12.12.2018

PERFECTION 47


 Pierwszy raz obudziłam się bez przedzierających się promieni słońca, czy budzika. Objęta ramieniem chłopaka czułam bijące ciepło, które blokowało dostęp chłodnego powietrza.
 Zjechałam wzrokiem na jego rękę. Trzymał ją delikatnie dotykając mojego brzucha. Wspomnieniami wróciłam do wczorajszej nocy, kiedy kładł głowę na moim brzuchu i rozmawiał z małą perełką. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie i postanowiłam nie budzić mojego większego skarba.
 Delikatnie ucałowałam jego policzek, który pokrywał dwudniowy zarost i opatulając się w jego bluzę, założyłam białe vansy i opuściłam namiot.
 Przy ognisku siedziała Megan. Chyba tez nie mogła spać, bo zaczęła zbierać wczorajsze śmieci.
- Pomogę Ci. - zaoferowałam zachrypniętym głosem.
- Chyba wczoraj trochę przemarzłaś. - zauważyła.
- To nic, wezmę w domu jakieś tabletki i mi przejdzie.
- Chyba nie często przebywasz na takich spotkaniach. - zauważyła wrzucając papierowe talerzyki do worka.
- Nie ukrywam, że był to mój pierwszy raz.
- Widać. Ludzie tacy jak Ty, zapewne uważają to za stratę czasu. Bez obrazy. - posłała mi ciepły uśmiech.
- Ludzie tacy jak ja, czyli ktoś, kto prowadzi swój biznes i ma pieniędzy pod dostatkiem? -mówiłam nieurażona jej słowami.
Speszona nie wiedziała jak ubrać kolejne słowa.
- Spokojnie, nie mam Ci tego za złe. Zwyczajnie chciałam powiedzieć, że ludzie odnoszący sukcesy, nie zawsze są zapatrzonymi w siebie ludźmi, dla których nie liczy się ciepło rodzinne. Owszem praca jest ważna, jednak jak widzisz potrafię również bawić się w towarzystwie innych.
-Nie chciałam Cię urazić. - spuściła wzrok.
- Nie uraziłaś. Tylko nie każdy stereotyp jest prawdziwy. - przyznałam kończąc temat.
- Wiesz... - zaczęła niepewnie. - Kiedy widziałam Cię w twoim sklepie... - mówiła, a ja wiedziałam już do czego zmierza. - Byłaś wtedy…eem…co się właściwie wtedy stało? - w końcu wydusiła to z siebie.
- To trochę długa historia. - której nie zamierzałam opowiadać.
- Mamy czas. - w tym momencie z namiotu wyszedł Levi.
 W duchu dziękowałam mu za takie wyczucie czasu.
- Jednak nie. - posłałam jej przepraszające spojrzenie, lecz tak naprawdę cieszyłam się.
- Tu mi uciekłaś. - objął mnie w pasie i ucałował policzek.
 Nie znając takich publicznych pieszczot, czułam się niekomfortowo, jednak Megan to nie wzruszyło. No tak w końcu to dwa różne światy.
- O, wszyscy już na nogach? - zauważyła gospodyni rodziny. - A gdzie Elec i Tony?
- Poszli na spacer, wiesz jak to z nimi jest. - oznajmiła Megan.
Po kilku sekundach poczułam palące spojrzenie starszej kobiety. Nie było to złowrogie spojrzenie, lecz czułam się tym lekko poirytowana.
- Spójrz Meg. - chwyciła blondynkę za rękę. - Widzisz to? - wskazała na naszą dwójkę. - Levi jeszcze nigdy tak nie promieniował radością.
 Spojrzałam na wtulonego we mnie chłopaka. Faktycznie na jego twarzy ciągle widniał uśmiech, jednak nie pomyślałam, że to mogła być jakaś nowość.
- Mamo, widzisz w końcu co robi miłość? Levi zwyczajnie się zakochał.
 Obie wróciły do swoich obowiązków, a ja zajęłam się małą rudą dziewczynką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz