28.07.2017

CHANGE cz. 1

Podeszłam do baru i usiadłam na wysokim krześle. Oparłam łokieć na blacie i wspierając dłonią swoją brodę rozglądałam się za barmanem. Znudzona długim oczekiwaniem obijałam bordowymi paznokciami w blat.
 - W czym mogę pomóc? - Spojrzałam na młodego barmana. 
Przystojny brunet w czarnej kamizelce, białej koszuli i standardowo postawionymi włosami na żel. wydawał się ciekawym kąskiem do schrupania. Przejechałam palcem po czerwonych ustach i zatrzymałam w kąciku udając zamyśloną.
 - Wiem! Poproszę dwa drinki z sokiem porzeczkowym.
 - Już się robi. - zabrał się do pracy
- Pracujesz tu od niedawna? Nigdy wcześniej cię tu nie widziałam.
 - Nie przychodzę tu zbyt często.
 - Merel! - wyciągnęłam rękę jednocześnie przekrzykując głośną muzykę. 
- Bruno.
 - Dziewczyno ile można na ciebie czekać? - dopadła mnie Roxan.
 - Już idę, pali się czy co? - przewróciłam oczami i puściłam oczko do barmana. 
-Twoje drinki. - musnął delikatnie moje palce - Na mój koszt. - również puścił mi oczko. Chwyciłam w ręce szklanki, jedną wciskając oczywiście w dłoń przyjaciółki. 
 - Merel, nie możesz odreagowywać w ten sposób. - skarciła mnie. 
- Czyżby? A kto mi zabroni? - parsknęłam śmiechem.
 - To nie jest odpowiedni sposób. Wiem doskonale jak potraktował cię Travis, ale nie możesz mierzyć każdego jednakową miarą. 
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy. Jeśli będę potrzebowała rady, zwrócę się po nią do ciebie. Wróciłam do swoich znajomych z którymi zazwyczaj trzymałam się jedynie na imprezach i wzniosłam kolejną kolejkę. Po powrocie do swojego mieszkania nie marzyłam o niczym innym jak rzuceniu się w miękką pościel. Leniwie zdjęłam z moich nóg szpilki i rzuciłam gdzieś w kąt. Zmyłam makijaż i zatopiłam w pachnącej konwalią pościeli. 


 Znowu on. Te piękne szare oczy, które pod słońcem łączą się z kolorem zieleni. Rozczochrane kakaowe włosy…idealny zarys twarzy. Odwraca się w moją stronę i jego oczy przybierają kształt pięciozłotówek, a usta ukazują szereg białych zębów. Ponownie czuję ciepło jego ramion. Tą bliskość, która nigdy nie zmniejszała się chociaż na milimetr.  
-Witaj mój aniołku. - charakterystycznie wplata palce w moje kasztanowe włosy i dotyka wargami moich ust. 
- Witaj przystojniaku. - zarzuciłam mu ręce na szyję. Wzrostem był minimalnie wyższy ode mnie. Chłopak i dziewczyna z tego samego świata.
 -Travis! Idziemy na kajaki! - krzyczeli jego znajomi. 
 -Za niedługo wrócę. - musnął moje usta. 
 Nie wrócił...

NIESPODZIANKA!

Kochani mam dla Was niespodziankę. Niedługo na moim blogu pojawi się nowe opowiadanie, lecz... nie moje, tylko dziewczyny która jest współautorką NOWEGO ŻYCIA, a link do jej opowiadań znajdziecie tutaj: LINK
Ja w tym czasie piszę dla Was kolejne opowiadanie, bądźcie czujni! :)

P.S. Miłej lektury <3

5.07.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 34

               *** DWA LATA PÓŹNIEJ ***

Kupiliśmy dom pod Wrocławiem, aby odpocząć troszkę od zgiełku miasta. Z radością patrzę na mojego męża, który bawi się z moimi pięknymi dziećmi. Tak, urodziłam dwójkę. Chłopca Rafała i dziewczynkę Zuzię, ale nie są bliźniakami. Rafał urodził się troszkę później. Rzuciliśmy studia. Robert znalazł pracę, a ja pracuję w domu. Z Dominikiem nie utrzymuję już kontaktu od zaręczyn, a Mirek w końcu się odczepił i wyjechał z miasta. Sara jest z Michałem. Tworzą świetną parę, i życzę im jak najlepiej, wyprowadziła się od Justyny i mieszka teraz ze swoim wybrankiem. Uśmiecham się, na samą myśl, że wszystko w końcu się ułożyło i jest tak jak powinno być. Z rozmyślań wyrwał mnie Rafałek, który do mnie przyraczkował.
- Co się stało moje kochanie? - wzięłam go na rączki. Chwilę się wiercił na moich kolanach aż ostatecznie znów powędrował do taty i siostrzyczki.
- Kochanie chodź do nas - zawołał mnie Robert. Bez wahania wstałam i dołączyłam do mojej wspaniałej rodziny.
- Co robicie? - zapytałam.
- Układamy klocki - zaśmiał się mój kochany.
- Mogę z wami?
- Tak! - krzyknęła Zuzia. Powoli uczy się mówić. Niedługo skończy trzy lata, i wszędzie jej pełno.

Nadszedł wieczór. Dzieci już były zmęczone, więc oboje położyliśmy je spać. Kiedy zasnęły usiedliśmy na tarasie.
- Zobacz jak wszystko się dobrze skończyło, prawda? - zaczął Robert.
- Tak, masz rację. Wspaniałe zakończenie.
- Czy chcesz mnie jeszcze o coś poprosić?
- Nie, raczej mam już wszystko - usiadłam mu na kolanach i założyłam ręce za jego szyję, patrząc mu w oczy. - Ale tak dla pewności, poproszę o miłość.



                            ~ KONIEC ~

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 33

Właśnie stoję na ślubnym kobiercu, i powtarzam słowa przysięgi. Jestem trochę zestresowana, ale też mega szczęśliwa, że wychodzę za najwspanialszego faceta na świecie. Ukradkiem rozglądam się po kościele. Malwina wyciera oczy chusteczką i uśmiecha się do mnie, tak jak rodzice, i babcia z dziadkiem. Cieszyła się, że udało mi się spełnić moją obietnicę, i pobawi się na moim weselu. Babci Justyny się polepszyło i już chodzi o własnych siłach. Czułam jak się we mnie wpatruje, tak jak Justyna, i uśmiechają się z taką radością, że mam ochotę podejść i ich wszystkich wyściskać. Michał dzielnie stoi z pustą już tacką na obrączki, obok Sary i ciągle na siebie patrzą. Odkąd nie jest z Klaudią, ciągle u nas bywa, kiedy tylko pojawi się Sara. Wybraliśmy wspaniałych świadków. Zbliża się długo wyczekiwany moment, Robert wkłada mi obrączkę na palec, a ja czynię to samo. Od teraz przynależymy do siebie złączeni w jedną całość.

                                     ***

Po cudownym weselu udaliśmy się do pięknego pensjonatu. Kiedy weszłam do pokoju, po wyjściu z łazienki Robert już czekał na łóżku, i spoglądał na mnie. Rozumieliśmy się bez słów. Wstał i podszedł do mnie. Powoli rozpiął moją suknię, a potem ją ze mnie zdjął, kucnął i ściągnął moje szpilki a potem zdjął pończochy. Wszystko robił z taką gracją i spokojem że chciałam aby ta chwila nigdy się nie kończyła. Wstał i całował każdy kawałek mojej szyi, po czym powoli rozplątywał związany gorset. Położył mnie na łóżku i delikatnie ściągnął moje majtki. Czułam jak przylega do mojego ciała. Wsunął ręce pod moje plecy i rozpiął stanik i rzucił go gdzieś w kąt, do pozostałej garderoby. Za chwilę sam był bez ubrań. Całował moje usta, później szyję, brzuch aż w końcu dotarł do najbardziej wrażliwego miejsca. Wytaczał ścieżki językiem, bawił się a na mojej skórze występowało coraz więcej dreszczy. Nie mogłam się doczekać kiedy we mnie wejdzie. Byłam coraz bardziej niecierpliwa. Po chwili zanurzył we mnie swoją męskość. Kochaliśmy się długo i namiętnie. Skończyliśmy dopiero nad ranem. Padnięci zasnęliśmy w swoich objęciach.

Kiedy się przebudziłam, spostrzegłam, że mój kochany już nie śpi, i wpatruje się we mnie.
- Dzień dobry żono - powitał mnie pocałunkiem.
- Witaj mężu - odwzajemniłam równie namiętnie.
- Wyspałaś się?
- Nie bardzo - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Ja też nie, i co z tym zrobimy? - zapytał zmartwiony
- Przestaniemy się kochać do rana? - droczyłam się z nim.
- Chyba sobie żartujesz - Robert się uśmiechnął i położył się na mnie.
- No dobra, przejrzałeś mnie - przewróciłam oczami, i po chwili znów to zrobiliśmy. Najpierw był delikatny, a później coraz bardziej brutalny ale podobało mi się. Poruszał się szybko, i całował mnie bardzo zachłannie, jak by ktoś miał mnie zaraz mu zabrać. Odwzajemniałam każdy pocałunek z wielką namiętnością, i pozwalałam aby wchodził głębiej, bo wciąż było mi go zbyt mało. Kiedy oboje nasyciliśmy się tym stosunkiem, padliśmy zmęczeni na poduszki.

Po śniadaniu wróciliśmy do domu, po czym przebrałam się z białej sukni, a Robert zdjął swój garnitur i oboje weszliśmy pod prysznic. Kiedy byliśmy odświeżeni ubraliśmy zwyczajne ciuchy. Robert wskoczył w dres a ja w ulubione legginsy i gruby czarny sweter który sięgał mi do ud i był w rozmiarze oversize. Stanęłam przy oknie, otulając się wspomnieniem minionej nocy. Wysunęłam rękę do przodu i podziwiałam tą piękną złotą obrączkę. Nagle poczułam jak ktoś tuli mnie od tyłu, wiedziałam kto to. Wpiłam się w jego usta, a kiedy oderwaliśmy się od siebie zaczęłam:
- Zrobiłeś dla mnie tyle niespodzianek, że nie jestem w stanie ich policzyć. - czułam jak moje oczy robią się mokre od łez.
- Już dobrze kochanie, nie płacz - otarł moją spływającą łzę swoim kciukiem.
- Daj mi dokończyć - nalegałam.
Zamilkł i patrzył mi prosto w oczy.
- Ja też mam dla ciebie niespodziankę. - położyłam obie dłonie na moim brzuchu, a Robert wpatrywał się we mnie, próbując odgadnąć co mam na myśli. Nie miałam serca trzymać go dłużej w niepewności.
- Jestem w ciąży.

4.07.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 32

Święta minęły dość szybko, i musiałam pożegnać się z rodzicami. Było to dla mnie strasznie ciężkie, ale wiedziałam, że tak musi być. Sara również już wyjechała wraz z Justyną i jej babcią, a ja znów zostałam w domu tylko z Robertem. Zostało kilka godzin do nowego roku. Dziś Sylwester. Od rana nie spałam i krzątałam się po kuchni. Kiedy zalewałam wodę na kawę mój kochany zszedł właśnie z góry.
- Ładnie to tak kusić mnie z rana tym nagim torsem? - podeszłam i pocałowałam go w usta
- A co? Nie możesz mi się oprzeć?
Oboje wpadliśmy w śmiech.
- Możesz sobie chodzić taki roznegliżowany, ale tylko przy mnie! - zagroziłam palcem, uśmiechając się
- Tak jest! - poczochrał moje włosy
- Głuptas - pocałowałam go


                                  ***

Wiedziałam, że Robert mnie gdzieś dzisiaj zabiera, więc poszłam się wyszykować. Wzięłam szybki prysznic, a kiedy wyszłam z łazienki, poszłam do pokoju i ubrałam czarny golf z długimi rękawami który sięgał mi do połowy brzucha, włożyłam długą spódnicę do kostek i trampki.
- Świetnie wyglądasz - usłyszałam, kiedy przeglądałam się w lustrze.
- Ty też -  odwróciłam się i spojrzałam na Roberta, który miał na sobie ciemne dżinsowe rurki, białą koszulę i czarną marynarkę.
- Tylko się pośpiesz, niedługo musimy wychodzić.
- Znowu mamy rezerwację w restauracji?
Mój kochany pokręcił przecząco głową.
- Mam dla ciebie coś o wiele bardziej lepszego.
- Czyli doczekałam się niespodzianki? - zapytałam, wkładając czapkę na głowę.
- Tak, ale muszę coś jeszcze zrobić, tylko ubierz się do końca.
- Okej - włożyłam czarną kurtkę parkę, a szyję owinęłam kominem w tym samym kolorze.  - Już - odpowiedziałam.
- Odwróć się.
- Po co? - byłam zdziwiona
- Po prostu zrób to o co cię proszę, dobrze?
- No dobra - westchnęłam, po czym odwróciłam się i poczułam jak Robert przewiązuje mi oczy opaską. Nie pytałam o nic. Szybko się ubrał i po kilku minutach staliśmy już przy jego samochodzie.
- Ostrożnie - pomógł mi wsiąść, i zapiął pas.
Ruszyliśmy.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce nie mogłam ogarnąć gdzie dokładnie jesteśmy, bo w dalszym ciągu miałam zamknięte oczy. Słyszałam tylko, że jesteśmy w tłumie ludzi, i na pewno było ich więcej niż sto. Podeszliśmy jeszcze bliżej o kawałek i wtedy usłyszałam jak Robert z kimś rozmawia.
- Proszę pokazać bilety. - odezwał się starszy mężczyzna. Chyba ochroniarz.
- Proszę bardzo. - usłyszałam Roberta.
- Możecie iść.
- Dziękuję.
- Robert gdzie my jesteśmy? - czułam jak zżera mnie ciekawość.
- Sama zobacz.
Nie czekając dłużej, rozwiązałam opaskę z oczu i zobaczyłam wielką scenę.
- Jesteśmy na koncercie! - moje oczy rozbłysnęły. Wpatrywałam się w Roberta
- Tak kochanie.
- Tylko nie mów mi że na...
- Cześć Kraków! Jak z waszą energią? - usłyszałam ten głos, i już wiedziałam do kogo należał. Odwróciłam się spowrotem w stronę sceny i ujrzałam mój ukochany zespół! Tak, byłam na koncercie happysad. Przecież od zawsze o tym marzyłam i dzisiaj miałam okazję usłyszeć i zobaczyć ich na żywo. Rzuciłam się na Roberta i mocno się do niego wtuliłam.
- Nie wierzę! - płakałam ze szczęścia - Kochanie, to naprawdę się dzieje!
- Tak, jestem tu z tobą - pocałował mnie. Oderwałam się od niego, i całą swoją uwagę skupiłam na Kubie.
- Strasznie się cieszę, że nasz zespół ma zaszczyt zagrać dziś dla was i powitać z wami nowy rok. Jesteście na to gotowi?
Tłum piszczał a ja razem z nimi.
Po chwili Kuba zaczął śpiewać a ja czułam się najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Śpiewałam z nimi wszystkie utwory począwszy od starszych, skończywszy na tych najnowszych. Tak się wkręciłam, że nie zauważyłam że Robert gdzieś zniknął, ale zamiast niego ujrzałam Mirka, który rozmawiał z kimś przez telefon i zdradziecko się uśmiechał.
Bez kitu, znalazł mnie aż tutaj?! Jak się okazało to nie koniec niespodzianek,  bo zaraz koło mnie zmaterializował się Dominik.
- Dominik?! - Zaczęłam, musiałam mówić głośniej aby przekrzyczeć muzykę. - Co ty tutaj robisz?
- Cześć, Mirek do mnie zadzwonił, i powiedział że cię tu znajdę. Jechałem tu tyle z Wrocławia, no i jeszcze zjechałem pół Krakowa.
- I znalazłeś - westchnęłam. - Coś się stało?
- Chciałem z tobą porozmawiać. Daj nam jeszcze jedną szansę. Obiecuję, że wszystko naprawię! Kocham cię, zrozum to w końcu - przez cały ten czas patrzył mi się w oczy a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć. Moją uwagę przykuła cisza na scenie. Kuba przestał śpiewać. Chwilę milczał, a po chwili znów zbliżył się do mikrofonu.
- Mamy przyjemność być świadkami czegoś wspaniałego. Nie mogę niczego teraz zdradzić, bo wszystkie starania pójdą na marne. - trzymał nas w niepewności. - A póki co zaśpiewam wszystkim wam bardzo znany utwór. Jest to dedykacja od Roberta dla Marleny - Bez znieczulenia.
Czułam, jak do moich oczu znów napłynęły łzy szczęścia. Ten facet zaskakiwał mnie na każdym kroku. Całą piosenkę znałam na pamięć, nie mogłam się oprzeć, i śpiewałam razem z tłumem nadal nie wierząc, że to się dzieje na prawdę. Kątem oka zobaczyłam, że Dominik odszedł zrezygnowany, ale w tym momencie nie liczyło się dla mnie nic innego. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Kiedy piosenka dobiegła końca na scenie pojawił się Robert. Podszedł do mikrofonu i wyszukał mnie wzrokiem.
- Kochanie, możesz podejść bliżej? - zwrócił się do mnie, i poczułam na sobie wzrok wszystkich. Zrobili mi miejsce, i bez problemu dostałam się pod scenę, utorowaną przez fanów ścieżką. Przeszłam przez bramkę, weszłam po schodach i po chwili stałam już koło Roberta i zespołu. Nie wiem co stresowało mnie bardziej:wzrok wszystkich ludzi, obecność happysad, czy to że stałam na scenie, nie wiedząc co mnie jeszcze dziś czeka. Stałam nieruchomo z drżącymi rękami i obserwowałam Roberta. Miałam wrażenie, że ustalił coś z chłopakami z zespołu, bo jeden z nich bez słowa podszedł do nas i ściągnął mikrofon ze statywu, w czasie kiedy Robert szukał czegoś w kieszeni swojej marynarki, a kiedy już to znalazł uklęknął na jedno kolano i otworzył złote pudełeczko, a Kuba trzymał mikrofon przy jego twarzy.
- Marleno, wyjdziesz za mnie?
Rozległo się głośne gwizdanie, krzyki i piski. Niekiedy słyszałam ''zgódź się!'' ''powiedz tak!'' Rozpłakałam się na dobre i zakryłam twarz dłońmi, jednak wiedziałam, że Robert niecierpliwie czeka na odpowiedź. Wzięłam głęboki oddech, po czym podeszłam po mikrofon i przyłożyłam go do ust.
- Tak, wyjdę za ciebie.
Robert wstał i podbiegł do mnie po czym mocno mnie uściskał, a kiedy emocje trochę opadły włożył mi na palec pierścionek. Brawa nie ustawały. Można by rzec, że stawały się coraz silniejsze, a ja nigdy w życiu nie byłam taka szczęśliwa. Nagle rozległ się huk petard i naszym oczom ukazały się na niebie piękne wzory fajerwerków. Wtuliłam się w Roberta i wiedziałam, że nie potrzebuję już niczego do pełni szczęścia.  

3.07.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 31

Obudziłam się wtulona w Roberta, lekko się poruszyłam, co sprawiło, że mój kochany otworzył oczy.
- Cześć śpiochu - pocałowałam go w usta
- Cześć ranny ptaszku - uśmiechnął się, po czym znowu przyciągnął mnie do siebie.
- Puść mnie, muszę wstać - spojrzałam na niego
- A która jest godzina?
- Według mojego zegarka jest jakaś siódma rano.
- To czemu tak wcześnie wstałaś?
- Już dzisiaj Wigilia. Mam jeszcze trochę roboty.
- No dobrze uparciuchu - pocałował mnie w czoło, po czym oboje się ubraliśmy i zeszliśmy na dół. W kuchni siedziały dziewczyny z Panią Rozalią.
- Dzień dobry - przywitałam się
- Dzień dobry - starsza pani podała nam kubki z kawą - Na zdrowie. Postawi was na nogi. - uśmiechnęła się
- A pani nie pije? - Robert wziął do ręki swój kubek
- Nie, ja już wypiłam herbatę z rumiankiem.
Upiłam łyk kawy i wyjrzałam przez okno. Śnieg swobodnie spoczywał na drzewach tworząc bezpieczny puch. Na ziemi przybywało go coraz więcej.
- Nie mamy choinki! - krzyknęłam i wstałam od stołu krążąc po kuchni w te i we wte.
- Spokojnie kochanie, wszystko jest załatwione. Wystarczy tylko pojechać.
- Jesteś kochany. Kiedy to załatwiłeś?
- Mam swoje sposoby - droczył się ze mną.
- Trzeba wziąć się do roboty - zarządziła Sara.
- To ja jadę po choinkę, a potem zajmę się karpiem - zaoponował mój kochany.
- Nie mamy karpia - zaśmiałam się
- Mamy. Kupiłem wcześniej, pływa w mojej wannie. Jeszcze. - wszystkie wpadłyśmy w śmiech.
- Nie przestajesz mnie zaskakiwać - pocałowałam go w usta
- Mogę zrobić barszcz z uszkami - odezwała się Sara, kiedy oderwaliśmy się od siebie.
- Ja ulepię pierożki dziewczynki - zgłosiła się pani Rozalia - A potem zrobię Rybę po Grecku, wczoraj kupiłam filety.
- Zgoda - uśmiechnęłam się - To ja może zrobię krokiety, i kutię.
- A co ja mam zrobić? - wtrąciła się Justyna
- Możesz nakryć do stołu - zapronowała Sara.
- To jest świetny pomysł - wtrąciłam się - A potem możesz wyciągnąć resztę potraw z lodówki, i wyłożyć je na talerze.
- Mi pasuje - uśmiechnęła się, po czym każdy zabrał się do pracy.


                                     ***

Ubieramy choinkę. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz w naszym domu panowała tak rodzinna atmosfera, i było tylu ludzi, z którymi bardzo się zżyłam. Ukradkiem opuściłam pokój w którym miała odbyć się wieczerza i zabrałam się za pakowanie prezentów. Nagle przy mnie zjawiła się Sara.
- Daj, pomogę ci to przenieść. Wszyscy są w kuchni, więc nikt nas nie zobaczy - uśmiechnęła się
- Trzymaj - podałam jej połowę prezentów a ona niemal niezauważona przeniosła je do pokoju, prosto pod choinkę, a ja zrobiłam to samo. Kiedy wszystkie prezenty były już pod choinką poszłam do kuchni, gdzie nikt nie cierpiał na brak zajęcia.Pokierowałam się do salonu. Położyłam na długi stół wyprasowany biały obrus, a pod niego włożyłam troszkę sianka. W całym domu słychać było spokojne kolędy, a w powietrzu unosił się zapach różnorakich potraw. Spojrzałam na choinkę, świeciła radosnym blaskiem. Było pod nią więcej prezentów niż wcześniej, ucieszyło mnie to. Postanowiłam, że trochę pomogę Justynie i nakryję do stołu. Babcia z dziadkiem mieli przyjechać punktualnie na kolację. Nakryłam o dwa talerze więcej, to dawało mi poczucie, że rodzice są z nami. Kiedy wszystko było już gotowe miałam jeszcze trochę czasu, więc udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic, a kiedy byłam już odświeżona założyłam czarną koronkową sukienkę, która przylegała mi do ciała i sięgała do połowy ud. Na nogi włożyłam pończochy w kolorze skóry. Włosy rozpuściłam, aby swobodnie opadały na ramiona, lekko je nakręciłam. Pokremowałam twarz i przytuszowałam rzęsy, a potem delikatnie podkreśliłam brwi. Kiedy byłam już gotowa wyszłam z łazienki wprost do swojego pokoju.
- Ale pięknie wyglądasz! - Robert nie mógł wyjść z podziwu.
- Ty też niczego sobie - uśmiechnęłam się, po czym podeszłam do niego i poprawiłam mu kołnierz białej koszuli. Ślicznie wyglądał. Te czarne rurki świetnie się komponowały z bielą. Nie mogłam się na niego napatrzeć. - Mój przystojniak - pocałowałam go po czym zeszliśmy na dół.

                                    ***

Na zegarze wybiła osiemnasta. Śnieg pruszył cichutko w okno, pod światłem latarni, która oświetlała ciemne uliczki. Wszyscy usiedli do stołu, czekając na Babcię z Dziadkiem. Kiedy zapukali do drzwi pobiegłam otworzyć, ale nie mogłam wydusić słowa, kiedy ujrzałam w nich rodziców. Z piskiem się na nich rzuciłam.
- Tak się cieszę, że was widzę! Dlaczego nic nie powiedzieliście?
- Chcieliśmy zrobić wam niespodziankę.
- I wam się udało. - wyściskałam ich za wszystkie czasy. - A gdzie babcia i dziadek?
- Tutaj - usłyszałam znajomy głos, a po chwili ujrzałam radosną babcię i dziadka.
- Zaraz się rozpłaczę - powiedziałam, kiedy byliśmy już w środku. Zabrałam prezenty zaprowadziłam gości w głąb pokoju, a paczki włożyłam pod choinkę.
- Nie jesteśmy sami - zaczęłam. - Zaprosiłam do nas Babcię Justyny, panią Rozalię. - podali sobie dłonie. Przyjaciółkę Sary już znacie. - Uściskali się na powitanie.
- A ten przystojniak to kto? - Mama puściła mi oczko.
- To jest Robert. Mój chłopak.
Kochany ucałował dłoń mamy i babci, a z tatą i z dziadkiem je sobie uścisnęli.
Babcia spojrzała na mnie znacząco, a ja tylko się uśmiechnęłam. Podeszła do mnie, kiedy reszta zajęła już miejsca.
- Jednak Robert. Świetny wybór. Mam nadzieję, że zdążę pobawić się na waszym weselu. - uśmiechnęła się promiennie.
- No jasne - uścisnęłam ją, po czym usiadłyśmy do stołu.
- Marlenko, skąd wiedziałaś że przyjedziemy? - zwróciła się do mnie mama, wskazując na zastawione talerze.
- Nie wiedziałam - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Chciałam w ten sposób poczuć, że jesteście tu z nami. A po za tym, zawsze uczyłaś mnie, żeby położyć dodatkowe talerze, bo nigdy nic nie wiadomo. - uśmiechnęłam się, a ona odwzajemniła ten uśmiech.
- No dobrze, skoro jesteśmy już w pełnym gronie - zaczął tata wstając od stołu - Podzielmy się opłatkiem.

Na niebie pojawiła się pierwsza gwiazdka. Wszyscy z radością zabrali się za rozpakowywanie prezentów. Poszłam do kuchni po wino, a kiedy wróciłam zatrzymałam się przy drzwiach, urzeczona widokiem, na który miałam okazję patrzeć. Robert był pochłonięty rozmową z tatą. Babcia złapała kontakt z Panią Rozalią, wydawać by się mogło, że znają się od zawsze. A dziadek z kolei był pochłonięty rozmową z mamą. W końcu tyle się nie widzieli. Wspaniale było widzieć jak wszyscy z radością szukają na prezentach karteczki ze swoim imieniem, a potem rozpakowując uśmiechają się tak, że ten uśmiech chwyta za serce i uświadamiamy sobie wtedy, że właśnie dla takich chwil warto żyć.
- Marlena! - zawołała mnie Sara - Dla ciebie też coś jest
- Co takiego? - Podeszłam bliżej, kładąc butelkę wina na stół, i zbliżyłam się do pozostałych, którzy siedzieli przy choince.
- Zobacz - podawała mi coraz to więcej pakunków. A ja zabrałam się za rozpakowywanie.


2.07.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 30

Został jeden dzień do Wigilii. Na zegarze wybiła dziesiąta. Słońce zaglądało do kuchni, i rozświetlało pomieszczenie swoimi promieniami. Właśnie szykowałam potrawy, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Wytarłam ręce w fartuszek związany na szyi i pobiegłam otworzyć. Przez okno zobaczyłam Justynę, która w jednej ręce trzymała blachę ciasta, a dopiero później Sarę, która podtrzymywała za rękę babcię Justyny aby pomóc jej przejść ten kawałek drogi. Kiedy była już przy tarasie, wyciągnęła rękę i przytrzymała przycisk na kluczykach, aby zamknąć samochód.
- Dzień dobry - przywitałam się ze starszą panią a dopiero później z Sarą i Justyną.
- Rozgoście się - skierowałam rękę w stronę salonu. Wzięłam kurtkę od starszej pani i powiesiłam na wieszaku przy drzwiach.
- Jestem Rozalia - starsza pani wyciągnęła do mnie rękę
- Marlena - uścisnęłam jej dłoń, po czym się uśmiechnęłam. - Miło mi, że w końcu mogę panią poznać.
- Mnie również. - odwzajemniła uśmiech. - Masz wspaniałą siostrę - odezwała się, kiedy wszystkie siedziałyśmy w kuchni pijąc herbatę. Dziewczyny były pochłonięte rozmową między sobą.
-Dziękuję. Cieszę się, że tak chętnie pomaga pani i Justynie. - odpowiedziałam.
Po godzinie rozmów posprzątałam ze stołu, wrzucając kubki do zlewu, po czym zaprowadziłam panią Rozalię na górę i pokazałam jej pokój w którym miała spać podczas świąt. Potrawy które już były gotowe włożyłam do lodówki, po czym wróciłam na górę, i poszłam do siebie i włączyłam laptopa. Ledwo załadowała mi się strona, a już dostałam wiadomość od Roberta. W dalszym ciągu nie chciał mi powiedzieć, co przede mną ukrywał, ale dałam sobie spokój. Stwierdziłam, że jeśli dotyczyło by to mojej osoby, na pewno by mi o tym powiedział.
- Cześć piękna, jak przygotowania do świąt? :*
- Hej kochanie, połowa jest już gotowa, resztę zostawiam na jutro. Zostało mi naprawdę niewiele.
- Cieszę się ;*
- O której jutro będziesz?
- Postaram się od rana, chciałbym Ci trochę pomóc.
- Jesteś kochany <3
- Z grzeczności nie zaprzeczę :)
Uśmiechnęłam się na tą wiadomość, po czym otworzyłam nową kartę i sprawdziłam czy prezenty które zamówiłam, są już w drodze. Odetchnęłam z ulgą kiedy przeczytałam, że do wieczora się pojawią. Zamknęłam kartę, powracając tym samym na portal.
- Masz jeszcze coś do roboty? - odczytałam.
- Nie, a co? :)
- Mogę przyjechać?
- Jasne! - odpisałam, po czym wylogowałam się z fejsa, czekając na Roberta. Pojawił się po dwudziestu minutach. Poszliśmy na górę. Dochodziła trzynasta. Usiadłam na łóżku, a on do mnie dołączył.
- Tęskniłem.
- Ja też - wplotłam palce w jego włosy.
Wpatrywał się przez chwilę w moje oczy, a potem złożył pocałunek na moich ustach. Odwzajemniałam każdy z namiętnością. Nim się obejrzałam, byliśmy już bez ubrań. Po długiej i namiętnej grze wstępnej, wszedł we mnie, najpierw spokojnie, a potem coraz bardziej gwałtownie. Syknęłam z bólu, ale był to przyjemny ból. Poruszał się dynamicznie, i zdecydowanie. Kiedy oboje byliśmy zaspokojeni wtuliłam się w niego i położyłam głowę na jego klatce piersiowej, wsłuchując się w szybko bijące serce.
- Skarbie, mogę cię o coś zapytać? - smyrał mnie dłonią po moim nagim ramieniu, jeżdżąc opuszkami palców w górę i w dół, co sprawiło, że bardziej się w niego wtuliłam.
- Tak, pytaj o co chcesz.
- Ufasz mi?
- Tak, a dlaczego akurat o to pytasz?
- Chciałem się upewnić
- Zawsze będę ci ufać, nawet gdy masz przede mną tajemnice.
- Nie mam przed tobą żadnych tajemnic kochanie
- To dlaczego ukrywasz coś przede mną z Mirkiem?
Westchnął, i między nami zapadła długa cisza, ale po chwili ją przerwał, i splótł swoje palce z moimi.
- Nie mam przed tobą żadnych tajemnic - powtórzył i przełknął ślinę, po czym kontynuował - ale jeśli chcesz wiedzieć to ci powiem.
- Zamieniam się w słuch.
- Szykuję dla ciebie niespodziankę, a Mirek mi w tym pomaga.
Zaniemówiłam. Nie wiedziałam co powiedzieć, i między nami znów zapadła cisza. Mirek? A co on ma z tym wspólnego? Nie chciałam się w to zagłębiać, więc zaczęłam:
- Długo jeszcze będziesz trzymał mnie w niepewności?
- Bądź cierpliwa - pocałował mnie w czoło.
- Dobrze, chyba nie mam wyboru - odpowiedziałam, poczym zasnęłam.

                                     ***

Kiedy się obudziłam Robert jeszcze spał, więc spokojnie wyswobodziłam się z jego objęć i zeszłam na dół, do kuchni. Sara zmywała naczynia, a kiedy usłyszała, że wchodzę, zakręciła wodę i wytarła ręce odwracając się do mnie.
- Gdzie Justyna? - zapytałam.
- Pojechała z babcią na zakupy. Pani Rozalia stwierdziła, że dokupi kilka rzeczy i sama też coś przygotuje na jutrzejszą kolację. Chce się na coś przydać.
Uśmiechnęłam się i potrząsnęłam głową.
- Przecież Pani Rozalia jest tu tylko gościem.
- Wiesz jak to babcie. Muszą zrobić po swojemu. - Obie wpadłyśmy w śmiech.  - Widzę, że już się zdecydowałaś. - spojrzała na mnie, a ja już wiedziałam, o co jej chodzi.
- Z Dominikem łączyła nas tylko przyjaźń.
- Ale przecież całowaliście się i w ogóle...
- To nie powinno mieć miejsca, poniosło mnie i tyle.
- Rozumiem. Dobrze zrobiłaś - pokrzepiła mnie uśmiechem. - Robert to strzał w dziesiątkę - położyła mi rękę na ramieniu.
- Lepiej nie mogłam trafić.
Nastawiałam wodę na kawę, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Pobiegłam otworzyć, a Sara pojawiła się po chwili tuż obok mnie.
Ucieszyłam się, kiedy w drzwiach ujrzałam kuriera z moim wielkim zamówieniem.
Podpisałam świstek i zabrałam wszystkie paczki, a Sara mi pomogła, po czym zamknęła drzwi.
- Chyba wydałaś na to całe pieniądze od rodziców - zaśmiała się
- Gdyby nie wysyłali by ich nam co miesiąc nie było by tych świąt.
- To prawda. Szkoda, że nie mogą być z nami.
- Są zapracowani, wiesz o tym. Przylecieli by do Polski, gdyby tylko mogli. Dobrze że mamy siebie. - Uścisnęłam ją, a Sara przyznała mi rację, po czym mocno się we mnie wtuliła.
- Pomóż mi ukryć te prezenty - zwróciłam się do niej po chwili.
- Tylko gdzie je schowamy? - zastanawiała się.
- Może w tym małym schowku, gdzie trzymamy środki czystości? Nikt tam nie zagląda.
- Świetny pomysł - klasnęła w dłonie.

Kiedy zamykałyśmy schowek na klucz, w drzwiach pojawiła się Justyna obładowana torbami, ze swoją babcią.
- Pani Rozalio, nie trzeba było. - zwróciłam się do starszej pani.
- Marlenko, święta są raz w roku, a ja chciałam w ten sposób wam podziękować, bo po raz pierwszy od wielu lat nie spędzam ich sama.
- No dobrze - uśmiechnęłam się, po czym wzięłam od Justyny kilka toreb, i razem z dziewczynami udałyśmy się do kuchni, biorąc się za rozpakowywanie. Zalałam kubek z kawą. Chwilę później dołączył do nas Robert. Przedstawiłam go wszystkim, i kiedy uporaliśmy się z zakupami, wszyscy udali się do salonu, oglądać film. I tak upłynął nam wieczór. Byłam szczęśliwsza niż kiedykolwiek.