zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
10.11.2017
CHANGE cz. 30
Powrót do Akademii był czymś trudnym. Po kilku dniach spędzonych w cieple mamy nie mogło być inaczej.
- Merel masz dziesięć minut na wyszykowanie się. - usłyszałam w telefonie głos mojej przyjaciółki.
- Ale dokąd?
- Kellan nic ci nie powiedział? Ehh co za gamoń. - uśmiechnęłam się do telefonu. - Lucas wyjeżdża i robi pożegnalną imprezę w Heaven.
- Nic nie wiedziałam.
- W takim razie masz dwadzieścia minut. - nie czekając na odpowiedź pozwoliła mi zająć się sobą.
Zostając bez wyjścia zaczęłam wyciągać ciuchy na dzisiejszą niezapowiedzianą imprezę.
Postawiłam na ciemno fioletową sukienkę, która idealnie pasowała do moich czarnych paznokci. Na nogi wcisnęłam czarne, zamszowe lity.
- A co z włosami?
Chwile się zastanowiłam i zdecydowałam upiąć je w niesfornego koka, zostawiając kilka pasemek luźno. Tak, to był idealny pomysł bo wyglądałam rewelacyjnie.
Założyłam skórzaną kurtkę i zeszłam na dół.
- Gdzie pędzisz iskierko?
Na zewnątrz przy skuterze czekał Bryan. Na mój widok uśmiechnął się szeroko.
- Na imprezę.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
- Pięknie wyglądasz. - przekrzywiłam głowę i uśmiechnęłam się.
- Pasuję do ciebie. - wskazałam na jego fioletową koszulkę.
- Czysty przypadek. Wsiadaj. - wskazał miejsce na skuterze. Zrobiłam jak kazał, mimo sukienki, która i tak była krótka.
- Świetnie, są już wszyscy! - krzyknęła Roxan. - Zaczynamy zabawę!
Jedna kolejka popędzała drugą. Każdy był w idealnym nastroju do imprezowania. Bryan jako jedyny pozostawał trzeźwy. Upierał się, że musi odwieźć mnie całą do domu. Cieszyło mnie to, w końcu dba o mnie i moje zdrowie.
- Witaj! - podszedł do mnie obcy mężczyzna. - Czy mogę prosić piękną panią do tańca?
- Oczywiście. - spojrzałam na niezbyt zadowolonego Bryana i ruszyłam na parkiet.
Po kilku piosenkach chciałam odejść do stolika, jednak mężczyzna nie pozwolił na to.
- Zostań, potańczymy jeszcze jedną piosenkę. - zaczął dotykać moich pleców schodząc coraz niżej.
- Chyba się za bardzo rozpędzasz. - zauważyłam próbując go powstrzymać.
- Łapska przy sobie! - nagle obok nas zmaterializował się Bryan, chwytając jedną z rąk mężczyzny. Czułam buzującą od niego wściekłość.
- Stary wyluzuj. - podniósł ręce w geście obrony.
- Już cię tu nie ma! - wskazał palcem i chwilę później zostaliśmy oboje sami.
Bez wahania przytuliłam się do niego, a po chwili poczułam jak nasze ciała poruszają się. Może nawet nie odpowiednio do muzyki, ale nam to nie przeszkadzało. Wśród głośnych dźwięków, alkoholu i zapachu papierosów, wtulałam się w bezpieczne ramiona bruneta, nie mogąc uwierzyć, że to właśnie ja, Merel Stacey jestem u boku Bryana Lirona.
- Myślisz, że skapną się jeśli ulotnimy się w tym momencie? - usłyszałam przy swoim uchu, co wyrwało mnie z zamysłów.
- Mam nadzieję, że nie. - posłałam mu uśmiech, po czym oboje wyszliśmy z tego miejsca i wsiadając na ścigacza odjechaliśmy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz