25.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 35

Dziś nadszedł ten dzień, w którym miałam zobaczyć się z Jankiem. Byłam bardzo podenerwowana i w myślach układałam sobie przebieg naszego spotkania. W stresie pakowałam rzeczy do torby podróżnej, wyjazd miał trwać cały weekend, więc zabierałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Kiedy torba była już pełna zapięłam ją i ponownie sprawdziłam o której godzinie jest pociąg. Wszystko wskazywało na to, że moja podróż zacznie się za dwie godziny. Wzięłam gorącą, odprężającą kąpiel i pozwoliłam wyciszyć się myślom, które zaprzątały mi głowę przeróżnymi scenariuszami tego wyjątkowego wyjazdu. Zastanawiałam się, czy to on otworzy mi drzwi, czy przedstawi mnie rodzicom, a może od razu zabierze mnie gdzieś na spacer? Nie mogłam się doczekać. Po kąpieli szybko zaczęłam się ubierać. Wsunęłam na nogi czarne rajstopy i bordową koszulę w kratę, która długością przypominała sukienkę, tył koszuli swobodnie opadał na pośladki, zakrywając je. Materiał sięgał mi przed kolana. Na stopy wsunęłam wygodne czarne botki zakrywające kostki. Włosy rozpuściłam i zakręciłam na lokówkę. Wyglądałam bajecznie. Na powiekach namalowałam kreskę, lekko przyciemniłam brwi, wymodelowałam policzki i wytuszowałam rzęsy. Usta potraktowałam ciemną szminką. Na koniec użyłam wonnych perfum. Nie sprawdzając telefonu, razem z portfelem wrzuciłam go do podręcznej torebki, po czym zarzuciłam na siebie kurtkę z puszkiem i wyszłam z domu, kierując się prosto na dworzec. Janek nie wiedział o moim przyjeździe, dlatego byłam zestresowana podwójnie. Nie wiedziałam jaka będzie jego reakcja, mogłam tylko się jej domyślać. 


***

Siedziałam właśnie w pociągu, który miał zawieźć mnie do mojej miłości. Nie wiedziałam, czy dobrze robię, ale tylko tak mogłam się przekonać czy mój wysiłek i odwaga były tego warte. Musiałam wiedzieć, dokąd wiedzie nas to uczucie. Czy w dobrą stronę? Nie miałam pojęcia co czeka mnie w tym mieście... Zapowiadała się długa droga. Pociąg powoli ruszył. Wiedziałam, że już nie ma odwrotu, nie mogę wysiąść ani zatrzymać pociągu. Zamknęłam oczy, opierając się o miękkie siedzenie. Chciałam, aby podróż zleciała mi jak najszybciej, jednak z drugiej strony im bliżej byłam u celu, tym szybciej biło mi serce. Miałam wrażenie, że lada chwila wyskoczy z klatki piersiowej. Wyciągnęłam telefon z torebki aby sprawdzić godzinę. Okazało się, że był rozładowany. Szybko przeszukałam torebkę, w celu znalezienia ładowarki, jednak wszystko wskazywało na to, że jej nie spakowałam.
- Cholera jasna! - zaklęłam po nosem, tym samym zwracając na siebie uwagę innych pasażerów, siedzących koło mnie i na wprost mnie. Rozejrzałam się i zmieszana wydusiłam z siebie ciche: - Przepraszam. Mógłby mi ktoś z państwa powiedzieć, która jest godzina? Padła mi bateria w telefonie. - Wskazałam na czarny ekran komórki. 
- Dochodzi 14:30 
- Dziękuję bardzo. - zwróciłam się do starszego Pana, na co on skinął tylko głową, i powrócił do czytania gazety codziennej. 
Skoro zbliżała się trzecia, oznaczało to, że moja podróż będzie trwała jeszcze co najmniej półtorej godziny. Dwie godziny minęły mi bardzo szybko. Byłam coraz bliżej i coraz bardziej byłam zestresowana. Serce waliło mi teraz jak młot, tak głośno, że je słyszałam, bojąc się, że słyszą je też inni. Wyglądałam przez okno podziwiając widoki, które mijaliśmy, jadąc bardzo powoli. Znów się rozmarzyłam. Im dłużej myślałam, tym bardziej chciałam, by podróż dobiegła końca. Wkrótce tak też się stało. Pociąg zatrzymał się na Dworcu w Rzeszowie, co oznaczało, że z każdą minutą byłam bliżej spotkania z moim wirtualnym chłopakiem, coraz bliżej uczucia, które po tylu miesiącach w końcu przybierze realny kształt. Szybko pozbierałam swoje rzeczy i zarzuciłam na siebie kurtkę. Wydostałam się z zatłoczonego wagonu i byłam teraz między przedziałami, czekając aż otworzą się drzwi, prowadzące mnie do tajemniczego spotkania. Kiedy udało mi się wyjść poza tłum innych pasażerów odetchnęłam z ulgą. Zaczerpnęłam świeżego powietrza i kierowałam się w kierunku wyjścia z peronu. Po pięciu minutach opuszczałam dworzec. Pełna nadziei, starałam się dojść pod wskazany adres. Dziwnie czułam się w obcym mieście, kurczowo ściskałam torebkę. Miałam wrażenie, że torba podróżna robi się coraz cięższa, jednak nie przejmowałam się tym i dzielnie szłam przed siebie, kierując się pod znany adres. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz