zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
27.11.2018
PERFECTION 45
Przygotowania zajęły nam trochę czasu, na szczęście nie musieliśmy szykować jedzenia, które wcześniej przyrządziła matka Leviego. Wyręczyła nas tym, bo zapewne nie uwinęłybyśmy się do godziny 18:00.
Odszukałam wzrokiem chłopaka, który kończył rozbijać namiot. Nie wzbudzając podejrzeń podeszłam do niego i zawiesiłam na plecach.
- Wzięło Cię na czułości? - zaśmiał się odwracając twarz w moją stronę.
- Może troszkę. - odwzajemniłam uśmiech, jednocześnie przybliżając swoje usta do jego.
- Ta ciąża chyba Ci służy. - szybkim ruchem skradł mi całusa.
- Skończyłeś już? - zajęłam miejsce koło niego.
- Tak, nasze małe gniazdko na dziś uwite. Sprawdź. - wskazał ręką, abym weszła.
Posłusznie wykonałam polecenie i wcisnęłam się do wnętrza namiotu. Nie zbyt ciepło, brak miękkiego materaca, mało miejsca, ale mimo to czułam się tu przyjemnie.
- I jak? - brunet znalazł się obok mnie.
- Nie jest jak w domu, ale źle też nie jest. - przyznałam siadając na znajdującą się tu pościel.
- Nigdy nie byłaś na biwaku, prawda? - kiwnęłam twierdząco głową.
- Rodzice nie uznawali takich rzeczy. Mówili, że nie zamierzają tracić czasu na takie bezsensowne przesiadywanie i marznięcie. Kiedy w szkole organizowali różne wyjazdy, czy zielone noce, nie jeździłam na nie. Mówili, że to nie jest odpowiedni sposób na podróżowanie. Na nie trzeba zarobić i wybrać się samemu z rodziną, na które oczywiście we trójkę jeździliśmy. Do czasu.
- Ze mną spróbujesz wszystkiego. - muskał dłonią mój policzek.
- Skąd wiedziałeś, że nie byłam nigdy na biwaku?
- Bo wlazłaś tutaj w butach. - zażartował na co oboje wybuchnęliśmy śmiechem. - Jesteś taka piękna. - ujął moją twarz w swoje dłonie.
- Tak? - przełknęłam głośno ślinę, wpatrując się w jego piękne, czerwone usta.
- Pragnąłem tego od kiedy tylko tu przyjechaliśmy. - nie zwlekając zatopił się w głębokim pocałunku.
Ponownie czułam smak tych ust, ciepło bijące z jego dłoni, dotykających moich policzków i mrowienie między nogami. Wiedziałam co to znaczy. Moja kobiecość domagała się pieszczot, które tylko on mógł zapewnić. Głos ze środka błagał bym wypowiedziała te słowa, na które wspólnie zatopilibyśmy się w spełnieniu. Wiedziałam jednak, że to nie odpowiednie miejsce i pora na takie zabawy.
- Wujek! - na dźwięk głosu siostrzenicy chłopaka oderwaliśmy się od siebie, jakby przyłapała nas na czymś niedozwolonym.
- Słucham Abby? - dotknął palcami swoich warg, które połyskiwały moją śliną.
- Tata Cię szuka. - mówiła przyglądając mu się. - Dlaczego masz szminkę na ustach? -wskazała na jego wargi na co wybuchnęłam śmiechem.
- Twojemu wujkowi spodobał się błyszczyk, który masz na ustach i chciał zobaczyć czy jemu będzie pasował.
- Wujku, chłopcy się nie malują. - zaśmiała się i zniknęła.
- Właśnie wujku. - Potwierdziłam, na co brunet przeniósł rozbawione spojrzenie w moją stronę. Ostatni raz mnie pocałował i wyszedł z namiotu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz