22.11.2017

CHANGE cz. 35




 Po ciężkiej nocy, jedyne o czym myślałam to telefon i nadzieja ujrzenia wiadomości od Bryana. Niestety tak się nie stało. Mój telefon był kompletnie rozładowany. Zrezygnowana opadając na poduszkę, a właściwie to co powinno ją przypominać, chwyciłam głowę w obie ręce, czując wzrastającą z dnia na dzień frustrację.
 - Merel, śniadanie! - przez cienkie drzwi przedzierał się głos Kellana.
- Już idę.
 Zrobiłam szybką, poranną toaletę i zeszłam na dół, gdzie przesiadywała cała rodzina. Na mój widok wszyscy umilkli.
 Do diabła, czy oni muszą pokazywać mi na każdym kroku, że jestem nie na miejscu?
 Mówiąc ciche „dzień dobry” zajęłam jedyne wolne miejsce przy stole.
- Częstuj się. - starsza kobieta wskazała z uśmiechem na stół.
- Dziękuję. - odwzajemniłam to, że chociaż matka przyjaciela stara się traktować mnie normalnie.
 Chwyciłam w dłonie jedną kromkę chleba i posmarowałam ją masłem oraz dżemem. Zrobiłam kilka gryzów i nie mogłam nic przełknąć. Moje ciało przeszedł szereg dreszczy. Powiew świeżego powietrza muskał moją twarz, jakby przywoływał mnie. Już kiedyś czułam to, dokładnie takie samo uczucie. Czyżby to...
 -O mój boże! - z przedpokoju usłyszałam zrozpaczony głos goszczonej mnie kobiety.
- Gdzie ona jest?! - w moich uszach rozległ się dźwięk ukochanego, lecz lekko odstraszającego mnie głosu.
- Jakim prawem tu przyszedłeś?!
- Warren, to nie jest odpowiednia chwila...
- Zamknij się! Nie dostałeś pozwolenia przekroczenia tych drzwi! - spojrzałam na siedzącą naprzeciw mnie Roxan, która wpatrywała się we mnie ze współczuciem.
Czyżby żałowała, że podała mi ten pomysł?
- Nie martw się, nie zagoszczę tu długo. Przyszedłem po Merel. Gdzie ona jest? - ponownie powtórzył pytanie.
- Nie zasługujesz na nią!
- I mówisz mi to ty? - zapytał ironicznie.
- Zamierzasz zniszczyć ją tak samo jak twoją matkę?
  Nie mogłam dłużej słuchać kłótni między chłopakiem, a jego ojcem. Podniosłam się z krzesła i przemierzając dzielącą mnie odległość od wejścia, stanęłam twarzą w twarz z Bryanem.
- Jestem. - spokojnym głosem rozłożyłam ręce.
Zdenerwowany podszedł do mnie ukrywając w swoich ramionach, by po chwili odsunąć mnie na nikłą odległość i zarzucić masą oskarżeń.
- Po jakiego grzyba tu przyjeżdżałaś?! Po co na siłę próbujesz roztrząsać wszystko?! Ile jeszcze razy mam ci powtarzać, aż wbijesz to sobie do głowy? - jego uścisk stawał się coraz bardziej bolesny.
- Bryan, to mnie boli! - wskazałam na białe dłonie, zaciskające się na moich łokciach.
- Stary, chyba trochę przeginasz. - w naszą rozmowę wciął się Kellan.
- Nie twoja sprawa! - odepchnął mnie od siebie.
 Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Gdyby tylko mógł, rozwaliłby wszystko co znajduje się w jego zasięgu.
- Nie zastanawiałeś się chociaż przez chwilę, że ona zamartwiała się o ciebie? Wręcz odchodziła od zmysłów? Szukała cię gdzie tylko mogła!
- Nikt jej nie kazał! Doskonale wiedziała, że wrócę.
 Trzęsąc się odszedł w stronę okna. Biorąc kilka wdechów, nadal spokojna podeszłam do niego i zwyczajnie w świecie przytuliłam się do jego pleców, obejmując rękoma. Czułam jak jego mięśnie rozluźniają się. To mój dotyk, moja bliskość działała na niego uspokajająco.
- Hunter, spójrz. On się uspokoił. - zauważyła nadal zaskoczona matka Kellana.
- Pierwszy raz widzę, żeby ktoś miał na niego taki wpływ. - ojciec przyjaciela również był w szoku.
- Zostawmy ich samych. Merel potrafi sobie z nim poradzić. - nie musiałam się odwracać by wiedzieć, że Kellan cofnął wszystkich do kuchni. Byłam mu wdzięczna za danie nam chwili prywatności.
- Bryan, przepraszam. - spuściłam ręce w dół. - Masz rację, nie powinnam tu przyjeżdżać...-mój głos był cichy, jednak nawet on wyczuł w nim łzy.
- Chodź tu. - przygarnął mnie do swojej klatki piersiowej. - Jesteś tak cholernie uparta. -dotknął swoim czołem mojego. - Ale za to cię tak bardzo kocham.
 Czy ja abym się nie przesłyszała? Bryan Liron powiedział mi, że mnie kocha?
 Z szeroko otwartą buzią, nie dowierzałam w to co usłyszałam.
-Tak iskierko. - rozbawiony moim zdziwieniem, chwycił dwoma palcami moją brodę i podciągnął ją do poprzedniej pozycji. - Kocham cię. - przesunął kciukiem po czerwonej wardze i pocałował mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz