zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
10.05.2019
PERFECTION 51
- Van jesteś gotowa? - z korytarza dobiegł mnie głos mojego chłopaka.
- Tak, już idę!
Ostatnie poprawki i spokojnie mogłam udać się do samochodu, gdzie czekał znudzony Levi. Usiadłam obok niego i nie zapinając pasów wpatrywałam się przed siebie.
Nie minęło trzydzieści minut, gdy znaleźliśmy się pod moim sklepem. Musiałam sprawdzić sytuację panującą tam i dać trochę pieniędzy do kasy.
- Oh, całe szczęście, że Pani tu jest. - odetchnęła z ulgą pracownica.
- Spokojnie. - wyjęłam portfel i wsadziłam rozmienione pieniądze. - Przepraszamy za zwłokę. Niestety tak się nieraz zdarza. Klienci płacą większymi banknotami i trzeba rozmienić je na drobniejsze. - tłumaczyłam stojącym za ladą klientom.
- Wszystko jest zrozumiałe. - odezwała się znana mi kobieta.
Kiedy wraz z Mary opanowałyśmy całą sytuacje postanowiłam zostawić kobietę samą.
- Pani Vanesso, jutro ma przyjść chłopak na rozmowę. - przypomniała.
- Ten od dostawy?
- Zgadza się.
- Dziękuję, w takim razie weź sobie jutro wolne. Zajmę się wszystkim. - posłałam jej promienny uśmiech i opuściłam lokal.
Miałam wsiadać do samochodu kiedy ujrzałam prawie biegnąca w moją stronę matkę.
- Levi, poczekaj. - rozkazałam chłopakowi, po czym sama podeszłam do rodzicielki.
- Jak mogłaś to zrobić? - naskoczyła na mnie. - Dlaczego zostawiłaś Vanca? To odpowiedni kandydat na męża. Byliście po ślubie!
- Mamo, to była najlepsza decyzja ze wszystkich podjętych w moim życiu.
- Jesteś niewdzięczna! Vance, był mężczyzną na poziomie. Zapewniłby wam byt. - wskazała na mój okrągły brzuch. - Jak dziecko będzie się wychowywać bez ojca? Pomyślałaś o tym? - starała się panować nad swoim głosem, jednak jej ciało zdradzało podenerwowanie.
- Owszem, myślałam i dlatego od niego odeszłam. Moje dziecko nie będzie wychowywało się przy ojcu sadyście. Z resztą Levi pomoże mi je wychować.
- Słucham?! - nie dowierzała moim słowom.
- Tak mamo.
- Vanesso, otrząśnij się. Każda kobieta ma chwile słabości, jednak to nie jest powód do niszczenia małżeństwa. - starała się mi przetłumaczyć.
Kolejny raz utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie mam w niej matczynego wsparcia.
- Chodź ze mną, pojedziemy do Vanca. Może jeszcze wszystko da się naprawić. - chwyciła moją rękę.
- Nie! Nie chcę niczego naprawiać. Nie będziesz już decydowała o moim życiu. Sama je przeżyję. - patrzyłam w rozżalone oczy matki. - Nie chcę mieć takiego życia jak twoje.
- A co jest złego w życiu na poziomie?
- Brak miłości i oparcia.
- I ten chłoptaś, który lata za piłką Ci je da? - zakpiła. - Posłuchaj samej siebie. Czas wydorośleć i porzucić ten bezsensowny świat wyobrażeń. Masz być przykładną żoną i matką. Jedziemy do Vanca. - pociągnęła mnie w swoją stronę.
- Nie! Nie chcę być idealną żoną czy matką. Przez ten krótki czas, rodzina Leviego pokazała mi co to znaczy posiadać prawdziwą rodzinę i oparcie w niej. - widziałam jak na te słowa jej duma zostaje urażona.
- W takim razie życzę Ci szczęścia w swojej nowej rodzinie. Nie przychodź do nas, ani nie dzwoń. - mówiąc te słowa odeszła.
Przywołując ostatki sił, otworzyłam drzwi samochodu i zajęłam miejsce pasażera.
- Jedź Levi. - wybłagałam i schowałam twarz w dłonie.
Matka, będąca dla mnie ideałem, przestała nim być, zostawiając córkę, która panicznie wołała by ją ratowała i wspierała, tylko dlatego że nie spełniała jej oczekiwań. Bycie ideałem nie jest takie piękne jak nam się wydaje, i kryje też swoje mroczne strony.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz