20.06.2018

PERFECTION 8


 Zamknęłam lokal i wsiadłam do samochodu nowego znajomego, jeśli mogę to tak nazwać. Po złożonym przez nas zamówieniu nastała cisza. Oboje wpatrywaliśmy się w siebie, jakbyśmy czytali sobie w myślach.
- Przepraszam. - pospiesznie wyjęłam z torebki dzwoniący telefon. - Słucham?
-Witaj Vanesso, wpadniecie dzisiaj z Vancem na kolacje? Z chęcią przygotuję coś pysznego. -westchnęłam słysząc głos mamy.
- Pewnie, zadzwonię później do niego i zapytam się czy nie ma planów.
- Dobrze, będziemy czekać. - po tych słowach rozłączyła się.
 Po tym niefortunnym telefonie cała moja radość umknęła. Raptownie przypomniałam sobie o stojącym w miejscu problemie z salą weselną.
 Przecież mama będzie wypytywać o przygotowania. Jak mogę jej powiedzieć, że nie zdążyłam znaleźć jeszcze zastępczej sali? Zamiast wydzwaniać do właścicieli wolnych lokali, siedzę w kawiarni z obcym mężczyzną, zajadając wspólnie obiad. Brawo Vanessa.
 - Co się stało? - do rzeczywistości sprowadził mnie głos siedzącego naprzeciw mężczyzny.
- Nic. Wszystko w porządku. - posłałam mu wymuszony uśmiech.
- Powiedz prawdę. - dotknął opuszkami palców mojej dłoni, która leżała na stole.
 Niby niewielki gest, ale sprawił że się przed nim otworzyłam.
 - Za trzy miesiące ma się odbyć wesele. Zajmuję się wszystkimi przygotowaniami, ale w ostatniej chwili kierownik odwołał rezerwację sali.
- Czyli jednym słowem potrzebujesz wolnego lokalu. - zauważył.
- Zgadza się. - na moje słowa podniósł się z krzesła i zostawił mnie samą przy stoliku.
No pięknie. Teraz zostałam sama, w dodatku z nie opłaconym jedzeniem, które właśnie kelner niesie do naszego stolika.
- Proszę, oto zamówienie. - postawił jedzenie na stół.
 Podziękowałam i grzecznie oczekiwałam na powrót Leviego.
 - Załatwione. - rozsiadł się przy swoim obiedzie.
- Ale co? - byłam zdziwiona.
- Potrzebowałaś sali, tak? - kiwnęłam twierdząco głową. - Więc załatwiłem Ci rozmowę z właścicielem jednej.
- Na kiedy? - byłam oszołomiona.
- Za dwie godziny. - zaczął pochłaniać swoje jedzenie. - Radzę Ci zabrać się za konsumpcję, możesz się nie wyrobić panno idealna. - wskazał na mój talerz.
 W wielkim zdumieniu zaczęłam jeść posiłek.
 Zostawiając sklep zamknięty już do końca dnia, wraz z Levim pojechaliśmy na spotkanie z właścicielem lokalu.
- Witam. - uprzejmy, młody mężczyzna podał mi rękę. - Levi poinformował mnie o zaistniałej sytuacji. Jaka jest data ślubu?
- 16 stycznia.
- Tak się składa, że dysponuje takim wolnym terminem.
- Naprawdę? - uważałam to za niezły dowcip.
- Jak najbardziej. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- To niesamowite! Rezerwuję! - zaklepałam jak najszybciej, nie było na co czekać, a ja nie miałam za wiele czasu.
 Sala na pierwszy rzut oka wydawała się być zadbana. Duża, wyłożona kafelkami, stonowane, jasne kolory. Na ścianach zwisało kilka luster, które optycznie powiększały salę. Była lepsza od poprzedniej.
- W takim razie proszę o Pani nazwisko. - podałam swoje dane i uzgodniłam, że jeszcze dziś zrobię przelew zaliczki.
- Dzięki Tony, naprawdę mi pomogłeś. - poklepał go po ramieniu brunet.
- Nie ma sprawy młody. - przyjrzałam się im dokładnie.
 Dopiero kiedy stanęli koło siebie zdałam sobie sprawę z ich podobieństwa. Niewielkiego, ale jednak. Musieli być braćmi. Wszystko na to wskazywało, a ja nigdy się nie mylę.
- Chodź Van, odwiozę Cię do domu. - chciał objąć mnie w pasie, ale mu to uniemożliwiłam.
 Chłopak nie sprzeciwił się, napotykając moje niechętne spojrzenie. Musiał zrozumieć, że nie zamierzam się z nim, aż tak spoufalać, mimo tych wszystkich rzeczy, które dla mnie robił.
 Pożegnałam się z Tonym, z tego co pamiętam to tak nazwał go Levi i podążyłam w kierunku srebrnej audi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz