zrobiła dramatyczną przerwę a potem wybuchnęła śmiechem, a ja razem z nią.
- Nawet tak nie żartuj! Wtedy nie było mi do śmiechu. - Westchnęłam.
Zastanawiałam się, czy powiedzieć jej o tym co zaszło między mną a Dominikiem, miałam nadzieję że o to nie zapyta. Myliłam się. Byłam na to przygotowana.
- A jak tam z Dominikiem? Dalej przeżywa po rozstaniu z Różą?
- Nie wydaje mi się, przez trzy dni kręcił się gdzieś z chłopakami, trochę posiedział ze mną, a w przed ostatni dzień zabrał mnie na kebaba.
- Cóż za romantyk! - Sara wzniosła oczy do nieba.
- Prawda? Ale nie to jest najlepsze. W dzień powrotu przeszedł samego siebie. - Wróciłam do tego wspomnienia.
- No mów! - Sara patrzyła na mnie wyczekująco - Umieram z ciekawości!
- Pocałował mnie.
- Nie! Mówisz poważnie?
- Aha. Nadal nie mogę w to uwierzyć.
- Coś podobnego. Kto by pomyślał, że ty i Dominik będziecie kiedyś razem.
- Ej, nikt nie powiedział, że jesteśmy.
- Przyznaj że byś chciała!
- Jasne, że tak. Pytanie tylko czy on by chciał.


                                       ***

Niechętnie wydrukowałam plan zajęć na (nie) kochany poniedziałek. Uwielbiam wstawać skoro świt, równo ze wschodem słońca, zjeść odżywcze śniadanie i jechać w niemal pustym autobusie na zajęcia, i czuć klimę, która chłodzi mi twarz!
Żartuję.
Nienawidzę poniedziałków. Zamiast uśmiechu na twarzy, pojawia się grymas zirytowania, kiedy wyłączam budzik dzwoniący od piętnastu minut. Jeśli poleżę jeszcze pół godziny to spóźnię się na autobus. Zwlekam się z łóżka zaspanym krokiem i wlokę się do łazienki. Biorę zimny prysznic, i zaczynam czuć się rześko. Jakoś funkcjonuję. Wkładam luźną sukienkę, i zaplatając warkocza w biegu piję zimną już kawę i dojadam bułkę z serem żółtym. Chwytam czarny sweter, wsuwam baleriny na stopy i pędzę na autobus. Czekam. Przyjeżdża kilka minut później niż zwykle. Zatłoczony, jak zawsze. Przeciskam się między spoconymi ciałami i zajmuję jedyne wolne miejsce przy oknie. Jest duszno, a klima jak zwykle nie działa, meczę się przez kolejne dwadzieścia minut i kiedy widzę mój przystanek niemalże wybiegam. Przed uniwersytetem stoi grupka studentów i pali papierosy, przeciskam się pomiędzy nimi i wbiegam po schodach na górę. Zajęcia zaczęły się kilka minut temu, więc wchodzę jakby nigdy nic, siadam na końcu i otwieram podręcznik z literatury angielskiej. Zajęcia zdawały się trwać kilka godzin a minęło zaledwie czterdzieści minut. Zawibrował mój telefon, nie czekając wyciągam go z torebki i patrzę na wyświetlacz. Jeden esemes. Od Dominika.
On: O której kończysz?
Ja: Za dwie godziny.
On: Przyjadę po Ciebie.
Ja: Nie jesteś w pracy?
On: Dziś nie pracuję.
Nie odpowiadam i czekam do końca wykładu.
Październikowe słońce jest w zenicie, oświetla mi twarz. Z daleka widzę auto Dominika. Macham do niego a on odpowiada mi uśmiechem.
- Jak dzisiaj było? - zapytał zainteresowany
- Znośnie. Kolejna porcja literatury.
- Biedaczyna - wystawia mi język a ja uśmiecham się pod nosem. - Jedziemy na przejażdżkę.
- Dokąd? - zapytałam zdziwiona.
- Niespodzianka.
Byłam zdezorientowana kiedy podjechał pod mój dom.
- I to ma być ta niespodzianka? - przerwociłam oczami.
- Nie do końca, mamy jeszcze trochę czasu.
- A co to takiego, że musi czekać?
- Dowiesz się na miejscu.
- Jezu. Nie bądź taki tajemniczy. Jeśli mi nie powiesz, będę tu siedziała tak długo dopóki nie zmienisz zdania.
Westchnął.
- Zrobiłem rezerwację w restauracji.
- I?
- Zabieram cię na randkę.
- Trzeba było tak od razu.


                                     ***

Wieczorem, kiedy zmieniłam się w grecką boginię dotarliśmy do restauracji Pod Dzikim Bzem.
- To najdroższa restauracja - zauważyłam
- Wiem - przytaknął. - A co? Nie podoba ci się tutaj?
- Nigdy tu nie byłam, wiesz że sama bym coś ugotowała.
- Nie marudź.
Wysiadł z auta, po czym otworzył mi drzwi. Podałam mu rękę i wolnym krokiem weszliśmy do środka. Było tłoczno. Dominik zaprowadził nas do stolika przy oknie.
- Dlaczego akurat w poniedziałek? - zagadnęłam.
- Bo tylko dzisiaj było wolne miejsce, ktoś odmówił przed moim telefonem. Na weekend nie było by szans.
- To zmienia postać rzeczy. - Zaczęłam się rozglądać. I niestety, albo stety zauważyłam Łukasza z Różą. Dziękowałam Bogu, że Dominik siedział do nich tyłem.
- Słuchaj, może pójdziemy w inne miejsce?
- Tu jest dobrze - upierał się, a ja nie chciałam żeby ją tutaj zobaczył. - Hej tu jestem - pomachał mi ręką przed nosem. Nie mogłam oderwać od nich wzroku, wyglądali na szczęśliwych a ja poczułam ukłucie w sercu. - Marlena? Co jest tam takiego ciekawego, że ciągle spoglądasz w tamtą stronę?
Nie mogłam wypowiedzieć słowa, patrzenie na nich tak mnie zaabsorbowało, że na chwilę straciłam kontakt z rzeczywistością. I wtedy Dominik się odwrócił. Wpatrywał się w nich dłuższą chwilę, a później spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Wiedziałaś prawda?
- Słucham?
- Wiedziałaś, że Róża jest z Łukaszem.
- Tak. Nie. To znaczy tak... Ale nie chciałam ci mówić, wiedziałam że to cię zrani...
- Nie bardziej jak to, że pomimo tego że wiedziałaś, nie powiedziałaś mi. Ukrywałaś to. Przecież to tak istotne. Twój były jest z moją byłą. Nie chciałaś mnie zranić? Daj spokój.
Kelner przyniósł nasze zamówienia.
- Straciłem apetyt. Wracam. - spojrzał na mnie z wyrzutem. - Proszę rachunek. - Zwrócił się do kelnera. Podczas kiedy nasz rachunek był w drodze, Dominik nie wypowiedział ani jednego słowa.
- Proszę - kelner wręczył świstek. A on bez słowa rzucił na stół kilka banknotów. - Reszty nie trzeba. Smacznego Marlena.
Wstał i wyszedł. A ja zostałam sama, z nienaruszonym jedzeniem i żalem w sercu.


___________________________________________________________________

* Restauracja Pod Dzikim Bzem w rzeczywistości nie istnieje, została wymyślona na potrzeby historii.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz