5.12.2017

CHANGE cz. 41



 Spakowałam już większość rzeczy, kiedy do pokoju wparował uradowany brunet. Kiedy zobaczył leżącą na ziemi walizkę, a w niej poukładaną stertę ciuchów, z jego twarzy zniknęła cała radość.
- Co ty robisz? - zacisnął pięści.
- Pakuję się. - nie zaszczyciłam go wzrokiem, gdybym to zrobiła na pewno poległabym.
- Po co? - jego knykcie zrobiły się białe.
- Wracam do Saint. Do Akademii.
- Nie zrobisz mi tego! - pochwycił mnie za ramiona. - Nie możesz teraz odejść! - potrząsnął mną.
- Muszę. Nie chcę takiego życia. Bóg wie jak długo to potrwa, a ja nie radzę sobie już teraz. -wpatrywałam się w leżący na ziemi bagaż.
- Iskierko! Spójrz na mnie! - rozkazał, jednak ja pokiwałam przecząco głową. - Spójrz. - spokojnym głosem ujął moją twarz i nakierował wzrok na swój. - Nie możesz mnie teraz zostawić. Wiesz jak bardzo cię potrzebuję. - chwycił moje dłonie i uniósł je do ust, delikatnie je całując. - Ubierz się ładnie, za dziesięć minut wychodzimy.
- Dokąd?
- Razem z Ridgem zabieramy cię do klubu. Nie karz na siebie czekać.
 Zostawiając mnie samej sobie wyszedł z pokoju. Westchnęłam, kiedy zdałam sobie sprawę, że kolejny raz mu uległam. Ile jeszcze razy to zrobię?
Pierwszy raz od dłuższego czasu ubrałam czarną obcisłą sukienkę do połowy ud, zrobiłam idealny makijaż, upięłam włosy w idealną fryzurę i założyłam na nogi czarne, mieniące się szpilki, które wręcz dziękowały za ponowne użycie ich.
 W starej, ukochanej wersji, to byłam ja. Dawna Merel. Na jak długo ponownie zagości?
 Zamknęłam za sobą drzwi sypialni i czekałam na reakcję chłopaków, którzy pilnie o czymś dyskutowali. Kiedy Ridge jako pierwszy mnie zauważył, jego oczy przybrały kształt pięciozłotówek.
- O cholera. - szturchnął Bryana w ramię wskazując palcem w moją stronę.
 Musiałam poczekać, aż odwróci się. Wcześniej stał do mnie plecami, jednak opłacało się, by tylko ujrzeć jego reakcję.
 Jego ciało przeszedł paraliż. Nie był, albo nie chciał być w stanie się poruszyć. Wpatrywał się we mnie tym wzrokiem, który za każdym razem napotykałam w klubie, ilekroć spotykaliśmy się w nim. Na początku myślałam, że to zwykłe spojrzenie, kiedy chłopak przygląda się skąpo ubranej dziewczynie, jednak teraz, z perspektywy jego dziewczyny, widzę jak te spojrzenie wyraża jego pragnienie posiąścia mnie. Jego ciało mnie pragnęło, on mnie pragnął, a moje ciało odwzajemniłoby każdą próbę odnalezienia wspólnej drogi do siebie.
- Nie możesz tak iść. - spoważniałam, jak to nie mogę?
- Niby dlaczego? - byłam zdezorientowana.
- Jesteś ubrana w zasadzie to w połowie. Twoje nogi..każdy będzie myślał tylko o tym jak się dostać między nie.
- Bryan, nie przesadzaj. - poklepał go po ramieniu Ridge, rozbawiony odgrywaną przez nas sceną.
- Jakoś niedawno ci to nie przeszkadzało. - skrzyżowałam ręce na piersiach.
 - Wtedy nie byłaś moja. Merel, idź się przebierz. - rozkazał wskazując palcem sypialnię.
- Nie ma mowy. - odepchnęłam jego rękę i chwytając skórę otworzyłam drzwi mieszkania.
 Czułam jak krew buzuje mi w żyłach. Zachował się jak ostatni dupek. Stanęłam przed blokiem i wsadziłam ręce do kieszeni. Dopiero później zorientowałam się, że to nie jest moja skóra. Przez całą tą kłótnie pomyliłam wieszaki i zabrałam kurtkę Bryana. Miętoląc w kieszeniach poczułam miękki przedmiot. Papieros. Skąd wiedział, że potrzebowałam chwilę odetchnąć? W drugiej kieszeni odnalazłam zapalniczkę i odpaliłam znalezisko, biorąc kilka głębszych wdechów.
 Nie musiałam długo czekać na zejście towarzyszów. Kiedy brunet ujrzał w moich ustach papierosa, bez słowa wyjął go z nich i wyrzucił na chodnik, depcząc go.
Spiorunowałam go wzrokiem i zdjęłam kurtkę.
- Nie rób tego. Będzie ci chłodno. - zapiął suwak i podszedł do stojącego naprzeciwko nas dodge'a. - Wsiadaj.
Zrobiłam jak kazał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz