25.06.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 25

Obudziłam się równo ze wschodem słońca. Pełna energii zaścieliłam łóżko, po czym chwyciłam ciemne dżinsy i szeroką bluzę. Wyszłam z pokoju i przeszłam przez długi korytarz, i po chwili byłam już w łazience. Weszłam do wanny i odkręciłam prysznic. Ciepła woda obmywała moje ciało, a po chwili w całym pomieszczeniu widać było parę, która osiadła również na lustrze. Po kilku minutowej kąpieli wyszłam z wanny i wytarłam się do sucha ręcznikiem, sięgnęłam po skarpetki i włożyłam je na bose stopy, wsunęłam dżinsy, a wąskie nogawki trochę podwinęłam. Włożyłam bluzę i zabrałam się za mycie zębów. Kiedy skończyłam, zaplotłam włosy w krótkiego kłosa który sięgał mi do połowy ramienia. Odświeżona weszłam do kuchni, gdzie babcia szykowała duże wspólne śniadanie.
- Dzień dobry kochanie, wyspałaś się? - spytała serdecznym tonem
- I to jak. Pomogę ci.
- Już skończyłam, pozostało tylko to wszystko pozanosić, ale dziękuję za chęci. Uzupełnione już talerze zanosiłam do gościnnego pokoju, gdzie stała duża ława. Wspólne śniadanie było już tradycją, i nikt nie miał zamiaru tego zmieniać. Kiedy stół został już nakryty i nie było na nim miejsca, zawołałam dziadka, i kiedy usiadł babcia przyniosła akurat tackę z kubkami herbaty.
- Smacznego - odezwała się
- Smacznego - odpowiedziałam równo z dziadkiem, i po chwili każdy był zajęty jedzeniem.

Kiedy po śniadaniu nie było śladu, wzięłam się za sprzątanie. Nalałam gorącej wody do zlewu i dodałam kilka kropel płynu do naczyń, po czym zamoczyłam wszystkie brudne talerze i sztućce. Po dwudziestu minutach kuchnia lśniła, podobnie jak reszta pomieszczeń. Zmęczone z babcią wyszłyśmy na podwórko przed dom. Mimo że zbliżał się listopad, na dworze było całkiem ciepło. Uwielbiałam tu przyjeżdżać, cisza pozwalała na rozmyślania, i chwilę zapomnienia. Wpatrywałam się w drzewa i skalniak przede mną, i chłonęłam ten widok, zastanawiając się, którego powinnam wybrać, serce było przecież jedno, a ich dwóch.
- Pokażesz mi zdjęcia z Mazur? - Babcia wyrwała mnie z zamyśleń.
- Jasne, tylko musiałabym najpierw pójść po telefon i w ogóle to go włączyć, nie chcę mieć narazie z nikim kontaktu.
- Nie możesz się odcinać od świata, nie ominiesz tego, ucieczka tutaj nie sprawi, że problem sam się rozwiąże - uświadomiła mi to, i niestety miała rację. Niechętnie wstałam z plastikowego krzesła i poszłam do pokoju, po kilku minutach wyszłam spowrotem na podwórko z telefonem w ręku.
- Włącz go, kto wie, może mile się zaskoczysz - zachęcała mnie
- Masz rację. - usiadłam i nacisnęłam malutki przycisk na telefonie. Minęło kilka chwil, zanim telefon zaskoczył. Wiadomość przychodziła za wiadomością. Kilka było od Sary, kilka od Malwiny, lecz od Dominika i Roberta ani jednej, poczułam się rozczarowana.  Miałam nadzieję, że napiszą choć jedną wiadomość, nawet cholerną kropkę, ale nic z tego. Weszłam w spis połączeń, to co zobaczyłam odebrało mi mowę. Trzydzieści połączeń nieodebranych od Roberta i jedno, tylko jedno od Dominika.
- I co? - Babcia spytała zmartwiona. - Dobijają się do ciebie drzwiami i oknami - zażartowała
- To tylko Sara i Malwina - uśmiechnęłam się prawie niewidocznie.
- A chłopcy?
- Dzwonili, ale tylko tyle - westchnęłam
- Żadnej wiadomości?
- Żadnej - posmutniałam.
- Jeszcze nie wszystko stracone - Babcia próbowała mnie pocieszyć, ale nie pomagało mi to, bo ci mężczyźni wcale nie ułatwiali mi sprawy, wręcz przeciwnie.
Zrezygnowana odłożyłam telefon na biały plastikowy okrągły stół.
- Nie martw się, może wszystko samo się ułoży - położyła swoją dłoń na mojej - Na wszystko potrzeba czasu.
- Obyś miała rację babciu.
Nie minęło pięć minut a mój telefon zaczął wibrować, podniosłam go szybko ze stołu i spojrzałam na wyświetlacz, odebrałam z drżącymi rękami, i sercem bijącym dwa razy szybciej niż zwykle.
- Ile można do ciebie dzwonić? - oburzył się
- Przepraszam, miałam wyłączony telefon. - Wstałam i odeszłam kawałek, po czym stanęłam za winklem.
- Zastanowiłaś się już? - czułam w jego głosie zniecierpliwienie.
- Nie - westchnęłam.
- Przyjadę do ciebie - zaproponował
- Ale... Nie ma mnie w domu
- W takim razie gdzie mam cię szukać?
- Naprawdę chcesz przyjechać? - zapytałam zdziwiona
- Mhm
- No dobrze - podałam mu adres.
- Do zobaczenia - czułam, że się uśmiecha
- Do zobaczenia, Robert - rozłączyłam się, i spojrzałam na babcię, która ze zniecierpliwieniem czekała aż wszystko jej wyjaśnię.
- To Robert - zaczęłam
- Co chciał?
- Przyjedzie tu.
- Lepiej będzie jak gdzieś pojedziecie, porozmawiacie na spokojnie, nikt wam nie będzie przeszkadzał.
- Wrócę wieczorem - uśmiechnęłam się do niej.
- Wróć, jak wszystko sobie wyjaśnicie. Zdjęcia pooglądamy później.
- Dziękuję - pocałowałam babcię w policzek i poszłam do pokoju, wyczekując na przyjazd Roberta.  


                                     ***

Umówiliśmy się w wyznaczonym przeze mnie miejscu, a dokładniej przy wjeździe na polną drogę do domu babci. Zaparkował koło przystanku, a ja nie czekając chwili dłużej wsiadłam do środka.
- Znasz jakieś inne miejsce? - zapytał, kiedy zapinałam pasy. Nie takiego powitania się spodziewałam, ale dobre i to.
- Tak, wjedź tutaj - pokazałam palcem, potem w prawo, w lewo i zatrzymasz się zaraz za zakrętem - poinstruowałam go. Po kilku minutach staliśmy przy samym lesie.
Rozpięłam pasy, a Robert zrobił to samo.
- Marlena, oczekuję od  ciebie jednego - spojrzał mi w oczy. - Żebyś powiedziała mi, czy chcesz czegoś więcej...
- Wiesz... - starałam się jakoś wymigać od tej odpowiedzi, ale wiedziałam, że nie ma to najmniejszego sensu.
- Mów - ponaglał mnie
- Dobrze - wzięłam głęboki wdech - obaj jesteście dla mnie ważni
- Ale?
- Długo nie wiedziałam którego wybrać, ale w końcu doszłam do wniosku, że jesteś dla mnie ważniejszy
Długo się we mnie wpatrywał, a ja wciąż nie mogłam uwierzyć w to, że powiedziałam to na głos, trzymał mnie w niepewności, a ja byłam coraz bardziej spięta. Odruchowo dotknął dłonią mojego policzka i gładził mnie po nim, a po chwili wpił się w moje usta. Nasze języki splątały się w namiętnym tańcu, upewniłam się tylko że to za tymi ustami tak bardzo tęskniłam. Ściągnął ze mnie bluzę, i podkoszulkę, a później całował moją szyję, kładąc dłonie na plecy i rozpinając stanik.
- Chcesz robić to tutaj? - przerwałam
- A ty nie? - zapytał, po czym pozbył się swoich ubrań, zostawiając tylko bokserki.
- Wszystko jedno, byle z tobą - odpowiedziałam i przeszłam na tylne siedzenia, kładąc się na plecach, pomimo niewielkiej przestrzeni Robert do mnie dołączył i garbiąc się zdjął ze mnie dżinsy, i majtki. Położył się na mnie, i całował usta, szyję, brzuch aż w końcu dotarł pomiędzy moje uda. Jego język wyprawiał cuda, a ja wiłam się z przyjemności, wkrótce wrócił do moich ust, jedną ręką pozbył się bokserek a jego penis zanurzył się we mnie, najpierw do połowy, a później cały, tak szybko, że z moich ust wydostał się krzyk. Unosił się i opadał, a ja prosiłam go o więcej wbijając paznokcie w jego nagie plecy, kiedy oboje byliśmy już maksymalnie zaspokojeni położył się na mnie, żeby odpocząć i ciężko dysząc spojrzał mi w oczy.
- To było zajebiste. - pocałował mnie
- Też tak myślę - odwzajemniłam pocałunek, próbując unormować oddech.
Pół godziny później leżeliśmy na łóżku wtuleni w siebie.Wpatrywał się we mnie, a ja miałam wrażenie, że znam go całe życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz