***
- Witam! - przywitałam się z właścicielem drukarni.
- W czym mogę Pani pomóc?
- Chciałabym wydrukować zaproszenia. - wyjęłam z torebki wzór, jaki sama zaplanowałam.
- Piękne. - skomentował jednym słowem.
- Dziękuję. Poprosiłabym 200 sztuk. Na kiedy będą gotowe?
- Cóż, do końca tygodnia powinny być do odbioru.
Wystawił mi papierek potwierdzający przyjęcie zamówienia i nareszcie mogłam spokojnie udać się na zakupy.
W dzisiejszym planie dnia miałam centrum handlowe. Chciałam podpatrzeć nowe kompozycje ubiorowe u konkurencji i oczywiście może napotkać jakąś inspirację do zakupu.
Spokojnie szłam przed siebie, kiedy poczułam mocny uścisk wokół pasa i przystawioną do ust zimną dłoń. Chciałam krzyczeć, jednak z mojego gardła nie wydobył się ani jeden dźwięk. Siłą zostałam wepchnięta do samochodu. Po chwili rozejrzenia się wiedziałam, że znam ten pojazd.
- Nie wierzę, że to zrobiłeś. - powiedziałam zdenerwowanym głosem, kiedy kierowca zajął miejsce obok mnie.
- Nie dałaś mi innego wyboru. - z jego głosu nie można było wyczuć żadnych emocji
- Powinieneś dać mi spokój!
- Porozmawiamy o tym za chwilę.
W trybie natychmiastowym znaleźliśmy się pod moim blokiem. Levi nie zważając na ograniczenia, jechał z prędkością dwukrotnie przekraczającą ją.
Zdenerwowana trzasnęłam srebrnymi drzwiami i pędem wbiegłam na klatkę. Starałam się jak najszybciej zamknąć drzwi, by nie wpuścić go do środka, jednak on był nieugięty i kiedy drzwi wejściowe dzieliły milimetry od zamknięcia, zdeterminowany chłopak popchnął je i wszedł do środka, sprawnym kopnięciem zamykając je.
- Co ty wyprawiasz? Zachowujesz się jak nienormalny. - zauważyłam jednak on nie zważając na mnie, objął moją twarz i złączył nasze usta w jedno.
Nie wypowiedziałam już ani jednego słowa, zwyczajnie poddałam się jego dotykowi, pozwalając spokojnie zdejmować moje ubranie.
Po czterdziestu minutach rozkoszy, spełniona wtulałam się w jego ciepłą pierś. Biło od niego zmęczenie, zaspokojenie i chęć ochrony mnie.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałam, kiedy obudziłam się z tego transu.
- Pragnąłem Cię...Ty mnie również. Zrobiłem to co powinienem już dawno. - poluźnił uścisk.
- Levi, nie powinniśmy tego robić. - podniosłam się do pozycji siedzącej, jednocześnie naciągając na piersi kołdrę.
- Ale dlaczego? - oparł się na łokciach.
- Bo wychodzę za mąż! To jest najodpowiedniejszy powód.
Widziałam, że jest mu z tym ciężko, ale co mogłam zrobić? Patrzyłam jak załamany opada na łóżko i zakrywa rękoma twarz ze zmartwienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz