Obudziłam się przed dziewiątą, i poszłam do toalety. Po kilku minutach weszłam pod prysznic, odkręcajac zimną wodę, wpływała na mnie kojąco. Owinięta ręcznikiem wyszłam z łazienki prosto do pokoju. Włączyłam laptopa, po czym zalogowałam się na fejsa. Wyskoczyło mi powiadomienie o nadchodzącym wydarzeniu, nie myśląc dłużej kliknęłam, nagłówek informował mnie o koncercie happysad, w Krakowie trzydziestego pierwszego grudnia, czyli w Sylwestra. Westchnęłam, bo wiedziałam, że i tak nie będę mogła pojechać. Po pierwsze nie stać mnie, a po drugie do Krakowa było mi nie po drodze. Wylogowałam się z portalu i zeszłam do kuchni na śniadanie. Wstawiłam wodę na kawę, i zrobiłam grzanki. Zalałam wodą napój, dolałam mleka i wsypałam dwie łyżeczki cukru, zamieszałam i usiadłam do stołu. Wzięłam do ręki telefon i zadzwoniłam do Sary. Odebrała po kilku sygnałach.
- Cześć siostrzyczko, jak tam u babci Justyny?
- Cześć, dobrze. Justyna jest spokojniesza, bo babci się polepszyło, ale w dalszym ciągu leży w łóżku. Pomagamy jej ile możemy.
- To świetnie, cieszę się. A kiedy wracasz?
- Nie wiem, może wrócę na święta.
- A Justyna z kim je spędza?
- Raczej tylko z babcią.
- To może zaproś je do nas.
- Świetny pomysł, muszę kończyć, idziemy robić śniadanie.
- Okej, nie ma problemu. Będziemy w kontakcie.
- Buźka
- Papa - odpowiedziałam i zakończyłam połączenie.
Odkąd Sara skończyła szkołę, prawie nie ma jej w domu, ale cieszyłam się, bo pomaga Justynie w opiece nad babcią. Miałam nadzieję, że spędzimy razem święta, no i Sylwestra też.
Po śniadaniu ubrałam się w koronkową bieliznę ( bardzo ją lubiłam, i miałam kilka podobnych kompletów) w czarne rurki, i flanelową niebieską koszulę w kratę. Bardzo cenię sobie wygodę. Na stopy włożyłam czarne krótkie skarpetki, a włosy jak zawsze związałam, ale tym razem w koński ogon. Pokremowałam twarz, i poszłam do salonu, oglądać telewizję. Kiedy wciągnęłam się w film, dostałam wiadomość. Była od Roberta. Uśmiechnęłam się, i zabrałam za odczytywanie.
Hej piękna.Co robisz?
Lubiłam kiedy tak mnie witał.
Postanowiłam, że nie będę mu odpisywać, tylko po prostu zadzwonię.
- Nie chce się pisać leniuszku? - usłyszałam po drugiej stronie.
- Wolę cię usłyszeć.
- Co tam?
- Oglądam telewizję, może chcesz się przyłączyć?
- Teraz nie mogę. Mirek u mnie jest. - Zamarłam. - Halo jesteś tam?
- Tak, tak. A długo jeszcze będzie?
- Nie, zaraz wychodzi.
- To może wpadnę do ciebie? Co ty na to?
- Świetnie, jestem za. Czekam - usłyszałam, po czym się rozłączył. Odczekałam dziesięć minut, po czym założyłam buty i kurtkę. Po kilkunastu minutach parkowałam na podwórku Roberta. Drzwi były otwarte, więc poprostu weszłam, ale żałowałam tego, gdy zobaczyłam, że Mirek w dalszym ciągu tu był. Posłałam Robertowi znaczące spojrzenie. Wzruszył tylko ramionami, po czym odchrząknął.
- Kogo moje piękne oczy widzą - Mirek spojrzał na mnie z pożądaniem.
- Cześć - odburknęłam tylko i przytuliłam się do Roberta.
- Napijesz się czegoś? - zaczął, kiedy odsunęliśmy się od siebie.
- Herbaty.
- Kurczę, skończyła się. Poczekajcie, podjadę do sklepu.
NIE ZOSTAWIAJ MNIE Z NIM SAMEJ!!!! - moje serce krzyczało, ale musiałam zachować zimną krew, choć z trudem mi się to udawało.
- No dobra, tylko szybko - uśmiechnęłam się z przymusu, i widziałam że Mirkowi zaświeciły się oczy. Kiedy Robert zniknął za drzwiami Mirek momentalnie przeobraził się w tego Mirka, którego znosiłam na Mazurach.
- W co ty grasz? - trzymałam emocje na wodzy
- A ty? Najpierw Dominik, teraz Robert. Oj nie ładnie kocico.
- Nie mów tak do mnie - stawałam się coraz bardziej przestraszona.
Wstał i podszedł do mnie, ja też szybko wstałam, ale odeszłam kilka kroków. Przyszpilił mnie do ściany.
- Znowu jesteśmy sami, i znowu nie masz dokąd uciec. Pięknie wyglądasz - zaczął całować moją szyję.
- Nie dotykaj mnie - odepchnęłam go. - Nigdy się nie odwalisz?
- Marlena, uspokój się, wiem, że na mnie lecisz.
- Chyba śnisz. - prychnęłam - Ciesz się, że nie powiedziałam o niczym Dominkowi, a co gorsza Radkowi, bo byłbyś skończony.
- Nikt by ci nie uwierzył.-uśmiechnął się złowieszczo
Miałam już wychodzić, kiedy do domu wszedł Robert.
- Już idziesz? - zdziwił się.
- Tak, chyba nie mam ochoty na herbatę. Muszę wracać. Jutro zajęcia.
- Jeśli chcesz. Przyjadę do ciebie później, tylko muszę coś obgadać z Mirkiem.
- Spoko - udawałam niewzruszoną. Ale w środku czułam, że płonę. Dlaczego on miał przede mną tajemnice? Miałam już tego dość. Nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać. Pewnie teraz Mirek mówi mu o wszystkim, ale na swoją korzyść. Nie zdziwię się, jak Robert ze mną zerwie. Wkurzona wsiadłam w samochód i wróciłam do domu. Zdjęłam buty, a kurtkę rzuciłam niedbale na podłogę. Pobiegłam na górę i się rozpłakałam.
zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
30.06.2017
29.06.2017
POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 28
Kiedy weszliśmy do restauracji wszystkie miejsca były już zajęte, oprócz jednego pod oknem na końcu sali. Robert podszedł do lady, potwierdził rezerwację, po czym dotarliśmy do stolika, odsunął mi krzesło, a kiedy usiadłam, on zrobił to samo.
- Czy to jest ta niespodzianka? - zaczęłam. Pokręcił przecząco głową.
- Pięknie wyglądasz, zresztą jak zawsze. Zarumieniłam się, i spojrzałam przez okno. Było pochmurno, jak na listopad przystało.
Po chwili oderwałam wzrok, i odwróciłam się w stronę kelnera który do mnie podszedł. Myślałam, że zaraz zemdleję, tym kelnerem był Mirek.
- Cześć Robert - przywitali się a ja coraz bardziej miałam pewność że padnę jak długa, albo wyjdę z siebie i stanę obok. Oni się znają?!
- Ooo cześć Marlenka - uśmiechnął się do mnie - Pamiętasz mnie?
- Jak mogłabym zapomnieć - palnęłam ironicznie.
- Co dla was? - Ciągle posyłał mi uśmieszki, miałam wrażenie, że rozbiera mnie wzrokiem. Kto wie co mu siedziało w tej głowie.
- Dla mnie Spaghetti Carbonara - odezwał się Robert
A dla mnie pistolet, i dwie kule, tak dla pewności - pomyślałam, po czym udając że szukam czegoś w karcie, zastanawiałam się jak stąd uciec. Jednak po chwili spojrzałam na niego złowrogo. - Dla mnie Sałatka Caprese i woda.
- Przyjąłem - zapisywał nasze zamówienia do notatnika. Kiedy skończył, założył długopis za ucho - Za piętnaście minut wszystko będzie gotowe.
Kiedy odszedł nachyliłam się do Roberta.
- Skąd wy się znacie?
- Czasem gramy razem w piłkę, to mój kolega z dawnego liceum. Czasem wychodzimy razem na piwko.
Jak taki palant jak Mirek miał kolegów? Zapomniałam, on ma kilka twarzy. Przed oczami zarysowało mi się wspomnienie ubiegłych wakacji. Wzdrygnęłam się na samą myśl.
- Naprawdę?
- Tak, coś w tym złego?
- Nie, nie. Nie ma w tym nic złego - upewniłam go.
- A skąd wy się znacie? - Wiedziałam, że o to zapyta, i wiedziałam też, że jestem właśnie w czarnej dupie.
- My? - zaczęłam nerwowo - Kiedyś byliśmy razem na Mazurach. - Robert spojrzał na mnie pytająco, szybko zaczęłam mu tłumaczyć. - Więc Mirek to brat Radka, męża siostry Dominika. Dominik zabrał mnie na wyjazd, bo małżonkowie świętowali swoją rocznicę ślubu, a ja byłam tam z nim dla towarzystwa.
- Dobra... - Robert spojrzał na mnie podejrzliwie - Uznajmy, że ci wierzę.
Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. A co jeśli Mirek powiedział mu o wszystkim, oczywiście zmieniając fakty tak, że to ja wyszłam na tą nachalną? Czułam, że tracę grunt pod nogami.
- Nie musisz mi wierzyć - jakoś z tego wybrnęłam.
- Żartuję, dlaczego miałbym ci nie wierzyć ślicznotko? - Dobry Boże, kamień spadł mi z serca. Jeżeli Bóg istnieje, to jest wielki!
Mirek zmaterializował się przed nami z jedzeniem. Modliłam się w duchu, żeby nie odezwał się ani słowem, i po prostu sobie poszedł, ale nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Myślałam, że zabiję go wzrokiem, tylko tak mogłam, bo niestety nie miałam przy sobie pistoletu, i bardzo tego żałowałam.
- Proszę piękna. - podał mi talerz.
- A to dla naszego najlepszego gracza - uśmiechnął się do Roberta. - Kiedy jakiś meczyk i piwko? Znajdziesz czas dla kumpla? Masz teraz tyle na głowie - posłał mu znaczące spojrzenie. Nie podobało mi się to.
- Zgadamy się - spojrzał na niego błagalnie, co znaczyło, żeby już więcej nic nie mówił. Czułam, że coś przede mną ukrywają, i miałam zamiar dowiedzieć się co. Podniosłam do ust szklankę i wzięłam łyka wody.
- Nie spodziewałem się, że jeszcze zobaczę kiedykolwiek taką kocicę
Zachłysnęłam się wodą, i o mało się nie udusiłam.
- Na szczęście Wrocław jest duży - odpowiedziałam ironicznie.
- Ja też się cieszę, że cię widzę.
Przewróciłam oczami i zaczęłam jeść, a Bóg wysłuchał moich próśb, bo Mirek sobie poszedł.
- Marlena, o czym on mówił? Czemu nazwał cię kocicą?
Wepchnęłam sobie do ust duży kawałek mozarelli, i powoli przeżuwałam, aby zastanowić się, co mu odpowiedzieć. Nie uważałam za słuszne mówić mu prawdy, więc skłamałam. P i e r w s z y r a z w życiu.
- Nie mam pojęcia, pewnie coś sobie ubzdurał, może nie układa mu się z Kingą, i myślał, że będę jego kochanką - nerwowo się zaśmiałam, gratulując sobie w duchu, za moje aktorstwo. Chyba mi uwierzył, bo jak gdyby nigdy nic, zabrał się za jedzenie.
Wieczór dobiegał końca, i dobrze, bo miałam go już szczerze dość, mimo, że zapowiadał się całkiem przyjemnie. No właśnie, zapowiadał...
Robert założył mi płaszcz, po czym otworzył mi drzwi i przepuścił mnie.
- No, no, ale z ciebie dżentelmen.
- Dla ciebie wszystko - objął mnie, po czym wsiedliśmy do auta i odwiózł mnie do domu.
- Nie wejdziesz? - zapytałam, kiedy rozpinałam pas.
- Nie..., jestem zmęczony. A po za tym muszę coś załatwić.
- Tylko nie mów mi, że policzyć się z Dominikiem. - spojrzałam na niego spod byka. Teraz wszystko było możliwe. Skoro znają się z Mirkiem, to na pewno z łatwością wyciągnie od niego adres mojego... No właśnie, kogo? Przyjaciela? Nie chciałam teraz o tym myśleć.
- Możesz spać spokojnie - przerwał ciszę, która prawdę mówiąc stawała się już niezręczna.
- Obiecaj.
- Obiecuję - pocałował mnie, po czym odjechał.
- Czy to jest ta niespodzianka? - zaczęłam. Pokręcił przecząco głową.
- Pięknie wyglądasz, zresztą jak zawsze. Zarumieniłam się, i spojrzałam przez okno. Było pochmurno, jak na listopad przystało.
Po chwili oderwałam wzrok, i odwróciłam się w stronę kelnera który do mnie podszedł. Myślałam, że zaraz zemdleję, tym kelnerem był Mirek.
- Cześć Robert - przywitali się a ja coraz bardziej miałam pewność że padnę jak długa, albo wyjdę z siebie i stanę obok. Oni się znają?!
- Ooo cześć Marlenka - uśmiechnął się do mnie - Pamiętasz mnie?
- Jak mogłabym zapomnieć - palnęłam ironicznie.
- Co dla was? - Ciągle posyłał mi uśmieszki, miałam wrażenie, że rozbiera mnie wzrokiem. Kto wie co mu siedziało w tej głowie.
- Dla mnie Spaghetti Carbonara - odezwał się Robert
A dla mnie pistolet, i dwie kule, tak dla pewności - pomyślałam, po czym udając że szukam czegoś w karcie, zastanawiałam się jak stąd uciec. Jednak po chwili spojrzałam na niego złowrogo. - Dla mnie Sałatka Caprese i woda.
- Przyjąłem - zapisywał nasze zamówienia do notatnika. Kiedy skończył, założył długopis za ucho - Za piętnaście minut wszystko będzie gotowe.
Kiedy odszedł nachyliłam się do Roberta.
- Skąd wy się znacie?
- Czasem gramy razem w piłkę, to mój kolega z dawnego liceum. Czasem wychodzimy razem na piwko.
Jak taki palant jak Mirek miał kolegów? Zapomniałam, on ma kilka twarzy. Przed oczami zarysowało mi się wspomnienie ubiegłych wakacji. Wzdrygnęłam się na samą myśl.
- Naprawdę?
- Tak, coś w tym złego?
- Nie, nie. Nie ma w tym nic złego - upewniłam go.
- A skąd wy się znacie? - Wiedziałam, że o to zapyta, i wiedziałam też, że jestem właśnie w czarnej dupie.
- My? - zaczęłam nerwowo - Kiedyś byliśmy razem na Mazurach. - Robert spojrzał na mnie pytająco, szybko zaczęłam mu tłumaczyć. - Więc Mirek to brat Radka, męża siostry Dominika. Dominik zabrał mnie na wyjazd, bo małżonkowie świętowali swoją rocznicę ślubu, a ja byłam tam z nim dla towarzystwa.
- Dobra... - Robert spojrzał na mnie podejrzliwie - Uznajmy, że ci wierzę.
Myślałam, że zapadnę się pod ziemię. A co jeśli Mirek powiedział mu o wszystkim, oczywiście zmieniając fakty tak, że to ja wyszłam na tą nachalną? Czułam, że tracę grunt pod nogami.
- Nie musisz mi wierzyć - jakoś z tego wybrnęłam.
- Żartuję, dlaczego miałbym ci nie wierzyć ślicznotko? - Dobry Boże, kamień spadł mi z serca. Jeżeli Bóg istnieje, to jest wielki!
Mirek zmaterializował się przed nami z jedzeniem. Modliłam się w duchu, żeby nie odezwał się ani słowem, i po prostu sobie poszedł, ale nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Myślałam, że zabiję go wzrokiem, tylko tak mogłam, bo niestety nie miałam przy sobie pistoletu, i bardzo tego żałowałam.
- Proszę piękna. - podał mi talerz.
- A to dla naszego najlepszego gracza - uśmiechnął się do Roberta. - Kiedy jakiś meczyk i piwko? Znajdziesz czas dla kumpla? Masz teraz tyle na głowie - posłał mu znaczące spojrzenie. Nie podobało mi się to.
- Zgadamy się - spojrzał na niego błagalnie, co znaczyło, żeby już więcej nic nie mówił. Czułam, że coś przede mną ukrywają, i miałam zamiar dowiedzieć się co. Podniosłam do ust szklankę i wzięłam łyka wody.
- Nie spodziewałem się, że jeszcze zobaczę kiedykolwiek taką kocicę
Zachłysnęłam się wodą, i o mało się nie udusiłam.
- Na szczęście Wrocław jest duży - odpowiedziałam ironicznie.
- Ja też się cieszę, że cię widzę.
Przewróciłam oczami i zaczęłam jeść, a Bóg wysłuchał moich próśb, bo Mirek sobie poszedł.
- Marlena, o czym on mówił? Czemu nazwał cię kocicą?
Wepchnęłam sobie do ust duży kawałek mozarelli, i powoli przeżuwałam, aby zastanowić się, co mu odpowiedzieć. Nie uważałam za słuszne mówić mu prawdy, więc skłamałam. P i e r w s z y r a z w życiu.
- Nie mam pojęcia, pewnie coś sobie ubzdurał, może nie układa mu się z Kingą, i myślał, że będę jego kochanką - nerwowo się zaśmiałam, gratulując sobie w duchu, za moje aktorstwo. Chyba mi uwierzył, bo jak gdyby nigdy nic, zabrał się za jedzenie.
Wieczór dobiegał końca, i dobrze, bo miałam go już szczerze dość, mimo, że zapowiadał się całkiem przyjemnie. No właśnie, zapowiadał...
Robert założył mi płaszcz, po czym otworzył mi drzwi i przepuścił mnie.
- No, no, ale z ciebie dżentelmen.
- Dla ciebie wszystko - objął mnie, po czym wsiedliśmy do auta i odwiózł mnie do domu.
- Nie wejdziesz? - zapytałam, kiedy rozpinałam pas.
- Nie..., jestem zmęczony. A po za tym muszę coś załatwić.
- Tylko nie mów mi, że policzyć się z Dominikiem. - spojrzałam na niego spod byka. Teraz wszystko było możliwe. Skoro znają się z Mirkiem, to na pewno z łatwością wyciągnie od niego adres mojego... No właśnie, kogo? Przyjaciela? Nie chciałam teraz o tym myśleć.
- Możesz spać spokojnie - przerwał ciszę, która prawdę mówiąc stawała się już niezręczna.
- Obiecaj.
- Obiecuję - pocałował mnie, po czym odjechał.
POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 27
Byłam tak roztrzęsiona, że nie byłam w stanie włożyć kluczyków do stacyjki, po kilku próbach w końcu mi się udało. Odjechałam i wiedziałam już do kogo pojadę. Zaparkowałam na dużym podwórku, brama była otwarta. Zapukałam do drzwi. Kiedy mnie zobaczył, nic nie powiedział tylko wpuścił mnie do środka i zaprowadził do salonu.
- Co się stało kochanie? - zapytał zmartwiony
- Byłam u Dominika
- Po co? - przymrużył oczy
- Wyjaśnić mu, że nic do niego nie czuję.
- Aha... I jak to przyjął?
- Źle. I... - przełknęłam ślinę
- I co?
- On mnie pocałował. - Rysy twarzy Roberta się zaostrzyły, zacisnął szczękę, a jego dłonie były złożone w pięści.
- Gdzie on mieszka?
- Robert, nie rób nic głupiego. - Wstałam i dotknęłam jego ramienia.
- Co on sobie w ogóle myśli? - był nieźle zdenerwowany
- Kocha mnie.
- A ty? - odsunął się ode mnie - Kochasz go?!
- Nie... Robert, ja kocham ciebie.
Spojrzał na mnie. Długą chwilę staliśmy w milczeniu. Podszedł do mnie i wziął mnie za rękę, po czym splótł nasze palce.
- Ja ciebie też. Szaleję za tobą, odkąd cię zobaczyłem na uniwerku, a kiedy dowiedziałem się, że jesteś na tym samym kierunku, myślałem że oszaleję ze szczęścia.
- To dlaczego dopiero teraz? - Próbowałam sobie wszystko poukładać. - Dlaczego dopiero w połowie drugiego roku studiów jestem tu teraz z tobą?
- Bo się bałem, że dasz mi kosza. Wiem, że nie widać tego po mnie, ale nie jestem kobieciarzem, i kiedy się zakochuję to w jednej kobiecie. Laski na mnie lecą, chcą się umówić, ale ja odmawiam. Jestem nieśmiały. Nie mam tysiąca znajomych na fejsie, jak podróżuję to sam, ale teraz chciałbym tylko z tobą. - Uśmiechnęłam się, bo wszystko co mówił było prawdą. - Nie oddam cię nikomu, rozumiesz malutka?
- Wiem. - odpowiedziałam, po czym wpiłam się w jego usta. Wziął mnie na ręce, a ja oplotłam go nogami w pasie. Nie przestając mnie całować położył delikatnie na dużej sofie. Zdejmował ze mnie po kolei każdą partię ubrań, a ja nie mogłam się doczekać kiedy w końcu we mnie wejdzie, i poczuję go w sobie, dlatego nie czekając dłużej rozebrałam go i przyciągnęłam do siebie, jego ręce wędrowały po całym moim ciele, aż w końcu zatrzymały się w jednym miejscu, tam gdzie najbardziej go pragnęłam. Z moich ust wydobyło się ciche westchnienie, kiedy włożył palec, a potem bawił się moją kobiecością, ze zniecierpliwieniem czekałam, aż palec zastąpi swoim twardym członkiem. Całował moją szyję, i schodził coraz niżej, aż jego język zatopił się pomiędzy moimi nogami. Kiedy byłam już na skraju przyjemności wsunął we mnie swoją męskość, a ja poczułam, że zaraz eksploduje. Napierał całym swoim ciałem, przygniatając moje nabrzmiałe piersi. Delikatnie ruszał się we mnie, dopóki nie byłam w pełni usatysfakcjonowana. Kiedy do tego doszło, spuścił się we mnie, i opadł zmęczony na poduszki. Wycieńczeni wtuliliśmy się w siebie i po chwili zasnęliśmy.
Kiedy obudziłam się po kilku godzinach Roberta przy mnie nie było. Szybko ubrałam bieliznę, i poszłam go szukać. Przez chwilę pomyślałam, że może jest w kuchni, i przygotowuje dla nas kolację, ale tam też go nie zastałam, wpadłam w panikę, bo do głowy przyszedł mi pomysł, że pojechał do Dominika, ale zaraz się uspokoiłam, bo przecież nie znał adresu. Kiedy wszedł do domu odetchnęłam z ulgą, bo na twarzy nie miał śladów bójki.
- Gdzie byłeś?
- Coś załatwić.
- Mhm, a powiesz mi co? - Próbowałam dowiedzieć się, o co chodzi.
- Dowiesz się w swoim czasie.
- No dobra - dałam za wygraną.
- Jesteś głodna?
- Chyba tak - uśmiechnęłam się
- Chyba?
- Nie wiem czy bardziej głodna ciebie, czy kolacji z tobą - zgrywałam się.
- To w takim razie, zbieraj się, zabieram cię na randkę.
- Muszę się ubrać - spojrzałam na swoją bieliznę.
- W tych koronkowych majteczkach też Ci bardzo ładnie. - uśmiechnął się
- Głupek - odpowiedziałam, po czym poszłam założyć na siebie ciuchy. - Nie mogę tak jechać - spojrzałam na niego. Miałam na sobie legginsy i bluzę.
- To pojedziemy do ciebie, i się przebierzesz. Nie widzę problemu - podszedł do mnie i musnął ustami moją szyję.
- Zgoda
- Tylko szybko, mamy rezerwację.
- Co się stało kochanie? - zapytał zmartwiony
- Byłam u Dominika
- Po co? - przymrużył oczy
- Wyjaśnić mu, że nic do niego nie czuję.
- Aha... I jak to przyjął?
- Źle. I... - przełknęłam ślinę
- I co?
- On mnie pocałował. - Rysy twarzy Roberta się zaostrzyły, zacisnął szczękę, a jego dłonie były złożone w pięści.
- Gdzie on mieszka?
- Robert, nie rób nic głupiego. - Wstałam i dotknęłam jego ramienia.
- Co on sobie w ogóle myśli? - był nieźle zdenerwowany
- Kocha mnie.
- A ty? - odsunął się ode mnie - Kochasz go?!
- Nie... Robert, ja kocham ciebie.
Spojrzał na mnie. Długą chwilę staliśmy w milczeniu. Podszedł do mnie i wziął mnie za rękę, po czym splótł nasze palce.
- Ja ciebie też. Szaleję za tobą, odkąd cię zobaczyłem na uniwerku, a kiedy dowiedziałem się, że jesteś na tym samym kierunku, myślałem że oszaleję ze szczęścia.
- To dlaczego dopiero teraz? - Próbowałam sobie wszystko poukładać. - Dlaczego dopiero w połowie drugiego roku studiów jestem tu teraz z tobą?
- Bo się bałem, że dasz mi kosza. Wiem, że nie widać tego po mnie, ale nie jestem kobieciarzem, i kiedy się zakochuję to w jednej kobiecie. Laski na mnie lecą, chcą się umówić, ale ja odmawiam. Jestem nieśmiały. Nie mam tysiąca znajomych na fejsie, jak podróżuję to sam, ale teraz chciałbym tylko z tobą. - Uśmiechnęłam się, bo wszystko co mówił było prawdą. - Nie oddam cię nikomu, rozumiesz malutka?
- Wiem. - odpowiedziałam, po czym wpiłam się w jego usta. Wziął mnie na ręce, a ja oplotłam go nogami w pasie. Nie przestając mnie całować położył delikatnie na dużej sofie. Zdejmował ze mnie po kolei każdą partię ubrań, a ja nie mogłam się doczekać kiedy w końcu we mnie wejdzie, i poczuję go w sobie, dlatego nie czekając dłużej rozebrałam go i przyciągnęłam do siebie, jego ręce wędrowały po całym moim ciele, aż w końcu zatrzymały się w jednym miejscu, tam gdzie najbardziej go pragnęłam. Z moich ust wydobyło się ciche westchnienie, kiedy włożył palec, a potem bawił się moją kobiecością, ze zniecierpliwieniem czekałam, aż palec zastąpi swoim twardym członkiem. Całował moją szyję, i schodził coraz niżej, aż jego język zatopił się pomiędzy moimi nogami. Kiedy byłam już na skraju przyjemności wsunął we mnie swoją męskość, a ja poczułam, że zaraz eksploduje. Napierał całym swoim ciałem, przygniatając moje nabrzmiałe piersi. Delikatnie ruszał się we mnie, dopóki nie byłam w pełni usatysfakcjonowana. Kiedy do tego doszło, spuścił się we mnie, i opadł zmęczony na poduszki. Wycieńczeni wtuliliśmy się w siebie i po chwili zasnęliśmy.
Kiedy obudziłam się po kilku godzinach Roberta przy mnie nie było. Szybko ubrałam bieliznę, i poszłam go szukać. Przez chwilę pomyślałam, że może jest w kuchni, i przygotowuje dla nas kolację, ale tam też go nie zastałam, wpadłam w panikę, bo do głowy przyszedł mi pomysł, że pojechał do Dominika, ale zaraz się uspokoiłam, bo przecież nie znał adresu. Kiedy wszedł do domu odetchnęłam z ulgą, bo na twarzy nie miał śladów bójki.
- Gdzie byłeś?
- Coś załatwić.
- Mhm, a powiesz mi co? - Próbowałam dowiedzieć się, o co chodzi.
- Dowiesz się w swoim czasie.
- No dobra - dałam za wygraną.
- Jesteś głodna?
- Chyba tak - uśmiechnęłam się
- Chyba?
- Nie wiem czy bardziej głodna ciebie, czy kolacji z tobą - zgrywałam się.
- To w takim razie, zbieraj się, zabieram cię na randkę.
- Muszę się ubrać - spojrzałam na swoją bieliznę.
- W tych koronkowych majteczkach też Ci bardzo ładnie. - uśmiechnął się
- Głupek - odpowiedziałam, po czym poszłam założyć na siebie ciuchy. - Nie mogę tak jechać - spojrzałam na niego. Miałam na sobie legginsy i bluzę.
- To pojedziemy do ciebie, i się przebierzesz. Nie widzę problemu - podszedł do mnie i musnął ustami moją szyję.
- Zgoda
- Tylko szybko, mamy rezerwację.
28.06.2017
POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 26
- Będę jechał - Robert podniósł się leniwie z łóżka.
- Już? - posmutniałam
- Zrobiło się późno - wskazał na widok za oknem, niebo robiło się coraz ciemniejsze.
- No tak, lepiej żebyś nie jechał po nocach.
- Kiedy wracasz?
- Jutro - wstałam i przytuliłam go mocno do siebie, a on wsunął twarz w moje włosy, po czym delikatnie mnie pocałował. Nie chciałam, żeby jechał, ale wiedziałam, że tak musi być.
Wyszłam za nim na podwórko, i kiedy tylko wsiadł do samochodu pomachałam mu na pożegnanie.
***
Całą noc nie mogłam zasnąć. Myślałam o tym co stało się zaledwie kilka godzin temu. Przewracałam się z boku na bok, zastanawiając się czy porozmawiać z Dominikiem. Wstałam z łóżka i przeszłam przez długi korytarz, prosto do pokoju babci. Tak jak się spodziewałam, jeszcze nie spała, oglądała telewizję, a ja położyłam się koło niej.
- Nie możesz spać? Już późno - zauważyła
- Ciągle myślę o wczorajszym dniu.
- Wyjaśniliście sobie wszystko?
- Tak, z Robertem wszystko świetnie, ale nie wiem co powiedzieć Dominikowi. Wyznał mi miłość..., ale ja go nie kocham...
- Tak bywa, nie zawsze odwzajemniamy czyjeś uczucia, to zupełnie normalne. Nie przejmuj się kochana, nie musisz kogoś kochać na siłę, nie można się zmusić do miłości. Serce nie jest nam posłuszne, ale to nie znaczy, że musimy się z nim zgadzać.
Wtuliłam się w nią, miała rację.
- Dzisiaj wracam, chcę to mieć za sobą.
- Masz rację kochana, ale koniecznie musisz mi wszystko opowiedzieć.
- Dobrze - uśmiechnęłam się i wróciłam do swojego pokoju. Do rana nie spałam, tylko wpatrywałam się w okno, kiedy zrobiło się już jasno wstałam i poszłam do łazienki, umyłam zęby, i jak zawsze związałam włosy w luźnego koka, przemyłam twarz i poszłam się ubrać. Założyłam szare leginsy i czarną bluzę z kapturem. Babcia krzątała się w kuchni. Zjadłam szybkie śniadanie, i dopiłam zimną już kawę. Spakowałam się i poszłam pożegnać się z dziadkiem. Babcia siedziała przed domem.
- Już wyjeżdżasz?
- Tak, wszystko sobie przemyślałam. Dziękuję ci za wszystko - powiedziałam i wzięłam torbę do ręki, po czym rzuciłam ją na tylne siedzenie. Pomachałam babci na pożegnanie i odjechałam. Po godzinie drogi byłam już na miejscu. Sary nie było w domu. Rzuciłam torbę w kąt i pojechałam do Dominika, pragnęłam mieć już to za sobą. Wbiegłam po schodkach i zapukałam głośno kilka razy. Otworzył po dwóch minutach.
- To tylko ty - spojrzał na mnie
- A kogo się spodziewałeś? - udałam zdziwioną
- Na pewno nie ciebie - odburknął
- Chcę z tobą pogadać
- Dobre sobie, nie mamy o czym - przymknął mi drzwi przed nosem, ale powstrzymałam je ruchem ręki.
- Wydaje mi się, że jednak mamy - wtargnęłam do jego domu.
- Czego chcesz?
- Słuchaj, przepraszam - podążałam za nim do pokoju. W oczy rzucił mi się stół, zawalony butelkami po piwie, oczywiście już pustymi.
- Nie mów mi, że znowu pijesz - skarciłam go wzrokiem
- Nie twój zasrany interes, mów czego chcesz.
Westchnęłam i usiadłam.
- Przepraszam, że tak wyszło, ale nie czuję do ciebie tego samego, co ty do mnie
- To bardzo dziwne, skoro nic nie czujesz, to dlaczego wtedy mnie całowałaś? Po co było to wszystko?
- Chwila słabości, naprawdę, jesteś dla mnie przyjacielem, ale nikim więcej.
- Zabawiłaś się mną. Zostawiłaś jak zepsutą zabawkę. Pojawił się ten fagas, a ty poleciałaś do niego, nie patrząc na to, że mnie ranisz. Czy ja kiedykolwiek cię obchodziłem?
Milczałam. Miał rację. Był dla mnie tylko przyjacielem, dobra może mi się podobał, ale nie planowałam z nim przyszłości.
- Odpowiedz!
- Pójdę już.
Kiedy wstałam, chwycił mnie za rękę i mocno do siebie przyciągnął.
- Powiedz mi to prosto w oczy - zarządał. - Powiedz mi, że mnie nie kochasz.
- Nie kocham cię - mówiłam spokojnie, ale czułam że jeszcze chwila, i zaleję się łzami. Nie tak to sobie wyobrażałam.
- Idź już.
Wstałam, a on odprowadził mnie do drzwi.
- Wybaczysz mi kiedyś? - spytałam
- Nie wiem. - Po tych słowach, opuściłam jego dom. Schodziłam z ostatniego schodka, kiedy jego drzwi się otworzyły.
- Marlena, zaczekaj!
Odwróciłam się w jego stronę a on pociągnął mnie za rękę z powrotem do domu. Zamknął drzwi i zaczął mnie całować. Byłam w szoku i totalnie nie wiedziałam, co powinnam teraz zrobić. Odepchnęłam go od siebie.
- Dominik, nie możemy, zrozum
- Nie zostawiaj mnie, proszę.
- To się nie uda, kocham Roberta - otworzyłam drzwi i wybiegłam z domu, po czym wsiadłam do auta i odjechałam.
- Już? - posmutniałam
- Zrobiło się późno - wskazał na widok za oknem, niebo robiło się coraz ciemniejsze.
- No tak, lepiej żebyś nie jechał po nocach.
- Kiedy wracasz?
- Jutro - wstałam i przytuliłam go mocno do siebie, a on wsunął twarz w moje włosy, po czym delikatnie mnie pocałował. Nie chciałam, żeby jechał, ale wiedziałam, że tak musi być.
Wyszłam za nim na podwórko, i kiedy tylko wsiadł do samochodu pomachałam mu na pożegnanie.
***
Całą noc nie mogłam zasnąć. Myślałam o tym co stało się zaledwie kilka godzin temu. Przewracałam się z boku na bok, zastanawiając się czy porozmawiać z Dominikiem. Wstałam z łóżka i przeszłam przez długi korytarz, prosto do pokoju babci. Tak jak się spodziewałam, jeszcze nie spała, oglądała telewizję, a ja położyłam się koło niej.
- Nie możesz spać? Już późno - zauważyła
- Ciągle myślę o wczorajszym dniu.
- Wyjaśniliście sobie wszystko?
- Tak, z Robertem wszystko świetnie, ale nie wiem co powiedzieć Dominikowi. Wyznał mi miłość..., ale ja go nie kocham...
- Tak bywa, nie zawsze odwzajemniamy czyjeś uczucia, to zupełnie normalne. Nie przejmuj się kochana, nie musisz kogoś kochać na siłę, nie można się zmusić do miłości. Serce nie jest nam posłuszne, ale to nie znaczy, że musimy się z nim zgadzać.
Wtuliłam się w nią, miała rację.
- Dzisiaj wracam, chcę to mieć za sobą.
- Masz rację kochana, ale koniecznie musisz mi wszystko opowiedzieć.
- Dobrze - uśmiechnęłam się i wróciłam do swojego pokoju. Do rana nie spałam, tylko wpatrywałam się w okno, kiedy zrobiło się już jasno wstałam i poszłam do łazienki, umyłam zęby, i jak zawsze związałam włosy w luźnego koka, przemyłam twarz i poszłam się ubrać. Założyłam szare leginsy i czarną bluzę z kapturem. Babcia krzątała się w kuchni. Zjadłam szybkie śniadanie, i dopiłam zimną już kawę. Spakowałam się i poszłam pożegnać się z dziadkiem. Babcia siedziała przed domem.
- Już wyjeżdżasz?
- Tak, wszystko sobie przemyślałam. Dziękuję ci za wszystko - powiedziałam i wzięłam torbę do ręki, po czym rzuciłam ją na tylne siedzenie. Pomachałam babci na pożegnanie i odjechałam. Po godzinie drogi byłam już na miejscu. Sary nie było w domu. Rzuciłam torbę w kąt i pojechałam do Dominika, pragnęłam mieć już to za sobą. Wbiegłam po schodkach i zapukałam głośno kilka razy. Otworzył po dwóch minutach.
- To tylko ty - spojrzał na mnie
- A kogo się spodziewałeś? - udałam zdziwioną
- Na pewno nie ciebie - odburknął
- Chcę z tobą pogadać
- Dobre sobie, nie mamy o czym - przymknął mi drzwi przed nosem, ale powstrzymałam je ruchem ręki.
- Wydaje mi się, że jednak mamy - wtargnęłam do jego domu.
- Czego chcesz?
- Słuchaj, przepraszam - podążałam za nim do pokoju. W oczy rzucił mi się stół, zawalony butelkami po piwie, oczywiście już pustymi.
- Nie mów mi, że znowu pijesz - skarciłam go wzrokiem
- Nie twój zasrany interes, mów czego chcesz.
Westchnęłam i usiadłam.
- Przepraszam, że tak wyszło, ale nie czuję do ciebie tego samego, co ty do mnie
- To bardzo dziwne, skoro nic nie czujesz, to dlaczego wtedy mnie całowałaś? Po co było to wszystko?
- Chwila słabości, naprawdę, jesteś dla mnie przyjacielem, ale nikim więcej.
- Zabawiłaś się mną. Zostawiłaś jak zepsutą zabawkę. Pojawił się ten fagas, a ty poleciałaś do niego, nie patrząc na to, że mnie ranisz. Czy ja kiedykolwiek cię obchodziłem?
Milczałam. Miał rację. Był dla mnie tylko przyjacielem, dobra może mi się podobał, ale nie planowałam z nim przyszłości.
- Odpowiedz!
- Pójdę już.
Kiedy wstałam, chwycił mnie za rękę i mocno do siebie przyciągnął.
- Powiedz mi to prosto w oczy - zarządał. - Powiedz mi, że mnie nie kochasz.
- Nie kocham cię - mówiłam spokojnie, ale czułam że jeszcze chwila, i zaleję się łzami. Nie tak to sobie wyobrażałam.
- Idź już.
Wstałam, a on odprowadził mnie do drzwi.
- Wybaczysz mi kiedyś? - spytałam
- Nie wiem. - Po tych słowach, opuściłam jego dom. Schodziłam z ostatniego schodka, kiedy jego drzwi się otworzyły.
- Marlena, zaczekaj!
Odwróciłam się w jego stronę a on pociągnął mnie za rękę z powrotem do domu. Zamknął drzwi i zaczął mnie całować. Byłam w szoku i totalnie nie wiedziałam, co powinnam teraz zrobić. Odepchnęłam go od siebie.
- Dominik, nie możemy, zrozum
- Nie zostawiaj mnie, proszę.
- To się nie uda, kocham Roberta - otworzyłam drzwi i wybiegłam z domu, po czym wsiadłam do auta i odjechałam.
25.06.2017
POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 25
Obudziłam się równo ze wschodem słońca. Pełna energii zaścieliłam łóżko, po czym chwyciłam ciemne dżinsy i szeroką bluzę. Wyszłam z pokoju i przeszłam przez długi korytarz, i po chwili byłam już w łazience. Weszłam do wanny i odkręciłam prysznic. Ciepła woda obmywała moje ciało, a po chwili w całym pomieszczeniu widać było parę, która osiadła również na lustrze. Po kilku minutowej kąpieli wyszłam z wanny i wytarłam się do sucha ręcznikiem, sięgnęłam po skarpetki i włożyłam je na bose stopy, wsunęłam dżinsy, a wąskie nogawki trochę podwinęłam. Włożyłam bluzę i zabrałam się za mycie zębów. Kiedy skończyłam, zaplotłam włosy w krótkiego kłosa który sięgał mi do połowy ramienia. Odświeżona weszłam do kuchni, gdzie babcia szykowała duże wspólne śniadanie.
- Dzień dobry kochanie, wyspałaś się? - spytała serdecznym tonem
- I to jak. Pomogę ci.
- Już skończyłam, pozostało tylko to wszystko pozanosić, ale dziękuję za chęci. Uzupełnione już talerze zanosiłam do gościnnego pokoju, gdzie stała duża ława. Wspólne śniadanie było już tradycją, i nikt nie miał zamiaru tego zmieniać. Kiedy stół został już nakryty i nie było na nim miejsca, zawołałam dziadka, i kiedy usiadł babcia przyniosła akurat tackę z kubkami herbaty.
- Smacznego - odezwała się
- Smacznego - odpowiedziałam równo z dziadkiem, i po chwili każdy był zajęty jedzeniem.
Kiedy po śniadaniu nie było śladu, wzięłam się za sprzątanie. Nalałam gorącej wody do zlewu i dodałam kilka kropel płynu do naczyń, po czym zamoczyłam wszystkie brudne talerze i sztućce. Po dwudziestu minutach kuchnia lśniła, podobnie jak reszta pomieszczeń. Zmęczone z babcią wyszłyśmy na podwórko przed dom. Mimo że zbliżał się listopad, na dworze było całkiem ciepło. Uwielbiałam tu przyjeżdżać, cisza pozwalała na rozmyślania, i chwilę zapomnienia. Wpatrywałam się w drzewa i skalniak przede mną, i chłonęłam ten widok, zastanawiając się, którego powinnam wybrać, serce było przecież jedno, a ich dwóch.
- Pokażesz mi zdjęcia z Mazur? - Babcia wyrwała mnie z zamyśleń.
- Jasne, tylko musiałabym najpierw pójść po telefon i w ogóle to go włączyć, nie chcę mieć narazie z nikim kontaktu.
- Nie możesz się odcinać od świata, nie ominiesz tego, ucieczka tutaj nie sprawi, że problem sam się rozwiąże - uświadomiła mi to, i niestety miała rację. Niechętnie wstałam z plastikowego krzesła i poszłam do pokoju, po kilku minutach wyszłam spowrotem na podwórko z telefonem w ręku.
- Włącz go, kto wie, może mile się zaskoczysz - zachęcała mnie
- Masz rację. - usiadłam i nacisnęłam malutki przycisk na telefonie. Minęło kilka chwil, zanim telefon zaskoczył. Wiadomość przychodziła za wiadomością. Kilka było od Sary, kilka od Malwiny, lecz od Dominika i Roberta ani jednej, poczułam się rozczarowana. Miałam nadzieję, że napiszą choć jedną wiadomość, nawet cholerną kropkę, ale nic z tego. Weszłam w spis połączeń, to co zobaczyłam odebrało mi mowę. Trzydzieści połączeń nieodebranych od Roberta i jedno, tylko jedno od Dominika.
- I co? - Babcia spytała zmartwiona. - Dobijają się do ciebie drzwiami i oknami - zażartowała
- To tylko Sara i Malwina - uśmiechnęłam się prawie niewidocznie.
- A chłopcy?
- Dzwonili, ale tylko tyle - westchnęłam
- Żadnej wiadomości?
- Żadnej - posmutniałam.
- Jeszcze nie wszystko stracone - Babcia próbowała mnie pocieszyć, ale nie pomagało mi to, bo ci mężczyźni wcale nie ułatwiali mi sprawy, wręcz przeciwnie.
Zrezygnowana odłożyłam telefon na biały plastikowy okrągły stół.
- Nie martw się, może wszystko samo się ułoży - położyła swoją dłoń na mojej - Na wszystko potrzeba czasu.
- Obyś miała rację babciu.
Nie minęło pięć minut a mój telefon zaczął wibrować, podniosłam go szybko ze stołu i spojrzałam na wyświetlacz, odebrałam z drżącymi rękami, i sercem bijącym dwa razy szybciej niż zwykle.
- Ile można do ciebie dzwonić? - oburzył się
- Przepraszam, miałam wyłączony telefon. - Wstałam i odeszłam kawałek, po czym stanęłam za winklem.
- Zastanowiłaś się już? - czułam w jego głosie zniecierpliwienie.
- Nie - westchnęłam.
- Przyjadę do ciebie - zaproponował
- Ale... Nie ma mnie w domu
- W takim razie gdzie mam cię szukać?
- Naprawdę chcesz przyjechać? - zapytałam zdziwiona
- Mhm
- No dobrze - podałam mu adres.
- Do zobaczenia - czułam, że się uśmiecha
- Do zobaczenia, Robert - rozłączyłam się, i spojrzałam na babcię, która ze zniecierpliwieniem czekała aż wszystko jej wyjaśnię.
- To Robert - zaczęłam
- Co chciał?
- Przyjedzie tu.
- Lepiej będzie jak gdzieś pojedziecie, porozmawiacie na spokojnie, nikt wam nie będzie przeszkadzał.
- Wrócę wieczorem - uśmiechnęłam się do niej.
- Wróć, jak wszystko sobie wyjaśnicie. Zdjęcia pooglądamy później.
- Dziękuję - pocałowałam babcię w policzek i poszłam do pokoju, wyczekując na przyjazd Roberta.
***
Umówiliśmy się w wyznaczonym przeze mnie miejscu, a dokładniej przy wjeździe na polną drogę do domu babci. Zaparkował koło przystanku, a ja nie czekając chwili dłużej wsiadłam do środka.
- Znasz jakieś inne miejsce? - zapytał, kiedy zapinałam pasy. Nie takiego powitania się spodziewałam, ale dobre i to.
- Tak, wjedź tutaj - pokazałam palcem, potem w prawo, w lewo i zatrzymasz się zaraz za zakrętem - poinstruowałam go. Po kilku minutach staliśmy przy samym lesie.
Rozpięłam pasy, a Robert zrobił to samo.
- Marlena, oczekuję od ciebie jednego - spojrzał mi w oczy. - Żebyś powiedziała mi, czy chcesz czegoś więcej...
- Wiesz... - starałam się jakoś wymigać od tej odpowiedzi, ale wiedziałam, że nie ma to najmniejszego sensu.
- Mów - ponaglał mnie
- Dobrze - wzięłam głęboki wdech - obaj jesteście dla mnie ważni
- Ale?
- Długo nie wiedziałam którego wybrać, ale w końcu doszłam do wniosku, że jesteś dla mnie ważniejszy
Długo się we mnie wpatrywał, a ja wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że powiedziałam to na głos, trzymał mnie w niepewności, a ja byłam coraz bardziej spięta. Odruchowo dotknął dłonią mojego policzka i gładził mnie po nim, a po chwili wpił się w moje usta. Nasze języki splątały się w namiętnym tańcu, upewniłam się tylko że to za tymi ustami tak bardzo tęskniłam. Ściągnął ze mnie bluzę, i podkoszulkę, a później całował moją szyję, kładąc dłonie na plecy i rozpinając stanik.
- Chcesz robić to tutaj? - przerwałam
- A ty nie? - zapytał, po czym pozbył się swoich ubrań, zostawiając tylko bokserki.
- Wszystko jedno, byle z tobą - odpowiedziałam i przeszłam na tylne siedzenia, kładąc się na plecach, pomimo niewielkiej przestrzeni Robert do mnie dołączył i garbiąc się zdjął ze mnie dżinsy, i majtki. Położył się na mnie, i całował usta, szyję, brzuch aż w końcu dotarł pomiędzy moje uda. Jego język wyprawiał cuda, a ja wiłam się z przyjemności, wkrótce wrócił do moich ust, jedną ręką pozbył się bokserek a jego penis zanurzył się we mnie, najpierw do połowy, a później cały, tak szybko, że z moich ust wydostał się krzyk. Unosił się i opadał, a ja prosiłam go o więcej wbijając paznokcie w jego nagie plecy, kiedy oboje byliśmy już maksymalnie zaspokojeni położył się na mnie, żeby odpocząć i ciężko dysząc spojrzał mi w oczy.
- To było zajebiste. - pocałował mnie
- Też tak myślę - odwzajemniłam pocałunek, próbując unormować oddech.
Pół godziny później leżeliśmy na łóżku wtuleni w siebie.Wpatrywał się we mnie, a ja miałam wrażenie, że znam go całe życie.
- Dzień dobry kochanie, wyspałaś się? - spytała serdecznym tonem
- I to jak. Pomogę ci.
- Już skończyłam, pozostało tylko to wszystko pozanosić, ale dziękuję za chęci. Uzupełnione już talerze zanosiłam do gościnnego pokoju, gdzie stała duża ława. Wspólne śniadanie było już tradycją, i nikt nie miał zamiaru tego zmieniać. Kiedy stół został już nakryty i nie było na nim miejsca, zawołałam dziadka, i kiedy usiadł babcia przyniosła akurat tackę z kubkami herbaty.
- Smacznego - odezwała się
- Smacznego - odpowiedziałam równo z dziadkiem, i po chwili każdy był zajęty jedzeniem.
Kiedy po śniadaniu nie było śladu, wzięłam się za sprzątanie. Nalałam gorącej wody do zlewu i dodałam kilka kropel płynu do naczyń, po czym zamoczyłam wszystkie brudne talerze i sztućce. Po dwudziestu minutach kuchnia lśniła, podobnie jak reszta pomieszczeń. Zmęczone z babcią wyszłyśmy na podwórko przed dom. Mimo że zbliżał się listopad, na dworze było całkiem ciepło. Uwielbiałam tu przyjeżdżać, cisza pozwalała na rozmyślania, i chwilę zapomnienia. Wpatrywałam się w drzewa i skalniak przede mną, i chłonęłam ten widok, zastanawiając się, którego powinnam wybrać, serce było przecież jedno, a ich dwóch.
- Pokażesz mi zdjęcia z Mazur? - Babcia wyrwała mnie z zamyśleń.
- Jasne, tylko musiałabym najpierw pójść po telefon i w ogóle to go włączyć, nie chcę mieć narazie z nikim kontaktu.
- Nie możesz się odcinać od świata, nie ominiesz tego, ucieczka tutaj nie sprawi, że problem sam się rozwiąże - uświadomiła mi to, i niestety miała rację. Niechętnie wstałam z plastikowego krzesła i poszłam do pokoju, po kilku minutach wyszłam spowrotem na podwórko z telefonem w ręku.
- Włącz go, kto wie, może mile się zaskoczysz - zachęcała mnie
- Masz rację. - usiadłam i nacisnęłam malutki przycisk na telefonie. Minęło kilka chwil, zanim telefon zaskoczył. Wiadomość przychodziła za wiadomością. Kilka było od Sary, kilka od Malwiny, lecz od Dominika i Roberta ani jednej, poczułam się rozczarowana. Miałam nadzieję, że napiszą choć jedną wiadomość, nawet cholerną kropkę, ale nic z tego. Weszłam w spis połączeń, to co zobaczyłam odebrało mi mowę. Trzydzieści połączeń nieodebranych od Roberta i jedno, tylko jedno od Dominika.
- I co? - Babcia spytała zmartwiona. - Dobijają się do ciebie drzwiami i oknami - zażartowała
- To tylko Sara i Malwina - uśmiechnęłam się prawie niewidocznie.
- A chłopcy?
- Dzwonili, ale tylko tyle - westchnęłam
- Żadnej wiadomości?
- Żadnej - posmutniałam.
- Jeszcze nie wszystko stracone - Babcia próbowała mnie pocieszyć, ale nie pomagało mi to, bo ci mężczyźni wcale nie ułatwiali mi sprawy, wręcz przeciwnie.
Zrezygnowana odłożyłam telefon na biały plastikowy okrągły stół.
- Nie martw się, może wszystko samo się ułoży - położyła swoją dłoń na mojej - Na wszystko potrzeba czasu.
- Obyś miała rację babciu.
Nie minęło pięć minut a mój telefon zaczął wibrować, podniosłam go szybko ze stołu i spojrzałam na wyświetlacz, odebrałam z drżącymi rękami, i sercem bijącym dwa razy szybciej niż zwykle.
- Ile można do ciebie dzwonić? - oburzył się
- Przepraszam, miałam wyłączony telefon. - Wstałam i odeszłam kawałek, po czym stanęłam za winklem.
- Zastanowiłaś się już? - czułam w jego głosie zniecierpliwienie.
- Nie - westchnęłam.
- Przyjadę do ciebie - zaproponował
- Ale... Nie ma mnie w domu
- W takim razie gdzie mam cię szukać?
- Naprawdę chcesz przyjechać? - zapytałam zdziwiona
- Mhm
- No dobrze - podałam mu adres.
- Do zobaczenia - czułam, że się uśmiecha
- Do zobaczenia, Robert - rozłączyłam się, i spojrzałam na babcię, która ze zniecierpliwieniem czekała aż wszystko jej wyjaśnię.
- To Robert - zaczęłam
- Co chciał?
- Przyjedzie tu.
- Lepiej będzie jak gdzieś pojedziecie, porozmawiacie na spokojnie, nikt wam nie będzie przeszkadzał.
- Wrócę wieczorem - uśmiechnęłam się do niej.
- Wróć, jak wszystko sobie wyjaśnicie. Zdjęcia pooglądamy później.
- Dziękuję - pocałowałam babcię w policzek i poszłam do pokoju, wyczekując na przyjazd Roberta.
***
Umówiliśmy się w wyznaczonym przeze mnie miejscu, a dokładniej przy wjeździe na polną drogę do domu babci. Zaparkował koło przystanku, a ja nie czekając chwili dłużej wsiadłam do środka.
- Znasz jakieś inne miejsce? - zapytał, kiedy zapinałam pasy. Nie takiego powitania się spodziewałam, ale dobre i to.
- Tak, wjedź tutaj - pokazałam palcem, potem w prawo, w lewo i zatrzymasz się zaraz za zakrętem - poinstruowałam go. Po kilku minutach staliśmy przy samym lesie.
Rozpięłam pasy, a Robert zrobił to samo.
- Marlena, oczekuję od ciebie jednego - spojrzał mi w oczy. - Żebyś powiedziała mi, czy chcesz czegoś więcej...
- Wiesz... - starałam się jakoś wymigać od tej odpowiedzi, ale wiedziałam, że nie ma to najmniejszego sensu.
- Mów - ponaglał mnie
- Dobrze - wzięłam głęboki wdech - obaj jesteście dla mnie ważni
- Ale?
- Długo nie wiedziałam którego wybrać, ale w końcu doszłam do wniosku, że jesteś dla mnie ważniejszy
Długo się we mnie wpatrywał, a ja wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że powiedziałam to na głos, trzymał mnie w niepewności, a ja byłam coraz bardziej spięta. Odruchowo dotknął dłonią mojego policzka i gładził mnie po nim, a po chwili wpił się w moje usta. Nasze języki splątały się w namiętnym tańcu, upewniłam się tylko że to za tymi ustami tak bardzo tęskniłam. Ściągnął ze mnie bluzę, i podkoszulkę, a później całował moją szyję, kładąc dłonie na plecy i rozpinając stanik.
- Chcesz robić to tutaj? - przerwałam
- A ty nie? - zapytał, po czym pozbył się swoich ubrań, zostawiając tylko bokserki.
- Wszystko jedno, byle z tobą - odpowiedziałam i przeszłam na tylne siedzenia, kładąc się na plecach, pomimo niewielkiej przestrzeni Robert do mnie dołączył i garbiąc się zdjął ze mnie dżinsy, i majtki. Położył się na mnie, i całował usta, szyję, brzuch aż w końcu dotarł pomiędzy moje uda. Jego język wyprawiał cuda, a ja wiłam się z przyjemności, wkrótce wrócił do moich ust, jedną ręką pozbył się bokserek a jego penis zanurzył się we mnie, najpierw do połowy, a później cały, tak szybko, że z moich ust wydostał się krzyk. Unosił się i opadał, a ja prosiłam go o więcej wbijając paznokcie w jego nagie plecy, kiedy oboje byliśmy już maksymalnie zaspokojeni położył się na mnie, żeby odpocząć i ciężko dysząc spojrzał mi w oczy.
- To było zajebiste. - pocałował mnie
- Też tak myślę - odwzajemniłam pocałunek, próbując unormować oddech.
Pół godziny później leżeliśmy na łóżku wtuleni w siebie.Wpatrywał się we mnie, a ja miałam wrażenie, że znam go całe życie.
22.06.2017
POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 24
Zanim wjechałam na ulicę, włączyłam radio i szukałam mojej ulubionej stacji, poczułam ukłucie w sercu kiedy usłyszałam piosenkę ''Bez znieczulenia'' mojego ulubionego zespołu, pamiętam jak leciała właśnie wtedy kiedy jechałam z Robertem. Zaczęłam śpiewać, i momentalnie jego obraz pojawił się przed moimi oczami. Kiedy włączyłam się do ruchu, powitał mnie długi korek. Westchnęłam. Na niebie rozciągały się ciemne chmury, wystarczy kilka chwil, a rozpada się na dobre. Przeklęłam pod nosem, kiedy tak się stało. Do cholery, czy wszystko musi mi o nim przypominać? Czy to znak, że powinnam wybrać Roberta? Byłam w środku rozdarta, na pół, pomiędzy sercem, a rozumem; uczuciem, a rozsądkiem. Po dwudziestu minutach udało mi się w końcu wyjechać z miasta. Na drodze zrobiło się ślisko, więc musiałam jechać wolniej. Wcale nie uciekasz - pomyślałam sobie. Ja tylko chciałam wszystko przemyśleć, w miejscu gdzie życie wydaje się prostsze, a dokładniej u mojej babci, która była dla mnie jak matka. Wjechałam na polną drogę. Po kilkunastu minutach parkowałam na dużym podwórku. Na drogę wyleciał duży pies babci, Dino. Wysiadłam z auta, a on podbiegł do mnie więc zaczęłam go głaskać.
- Cześć piesku, tęskniłeś? - uśmiechnęłam się do niego, patrzył na mnie wesołymi oczami i merdał radośnie ogonem. Chwilę później z domu wyszła babcia.
- Cześć kochanie, jak miło cię znowu widzieć.-Uściskała mnie.
- Witaj babciu, ja też się cieszę. Gdzie dziadek? Chciałabym się z nim przywitać.
- Siedzi w pokoju, ogląda wiadomości.
- Widzę, że nic się nie zmieniło - uśmiechnęłam się pod nosem.
- Ziemia musiałaby się zawalić, żeby polityka przestała go interesować - odwzajemniła uśmiech.
Weszłam do domu i pokierowałam się do dużego pokoju. Dziadek siedział w fotelu i oglądał telewizję ze słuchawkami na uszach. Spojrzał na mnie dopiero kiedy dotknęłam jego ramienia. Zdjął słuchawki, i odłożył je na stół, po czym wstał i mocno mnie uściskał.
- Co za niespodzianka!
- Cześć dziadku, jak zdrówko?
- W porządku, nie narzekam, a jak na studiach?
- Wszystko dobrze - zapewniłam go, po czym poszłam do kuchni, gdzie babcia kroiła ciasto.
- Zaraz zrobię herbatkę, i pójdziemy na dwór. Wszystko mi opowiesz. Widzę, że coś cię gryzie.
Nie musiałam nic mówić, a ona wiedziała, że mam problem, i za to ją kochałam, to znaczy również za to, bo było jeszcze milion innych powodów.
Zaniosłam kubki na stolik przed drzwiami balkonowymi które prowadziły do pokoju gościnnego, i położyłam je na biały okrągły stół i dostawiłam obok krzesła, kiedy usiadłam babcia pojawiła się z talerzem ciasta i małymi talerzykami.
- Dzisiaj upiekłam, mam nadzieję, że będzie ci smakować. To orzechowiec.
- Wszyscy wiemy, że robisz go najlepiej - uśmiechnęłam się i nałożyłam sobie kawałek ciasta na mały talerzyk.
- Opowiadaj - zachęciła mnie.
- Zakochałam się. Na zabój. - zaczęłam.
- Oo, a kto jest tym szczęsliwcem.
- Raczej kim są - poprawiłam ją i wzięłam do ust kolejną porcję pysznego ciasta.
- Jest ich więcej? - babcia się zdziwiła
- Dwóch.
- Umieram z ciekawości - ucichła, tym samym dając mi opowiedzieć.
- Nie wiem od czego zacząć.
- Najlepiej od początku kochanie.
- Mówiłam ci o Dominiku? - spytałam
- Tak, o tym blondynie? - upewniała się.
- Zgadza się. - Opowiedziałam jej o tym, jak zbliżyliśmy się do siebie, od kiedy oboje zostaliśmy singlami, o Mazurach i o tym co się wtedy stało. Babcia ciągle kręciła głową z niedowierzaniem.
- To jeszcze nie wszystko - spojrzałam na nią i kontynuowałam. - Na studiach poznałam Roberta, to znaczy przez pierwszy rok nie zwracałam na niego uwagi, ale teraz kiedy zaczął się drugi semestr bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Babcia westchnęła.
- Ciężki orzech do zgryzienia - upiła łyk herbaty z miodem - na którym ci bardziej zależy?
- Nie wiem... Dominik mnie pocałował, a Robert wszystkiemu się przyglądał, a kiedy chciałam mu wszystko wytłumaczyć, odjechał. I kazał odezwać się do niego jak będę wiedziała czego chcę. Sara mi przekazała. Babciu co ja powinnam teraz zrobić?
- Miałam podobny problem - odrzekła. - Też zakochałam się w swoim przyjacielu, to był gorący romans, ale pojawił się twój dziadek, i to z nim chciałam spędzić resztę życia.
- A skąd wiedziałaś, że to akurat dziadek jest tym mężczyzną?
- Wywoływał we mnie emocje, o których wcześniej nie miałam pojęcia - odkroiła kawałek ciasta i włożyła do ust, po czym wróciła do rozmowy - Był bardzo spontaniczny, przy nim nie myślałam o niczym, ciągle odkrywałam jego tajemniczy charakter. - O kurde - pomyślałam, dokładnie to czuję kiedy jestem z Robertem.
- Mam tak - odezwałam się. - Robert jest dokładnie taki sam.
- A Dominik?
- Jest słodki, czarujący, ale nie czuję do niego tak silnych emocji. Kiedy mnie całował czułam motyle w brzuchu, ale Robert mnie bardziej pociąga. Sprawia, że chcę więcej i więcej. Wszystko mi się z nim kojarzy.
- To chyba zagadka rozwiązana - Babcia uśmiechnęła się do mnie troskliwie.
- Tylko co powiem Dominikowi? - zmartwiłam się
- Najlepiej prawdę - Wstała i podeszła do mnie, po czym delikatnie mnie objęła.
- Dziękuję ci.
Usiadła z powrotem i omiotła wzrokiem podwórko, po czym spojrzała na leżącą koło drzwi torbę z moimi rzeczami.
- Na długo przyjechałaś?
- Na kilka dni.
- Bardzo się cieszę, już zaczynało nam cię brakować. Zaraz przygotuję ci pokój, a ty zjedz jeszcze ciasta. Uśmiechnęłam się, po czym nałożyłam sobie kolejny kawałek.
Kiedy zrobiło się już dosyć chłodno i ciemno posprzątałam ze stołu i poszłam do swojego pokoju. Może babcia ma rację? Może warto pokierować się sercem? Nie mam nic do stracenia. Przebrałam się w piżamę, i kiedy tylko położyłam się do wygodnego łóżka, okryłam się cała kołdrą i zamknęłam oczy. Po chwili zasnęłam.
19.06.2017
POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 23
Długo wpatrywałam się jeszcze w jeden punkt, oszołomiona tym co wydarzyło się zaledwie pół godziny temu. Miałam mętlik w głowie, a myśli sprowadzały się do jednego punktu: a mianowicie wyjazdu. Muszę wyjechać, i wszystko sobie przemyśleć, nie kontaktując się z nikim, a już napewno nie z Dominikiem, ani z Robertem. Położyłam się na kanapie, na której niedawno siedziałam z moim przyjacielem. Zwinęłam się w kłębek i zamknęłam oczy, wyobrażając sobie Roberta, który patrzy na mnie i widzi jak całuję się z Dominkiem. W głowie wciąż huczały mi słowa Dominika, ''kocham cię'' odbijało się głośnym echem. Słyszałam też słowa Sary, która mówiła '' odezwij się do niego jak będziesz wiedziała czego chcesz''. Najgorsze jest to, że nie wiedziałam czego chcę. Nie wiedziałam, dlaczego muszę wybierać, i czy w ogóle chcę to zrobić? Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że powinnam wybrać pomiędzy chłopakami, na których mi zależy ( tylko że nie wiedziałam na którym bardziej ) wyśmiałabym go, i powiedziała żeby uderzył się w czoło. Nigdy bym nie przypuszczała, że w moim nudnym życiu dojdzie kiedyś do takiej sytuacji. Uznałam, że nie ma sensu już dłużej czekać, więc poszłam na górę do swojego pokoju i pierwsze co zrobiłam to weszłam do łazienki pod prysznic. Odkręciłam najzimniejszą wodę i pozwoliłam jej płynąć. Nie wiem ile czasu tam stałam, ale wyszłam dopiero kiedy przemarzłam do kości. Owinęłam się ręcznikiem i wysuszyłam włosy. Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze i głośno westchnęłam po czym zaczęłam rozczesywać poplątane włosy, koloru ciemnej czekolady. Otworzyłam szafę, nie zamierzałam stać przed nią dłużej niż pięć minut. Pogoda za oknem była ponura, tak jak mój nastrój od późnego południa. Robiło się coraz ciemnej, więc nie zwlekając dłużej chwyciłam szarą, luźną bluzę z kapturem, z długimi sznurkami, i czarne legginsy, które dosięgały mi przed kostkę. Wsunęłam na stopy czarne krótkie skarpetki, i spowrotem usiadłam przed lustrem. Włosy związałam w luźnego koka, wystające kosmyki upięłam wsuwkami. Nie zamierzałam robić makijażu, czasem nawet cieszyłam się, że nie muszę tego robić, bo bawienie się pędzelkami, pudrowanie, konturowanie twarzy, i tuszowanie rzęs, to ostatnie na co miałam teraz ochotę. Może nie jestem najpiękniejsza, ale nie jestem też brzydka. Pokremowałam twarz i zabrałam się za pakowanie. Była połowa października, więc zaopatrzyłam się w najpotrzebniejsze ubrania, biorąc pod uwagę chłodniejsze dni, do których było coraz bliżej. Zeszłam na dół, aby pożegnać się z Sarą. Czytała książkę w salonie, kiedy usłyszała moje kroki na schodach przeniosła wzrok na mnie, po czym zamknęła książkę i odłożyła ją na ławę. Wstała, krzyżując ręce na piersiach.
- Jednak wyjeżdżasz. - westchnęła
- Tylko na kilka dni, muszę sobie wszystko przemyśleć. - odparłam, i zdjęłam torbę z ramion i położyłam pod ścianą, wiedziałam że tak szybko stąd nie wyjdę.
- To się nazywa ucieczka od problemów - zmrużyła oczy
- Ja wcale nie uciekam - zaprotestowałam
- Jasne. To wcale nie jest uciekanie.
- Sara, daj spokój. Ja naprawdę nie wiem co robić... Jedyne czego teraz potrzebuje to spokoju.
- Rób jak uważasz. - spojrzała na mnie srogo.
- Wrócę.
Założyłam spowrotem torbę na ramię, i kierowałam się w stronę drzwi. Sara wyszła na taras i usiadła, odpalając papierosa.
- Od kiedy palisz? - spytałam zdziwiona
- Od niedawna - zaciągnęła się, po czym obróciła paczkę w moją stronę.
- Dzięki - wzięłam jednego. Normalnie nie palę, ale to w jakiś sposób pomogło mi się odstresować. Usiadłam i odpaliłam papierosa, po czym głęboko się zaciągnęłam.
- Robert miał rację - odezwała się.
Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
Zaciagnęła się. - Powinnaś się zastanowić czego chcesz.
- Dlatego wyjeżdżam. - zaciągnęłam się ponownie.
- Moim zdaniem powinnaś dokładnie się zastanowić którego z nich chcesz.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Mam prośbę.
- Zamieniam się w słuch.
- Możesz nie mówić chłopakom gdzie jestem?
- Mam nadzieję, że wiesz co robisz. - zaciągnęła się ostatni raz, i zgasiła, a ja zaraz po niej.
- Jadę - wstałam i mocno ją do siebie przytuliłam.
- Jedź ostrożnie.
- Okej - uśmiechnęłam się i wsiadłam do auta. Niedługo potem odjechałam, zostawiając za sobą decyzję, którą i tak musiałam podjąć.
- Jednak wyjeżdżasz. - westchnęła
- Tylko na kilka dni, muszę sobie wszystko przemyśleć. - odparłam, i zdjęłam torbę z ramion i położyłam pod ścianą, wiedziałam że tak szybko stąd nie wyjdę.
- To się nazywa ucieczka od problemów - zmrużyła oczy
- Ja wcale nie uciekam - zaprotestowałam
- Jasne. To wcale nie jest uciekanie.
- Sara, daj spokój. Ja naprawdę nie wiem co robić... Jedyne czego teraz potrzebuje to spokoju.
- Rób jak uważasz. - spojrzała na mnie srogo.
- Wrócę.
Założyłam spowrotem torbę na ramię, i kierowałam się w stronę drzwi. Sara wyszła na taras i usiadła, odpalając papierosa.
- Od kiedy palisz? - spytałam zdziwiona
- Od niedawna - zaciągnęła się, po czym obróciła paczkę w moją stronę.
- Dzięki - wzięłam jednego. Normalnie nie palę, ale to w jakiś sposób pomogło mi się odstresować. Usiadłam i odpaliłam papierosa, po czym głęboko się zaciągnęłam.
- Robert miał rację - odezwała się.
Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
Zaciagnęła się. - Powinnaś się zastanowić czego chcesz.
- Dlatego wyjeżdżam. - zaciągnęłam się ponownie.
- Moim zdaniem powinnaś dokładnie się zastanowić którego z nich chcesz.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Mam prośbę.
- Zamieniam się w słuch.
- Możesz nie mówić chłopakom gdzie jestem?
- Mam nadzieję, że wiesz co robisz. - zaciągnęła się ostatni raz, i zgasiła, a ja zaraz po niej.
- Jadę - wstałam i mocno ją do siebie przytuliłam.
- Jedź ostrożnie.
- Okej - uśmiechnęłam się i wsiadłam do auta. Niedługo potem odjechałam, zostawiając za sobą decyzję, którą i tak musiałam podjąć.
18.06.2017
POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 22
Obudziłam się wraz ze wschodem słońca, usiadłam i wpatrywałam się w widoki za oknem. Rozejrzałam się po pokoju, i koło siebie spostrzegłam puste miejsce. Pośpiesznie założyłam na siebie jego koszulę i udałam się do kuchni, gdzie Robert smażył jajecznicę, weszłam niezauważona i długo wpatrywałam się w jego muskularne ciało. Nie mogłam oderwać wzroku od wyrzeźbionych nagich pleców, i kołyszących się bioder w rytmie radiowej piosenki. Widok jego ciała był tak fascynujący, że oparłam się o framugę i skrzyżowałam ręce na piersiach. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się że głośno westchnęłam z rozmarzenia, bo odwrócił się w moją stronę.
- Cześć śpiochu - zmierzył mnie z góry do dołu.
- Ranny ptaszek z ciebie - uśmiechnęłam się.
- Nie wypuszczę cię głodnej z domu - posłał mi uśmiech.
- A kto powiedział, że ja już wychodzę? - przygryzłam wargę.
Ściągnął patelnie z gazu po czym odstawił na inny palnik. Podszedł do mnie i posadził mnie na blat. Objęłam nogami jego plecy, gdy stał między moimi nogami i wędrował ręką z góry na dół, chwilę później zatopił się w moje usta i szybkimi ruchami, pozbywał się ze mnie swojej koszuli. Moje nagie piersi dotykały teraz jego pięknego torsu. Jeśli organizowali by teraz wybory Mistera Polski na pewno by wygrał. Całował moją szyję, i schodził coraz niżej, aż dotarł językiem do mojej kobiecości. Jęknęłam z przyjemności, i odchyliłam się do tyłu, wyginając swoje ciało w łuk, kiedy on mnie smakował. Kiedy się już nasycił wziął mnie na ręce tak jak księżniczkę i przeniósł mnie do sypialni, po czym położył na łóżku. Zdjęłam z niego bokserki, a on po chwili zatopił się we mnie. Z każdym ruchem błagałam o więcej. Kiedy oboje byliśmy zaspokojeni, udaliśmy się pod prysznic.
***
- Wystygła - spojrzał na mnie kiedy nakładał jajecznicę na talerze.
- To nic, jestem w stanie ci wybaczyć. - droczyłam się z nim.
- Masz szczęście - spojrzał na mnie przenikliwie. - Kawy?
- Oj tak. Byłabym ci wdzięczna. - oparłam głowę o rękę zgietą w łokciu.
- Smacznego - podał mi talerz i kawę, a ja bez słowa zabrałam się do jedzenia. Robert usiadł obok mnie. Upiłam łyk kawy i wpatrywałam się w niego. Mogłabym tak siedzieć godzinami. Kiedy śniadanie zniknęło z talerzy, sprzątnęłam ze stołu i nastawiłam zmywarkę. Godzinę później byliśmy już w drodze do mojego domu.
Nacisnęłam na klamkę. Drzwi były otwarte co znaczyło, że Sara była w domu.
- Wróciłam... - zatrzymałam się wpół kroku kiedy zobaczyłam Dominika siedzącego z Sarą. - Co ty tu robisz?
- Chciałem z tobą pogadać, ale widzę, że kogoś przyprowadziłaś - zmierzył chłopaka stojącego za mną.
- Ten ktoś ma na imię Robert - zmierzyłam go wzrokiem.
- Porozmawiajmy - nalegał.
- Miałeś już swoją szansę Dominik. Nie skorzystałeś z niej.
- Proszę, pięć minut - Nie dawał za wygraną.
- Zostawcie nas samych - zwróciłam się do Sary i Roberta który zniecierpliwiony stał przy drzwiach wejściowych. Po chwili wyszli i udali się na taras.
- Słucham. - usiadłam i westchnęłam, czekając, ciekawa co ma mi do powiedzenia.
- Wiem, że między nami bywało różnie - zaczął. - Ale jesteś moją przyjaciółką. - zmrużyłam oczy. - A właściwie nie. Od zawsze byłaś dla mnie kimś więcej. Już dawno przestałem patrzeć na ciebie jak na przyjaciółkę. Rozumiesz? Kiedy byliśmy wtedy na Mazurach dałem się ponieść emocjom, pragnąłem cię pocałować. Udało mi się to, w życiu nie czułem się bardziej szczęśliwy. Marzyłem o tym od zawsze, i właśnie wtedy poczułem do ciebie coś więcej.
- Dominik ja nie...
- Kocham cię
- Co? - zastygłam
- Kocham cię. - powtórzył a ja poczułam jak tracę grunt pod nogami. Moje życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałam. Dlaczego musiał mi to powiedzieć akurat teraz? Akurat kiedy w moim życiu pojawił się ktoś jeszcze? Tego było dla mnie już za dużo. Czułam, że muszę zostać sama, bo inaczej rozpłaczę się jak małe dziecko.
- Idź już proszę - odezwałam się po długiej chwili ciszy.
- Nie powiesz nic więcej? - wstał i włożył ręce do kieszeni. - Skoro tego właśnie chcesz... Ale pamiętaj, że będę na ciebie czekał.
- Nie wiem czy cię kocham. Nic już nie wiem.
Podniosłam się, aby otworzyć mu drzwi. Pocałował mnie, raz, a potem całował długo i namiętnie. Ciężko było mi się oprzeć, ale wiedziałam że w tej sytuacji tak będzie lepiej.
- Idź już. - prosiłam
Nie odezwał się i zniknął za drzwiami. Sara pojawiła się tuż przede mną. Dosłownie minęła się z Dominikiem.
- Wszystko wyjaśniliście?
- Nie. Nic już nie jest jasne. Gdzie Robert?
- Pojechał. Kilka minut temu. Widział was jak się całujecie.
- Mówił coś?
- Żebyś się do niego odezwała, kiedy zastanowisz się czego chcesz.
- Cześć śpiochu - zmierzył mnie z góry do dołu.
- Ranny ptaszek z ciebie - uśmiechnęłam się.
- Nie wypuszczę cię głodnej z domu - posłał mi uśmiech.
- A kto powiedział, że ja już wychodzę? - przygryzłam wargę.
Ściągnął patelnie z gazu po czym odstawił na inny palnik. Podszedł do mnie i posadził mnie na blat. Objęłam nogami jego plecy, gdy stał między moimi nogami i wędrował ręką z góry na dół, chwilę później zatopił się w moje usta i szybkimi ruchami, pozbywał się ze mnie swojej koszuli. Moje nagie piersi dotykały teraz jego pięknego torsu. Jeśli organizowali by teraz wybory Mistera Polski na pewno by wygrał. Całował moją szyję, i schodził coraz niżej, aż dotarł językiem do mojej kobiecości. Jęknęłam z przyjemności, i odchyliłam się do tyłu, wyginając swoje ciało w łuk, kiedy on mnie smakował. Kiedy się już nasycił wziął mnie na ręce tak jak księżniczkę i przeniósł mnie do sypialni, po czym położył na łóżku. Zdjęłam z niego bokserki, a on po chwili zatopił się we mnie. Z każdym ruchem błagałam o więcej. Kiedy oboje byliśmy zaspokojeni, udaliśmy się pod prysznic.
***
- Wystygła - spojrzał na mnie kiedy nakładał jajecznicę na talerze.
- To nic, jestem w stanie ci wybaczyć. - droczyłam się z nim.
- Masz szczęście - spojrzał na mnie przenikliwie. - Kawy?
- Oj tak. Byłabym ci wdzięczna. - oparłam głowę o rękę zgietą w łokciu.
- Smacznego - podał mi talerz i kawę, a ja bez słowa zabrałam się do jedzenia. Robert usiadł obok mnie. Upiłam łyk kawy i wpatrywałam się w niego. Mogłabym tak siedzieć godzinami. Kiedy śniadanie zniknęło z talerzy, sprzątnęłam ze stołu i nastawiłam zmywarkę. Godzinę później byliśmy już w drodze do mojego domu.
Nacisnęłam na klamkę. Drzwi były otwarte co znaczyło, że Sara była w domu.
- Wróciłam... - zatrzymałam się wpół kroku kiedy zobaczyłam Dominika siedzącego z Sarą. - Co ty tu robisz?
- Chciałem z tobą pogadać, ale widzę, że kogoś przyprowadziłaś - zmierzył chłopaka stojącego za mną.
- Ten ktoś ma na imię Robert - zmierzyłam go wzrokiem.
- Porozmawiajmy - nalegał.
- Miałeś już swoją szansę Dominik. Nie skorzystałeś z niej.
- Proszę, pięć minut - Nie dawał za wygraną.
- Zostawcie nas samych - zwróciłam się do Sary i Roberta który zniecierpliwiony stał przy drzwiach wejściowych. Po chwili wyszli i udali się na taras.
- Słucham. - usiadłam i westchnęłam, czekając, ciekawa co ma mi do powiedzenia.
- Wiem, że między nami bywało różnie - zaczął. - Ale jesteś moją przyjaciółką. - zmrużyłam oczy. - A właściwie nie. Od zawsze byłaś dla mnie kimś więcej. Już dawno przestałem patrzeć na ciebie jak na przyjaciółkę. Rozumiesz? Kiedy byliśmy wtedy na Mazurach dałem się ponieść emocjom, pragnąłem cię pocałować. Udało mi się to, w życiu nie czułem się bardziej szczęśliwy. Marzyłem o tym od zawsze, i właśnie wtedy poczułem do ciebie coś więcej.
- Dominik ja nie...
- Kocham cię
- Co? - zastygłam
- Kocham cię. - powtórzył a ja poczułam jak tracę grunt pod nogami. Moje życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Nie mogłam uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałam. Dlaczego musiał mi to powiedzieć akurat teraz? Akurat kiedy w moim życiu pojawił się ktoś jeszcze? Tego było dla mnie już za dużo. Czułam, że muszę zostać sama, bo inaczej rozpłaczę się jak małe dziecko.
- Idź już proszę - odezwałam się po długiej chwili ciszy.
- Nie powiesz nic więcej? - wstał i włożył ręce do kieszeni. - Skoro tego właśnie chcesz... Ale pamiętaj, że będę na ciebie czekał.
- Nie wiem czy cię kocham. Nic już nie wiem.
Podniosłam się, aby otworzyć mu drzwi. Pocałował mnie, raz, a potem całował długo i namiętnie. Ciężko było mi się oprzeć, ale wiedziałam że w tej sytuacji tak będzie lepiej.
- Idź już. - prosiłam
Nie odezwał się i zniknął za drzwiami. Sara pojawiła się tuż przede mną. Dosłownie minęła się z Dominikiem.
- Wszystko wyjaśniliście?
- Nie. Nic już nie jest jasne. Gdzie Robert?
- Pojechał. Kilka minut temu. Widział was jak się całujecie.
- Mówił coś?
- Żebyś się do niego odezwała, kiedy zastanowisz się czego chcesz.
16.06.2017
POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 21
Nie mogłam się doczekać, aż zegar wybije dwudziestą. Od rana chodzę nakręcona. Czy dobrze robię? Ah... to tylko jedna randka. Przekonywałam samą siebie. Przejrzałam się w lustrze. Moja cera świetnie komponowała się z kremową sukienką, która sięgała mi do ud i podkreślała moją talię. Miałam w niej figurę klepsydry. Strój uzupełniłam kolią pereł i bransoletką z tego samego kompletu. Zakręciłam włosy na lokówkę i upięłam górną część włosów wsuwkami. Pokremowałam twarz. Nie jestem zwolenniczką podkładów, za bardzo niszczą mi cerę. Przytuszowałam rzęsy, a usta pomalowałam matową czerwoną szminką.Spryskałam się bardzo wonnymi perfumami, które dostałam od Sary na zeszłoroczną gwiazdkę. Założyłam czarne czółenka. Wpakowałam do torby telefon, po czym usiadłam zniecierpliwiona na sofę i spojrzałam na zegarek. Wybiła ósma. Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, zerwałam się na równe nogi, ale zamiast Roberta ujrzałam w nich Dominika. Zaniemówiłam.
- Co ty tutaj robisz? - wydusiłam z siebie.
- Chciałem cię przeprosić, zachowałem się jak dupek. - Wszedł do środka i zamknął drzwi. Nadal staliśmy. Byłam zbyt przejęta tym że go widzę, że nie mogłam się poruszyć. Miałam straszną ochotę wpić się w jego usta. Ale zamiast tego zaczęłam:
- Szkoda, że tak późno to zrozumiałeś. Nie mam teraz czasu.
- Wychodzisz gdzieś? Świetnie wyglądasz.
- Nie zmieniaj tematu. I tak, mam randkę.
- Jak to randkę? - widziałam w jego oczach zdumienie i ukłucie zazdrości, bo zacisnął szczękę i uwydatniły się jego kości policzkowe. Odczuwałam satysfakcję, że jednak go to ruszyło. Ale też wyrzuty sumienia, że musiałam sprawdzić to w taki sposób. Spojrzałam na jego dłonie. Miał je zaciśnięte w pięści. Spojrzałam mu w oczy. Zebrałam się w sobie i rzekłam.
- Musisz już iść. - wydukałam.
- Znam go?
- Nie, chodzimy razem na uczelnię. Idź już, proszę cię.
- Jak ma na imię? - Nie dawał za wygraną.
- To nie jest ważne. Tyle czasu na ciebie czekałam. Spóźniłeś się. Chciałam ci wszystko wytłumaczyć, ale nie chciałeś tego słuchać.
- Baw się dobrze z tym fagasem. - rzucił i wyszedł. W tym samym momencie do domu wszedł Robert. Minęli się w przejściu wymieniając spojrzeniami. Kiedy na mnie spojrzał czułam że nie może znaleźć słów. W końcu, po dłuższej chwili milczenia odezwał się.
- Boże, jak ty pięknie wyglądasz. - zaczął, kiwając głową z podziwem.
- Dziękuję - zarumieniłam się.
- Kto to był? - zapytał, kiedy Dominik zniknął z pola widzenia.
- Mój przyjaciel. Chyba... - westchnęłam.
- Czemu wyszedł taki wściekły?
- Pokłóciliśmy się, ale nie chcę o tym gadać, zgoda? - pokiwał twierdząco głową.
- Gotowa?
- Jasne.
Ciągle czułam wzrok Roberta na sobie. Nie powiem, bo zrobiło mi się miło. Po chwili siedzieliśmy już w samochodzie. Nie czułam się przy nim skrępowana, wręcz przeciwnie. Co nie znaczy, że przy Dominiku czułam się spięta, nie, nic z tych rzeczy. Z tą różnicą, że Dominika znałam od zawsze. A Roberta od jakiegoś czasu. Był dla mnie tajemnicą, którą chciałam odkryć. Włączyłam radio, szukając mojej stacji. Znalazłam. W radiu leciało ''Pomimo Burz''. Robert zaczął śpiewać, bo akurat trafiłam kiedy był refren. Patrzyłam na niego i czułam, że jeśli będę się z nim spotykała częściej, zakocham się w nim szybciej, niż mi się wydaje. Miałam wrażenie, że śpiewa tę piosenkę właśnie do mnie.
***
Podjechaliśmy pod średniej wielkości dom. Wysiadł z auta i otworzył dużą bramę na podwórko. Wyręczyłam go i przesiadłam się na miejsce kierowcy, po czym wjechałam na podwórko, a Robert zamknął bramę.
- Całkiem nieźle prowadzisz. - zagaił kiedy szliśmy schodami prosto do jego drzwi.
- Dzięki, ale całkiem niedawno zdałam. Jakieś półtora roku temu.
- Super, ja mam prawko odkąd skończyłem liceum. - pokiwałam głową.
- Randka jest u ciebie?
- Tak, to jakiś problem? - zmartwił się.
- Nie, tak tylko pytam. Jakbym wiedziała, to sama bym coś ugotowała - Wskazałam na jedzenie z pudełka.
- Nie umiem gotować, ale chciałem cię jakoś ugościć. Mam nadzieję, że wybaczysz mi to pójście na łatwiznę. - uśmiechnął się.
- No jasne. Nie przejmuj się. - pokrzepiłam go uśmiechem.
- W takim razie usiądź sobie w salonie, a ja wszystko przygotuję, i do ciebie dołączę.
- Okej. - pokierowałam się do salonu, który był niedaleko kuchni. Pomimo, że mieszkał sam wnętrze domu było dość wysmakowane. Pokój był śliczny. Ściany miały kolor kawy z mlekiem. Okno przysłaniały kremowa firanka, i ciemno-szare zasłony. Skórzana sofa stała pod ścianą, i zachęcała swoim wyglądem, na niej ułożone były mięciutkie kremowe poduszki, z sierściowego materiału. Przy sofie stała duża ciemna ława, a na przeciwnej ścianie wisiał duży telewizor. Zaniemówiłam. Byłam tak pochłonięta podziwianiem salonu, że nie zauważyłam kiedy Robert pojawił się z talerzami.
- I jak ci się podoba w moich skromnych progach?
- Skromnych? - prychnęłam
- Aha. Moja siostra jest dekoratorem wnętrz, pomogła mi się urządzić.
- Widać nutkę kobiecego stylu.
Zaśmiał się, po czym rozłożył talerze na ławie i podał mi widelec z nożem. Mimo, że jedzenie było z pudełka wyglądało całkiem apetycznie.
- Smacznego.
- Wzajemnie - odpowiedziałam po czym zabraliśmy się do jedzenia. Po skończonym posiłku sprzątnął talerze, i kiedy nastawił zmywarkę wrócił do mnie, trzymając w dłoniach dwie wysokie szklanki z mrożoną kawą, z dużą ilością bitej śmietany i podłużnym kremowym ciastkiem, wbitym w sam środek, i kolorową słomką.
- Uuu, ale super wygląda.
- Zrobiłem specjalnie dla ciebie - posłał mi uśmiech. - Proszę - podał mi zimną szklankę, pełną kostek lodu. Upiłam łyk, po czym odłożyłam na ławę.
- Już dawno chciałem do ciebie zagadać - usiadł bokiem, aby lepiej mi się przyjrzeć.
- Serio? Ja wcześniej cię nie zauważałam.
- Może dlatego, że jesteś taka skryta. Prawie z nikim nie rozmawiałaś. - Kurde, przejrzał mnie. Na wylot.
- Nie jestem zbyt towarzyska - przyznałam.
- A czy moje towarzystwo ci odpowiada? - Już chciałam krzyknąć ''nawet nie wiesz jak!!!'' ale zamiast tego odpaliłam tylko: pewnie.
- Cieszę się. - przysunął się bliżej i odgarnął kosmyk włosów, który wydostał się spod upięć. Poczułam jak przez moje ciało przeszedł nieznany mi wcześniej dreszcz. Pragnęłam aby mnie pocałował. Jego piękno mnie uderzało. Był oszałamiająco przystojny. Chyba chciał tego samego co ja, bo zbliżył swoją twarz do mojej a po chwili nasze usta zetknęły się w namiętnym pocałunku, którego żadne z nas nie chciało przerwać. Targały mną różne emocje. Usiadłam na jego kolanach, a on położył dłonie na moich plecach nie przestając całować. Odsunął moje włosy, i zaczął całować moją szyję, a ja odchyliłam się, aby mu to ułatwić.
- Marlena, jesteś taka seksowna. Nie potrafię ci się oprzeć. - mówił między pocałunkami.
'to się nie opieraj'- pomyślałam.Przerwał i położył mnie na plecach. Jednak zaraz zszedł ze mnie i wziął mnie na ręce po czym przeniósł do sypialni, i położył na wygodnym łóżku. Zsunął ze mnie sukienkę, już miał zdjąć ze mnie majtki kiedy mu przerwałam.
- Robert...
- Tak? - spojrzał na mnie
- Ja jeszcze nigdy...
- Będę delikatny. - pocałował mnie w nagi dekolt. - Obiecuję. - Zsunął ze mnie majtki.
- Ufasz mi? - spojrzał na mnie, kiedy momentalnie pozbywał się swoich ubrań.
Tak naprawdę długo go nie znałam, ale czułam, że mogę mu zaufać. Chciałam mu ufać, i chciałam go w sobie poczuć.
- Ufam ci - przyciągnęłam go do siebie i założyłam dłonie na jego szyi, po czym zaczęłam go całować. Nasze języki tańczyły, niczym w głodnym tańcu pożądania. Za chwilę poczułam jak jego ręka wędruje między moimi udami. Moim ciałem wstrząsnęły kolejne dreszcze. Po chwili zanurzył się swoją męskością we mnie. Wzdrygnęłam się,i wydałam z siebie stłumiony jęk.
- Cii.. już dobrze. Jeszcze chwilka. - zapewniał mnie, po czym wsunął się głębiej, rytmicznie poruszając się w przód i w tył. Kiedy oboje byliśmy zaspokojeni wyszedł ze mnie i dał upust przyjemności na mój biust, którym targały dreszcze.
***
- Jesteś cudowna - gładził ręką mój policzek, kiedy leżeliśmy okryci kołdrą, prosto z pod prysznica. Jego nagie ciało, dotykało mojego, leżeliśmy bardzo blisko siebie.
- Ty też. Dziękuję ci - posłałam mu uśmiech, po czym zbliżyłam swoje wargi do jego, i złożyłam na nich namiętny pocałunek.
Chwilę później wtuliłam się w niego, i spełniona zasnęłam.
15.06.2017
POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 20
Nadszedł piątek. Wciąż myślałam o wczorajszej wizycie Roberta. Jak mogłam go wcześniej nie zauważyć? Włączyłam laptopa, i zalogowałam się na fejsa. Jedno zaproszenie. Wiedziałam już od kogo. Zaakceptowałam i weszłam na jego profil. Masa zdjęć z podróży. Widać było, że był typem samotnika, robiącym sobie selfie, bo na każdym zdjęciu był tylko on sam trzymając w ręku selfiesticka. Zazdrościłam mu i marzyłam aby kiedyś zabrał mnie w taką podróż. Zastanawiałam się, czy nie polajkować jego zdjęcia profilowego. Raz kozie śmierć. Lubię to. Wróciłam na swój profil, i nie wylogowując się zaczęłam pakować podręczniki na dzisiejsze wykłady. Na stronce pojawiło mi się okienko wiadomości. Od Roberta.
- Jednak przyjęłaś :)
- Miałam chwilę czasu. Szykuję się na zajęcia.
- Usiądziemy obok siebie?
- Pewnie :)
- Do zobaczenia na uczelni :)
- Cześć!
Wylogowałam się i pognałam na autobus. Po godzinie wchodziłam już na uczelnię.
W sali wykładowej było dopiero kilka osób. Wypatrzyłam tego przystojniaka, pomachał do mnie a ja po chwili zajęłam miejsce obok niego.
- Przygotowana na zajęcia?
- Owszem - uśmiechnęłam się. - A ty?
- Nie za bardzo.
- Pewnie przez to że sprawiłeś sobie kłopot z tymi notatkami dla mnie.
- Nie ma nawet o czym mówić. To żaden problem. Nigdy nie opuszczałaś zajęć, więc pomyślałem, że mógłbym ci podrzucić materiały.
- Jesteś uprzejmy.
Zbył to milczeniem. Kiedy wykłady dobiegły końca pożegnaliśmy się, i poszłam na autobus. Niestety za późno. Odjechał minutę temu.
- Cholera jasna. - zaklęłam pod nosem. Następny autobus był dopiero za pół godziny. Postanowiłam, że przejdę się kawałek do następnego przystanku, droga nie mogła zająć mi dłużej niż dwadzieścia minut. Poczułam na sobie kroplę deszczu, zaraz po niej kolejną. A po chwili rozpadało się na dobre. Zaczęłam biec, ale i tak dużo mi to nie dało. Byłam już cała mokra. Nie miałam na sobie suchej nitki. Usłyszałam jak ktoś zaczął na mnie trąbić. Nie reagowałam, to pewnie kolejny dupek. Auto zatrzymało się obok mnie w zatoczce.
Kiedy uchylił szybę, zobaczyłam w nim Roberta.
- Wsiadaj! Podwiozę cię! - zawołał, przez ten deszcz słabo było go słychać. Bez chwili namysłu obeszłam auto i wsiadłam na miejsce pasażera obok niego.
- Ale się rozpadało, co? - zaczął, kiedy ruszyliśmy.
- Strasznie. Gdyby nie te cholerne tłumy wychodzące z zajęć, to dawno byłabym już w drodze.
- Spóźniłaś się?
- Odjechał minutę przede mną.
- Ważne, że więcej nie będziesz moknąć.
- Tak, wiszę ci przysługę.
- Okej. W takim razie umów się ze mną - zaproponował
- Kiedy? - zdziwiłam się
- Choćby jutro Wieczorem.
Zastanawiałam się czy to dobry pomysł, skoro dalej nie odzywałam się z Dominikiem a czułam coś do niego. Miałam wyrzuty sumienia, ale szybko o nich zapomniałam. To przecież on się na mnie obraził. Ja chciałam dla niego dobrze. A przysługa to przysługa. Skorzystam z okazji. Przecież może być fajnie.
Kiedy pomiędzy nami zapadła cisza,Robert spojrzał na mnie.
- To jak? Dasz się wyciągnąć?
- No nie wiem... - droczyłam się z nim, wiedziałam już ze zaraz powiem ''tak''.
- Proszę. - Nie dawał za wygraną.
- Zgoda, tylko jedna randka! - uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił. A ja czułam jak moje serce zaczęło szybciej bić. Żeby jakoś zagłuszyć to kołatanie włączyłam radio. Szukałam mojej ulubionej stacji, a kiedy znalazłam puszczali właśnie piosenkę mojego ulubionego zespołu happysad - bez znieczulenia. Dałam trochę głośniej.
- Uwielbiam ten zespół. - odezwał się Robert
- Ty też? Są najlepsi - stwierdziłam
- Ta piosenka jest moją ulubioną.
- Moją też! - ożywiłam się. A po chwili razem śpiewaliśmy refren. Piętnaście minut później Robert wjeżdżał w moje podwórko.
- Dziękuję że mnie podwiozłeś - spojrzałam mu w oczy, rozpinając pasy.
- Nie ma sprawy. - wpatrywał się we mnie. Miałam wrażenie, że zaraz mnie pocałuje, dlatego speszona chwyciłam za klamkę i wyszłam. Zanim dotarłam do drzwi Robert jeszcze zawołał: - Przyjadę po ciebie o dwudziestej! - Pokiwałam twierdząco głową i weszłam do domu. Nie zauważając nawet że znów wyszło słońce a ja zrobiłam się niemalże sucha.
- Jednak przyjęłaś :)
- Miałam chwilę czasu. Szykuję się na zajęcia.
- Usiądziemy obok siebie?
- Pewnie :)
- Do zobaczenia na uczelni :)
- Cześć!
Wylogowałam się i pognałam na autobus. Po godzinie wchodziłam już na uczelnię.
W sali wykładowej było dopiero kilka osób. Wypatrzyłam tego przystojniaka, pomachał do mnie a ja po chwili zajęłam miejsce obok niego.
- Przygotowana na zajęcia?
- Owszem - uśmiechnęłam się. - A ty?
- Nie za bardzo.
- Pewnie przez to że sprawiłeś sobie kłopot z tymi notatkami dla mnie.
- Nie ma nawet o czym mówić. To żaden problem. Nigdy nie opuszczałaś zajęć, więc pomyślałem, że mógłbym ci podrzucić materiały.
- Jesteś uprzejmy.
Zbył to milczeniem. Kiedy wykłady dobiegły końca pożegnaliśmy się, i poszłam na autobus. Niestety za późno. Odjechał minutę temu.
- Cholera jasna. - zaklęłam pod nosem. Następny autobus był dopiero za pół godziny. Postanowiłam, że przejdę się kawałek do następnego przystanku, droga nie mogła zająć mi dłużej niż dwadzieścia minut. Poczułam na sobie kroplę deszczu, zaraz po niej kolejną. A po chwili rozpadało się na dobre. Zaczęłam biec, ale i tak dużo mi to nie dało. Byłam już cała mokra. Nie miałam na sobie suchej nitki. Usłyszałam jak ktoś zaczął na mnie trąbić. Nie reagowałam, to pewnie kolejny dupek. Auto zatrzymało się obok mnie w zatoczce.
Kiedy uchylił szybę, zobaczyłam w nim Roberta.
- Wsiadaj! Podwiozę cię! - zawołał, przez ten deszcz słabo było go słychać. Bez chwili namysłu obeszłam auto i wsiadłam na miejsce pasażera obok niego.
- Ale się rozpadało, co? - zaczął, kiedy ruszyliśmy.
- Strasznie. Gdyby nie te cholerne tłumy wychodzące z zajęć, to dawno byłabym już w drodze.
- Spóźniłaś się?
- Odjechał minutę przede mną.
- Ważne, że więcej nie będziesz moknąć.
- Tak, wiszę ci przysługę.
- Okej. W takim razie umów się ze mną - zaproponował
- Kiedy? - zdziwiłam się
- Choćby jutro Wieczorem.
Zastanawiałam się czy to dobry pomysł, skoro dalej nie odzywałam się z Dominikiem a czułam coś do niego. Miałam wyrzuty sumienia, ale szybko o nich zapomniałam. To przecież on się na mnie obraził. Ja chciałam dla niego dobrze. A przysługa to przysługa. Skorzystam z okazji. Przecież może być fajnie.
Kiedy pomiędzy nami zapadła cisza,Robert spojrzał na mnie.
- To jak? Dasz się wyciągnąć?
- No nie wiem... - droczyłam się z nim, wiedziałam już ze zaraz powiem ''tak''.
- Proszę. - Nie dawał za wygraną.
- Zgoda, tylko jedna randka! - uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił. A ja czułam jak moje serce zaczęło szybciej bić. Żeby jakoś zagłuszyć to kołatanie włączyłam radio. Szukałam mojej ulubionej stacji, a kiedy znalazłam puszczali właśnie piosenkę mojego ulubionego zespołu happysad - bez znieczulenia. Dałam trochę głośniej.
- Uwielbiam ten zespół. - odezwał się Robert
- Ty też? Są najlepsi - stwierdziłam
- Ta piosenka jest moją ulubioną.
- Moją też! - ożywiłam się. A po chwili razem śpiewaliśmy refren. Piętnaście minut później Robert wjeżdżał w moje podwórko.
- Dziękuję że mnie podwiozłeś - spojrzałam mu w oczy, rozpinając pasy.
- Nie ma sprawy. - wpatrywał się we mnie. Miałam wrażenie, że zaraz mnie pocałuje, dlatego speszona chwyciłam za klamkę i wyszłam. Zanim dotarłam do drzwi Robert jeszcze zawołał: - Przyjadę po ciebie o dwudziestej! - Pokiwałam twierdząco głową i weszłam do domu. Nie zauważając nawet że znów wyszło słońce a ja zrobiłam się niemalże sucha.
8.06.2017
POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 19
Sara zmaterializowała się przede mną.
- Nie idziesz na zajęcia?
- Co? - Wyrwałam się z zamysłu
- Zajęcia. Dzisiaj. - Sara wskazała na podręczniki leżące tuż przede mną. Spojrzałam na zegarek.
- I tak już jestem spóźniona. - wzruszyłam ramionami.
- Pojedź samochodem. - zaproponowała
- Zajęcia skończyły się dwie godziny temu. Nie mam po co tam jechać.
- Okej, nie denerwuj się, nie wiedziałam. Nie znam twojego grafiku.
Ktoś zapukał do drzwi. Ekspresowo pojawiłam się przy drzwiach, z myślą, że Dominik zmienił zdanie i przyszedł pogadać. Poprawiłam bluzkę, przeczesałam
włosy i uśmiechnięta otworzyłam, jednak mina mi zrzedła kiedy zamiast przyjaciela, ujrzałam nieznajomego faceta, w moim wieku.
- Eee... do kogo przyszedłeś? - zaczęłam
- Miłe powitanie - uśmiechnął się, a ja spuściłam wzrok, miał rację, to powitanie z pewnością nie należało do najmilszych.
- Cześć. - zrehabilitowałam się
- Cześć, jestem Robert. Pamiętasz mnie?
- Nie kojarzę cię, przykro mi. - pokręciłam przecząco głową.
- Studiujemy na tej samej uczelni. Jestem z twojego wydziału. Literatura Angielska. Mamy razem wykłady.
- Naprawdę? Nigdy cię nie widziałam.
