17.12.2017

CHANGE cz. 46



 - Zostanę u ciebie. - zaproponowała parkując pod blokiem.
- Nie musisz, wracaj do Kellana.
- Jesteś pewna?
- Tak. W razie czego zadzwonię. - ucałowałam ją w policzek i opuściłam samochód pozostając w chłodnym wietrze.
 Zmęczona rozpięłam sznurowane szpilki i otwierając drzwi prowadzące na klatkę schodową, na bosaka doczłapałam się do mieszkania.
 Kiedy już pomału oswajałam się z tym brakiem Bryana, on tak perfidnie pojawia się ponownie, kolejny raz wprowadzając zamęt. Dlaczego to tak działa?
 Zrezygnowana zamknęłam się w łazience.
Po godzinie stania pod prysznicem nareszcie byłam odprężona. Ubrałam za dużą koszulę Bryana, którą zostawił, jeszcze gdy u mnie spał i gasząc światło opuściłam łazienkę.
- Auć! - podskoczyłam czując ukłucie pod stopą. - Co to jest?
Kucnęłam i podniosłam pojedynczą białą różę. Doskonale wiedziałam od kogo jest. Przyłożyłam ją do ust i uśmiechnęłam się. Odwracając się w kierunku sypialni ujrzałam jeszcze cztery, zostawione w podobny sposób. Pozbierałam je i pociągnęłam za klamkę pokoju.
 Tuż za nimi stał Bryan. Nie miał w rękach bukietu, czy pojedynczych kwiatków. Stał zwyczajnie z otwartymi ramionami, jakby chciał, żebym się w nich zatopiła. Poczułam ukłucie w sercu i szczypanie pod powiekami.
 Tak pragnęłam móc to zrobić. Wtopić się w te najwspanialsze ramiona i zapomnieć o wszystkich troskach, złych chwilach i tym co było. Z drugiej strony wiem, że jeśli kolejny raz posłuchałabym swego serca, kolejny raz przechodziłabym rozczarowanie.
- Nie mogę. - wcisnęłam w jego ręce kwiatki, jednak kiedy chciałam się cofnąć, powstrzymał mnie jednym, sprawnym pociągnięciem ręki.
- Proszę. Nie potrafię już trwać bez ciebie. Wybacz mi moje naskoki zazdrości, ciągły brak czasu, moją głupotę, która bez ciebie wzrasta z dnia na dzień. Bez ciebie jestem dawnym sobą, a nie chcę wracać już do przeszłości. - wciągnął mnie do środka sypialni i popchnął na łóżko, a sam opadł na kolana kładąc na moje pięć róż, wcześniej wetknięte w jego dłonie i objął moje nogi.
- Naprawdę nie mogę. Nie chcę, żeby wszystko wyglądało jak dawniej. Proszę wyjdź stąd dopóki jeszcze możesz. - wpatrywał się w moje oczy z bólem. - Wyjdź, zanim nie każę zostać ci na zawsze.
- Powiedz to, a zostanę.
- Wyjdź, proszę. - spuścił wzrok na ziemię i na chwilę zatopił się w myślach.
- Kiedyś powiedziałaś mi „Zakochaj się we mnie, bezgranicznie.”. Kiedy już to zrobiłem i oddałem ci swoje serce, wymagasz bym odszedł? - unikałam jego wzroku, tylko dlatego, że gdybym spojrzała w jego czarne oczy, mój cały upór zniknąłby, a Bryan zwyciężył. - Poznałem cię zupełnie przez przypadek, tak teraz nie przypadkiem jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
- Przestań! - krzyknęłam nie mogąc już wytrzymać tego. - Przyjechałeś, wygadujesz mi te rzeczy, miękcząc moje serce, a niedawno obmacywałeś podobną do mnie, a jednak inną brunetkę. - podniosłam się z łóżka, na co on podążył w moje kroki. - Byłeś tu od trzech dni i nawet nie pomyślałeś, by przyjść do mnie i wyjaśnić wszystko.
- Myślisz, że to wszystko jest takie proste? Wracam tu, narażam się Shepleyowi, tylko po to by cię odzyskać! A ty zachowujesz się jak zwykły dzieciak, któremu odebrano jedyną zabawkę, jaką są moje uczucia! Nie widzisz ile dla ciebie poświęciłem?!
 Nie mam pojęcia co mną kierowało, ale na jego słowa moja ręka wymierzyła mu ostry strzał w policzek.
 Dlaczego mnie to tak zabolało? Czyżbym wiedziała, że mówi prawdę?
  Spojrzałam na trzymającego rękę na policzku bruneta. Jego twarz rozjaśniała uśmiechem.
 Co jest z nim nie tak? Uderzyłam go w twarz, a on się śmieje?
- Kiedy drugi raz cię spotkałem, również zostawiłaś na tym policzku podobny ślad. - w mojej głowie pojawiło się wspomnienie tamtego dnia.
- A za pierwszym zmarnowałam mojego drinka. - również się zaśmiałam.
- Widocznie zasłużyłem na to.
Nic nie odpowiadając, opadłam na łóżko. Napięcie minęło, przez co oboje ponownie byliśmy spokojni.
- Iskierko, nie potrafimy być osobno. - dotknął ręką mojego policzka. - Zrobię wszystko byś do mnie wróciła. Dam ci to czego pragniesz. Tylko bądź.
 Jeden uśmiech, jedno spojrzenie i jedno słowo, a ja wracam do niego tak szybko jak to możliwe. Ponownie czuję te silne, ciepłe ramiona oplatające mnie i chroniące przed całym światem. Nareszcie pustka zostaje wypełniona, a jedyne czego teraz chcę to zatopić się w mojej pościeli i chowając w jego ramionach odlecieć w krainę snu.
 Czasami miłość oznacza trwanie przy sobie, nawet gdy pojawią się trudności. A czasem oznacza, że trzeba dogonić idiotę i wbić mu trochę rozumu do głowy. Oboje potrzebowaliśmy wbicia tego rozumu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz