zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
29.08.2017
CHANGE cz. 7
Kolejny dzień w Akademii. Tym razem udało mi się nie spóźnić na zajęcia. Byłam przed czasem co wzbudziło zdziwienie u mojej przyjaciółki. Przedyskutowałyśmy ostatnie spotkanie, na którym Kellan wyjawił swoje uczucia do blondynki i oficjalnie zostali parą. Cieszyłam się, że chociaż jej udało się ułożyć życie uczuciowe.
Na drugim końcu korytarza ujrzałam Travisa. Obściskiwał się z wysoką blondynką i szeptał do jej ucha na co ona reagowała śmiechem.
Prychnęłam. Jeszcze do niedawna to ja byłam tą, której tak delikatnie zakładał kosmyki włosów za ucho i szeptał czułe słowa.
- Merel, nie zadręczaj się. Nie daj mu satysfakcji.
- Wiem. - spuściłam wzrok
- Chodź na wykłady. Za chwilę się zaczną.
Odwróciłam się w przeciwną stronę i podążałam właśnie w kierunku schodów, kiedy coś, a raczej ktoś przykuł moją uwagę.
- Roxan, spójrz! - chwyciłam przyjaciółkę za ramię - To Bryan. - wyszeptałam.
- Nie, to niemożliwe. Co by tutaj robił?
- Może studiował?-powiedziałam ironicznie
- W takim razie nie masz co się przejmować. A raczej powinnaś się cieszyć. Wasze zaczepki w klubie musiały coś oznaczać. W końcu bez powodu nie patrzy się na dziewczynę takim spojrzeniem jakim robił to on.
- Roxan, nie zabawiaj się w swatkę. On jest zwyczajnym dupkiem.
Mimo, że mówiłam jedno, w sercu czułam drugie. Przekonałam się o tym już na kolejnych zajęciach.
Profesorka dawała wykłady na temat perspektyw i malowania przestrzennego, a ja kompletnie niewzruszona bazgrałam coś na kartkach w bloku. Wszystkie linie zdawały się tworzyć jakąś postać.
Odbiegając myślami kompletnie w inne miejsce nie zwracałam uwagi na to co konkretnie przedstawia rysunek. Zwyczajnie w świecie zamknęłam stronę i wyszłam za wychodzącymi studentami.
- Ohh, przepraszam. - wydukałam wpadając na kogoś w czasie, gdy chowałam do torby szkicownik.
- Znowu ty? - spojrzał na mnie ironicznie.
- Cofam przeprosiny. - moje serce przyspieszyło, a w brzuchu poczułam dziwne swędzenie.
- Zachowaj je, jeszcze ci się przydadzą. - szepnął mi do ucha przez co mogłam poczuć w nozdrzach jego zapach.
Mimowolnie przymknęłam oczy i wciągnęłam powietrze. Kiedy otworzyłam je ponownie, jego już nie było. Zobaczyłam go kilka kroków za mną.
Cholera. To nie możliwe. To nie może się znowu dziać.
Skarciłam siebie w myślach i pobiegłam do szatni przygotować się na kolejną lekcję.
25.08.2017
CHANGE cz. 6
- Ślicznie wyglądasz aniołku. - powiedział wplatając swoje palce w moje włosy i przybliżając wargi do moich.
- Mówisz mi to tyle razy, a za każdym potrafisz doprowadzić moje policzki do czerwoności. Jakim cudem? - wpatrywałam się w te szare oczy.
- Miłość aniołku. Miłość. - musnął mój policzek.
Wtuliłam się w te ciepłe ramiona, które dawały mi tyle miłości.
- Cholera! - zaklęłam słysząc pukanie do drzwi.
- Merel, idź otwórz! - powiedziała moja przyjaciółka leniwie odwracając się w przeciwną stronę.
- Oczywiście. - odburknęłam i leniwie zarzucając na siebie szlafrok podeszłam do drzwi.
Ledwo patrząc na oczy przekręciłam zamek drzwi i wpuściłam przybyszów do środka.
- Oh! Dziecko! Jak ty wyglądasz?! - oburzyła się moja rodzicielka.
- Mamo, proszę tylko nie krzycz. - chwyciłam się za głowę.
- Haha, ostro zabalowałaś. - zaśmiał się Dave, mój starszy brat.
- Cicho bądź! - zatrzasnęłam drzwi - Kawę? Herbatę?
- Idź doprowadź się do porządku, a ja przyszykuję śniadanie. - uspokoiła matka.
- Dziękuję. - pocałowałam ją w policzek.
- Szybko, bo ostro czuć od ciebie alkohol. - przymknęła nos.
Wzdychając zrobiłam jak kazała. W pierwszej kolejności wskoczyłam pod prysznic co przyniosło mi odświeżenie. Umyłam zęby i przeczesałam szczotką mokre włosy puszczając je luźno. W szarych dresach i białej bokserce zwolniłam łazienkę i ruszyłam na ratunek mojej przyjaciółce.
- Roxan! - szturchałam ją.
- Co jest? - podniosła się na łokciach.
- Idź pod prysznic. Mamy niezapowiedzianych gości.
- Ciocia i Dave? - kiwnęłam twierdząco głową - Daj mi 10 minut.
Opuściłam pokój i dołączyłam do znajdującej się już w kuchni części mojej rodziny.
- Mmm…co za zapachy - zauważyłam świeżo pokrojony szczypiorek i warzywa.
- Siadaj. - podała mi tabletkę na ból głowy i sok pomarańczowy - Świeżo wyciskany, tak jak lubisz.
- Dziękuje mamuś! - posłałam jej całusa.
- Stanowczo ją rozpieszczasz. Przecież jest już dorosła. - zauważył brat.
- Przypomnij sobie ile razy o ciebie się troszczyłam, kiedy przychodziłeś pod wpływem alkoholu i zasypiałeś już w korytarzu na płytkach.
- Dzień Dobry! - przywitała się Roxan na co Dave od razu z szerokim uśmiechem znalazł się obok niej.
Idiota myślał, że ma u niej szanse. Ciekawe co by zrobił gdyby dowiedział się o Kellanie.
Na mojej twarzy pojawiło się rozbawienie.
Usiadła obok mnie i nie musiała długo czekać na porcję tabletek i soku.
Mimo, że mama nie odwiedzała mnie zbyt często, zawsze liczyłam na świeże jedzenie i jej pokrzepiające słowa.
We wspólnym towarzystwie pochłanialiśmy przygotowane jedzenie.
24.08.2017
CHANGE cz. 5
Wszyscy rozeszli się na parkiet zostawiając mnie samą z nieznanym mężczyzną. Wypite dwa drinki nie uczyniły mnie odważnej, lecz jakaś wewnętrzna nić ciągnęła mnie.
- Jestem Merel. - oparłam się łokciami o stół, na co on jedynie prychnął śmiechem. - Może pójdziemy na parkiet?
- Nie wydaje mi się, abyś narzekała na brak adoratorów. - nie zaszczycił mnie spojrzeniem.
- Chcę żebyś poczuł się bardziej swojsko w nowym otoczeniu.
- Nie jest nowe i nie potrzebuje do tego przyzwoitki. - spojrzał na mnie czarnymi jak węgiel oczyma.
- Czyżby pan odważny bał się jednego, krótkiego tańca?
- Twoja taktyka na poderwanie chłopaka? Marna. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Nie to nie. - wstałam poirytowana tym, że kolejny facet na którego zwróciłam uwagę okazał się być dupkiem.
Usiadłam przy barze i zamówiłam drinka, którego kolejny raz wypiłam do samego dna. Byłam wściekła. Na niego? Nie. Na samą siebie.
Upiłam kilka łyków z kolejnej szklanki i poczułam pukanie po ramieniu.
- Mmm…coraz częściej się spotykamy. - zauważyłam Bruna, barmana z ostatniej imprezy.
- Mam nadzieję, że to nie jest dla ciebie problem.
- Oczywiście, że nie. - odstawiłam szklankę na blat.
- Ciężki dzień? Czy może jakiś dupek?
- Przystałabym raczej przy tym drugim określeniu. - przekrzywiłam głowę w bok.
- Zatańczymy? - wyciągnął dłoń w moją stronę.
Spojrzałam złowrogim wzrokiem w stronę Bryana i napotykając jego spojrzenie z pełną gracją zatopiłam swoją delikatną dłoń w jego.
- Z miłą chęcią. - wyszczerzyłam szereg białych zębów.
Nie czekając na nic pochłonęliśmy się w tańcu. Jako barman całkiem nieźle dotrzymywał mi kroku. Niewielu mężczyzn to potrafiło.
Muzyka się skończyła, a ja zdyszana podziękowałam Brunowi za tańce.
- Polecam się na przyszłość. - musnął mój policzek i odszedł.
Samotnie wróciłam do stolika i opadając na siedzenie chwyciłam za trunek. Upiłam kilka łyków i natknęłam się na rozbawiony wzrok Bryana.
- Co? Jestem rozmazana, brudna czy coś? - odstawiłam na stół szklankę.
- Nic. - odwrócił głowę
- No powiedz! - nie dawałam za wygraną.
- Zwyczajnie zastanawiam się tylko, czy po zaledwie trzech drinkach zawsze rzucasz się wszystkim mężczyznom w objęcia?
Jego oczy wręcz śmiały się. Nie wytrzymałam tego i zwyczajnie w świecie podniosłam szklankę i wylałam na niego całą zawartość.
- Dupek! - syknęłam
- To na pewno nie jest tak poniżające jak twoja ubolewająca duma. - również wstał i wyszedł.
Poczułam rosnącą we mnie nienawiść do niego.
22.08.2017
CHANGE cz. 4
W pośpiechu zbierałam wszystkie swoje rzeczy i przejeżdżałam szminką po ustach.
Kolejny dzień, kolejna impreza.
Nie zamierzałam rezygnować z niej tylko dlatego, że powinnam wydorośleć jak to określili moi rodzice. Jestem młoda i nie zamierzam marnować tego czasu.
Nigdy nie pokazuj ludziom że jesteś słaba, nawet jakbyś miała zaraz się rozpaść, udawaj, że jest dobrze, bo ludzie czekają tylko na to, aż pokażesz swoją słabą stronę, aby cię zniszczyć.
Wcisnęłam buty na swoje nogi i zamykając drzwi na klucz zbiegłam po schodach do taksówki.
Kiedy tylko dojechałam na miejsce niczym z procy wyskoczyłam z pojazdu. Od razu uderzył mnie zapach alkoholu i głośna muzyka.
- O jest! -machała Roxan z połowy sali
- Długo kazałaś na siebie czekać. - zauważył Kellan.
Bez większego przejęcia wzruszyłam ramionami i chwyciłam nieruszonego drinka przechylając go do dna.
- To co? Wbijamy na parkiet? - zauważył Kellan spoglądając ukradkiem na Roxan.
Albo mi się wydawało, albo coś się kroiło między nimi.
Wzrokiem przeszukiwałam stolik z zamiarem wypicia kolejnego drinka i jak na złość doniesienie nowego alkoholu, kolejny raz padło na mnie.
Oddaliłam się w kierunku baru, aby zamówić trunek. Niestety tym razem obsługiwała kobieta. Złożyłam zamówienie, które szybko zrealizowała. Wracałam z kieliszkami do stolika, gdy poczułam owiewający moje długie włosy świeży powiew wiatru.
Nawet nie zwracając na to uwagi, moje ciało odwróciło się w tamtą stronę, jakby niewidzialna nić ciągnęła mnie tam.
Przymrużając lekko długie rzęsy wpatrywałam się w chłopaka, który zmierzał w naszym kierunku.
Długie, ciemne włosy postawione w nieładzie na żel. Biała podkoszulka opinająca jego wyrobiony tors. Czarne magnetyzujące oczy wpatrywały się w moją twarz.
Szedł w naszą stronę pewny siebie. Sprawiał wrażenie tajemniczego. Był przeciętny, jednak moje serce dało mi do zrozumienia, że nie ustąpi.
- Siema Bryan!
Cicho usiadł na wolnym miejscu, a ja zdałam sobie dopiero sprawę, że wpatruję się w niego jak idiotka. Potrząsnęłam głową i ułożyłam na stoliku przyniesione drinki.
- Pijcie chłopcy, następną kolejkę przynosicie wy. - posłałam wszystkim uśmiech, łącznie z nowym kolegą, który bez emocji wpatrywał się we mnie.
- Ohh, jak Kellan cudownie tańczy! - rzuciła mi się na ramiona rozanielona Roxan.
- Widać. Chodzisz jakbyś przeżyła swój pierwszy raz. - zauważyłam na co ona przewróciła oczyma.
- A to? - wskazała na nowo przybyłego.
- Bryan. - odpowiedział Kellan
- Znasz go?
- To mój kuzyn. - oznajmił, na co brunet wygiął usta w cwanym uśmiechu.
No to mam przechlapane.
20.08.2017
CHANGE cz. 3
Przekręciłam zamek w drzwiach i zapalając światło zaprosiłam do środka Roxan. Obie udałyśmy się do mojej sypialni.
Oczywiście jak to miała w zwyczaju, opadła na idealnie ułożone łóżko przez co zagięła się pod nią pościel.
- Jedno trzeba ci przyznać. Potrafisz zadbać o mieszkanie i wygodę.
- Mimo mojego wiecznego braku czasu? - podniosłam jedną brew rozbawiona, ale jednocześnie już przyzwyczajona zachowaniem przyjaciółki.
- Ciągle nie wiem jak zdajesz te wszystkie zajęcia. Wiecznie się spóźniasz, nie uważasz, a mimo to i tak zdajesz z najwyższą oceną i oddajesz wszystkie prace w terminie. - oparła się na łokciach.
Wzruszyłam tylko ramionami i usiadłam przed kosmetyczką. Wpatrywałam się w swoje długie kasztanowe włosy, które niedawno związałam w wysokiego kitka.
Do niedawna miejsce za mną zajmował przystojny chłopak.
Przymknęłam oczy i ponownie ujrzałam odbijającego się w lustrze Travisa. Ten szereg białych zębów i dołeczki na policzkach. Idealnie uczesane włosy. Oczy przepełnione miłością do mnie.
- Merel! - poczułam szarpanie.
- Co? - spojrzałam na nią rozmarzonymi oczyma.
- Znowu go wspominasz? - była zrezygnowana - Mówiłam ci, że musisz się odizolować od przeszłości.
Bez słowa usadowiłam się pod ścianą wgniatając się w miękki materac łóżka i podkulając nogi zatopiłam w nich twarz. Ból po utracie ukochanego jest jednym z najgorszych uczuć na świecie. Ten stan doprowadza cię do znienawidzenia siebie. Nienawiści z całego serca. Mimo, że jeszcze niedawno czujesz się fantastycznie, skaczesz do samego nieba...odczuwasz, że nie masz nic...nikogo.
- Kochanie... - tuż obok mnie zmaterializowało się ciało Roxan. - Nie trać łez na kogoś takiego jak Travis. Nie staraj się zapomnieć o kimś, to nie ma sensu. Zawsze będziesz pamiętać. Zrób wszystko, by wspomnienia o tej osobie nie przywoływały u ciebie już żadnych emocji.
- Co noc mi się śni. To jak byliśmy razem. - westchnęła -Tęksnie za nim, mimo iż nie powinnam.
- Mam pomysł! - przejechałam dłonią po policzku i spojrzałam na sylwetkę blondynki.
Bacznie obserwowałam każdy jej ruch, którym szukała czegoś we wszystkich szafkach.
- Gdzie on jest? O! Mam! - pomachała mi teczką - Otwórz ją! - rozkazała usadawiając się naprzeciwko mnie.
Zrobiłam jak kazała i po chwili ukazały mi się wszystkie obrazy znienawidzonego chłopaka, które sama malowałam. Dokładnie lustrowałam każde spojrzeniem i przekładałam do ręki.
- Wiesz co z tym zrobić. - wystawiła przed moje oczy czerwoną zapalniczkę.
Wzięłam kilka głębszych wdechów i biorąc w ręce kilka szkiców i niebezpieczny przedmiot, wychyliłam się przez okno. Wzięłam do ręki pojedynczą kartkę i z wielkim bólem odpaliłam zapalniczkę. Jedna po drugiej wszystkie wirowały w chłodnym wietrze tląc się i w końcu spopielone lądując na betonowym chodniku.
- Uwolnisz się od niego.
Te słowa odbijały mi się echem w głowie.
16.08.2017
CHANGE cz. 2
Rozejrzałam się dookoła siebie i leniwie przeciągnęłam. Kolejny poranek i kolejny promienny dzień w Kanadzie. Spojrzałam na telefon, który uparcie wibrował.
- Co jest Roxan?
- Imprezowiczko, chciałam cię poinformować, iż za piętnaście minut zaczynasz zajęcia sztuki!
- Czekaj, to już? Tak szybko?
- Nie spiesz się. To nic takiego, tylko zwyczajny przedmiot, na którym czeka cie zaliczenie! Więc luz.
- Dobra nie dramatyzuj. Pięć minut i będę gotowa. - rozłączyłam się i w szybkim tempie ruszyłam pod prysznic.
Droga do Akademii minęła mi bardzo szybko. Na całe szczęście udało mi się wkraść niespostrzeżenie do sali. Wcisnęłam się na siedzenie obok mojej blond przyjaciółki i oczekiwałam na kolejne polecenia profesor Millec.
- Obstawiałam dwadzieścia minut spóźnienia. - wyszeptała dziewczyna.
- Jednak z dnia na dzień mój wynik staje się lepszy. - cicho się zaśmiałam.
- Panno Stacy! Doceniam pani dyskretne dołączenie do zajęć, jednak proszę o chwilę spokoju.
- Oczywiście, przepraszam. - zwróciłam się do profesorki.
- Jednak nie byłaś tak dyskretna. - usłyszałam za plecami złośliwe dogadywanie jednej z dziewczyn z zajęć. Na szczęście zignorowałam to i wsłuchiwałam się w wykład.
Kolejna praca, kolejne zaliczenie i tak na okrągło. Oczywiście malarstwo było moją pasją, ale zajęcia i tematyka przez nią prowadzona wydawała mi się nudna. Z resztą wszystko takie było od miesiąca.
Kolejna lekcja była jedną z ulubionych w ostatnim czasie. Mianowicie basen! Tak, otóż w Akademii liczyły się każde talenty. Od artystów do piosenkarzy poprzez sportowców. Nie było miejsca na odmienność. Każdy mógł się wykazać w swojej dziedzinie.
Ubrałam strój kąpielowy i udałam się na zewnątrz, gdzie czekała już nasza trenerka. Nie byłam najlepsza w tym zajęciu jednak lubiłam to robić, ponieważ mogłam się spokojnie wyładować.
- Proszę zająć swoje miejsca i zaczynamy od pięciu basenów! - oznajmiła po czym wszystkie ustawiłyśmy się na wyznaczonych na początku pierwszego roku miejscach.
Usłyszałam odliczanie i po krótkim „trzy” wskoczyłam do wody.
W miarę szybkim tempie pokonałam kilka basenów wyrzucając z głowy wszystkie myśli o Travisie.
Zmęczona wyskoczyłam na twardy grunt i odchylając głowę brałam kilka głębszych oddechów.
- Merel, z dnia na dzień coraz lepszy czas. - pochwaliła trenerka.
- Lizuska. W ostatnim czasie stała się pupilką chyba większości profesorów. - usłyszałam za sobą dogadywanie dziewczyn, lecz zignorowałam to.
Starałam się być lepsza i rozwijać wszystkie zdolności. Nie moja wina, że najzwyczajniej w świecie mi się to udawało.
Po chwili odpoczynku wskoczyłam do wody zrobić ponownie kilka basenów.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