- Nie? Mijaliśmy się kilka razy na korytarzu, i pod uczelnią. I w sali też, tylko że zawsze siedzisz bliżej przodu, o ile się nie spóźnisz, a ja obstawiam tyły.
Sprawił że się uśmiechnęłam. Rozbawił mnie.
- Przepraszam mam słabą pamięć do twarzy. - zmrużyłam oczy i po chwili mnie olśniło. - Już wiem! - klasnęłam w dłonie. - Już cię pamiętam! Kiedyś siedzieliśmy razem na jednym z wykładów.
- A jednak ci się udało. - zaklaskał. - Należy ci się Oskar. - Wybuchnęłam śmiechem, na te słowa.
- Co cię do mnie sprowadza?
- Nie chcę być niegrzeczny, ale będziemy tak stać, czy wpuścisz mnie do środka? Obiecuję, że odpowiem na wszystkie pytania. - jego twarz rozciągnęła się w szerokim uśmiechu.
- A tak, jasne, wejdź. Przepraszam. Powinnam tak od razu. - Zrobiłam krok w tył, pozwalając aby wszedł do środka.
- Spoko, rozumem twój szok. - Puścił mi oczko. Zaprosiłam go do salonu.
- Napijesz się czegoś? Mam zimne piwo w lodówce.
- Nie dzięki, prowadzę. - wskazał na kluczyki w dłoni.
- To może soku?
- Chętnie.
Po chwili siedzieliśmy obok siebie na fotelach pijąc sok pomarańczowy.
- Więc, co cię do mnie sprowadza?
- Nie byłaś dziś na zajęciach, więc pomyślałem że przyniosę ci notatki. Przydadzą ci się.
- Nie musiałeś robić sobie kłopotu, ale dziękuję. A tak poza tym, to jak mnie znalazłeś?
- Popytałem tu i tam.
- Już myślałam, że jesteś stalkerem i śledziłeś mnie na fejsie. - zaśmiałam się
- To wtedy nie dodawałbym cię do grona znajomych, tylko stalkował z ukrycia. - uśmiechnął się jeszcze bardziej promiennie, a najgorsze było to, że ten uśmiech coraz bardziej mi się podobał.
- Nie patrzyłam, później sprawdzę.
- Koniecznie! - upił niewielki łyk soku, tym samym opróżniając szklankę.
- Dziękuję za soczek, będę się zbierał.
- Tak szybko? - wyrwało mi się. Tak dobrze nam się rozmawiało, chciałam żeby został.
- Muszę się pouczyć, niedługo kolokwium.
- Racja... - zmartwiłam się. - Kompletnie o tym zapomniałam.
- Powinnaś sobie zapisywać - polecił, i podszedł do drzwi.
- Tak zrobię. - Wstałam i oparłam się o framugę tym samym go odprowadzając.
- Do zobaczenia na zajęciach.
- Papa. - zamknęłam drzwi i oparłam się o nie plecami. Boże co za przystojniak!
- Nie idziesz na zajęcia?
- Co? - Wyrwałam się z zamysłu
- Zajęcia. Dzisiaj. - Sara wskazała na podręczniki leżące tuż przede mną. Spojrzałam na zegarek.
- I tak już jestem spóźniona. - wzruszyłam ramionami.
- Pojedź samochodem. - zaproponowała
- Zajęcia skończyły się dwie godziny temu. Nie mam po co tam jechać.
- Okej, nie denerwuj się, nie wiedziałam. Nie znam twojego grafiku.
Ktoś zapukał do drzwi. Ekspresowo pojawiłam się przy drzwiach, z myślą, że Dominik zmienił zdanie i przyszedł pogadać. Poprawiłam bluzkę, przeczesałam
włosy i uśmiechnięta otworzyłam, jednak mina mi zrzedła kiedy zamiast przyjaciela, ujrzałam nieznajomego faceta, w moim wieku.
- Eee... do kogo przyszedłeś? - zaczęłam
- Miłe powitanie - uśmiechnął się, a ja spuściłam wzrok, miał rację, to powitanie z pewnością nie należało do najmilszych.
- Cześć. - zrehabilitowałam się
- Cześć, jestem Robert. Pamiętasz mnie?
- Nie kojarzę cię, przykro mi. - pokręciłam przecząco głową.
- Studiujemy na tej samej uczelni. Jestem z twojego wydziału. Literatura Angielska. Mamy razem wykłady.
- Naprawdę? Nigdy cię nie widziałam.
- Nie? Mijaliśmy się kilka razy na korytarzu, i pod uczelnią. I w sali też, tylko że zawsze siedzisz bliżej przodu, o ile się nie spóźnisz, a ja obstawiam tyły.
Sprawił że się uśmiechnęłam. Rozbawił mnie.
- Przepraszam mam słabą pamięć do twarzy. - zmrużyłam oczy i po chwili mnie olśniło. - Już wiem! - klasnęłam w dłonie. - Już cię pamiętam! Kiedyś siedzieliśmy razem na jednym z wykładów.
- A jednak ci się udało. - zaklaskał. - Należy ci się Oskar. - Wybuchnęłam śmiechem, na te słowa.
- Co cię do mnie sprowadza?
- Nie chcę być niegrzeczny, ale będziemy tak stać, czy wpuścisz mnie do środka? Obiecuję, że odpowiem na wszystkie pytania. - jego twarz rozciągnęła się w szerokim uśmiechu.
- A tak, jasne, wejdź. Przepraszam. Powinnam tak od razu. - Zrobiłam krok w tył, pozwalając aby wszedł do środka.
- Spoko, rozumem twój szok. - Puścił mi oczko. Zaprosiłam go do salonu.
- Napijesz się czegoś? Mam zimne piwo w lodówce.
- Nie dzięki, prowadzę. - wskazał na kluczyki w dłoni.
- To może soku?
- Chętnie.
Po chwili siedzieliśmy obok siebie na fotelach pijąc sok pomarańczowy.
- Więc, co cię do mnie sprowadza?
- Nie byłaś dziś na zajęciach, więc pomyślałem że przyniosę ci notatki. Przydadzą ci się.
- Nie musiałeś robić sobie kłopotu, ale dziękuję. A tak poza tym, to jak mnie znalazłeś?
- Popytałem tu i tam.
- Już myślałam, że jesteś stalkerem i śledziłeś mnie na fejsie. - zaśmiałam się
- To wtedy nie dodawałbym cię do grona znajomych, tylko stalkował z ukrycia. - uśmiechnął się jeszcze bardziej promiennie, a najgorsze było to, że ten uśmiech coraz bardziej mi się podobał.
- Nie patrzyłam, później sprawdzę.
- Koniecznie! - upił niewielki łyk soku, tym samym opróżniając szklankę.
- Dziękuję za soczek, będę się zbierał.
- Tak szybko? - wyrwało mi się. Tak dobrze nam się rozmawiało, chciałam żeby został.
- Muszę się pouczyć, niedługo kolokwium.
- Racja... - zmartwiłam się. - Kompletnie o tym zapomniałam.
- Powinnaś sobie zapisywać - polecił, i podszedł do drzwi.
- Tak zrobię. - Wstałam i oparłam się o framugę tym samym go odprowadzając.
- Do zobaczenia na zajęciach.
- Papa. - zamknęłam drzwi i oparłam się o nie plecami. Boże co za przystojniak!
5.06.2017
ROCZNICA!!!!
Cześć. Dokładnie rok temu 05.06.2016 roku założyłam ten blog, z myślą o rozpoczęciu mojej kariery pisarskiej która do tej pory była tworzona do szuflady... nie wierzę, że mój blog pisarski ma już roczek! Obchodzimy naszą pierwszą rocznicę od kąd jestem z wami! Dziękuję wam, że jesteście i mam nadzieję, że zostaniecie tu ze mną przez kolejne lata :) Obiecuję was nie zawieźć.
Pozdrawiam, Karolina Izabela.
3.06.2017
POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 18
Dominik wciąż się do mnie nie odzywał, a przecież minął już cały tydzień. Byłam pewna, że między nami jest już wszystko skończone, nawet jeśli łączyła nas tylko przyjaźń. Na wykładzie byłam nieobecna, moje myśli zamiast wokół literatury, krążyły wciąż między Dominikiem. Czułam okropne wyrzuty sumienia, może faktycznie trzeba było powiedzieć o wszystkim od razu. Z rozmyślań wyrwał mnie esemes. Ucieszyłam się, miałam nadzieję, że był od Dominika. Poczułam rozczarowanie, kiedy na ekranie pojawiła się treść. Był od Malwiny.
Za dwie godziny mam samolot. Jeśli chcesz, to przyjdź do mnie, zanim pojadę na lotnisko.
Wykład kończył się za pół godziny, musiałam doliczyć kolejne pół godziny trasy autobusem przez pół Wrocławia. Zrobiłam krótką notatkę i zabrałam się za odpisywanie.
Będę za godzinę. Wcześniej nie dam rady.
Nie dostałam odpowiedzi zwrotnej. Odłożyłam telefon i czekałam do końca wykładu.
Profesor wypuścił nas piętnaście minut szybciej, dzięki temu zdążyłam na wcześniejszy autobus, o piętnastej byłam już w domu. Przebrałam się w dżinsowe ogrodniczki, a na stopy włożyłam białe trampki, wsiadłam w samochód i pojechałam do Malwiny. Otworzyła mi po dłuższej chwili, z telefonem który przyciskała ramieniem, w drugiej ręce trzymając torbę. Skinieniem głowy zaprosiła mnie do środka. Weszłam do kuchni, w której Kamil robił sobie kawy.
- Hej, widzę że wszystko jest na wariackich papierach.
- Cześć Marlena. Nic mi nawet nie mów, Malwina ciągle sprawdza czy niczego nie zapomniała, biega w tą i z powrotem.
- Może da się to wszystko jeszcze odwołać? - zasugerowałam.
- Nie ma szans, wszystko jest już załatwione.
- Przecież mieliście jechać za miesiąc, a minęły zaledwie dwa tygodnie.
- Wszystko się przestawiło z korzyścią dla nas. Im szybciej tym lepiej. Zwolniło się mieszkanie, taka okazja nie trafia się zbyt często.
- No tak... - westchnęłam
- Napijesz się kawy?
- Z przyjemnością.
- Będziemy się kontaktować - pocieszył mnie, zauważając mój grymas na twarzy.
- Mam nadzieję. - Upiłam łyk kawy i przeszłam z kuchni do pokoju w którym była Malwina.
- Pomóc ci w czymś?
- Chyba nie. Mam nadzieję że wszystko to jakoś ogarnęłam. Która godzina? - wstała i wsparła się rękami opierając je na biodrach.
- Szesnasta.
- Mamy jeszcze chwilę czasu.
- Wrócisz? - spojrzałam na nią badawczo
- Nie wiem, jeszcze nie wyjechałam - zaśmiała się poddenerwowana.
W pół godziny dopięła wszystko na ostatni guzik. Jeszcze raz omiotła wzrokiem mieszkanie, sprawdzając czy wszystko spakowała. Miałam wrażenie że wyjeżdża na całe życie, a może właśnie miała taki plan, ale niekoniecznie chciała bym o tym wiedziała. Kamil spakował do auta wszystkie walizki. Po dwudziestu minutach byliśmy w drodze na lotnisko. Odwiozłam ich moim autem. Swoje zostawili u rodziców Kamila.
Zbliżała się godzina odprawy, Malwina niepewnie wstała i wtuliła się we mnie.
- Będę za tobą tęsknić.
- Mam nadzieję. - pokrzepiłam ją uśmiechem. Wzięła swoje torby. Kamil mocno mnie uścisnął i chwilę później zniknęli z pola widzenia. Czułam jak łzy napłynęły mi do oczu. Otarłam je, i wróciłam do domu.
Za dwie godziny mam samolot. Jeśli chcesz, to przyjdź do mnie, zanim pojadę na lotnisko.
Wykład kończył się za pół godziny, musiałam doliczyć kolejne pół godziny trasy autobusem przez pół Wrocławia. Zrobiłam krótką notatkę i zabrałam się za odpisywanie.
Będę za godzinę. Wcześniej nie dam rady.
Nie dostałam odpowiedzi zwrotnej. Odłożyłam telefon i czekałam do końca wykładu.
Profesor wypuścił nas piętnaście minut szybciej, dzięki temu zdążyłam na wcześniejszy autobus, o piętnastej byłam już w domu. Przebrałam się w dżinsowe ogrodniczki, a na stopy włożyłam białe trampki, wsiadłam w samochód i pojechałam do Malwiny. Otworzyła mi po dłuższej chwili, z telefonem który przyciskała ramieniem, w drugiej ręce trzymając torbę. Skinieniem głowy zaprosiła mnie do środka. Weszłam do kuchni, w której Kamil robił sobie kawy.
- Hej, widzę że wszystko jest na wariackich papierach.
- Cześć Marlena. Nic mi nawet nie mów, Malwina ciągle sprawdza czy niczego nie zapomniała, biega w tą i z powrotem.
- Może da się to wszystko jeszcze odwołać? - zasugerowałam.
- Nie ma szans, wszystko jest już załatwione.
- Przecież mieliście jechać za miesiąc, a minęły zaledwie dwa tygodnie.
- Wszystko się przestawiło z korzyścią dla nas. Im szybciej tym lepiej. Zwolniło się mieszkanie, taka okazja nie trafia się zbyt często.
- No tak... - westchnęłam
- Napijesz się kawy?
- Z przyjemnością.
- Będziemy się kontaktować - pocieszył mnie, zauważając mój grymas na twarzy.
- Mam nadzieję. - Upiłam łyk kawy i przeszłam z kuchni do pokoju w którym była Malwina.
- Pomóc ci w czymś?
- Chyba nie. Mam nadzieję że wszystko to jakoś ogarnęłam. Która godzina? - wstała i wsparła się rękami opierając je na biodrach.
- Szesnasta.
- Mamy jeszcze chwilę czasu.
- Wrócisz? - spojrzałam na nią badawczo
- Nie wiem, jeszcze nie wyjechałam - zaśmiała się poddenerwowana.
W pół godziny dopięła wszystko na ostatni guzik. Jeszcze raz omiotła wzrokiem mieszkanie, sprawdzając czy wszystko spakowała. Miałam wrażenie że wyjeżdża na całe życie, a może właśnie miała taki plan, ale niekoniecznie chciała bym o tym wiedziała. Kamil spakował do auta wszystkie walizki. Po dwudziestu minutach byliśmy w drodze na lotnisko. Odwiozłam ich moim autem. Swoje zostawili u rodziców Kamila.
Zbliżała się godzina odprawy, Malwina niepewnie wstała i wtuliła się we mnie.
- Będę za tobą tęsknić.
- Mam nadzieję. - pokrzepiłam ją uśmiechem. Wzięła swoje torby. Kamil mocno mnie uścisnął i chwilę później zniknęli z pola widzenia. Czułam jak łzy napłynęły mi do oczu. Otarłam je, i wróciłam do domu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)