28.06.2018

PERFECTION 11



 Poranne słońce przedzierało się przez firankę w mojej sypialni. Zapowiadał się bardzo przyjemny dzień. Leniwie przeciągnęłam się na łóżku i wstałam.
 Po szybkim prysznicu, ubrana w granatowy zestaw spodni i czarnej koszuli, upięłam włosy w koka, zostawiając kilka pasemek włosów luźno.
 Z zamiarem zrobienia śniadania, weszłam do kuchni, jednak mój niedoszły mąż nie zrobił zakupów. Cóż się dziwić od tego zawsze byłam ja.
 Zrezygnowana zarzuciłam na ręce czarną kurtkę i biorąc torebkę zamknęłam drzwi mieszkania i zeszłam na dół.
 Mroźne powietrze od razu osaczyło moją twarz. Uwielbiałam taką pogodę. Nie było upalnie, przez co ludzie okropnie się pocili, ale nie było też zimno, co powoduje ubieranie na siebie sterty, grubych i ciepłych ubrań. Mróz z rana wraz ze słońcem kontrastowały ze sobą, dając orzeźwienie i przyjemne rozbudzenie.
 Kiedy tylko otworzyłam oczy, ujrzałam sylwetkę Leviego, który bacznie mi się przyglądał. Po napotkaniu mojego wzroku, na jego usta wkradł się uśmiech.
- Witam Panią. - ukłonił się teatralnie.
- Witam. - powiedziałam całkiem poważniejąc.
Co robił tu o tak wczesnej porze? W sumie 8:00 rano nie jest wcale, aż tak wczesna. Ale co robił akurat pod moim blokiem? - zastanawiałam się przez chwilę
- Dokąd się wybierasz?  -podszedł w moją stronę.
- Lepsze pytanie brzmi, co Ty robisz pod moim mieszkaniem? - na moje słowa spuścił głowę i zaśmiał się.
- Wiedziałem, że o to zapytasz. - ponownie podniósł wzrok, przeszywając mnie kolejny raz zielonymi tęczówkami.
 Czułam jak się w nich zatapiam, jakbym znowu miała siedemnaście lat i czuła ponownie to wrażenie posiadania motylków w brzuchu. Nie chciałam tego, wiedziałam dobrze co to znaczy.
- Nadal nie znam odpowiedzi na moje pytanie. - przełknęłam nerwowo ślinę.
- Planowałem podwieźć Cię do pracy, w końcu nadal jesteś skazana na taksówkę.
- Tak, tyle że ja nie szłam do pracy.
- W takim razie dokąd? - skrzyżował ręce i świdrował mnie detektywistycznym wzrokiem
- Muszę zrobić jakieś zakupy na śniadanie.
- Chodź, podwiozę Cię. - zaproponował.
- Nie obraź się, ale wolę się przejść. - widziałam jak spochmurniał i nie wiem dlaczego, ale zraniło mnie to. - Lubię takie mroźne powietrze. Może przejdziesz się ze mną?
 Nie mam pojęcia dlaczego mu to zaproponowałam, ale zgodził się i w ciągu dwudziestu minut byliśmy obładowani zakupami.
 Jak przystało na mężczyznę, Levi przejął ode mnie te cięższe zakupy, pozostawiając mi same przyprawy, czy bułki. W trakcie powrotu byłam zaskoczona tym, jak dobrze kleiła nam się rozmowa. Poruszaliśmy wiele tematów, błahych jak i poważniejszych, jednak wszystkie kończyły się śmiechem. Nie wiedziałam o nim zbyt wiele, jednak wystarczająco by stwierdzić, że mieszka sam w domu, rozwija się pod kątem swoich umiejętności, oraz że dostał nową ofertę pracy i musi pokazać się z jak najlepszej strony, by nie pożałowali jego wyboru. Wiem również, że Tony to jego brat, z czym wcześniej nie miałam żadnych wątpliwości.
- Może wejdziesz do mnie? Zasłużyłeś sobie na dobre śniadanie. - powiedziałam zanim w ogóle się nad tym zastanowiłam, ale kiedy przytaknął nie było już odwrotu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz