20.08.2017

CHANGE cz. 3




Przekręciłam zamek w drzwiach i zapalając światło zaprosiłam do środka Roxan. Obie udałyśmy się do mojej sypialni.
 Oczywiście jak to miała w zwyczaju, opadła na idealnie ułożone łóżko przez co zagięła się pod nią pościel.
- Jedno trzeba ci przyznać. Potrafisz zadbać o mieszkanie i wygodę.
- Mimo mojego wiecznego braku czasu? - podniosłam jedną brew rozbawiona, ale jednocześnie już przyzwyczajona zachowaniem przyjaciółki.
- Ciągle nie wiem jak zdajesz te wszystkie zajęcia. Wiecznie się spóźniasz, nie uważasz, a mimo to i tak zdajesz z najwyższą oceną i oddajesz wszystkie prace w terminie. - oparła się na łokciach.
Wzruszyłam tylko ramionami i usiadłam przed kosmetyczką. Wpatrywałam się w swoje długie kasztanowe włosy, które niedawno związałam w wysokiego kitka.
 Do niedawna miejsce za mną zajmował przystojny chłopak. 

Przymknęłam oczy i ponownie ujrzałam odbijającego się w lustrze Travisa. Ten szereg białych zębów i dołeczki na policzkach. Idealnie uczesane włosy. Oczy przepełnione miłością do mnie.

 - Merel! - poczułam szarpanie.
- Co? - spojrzałam na nią rozmarzonymi oczyma.
- Znowu go wspominasz? - była zrezygnowana - Mówiłam ci, że musisz się odizolować od przeszłości.
 Bez słowa usadowiłam się pod ścianą wgniatając się w miękki materac łóżka i podkulając nogi zatopiłam w nich twarz. Ból po utracie ukochanego jest jednym z najgorszych uczuć na świecie. Ten stan doprowadza cię do znienawidzenia siebie. Nienawiści z całego serca. Mimo, że jeszcze niedawno czujesz się fantastycznie, skaczesz do samego nieba...odczuwasz, że nie masz nic...nikogo.
- Kochanie... - tuż obok mnie zmaterializowało się ciało Roxan. - Nie trać łez na kogoś takiego jak Travis. Nie staraj się zapomnieć o kimś, to nie ma sensu. Zawsze będziesz pamiętać. Zrób wszystko, by wspomnienia o tej osobie nie przywoływały u ciebie już żadnych emocji.
- Co noc mi się śni. To jak byliśmy razem. - westchnęła -Tęksnie za nim, mimo iż nie powinnam.
- Mam pomysł! - przejechałam dłonią po policzku i spojrzałam na sylwetkę blondynki.
 Bacznie obserwowałam każdy jej ruch, którym szukała czegoś we wszystkich szafkach.
- Gdzie on jest? O! Mam! - pomachała mi teczką - Otwórz ją! - rozkazała usadawiając się naprzeciwko mnie.
 Zrobiłam jak kazała i po chwili ukazały mi się wszystkie obrazy znienawidzonego chłopaka, które sama malowałam.  Dokładnie lustrowałam każde spojrzeniem i przekładałam do ręki.
 - Wiesz co z tym zrobić. - wystawiła przed moje oczy czerwoną zapalniczkę.
 Wzięłam kilka głębszych wdechów i biorąc w ręce kilka szkiców i niebezpieczny przedmiot, wychyliłam się przez okno. Wzięłam do ręki pojedynczą kartkę i z wielkim bólem odpaliłam zapalniczkę. Jedna po drugiej wszystkie wirowały w chłodnym wietrze tląc się i w końcu spopielone lądując na betonowym chodniku.
Uwolnisz się od niego.
 Te słowa odbijały mi się echem w głowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz