Leżałam przytulana do jego nagiego torsu i palcem kreśliłam wzorki na prawej piersi, nad którą widniał jakiś napis.
- Co tam pisze? - wskazałam palcem miejsce kolejnego tatuażu.
- Sprawdź. - pozwolił mi się wyswobodzić z jego uścisku.
''Można mieć wszystko, czego się kiedykolwiek pragnęło, by uświadomić sobie, że pragnęło się nie tego co trzeba''.
- Czy to jakaś zraniona miłość? - wróciłam na poprzednie miejsce.
- Może raczej złe decyzje.
- Zapomniałam. - puknęłam się w czoło otwartą ręką. - Zrobiłam nam śniadanie. -wyszczerzyłam zęby.
- To świetnie, bo jestem okropnie głodny. - nachylił się i pocałował moją szyję.
***
Dostałam SMS od Bryana z wiadomością o wspólnym pikniku. Nie powiedział, gdzie konkretnie ma się odbyć, ale kazał włożyć mi strój kąpielowy i jakieś wygodne ciuchy.
Ucieszyłam się na tą wiadomość, bo od kilku dni nie poświęcał mi zbytnio czasu. Nie chciał powiedzieć, w jakim celu wyjeżdżał tak często i co najważniejsze na kilka długich dni, a kiedy o to pytałam robił się agresywny.
Wolałam nie poruszać tego tematu i zwyczajnie w świecie cieszyć się ze spędzanego z nim czasu.
Kiedy tylko usłyszałam go za oknem, w pośpiechu zbiegłam na sam dół biorąc koszyk z jedzeniem. Zaniemówiłam, kiedy ujrzałam go siedzącego w bordowej bmw.
- Myślałam, że jedziemy moim samochodem. - wskazałam kluczyki od volkswagena.
- Mała zmiana planów. - pochylił się i otworzył mi drzwi, dając do zrozumienia, że mam wsiadać.
W środku siedzenia wyłożone były jasną skórą. Najnowsze dotykowe radio, ustawione na esce. Wydawało mi się to podejrzane. Czyżby Bryan popełnił przestępstwo?
- Skąd masz ten samochód? Nie wiedziałam, że stać cię na nie. - byłam lekko przerażona jego nowym zakupem.
- Mówiłem ci przecież, że byłem w pracy. Zarobiłem.
- Nie chciałeś mi powiedzieć co to za praca. Zaledwie w dwa tygodnie udało ci się zarobić tyle pieniędzy? - machałam rękoma.
- Merel, nie rozmawiajmy o tym. Wole spędzić z tobą czas rozmawiając o czymś innym. -ujął moją dłoń i uniósł ją do ust.
- Jak chcesz. - zrezygnowana oparłam się o siedzenie wygodnego samochodu.
Kiedy dojechaliśmy ujrzałam dobrze znane mi miejsce. Od razu na ten widok wróciła masa wspomnień. Jezioro, wysokie drzewa, ludzie siedzący na pikniku, kajaki, oraz dzieci bawiące się w piasku. To w to miejsce przyjeżdżałam wraz z Travisem.
- Co się stało? - złapał mnie za rękę i pociągnął w miejsce, gdzie zdążył już rozłożyć czarno-czerwony koc.
- Nic, po prostu...wspomnienia.
Spojrzał na mnie spod przymrużonych oczu i wskazał na koc.
- Jemy czy może masz ochotę na kajaki?
- Kajaki? - zrobiłam wielkie oczy.
- Tak, nie umiesz pływać?
- Nie o to chodzi. Po prostu...Dobra chodź. - wstałam i ruszyłam w kierunku kilku łódek.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz