Po zjedzeniu śniadania w samotności, ubrałam wcześniej przygotowane ciuchy i wyszłam z domu.
Kierunek - własny sklep Amore.
Przekroczyłam drzwi wejściowe i ujrzałam kobietę, która ewidentnie była rozwścieczona tłumaczeniem sprzedawczyni. To na pewno była kobieta, o której informowała mnie wczoraj Mary.
- Witam, jestem właścicielką sklepu. Pracownica poinformowała mnie o zaistniałym problemie. Czy mogę zobaczyć szkodę? - próbowałam być jak najbardziej spokojna.
- Nareszcie, oto ona. - podała mi wieszak z ochraniaczem na sukienki.
- Proszę za mną. - weszłam na zaplecze, gdzie położyłam sukienkę na blacie i rozpięłam suwak futerału. Rzeczywiście, na kaszmirowej sukience widniał ślad po papierosie.
Czasem zdarza się, że klienci oszukują, niszcząc samodzielnie nasze ubrania, jednak cera tej kobiety wskazywała definitywnie na to, że jest ona osobą niepalącą, nie mogła więc uszkodzić tej sukienki.
- Najmocniej przepraszam, nasz kierowca nie powinien pozwolić na taką sytuację. Za Pani zgodą, pokryjemy koszty naprawy sukienki i w jak najszybszym terminie dostarczymy ją do Pani.
- Ma Pani szczęście, że lubię ten sklep. Kupuję tutaj rzeczy z prawie każdej nowej dostawy. Mam nadzieję, że szybko załatwi Pani tą sprawę. A ten nieodpowiedzialny dostawca powinien ponieść karę za taki wybryk. - była poirytowana jego zachowaniem.
- Oczywiście zajmę się osobiście ukaraniem go. Jeszcze raz najmocniej przepraszam.
Pożegnałam kobietę i widząc ogromną ilość klientów, postanowiłam poczekać na odpowiedni moment, by rozmówić się z moim pracownikiem. Pomogłam przy obsługiwaniu klientów i kiedy nareszcie tłumy minęły, a pojedynczy klienci zaczęli witać, uznałam za stosowny moment porozmawiania z pracownikami.
- Nowy towar można zamawiać już jutro. - poinformowała mnie Mary.
- Dobrze, zamówię jutro z rana. Widziałaś może Matthewa?
- Jest na zapleczu. - mówiła lekko zaniepokojona.
Powolnym wzrokiem odszukałam chłopaka. Siedział z papierosem w ręku.
- A więc to tak doszło do ostatniego incydentu. - mówiłam opanowanym głosem krzyżując ręce.
- To był przypadek. - szybko odrzucił na bok palącego się papierosa.
- Przypadek czy nie, jednak miał on miejsce. Poniesiesz dodatkowe koszty za wymianę sukni. Wiesz dobrze, że nie jest ona tania.
- Każdemu mogło się to zdarzyć.
- Ostrzegałam cię przed konsekwencjami. Nie mam wyboru. Jesteś zwolniony.
- Ale... - próbował się wytłumaczyć
- Podjęłam już decyzję. Dostaniesz dzisiaj swoją ostatnią wypłatę. - nie czekając zostawiłam go samego.
- I jak? - Mary zatrzymała mnie przy kasie.
- Normalnie. Dostał to na co zasłużył. Pilnuj interesu. W razie problemów dzwoń. Jadę na spotkanie z właścicielem sali.
Nie tracąc czasu wsiadłam do samochodu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz