30.06.2016

NOWE ŻYCIE 19

~ MANUELA ~

Czułam się jak w amoku. Z lekkim opóźnieniem dochodziły do mnie słowa Tomasza. Kiedy się ocknęłam zrozumiałam, że mam spakować siebie i Antka, od tak wynieść się z mojego domu, domu w którym się wychowałam, w którym znam na pamięć każdą deskę. Nie mogłam niczego zrozumieć. Nie miałam ochoty już walczyć. Zamiast krzyczeć, poszłam na górę i przystąpiłam do pakowania. W głowie szumiały mi słowa Tomasza, jak bardzo nienawidzi mnie i brata, że nas nie kocha, nigdy nie kochał. Mechanicznie przekładałam ubrania z szafy prosto do dużej walizki. Kiedy skończyłam pakować swoje rzeczy, zajęłam się ubraniami Antka. Słyszałam jak wspina się na górę, kiedy wszedł stanął jak słup soli, nie do końca pojmując co robię.
- Dlaczego chowasz moje ubrania Manela?
- Nie chowam. Pakuję. 
- Ale dlaczego? Te ubrania są na mnie dobre. Nie możesz ich wyrzucić.
- Antek, wyprowadzamy się rozumiesz?! - straciłam panowanie nad sobą, ale natychmiast tego pożałowałam, bo zobaczyłam strach w jego małych oczkach.
- Ale...
- Dlaczego? - upewniłam się, czy właśnie o to chciał zapytać, skinął główką. - Dlatego, że Tomasz nas nie kocha i mama chyba też już nie.
- Byłem niegrzeczny?
- Byłeś bardzo grzeczny, jesteś. Może kiedyś to zrozumiesz. A teraz chodź tu - rozłożyłam ramiona, podbiegł i mocno się we mnie wtulił.
- Manela...a gdzie teraz pójdziemy? - zapytał po długiej chwili milczenia.
- Nie wiem kochanie, może do Cioci. A później... nie wiem... później coś się wykombinuje.
- A tata? Też nas nie kocha? Czemu nie pojedziemy do niego?
- Tatuś mieszka daleko. Tutaj masz wszystko na miejscu. I masz tutaj wielu kolegów - Mały zaczął płakać.

Taksówka podjechała punktualnie. Miły pan pomógł zapakować nasze walizki, a kiedy byliśmy już w środku, podałam adres, pod który ma się udać. Chwyciłam Antka za dłoń, aby trochę się uspokoił. Poskutkowało. W drodze do Ciotki miałam mieszane uczucia, nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, tym bardziej, że nie będę sama, tylko z dzieckiem, które potrzebuje opieki i troski.

***

- Jak ty sobie to wyobrażasz dziecko? - zapytała mnie Ciotka, podając mi kubek kawy. - Pij, postawi cię na nogi. Marnie wyglądasz. W ogóle o siebie nie dbasz.
Antek siedział smutny i zmieszany. Nie dziwiłam się, bo nie przywitała nas promiennie.
- Ciociu, nie wymagam od ciebie mieszkania na stałe, tylko na jakiś czas...liczyłam na ciebie, ponieważ jesteś siostrą mamy. Dopóki sobie czegoś nie znajdę... miesiąc, dwa. Obiecuję. Antek jest malutki. Potrzebuje domu, ciepłych posiłków, opieki. 
- Słucham? Na miesiąc? Dwa? Jak ty sobie to wyobrażasz? Nie zgadzam się w żadnym wypadku. Nie ma takiej opcji. Wiesz, że u mnie nie ma zbyt dużo miejsca, sama mieszkam w klitce. 
- To chociaż na tydzień? Ewentualnie jedną noc. - Nie poddawałam się, próbując ją przekonać. 
- Nie
- No nic, w takim razie dziękuję za gościnność - posłałam jej uśmiech
- Przykro mi. Poszukaj pomocy gdzie indziej.

Nie wierzyłam, że ludzie potrafią być tacy bezduszni. Kto jak kto. Ale najbliższa rodzina zaraz po matce? Nie mogłam zrozumieć. Nie widziałam innego wyjścia, jak zadzwonić do Nikki. Tylko ona mi została. Zgodziła się bez chwili namysłu, więc szybko zabrałam Antka. Udało nam się złapać taksówkę, Antek był bardzo zmęczony. Dwadzieścia minut później staliśmy już pod jej drzwiami. Otworzyła i bez powitania wpuściła nas do środka. 
- Jestem na ciebie zła - zaczęła
- Za co? - odpowiedziałam, wieszając nasze kurtki na wieszaku.
- Za to, że nie powiedziałaś od razu, że nie masz gdzie mieszkać. Tylko łaziłaś po jakichś ciotkach, które mają cię serdecznie w dupie. 
- Nie chciałam ci robić kłopotu. - rozpakowywałam rzeczy
- Szafa małego jest po prawej, zrobiłam miejsce, a ty możesz zająć sobie szuflady w komodzie pod oknem - wskazała ruchem ręki. - Dobrze wiesz, że dla ciebie zawsze znajdzie się kąt.
- Nie będę mogła zatrzymać się u ciebie na stałe
- A w czym problem? 
- Nie chce zakłócać wam spokoju
- Co? jakiego spokoju? Mam już dość tej ciszy. Lubię Antosia wiesz o tym
- Nie chcę robić problemów
- Oj już przestań marudzić. 
- Nikki, naprawdę ci dziękuję
- Nie dziękuj, możesz zostać ile chcesz
- Dopóki sobie czegoś nie znajdę
- Nic już nie mów do cholery, tylko się przytul
Odetchnęłam z ulgą.

29.06.2016

NOWE ŻYCIE 18

Wstałyśmy o siódmej rano. Kacper przygotował nam śniadanie, które zjadłyśmy w mgnieniu oka. Ubrałyśmy wierzchnie ubrania, po czym wyspane i najedzone wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy na maszynę Nikki. Na miejscu Brandon powitał nas promiennie. Miałam lekkie obawy przed tym aby znów mu zaufać, ale skoro Nikki żyła z nim w dobrych relacjach, postanowiłam wziąć z niej przykład.
- Cześć Manuela - zawołał przy wejściu
- Cześć - odpowiedziałam, przytulając go na powitanie. Na zapleczu siedział Matthew, strasznie chciało mi się palić, więc zagadałam do niego i wyszliśmy przed bar. Kiedy spaliłam, zastałam Nikki kłócącą się o coś z Eriką. Brandon biernie przyglądał się całemu zajściu. Nie zastanawiając się dłużej podbiegłam do nich i dzielnie stanęłam w obronie przyjaciółki. Matthew w tym czasie odciągnął Erikę, która wyszła bardzo niezadowolona.
- Nikki, czy wszystko w porządku? - zapytałam, głaszcząc ją po ramieniu, aby choć trochę się uspokoiła. Cała drżała. Gdybym nie weszła w porę doszło by do rękoczynów. - O co chodziło? Powiedz, proszę.
- O nic.
- Widzę, Nikki...
- No o to co zawsze. Tam siedzi przyczyna - wskazała dyskretnie głową w stronę Brandona
Z zamyśleń wyrwała mnie wiadomość od Neymara. Odpisałam mu treściwie i w miarę szybko aby Nikki nie zauważyła. Planowaliśmy dla niej niespodziankę. Schowałam telefon do kieszeni fartuszka i wzięłam się za sprzątanie stolików. Po nie całych czterdziestu minutach w drzwiach baru pojawił się Neymar.
- Hej Manuela, strasznie długo się do was jedzie.
- Cześć - powitałam go z uśmiechem. - Musisz się przyzwyczaić. Nikki jest przy barze. - Odpowiedziałam, wyprzedzając jego pytanie.
- Dzięki wielkie - odpowiedział, po czym tam powędrował. Postanowiłam się temu przyglądać.
- Dzień dobry pięknej pani, czy mógłbym prosić o sok jabłkowy?
- Pewnie... już podaje. - wydukała Nikki, nie bardzo jeszcze wierząc w to co widzi. - Proszę
- Dzięki. Słuchaj jest mi strasznie głupio. I tak sobie pomyślałem, że w ramach rekompensaty wyskoczyłabyś gdzieś ze mną?
- No nie wiem... jestem w pracy, a do tego obiecałam Manueli, że się z nią spotkam.
- No nie daj się prosić, bo się obrażę.
- Nie dziś...
- Szkoda, może uda mi się następnym razem
- Jasne, próbuj.
Neymar wyszedł smutny, a ja od razu pobiegłam do Nikki i udając niczego nieświadomą zapytałam - Zaprosił cię na randkę?
- Przecież wszystko słyszałaś.
- Skąd ci to przyszło do głowy? Nigdy w życiu. - Nikki spojrzała na mnie tym swoim wzrokiem - No dobra, coś tam słyszałam, dlaczego się nie zgodziłaś?
- Bo to nie może się udać. Pochodzimy z dwóch różnych światów. Ja jestem kelnerką w barze, a on? On jest sławnym piłkarzem. - zamyśliła się - Nie chcę o tym gadać. Wracam do pracy.
Nie rozmawiałyśmy już więcej. Po skończonej robocie, zaproponowałam jej małe zakupy. Od razu się zgodziła. Galeria była niedaleko, więc kiedy przyszłam po nią, odświeżona po pracy, postanowiłyśmy pójść pieszo. W połowie drogi wyjęłam telefon i napisałam wiadomość, do Neymara.

Wybierałam jej przeróżne kreacje. Chciałam, żeby dobrze wyglądała na randce z piłkarzem, ale ona była taka niezdecydowana. Kiedy już byłam bliska kapitulacji, zobaczyłam Neya.
- Kochana, ja zaraz przyjdę. Poczekaj tu na mnie.



~ NIKKI ~

- OK - odpowiedziałam i powróciłam do przeglądania sukienek. Poczułam czyjś dotyk na sobie.
- Hej - powitał mnie z uśmiechem
- Cześć -  Powiedziałam po dwóch minutach. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa.
- Widzę, że na zakupach.
- Tak, mówiłam, że Manuela zaplanowała nam dzień.
- Ah tak, wspominałaś. Więc może... - podrapał się po głowie 
- Może?
- Skoro... - nie mógł się wysłowić.
- No dalej
- Pójdziesz ze mną na kolację?
- Ja?
- No tak, co taka zdziwiona?
- No nie wiem, zaskoczyłeś mnie
- Proszę, tym razem nie dam sobie odmówić
- Naprawdę mi miło, ale...
- Oczywiście, że przyjdzie - Manuela weszła mi w zdanie
- Okej, to jesteśmy umówieni. Przyjadę po ciebie o dwudziestej, pa pa.
- Manuela! Coś ty zrobiła?!
- Umówiłam cię na randkę
- Mówiłam ci coś na ten temat, prawda?
- Pasujecie do siebie
- No właśnie... polemizowałabym.
- Nie marudź, tylko chodź ci pomogę coś wybrać, bo jak tak dalej pójdzie, spędzimy tu cały dzień, a nie mamy tyle czasu prawda? - dała mi kuksańca w bok.
Przez dłuższy czas byłam na nią zła, ale z drugiej strony bardzo się cieszyłam, że była wtedy ze mną, bo inaczej znów bym odmówiła. Chociaż serce tak bardzo rwało się do tego mężczyzny. Cieszyłam się, że mam taką siostrę. Manuela w końcu wyłoniła się z przedziału sklepowego, z naręczem sukienek. Nie było jej widać. Pomogłam jej i pognałam do przymierzalni. W końcu podała mi jedną z kilku i ta była chyba odpowiednia. Nie zastanawiając się długo, kupiłam ją.


*** 

Spoglądałam niecierpliwie przez okno, wypatrując Neya. Pojawił się piętnaście minut po czasie. Był taki przystojny. Nie mogłam uwierzyć, że ktoś taki jak ja Nikki Andrews, ma szansę u Neymara Silvana. To było nie pojęte! Czekałam, aż zaparkuje. Wysiadł z samochodu i podszedł do drzwi.

~ NEYMAR ~ 

Otworzyła mi Manuela. 
- Siemka, wbijaj. Nikki już czeka na górze.
- Wiem, widziałem, jak mnie wypatruje. Wygląda prześlicznie.
- A czy kiedykolwiek wyglądała brzydko? - zapytała i oboje się zaśmialiśmy. Zaprosiła mnie gestem do środka.
- Dzięki, maleńka. -  Po kilku minutach dotarłem na górę. Nikki momentalnie wstała z łóżka.
- Cześć piękna - pocałowałem ją w policzek.
- Hej, hej - uśmiechnęła się
- A teraz chodź ze mną - wskazałem gest gentlemana. 
- Prowadź.
Wyszliśmy przed dom.Pojechaliśmy do restauracji coś zjeść, a później zabrałem ją w jej ulubione miejsce, które wskazała mi Manuela. Kiedy zorientowałem się, że niebo zmieniło już swój kolor postanowiłem sprawdzić zegarek. Od czasu naszego spotkania minęło aż pięć godzin! Tak dobrze spędzało mi się z nią te chwile. Ani razu nie zdążyłem się nudzić. Czarowała mnie swoim urokiem. Widziałem, że była zadowolona. Odwiozłem ją nad ranem, ale zanim wypuściłem ją z moich objęć, umówiłem się z nią na kolejną randkę. Nie mogłem się doczekać. Patrzyłem, jak znika za drzwiami. Odprowadziłem ją wzrokiem, po czym odjechałem, długo rozmyślając o pięknej Nikki.


16.06.2016

NOWE ŻYCIE 17

 ~ MANUELA ~

Nikki była u mnie już o dziesiątej, od rana chodziła w skowronkach. Nie mogła usiedzieć na miejscu. Ja poszłam doprowadzić się do porządku. Kiedy zbliżała się godzina meczu, pomogłam bratu się ubrać i całą trójką ruszyliśmy przez miasto, na stadion. Zajęliśmy czwarte, piąte i szóste miejsce w trzecim rzędzie, Nikki była bardzo podniecona. Kupiłam napoje i podałam moim towarzyszom, a jeden zostawiłam dla siebie, chwilę później wróciłam się po popcorn dla Antka.
- No siadaj, bo nie widzę! - Nikki była przejęta - zaraz będą wchodzić!
- Nikki, wyluzuj - Antoś się zaśmiał
- Cicho siedź smarkaczu - powiedziała żartem
- Dobla, Dobla - mały kręcił się jeszcze na swoim miejscu, a kiedy już znalazł odpowiednią pozycję całą swoją uwagę skupił na piłce
- Eh, nudny ten mecz - zaczęłam ziewać
- Cicho siedź  i oglądaj - Antoś podał mi popcorn
- Mały, nie pyskuj - wzięłam od niego kubełek
Zawodnicy ustawili się w szeregu. Zanim rozpoczął się mecz minęło kilka minut. Zobaczyłam Neymara, miał koszulkę z numerem jedenaście, Nikki nie mogła oderwać od niego wzroku, bo to jej szczęśliwa liczba. Mecz zaczął się przychylnie dla drużyny Neymara, po dwudziestu minutach od rozpoczęcia spotkania piłkarz przygotowywał się do gola na konto swojej drużyny. W głośnikach na całym stadionie rozbrzmiewał głos komentatora : NEYMAR PRZEJMUJE PIŁKĘ, BIEGNIE DO BRAMKI, MOCNO WYKOPAŁ...ALE CO TO? PROSZĘ PAŃSTWA CO ZA EMOCJE, PIŁKA TRAFIA NA TRYBUNY!!! I w tym momencie wszystkie kamery zostały skierowane na Nikki. Dostała w głowę piłką. Zemdlała, a mecz został przerwany. Na stadionie powstał gwar, a Nikki była w centrum uwagi. Szybko ocuciłam ją, wylewając na nią colę. Neymar wbiegł na trybuny.
- Odsunąć się! - krzyknął, przedzierając się przez tłumy zdezorientowanych kibiców, Nikki się obudziła, nie za bardzo wiedząc skąd to całe zamieszanie, w okół jej osoby.
- Nic ci nie jest? - zapytał, pomagając jej wstać
- Chyba widzisz, że żyje? - Odpowiedziała. - Kupujesz mi nową koszulkę, poniekąd jest zniszczona przez ciebie
- Dobrze, zrobię co zechcesz, ale nie gniewaj się na mnie, proszę
- Jak będę chciała - otrzepała się i wyszła szybkim krokiem, poleciałam za nią
- Przyjdź na dogrywkę! - zawołał za nią, kiedy się oddalała, odwróciła się tylko i uśmiechnęła
- Na pewno przyjdzie - powiedział Antoś i pobiegł w naszą stronę
Długo analizowałam to całe wydarzenie, byłam rozbawiona do rozpuku. Ten mecz na pewno utkwi Nikki w pamięci. I nie tylko jej, jestem o tym przekonana. Neymar miał szczęśliwą liczbę przyjaciółki, przypadek? To było dziwne. Antoś był bardzo podekscytowany, że mógł rozmawiać z Neyem. Nie wiem dlaczego on i Nikki tak wariowali na jego widok, normalny chłopak. Ale cóż, chyba nie znam się na piłce nożnej.
- Nikki! poczekaj na mnie - zawołałam do przyjaciółki gdy ta była już za stadionem
- Czego chcesz?!
- Nie denerwuj się
- Jak mam się nie denerwować, to ja dostałam piłką w głowę przed wszystkimi, a w dodatku on zniszczył mi koszulkę - powiedziała w pół zdenerwowana, a w pół szczęśliwa
- Tak naprawdę, to ja ci ją poplamiłam, kiedy cuciłam cię colą. Zemdlałaś, pamiętasz?
- Zajebiście... dobrze, że chociaż się przyznałaś
- Spokojnie, kupię ci nową
- Mam nadzieję, bo to była jedna z moich ulubionych!
- Poczekaj tu chwilę
- Co ty kombinujesz? Manuela! No... jestem cała mokra, chciałabym już znaleźć się w domu i nie paradować tak po ulicy
- Dlatego zostań z Antkiem, zaraz wrócę
-  Nie wygłupiaj się
- Zaraz wrócę, bądź cierpliwa - powiedziałam i zostawiłam przyjaciółkę z moim bratem
Z łatwością odnalazłam szatnię chłopaków, którzy grali dziś mecz. Zapukałam, ale nikt nie otwierał, już miałam odchodzić, gdy ktoś mnie zawołał
- Ej, poczekaj!
- Odwróciłam się i zobaczyłam tego piłkarza, którego szukałam
- Jestem Neymar - podał mi rękę
- Wiem, znam cię. Manuela - odwzajemniłam uścisk - Tak naprawdę to szukałam właśnie ciebie
- No to znalazłaś, mów o co chodzi, tylko szybko, śpieszę się
- No bo kiedy trafiłeś piłką w głowę mojej przyjaciółki ona zemdlała, a ja nie wiedząc co robić wylałam na nią colę, i teraz jest cała mokra, więc jakbyś mógł... - nie dokończyłam, bo zniknął gdzieś w szatni, a po chwili pojawił się z bluzą w ręce
- Proszę, weź ją - podał mi ubranie - Oddacie mi kiedy indziej - uśmiechnął się, po czym dodał - a powiedz mi czy...
- Nikki
- Tak, właśnie, Nikki. Czy Nikki bardzo się zdenerwowała? - zapytał już trochę zmartwiony
- Myślę, że to tylko chwilowa złość, teraz już wcale się nie gniewa, ale... głowa ją boli - oboje się zaśmialiśmy
- Więc przyjaźnicie się?
- Tak, od bardzo dawna
- Może dasz mi swój numer telefonu a ja ci dam swój i się skontaktujemy? - zapytał. Nie mogłam zrozumieć do czego potrzebny jest Neymarowi mój numer telefonu, długo nad tym rozmyślałam, a on rozumiejąc o co mi chodzi , wskazał na bluzę, po czym dodał - W sprawie Nikki.
- No tak - zaśmiałam się, po czym wymieniliśmy się numerami
- Rozmawialiśmy jeszcze chwilkę, ale wkrótce się pożegnałam, mówiąc, że Nikki na mnie czeka.

***

- No, nareszcie! Gdzieś ty tak długo była? - zapytała zmartwiona
- Proszę - wręczyłam jej bluzę, bez wahania ją założyła
- Jezu.. ale pięknie pachnie! Czekaj... tak nie pachną rzeczy ze sklepu, skąd to masz? - Nikki spojrzała na mnie podejrzliwie
- A i tak nie uwierzysz - droczyłam się z nią
- No powiedz, umieram z ciekawości
- To bluza Neymara
- Żartujesz? - popatrzyła na mnie, a ja tylko się uśmiechałam - Proszę, powiedz że żartujesz! - kontynuowała. Kiwnęłam przecząco głową - Jezu! Nie wierzę! Manuela, jesteś najlepsza!
- Być może - uśmiechnęłam się, po czym wzięłam Antka na ręce i poszłyśmy do Nikki.
Kiedy byłyśmy już w domu poszłam zrobić herbaty, a Nikki poszła wziąć prysznic. Po chwili z pokoju wyłonił się Kacper
- Witam szanowną Panią - ukłonił się w pół - I szanownego braciszka - przybił żółwia z Antkiem
- Witam szanownego Pana - dygnęłam - czy życzy sobie Pan czegoś do picia? - zapytałam
- A, z miłą chęcią - odpowiedział, po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem - uwielbiałam się z nim wygłupiać.
- Gdzie moja siostra?
- Bierze kąpiel, miała mały wypadek - opowiedziałam mu całą historię. Nie mógł w to uwierzyć i śmiał się razem ze mną. Nagle w drzwiach pojawiła się Nikki
- Faktycznie ubaw po pachy! - uśmiechnęła się
- Z naszej perspektywy tak - odpowiedzieliśmy w tym samym czasie
Dobra chodź Manuela, nie wytrzymam z nim. 
Zostawiłam Antosia pod opieką Kacpra i poszłam z Nikki na górę do pokoju.







15.06.2016

NOWE ŻYCIE 16

Nadine z Tomaszem i Adelajdą w dalszym ciągu nie wrócili z Paryża, a ja musiałam iść do pracy, nie miałam z kim zostawić brata. Po dłuższej chwili stwierdziłam, że najlepszym wyjściem będzie zabranie go ze sobą.

- Antoś, usiądź sobie tam przy stoliku, Matthew da ci zaraz kartki i kredki, będziesz sobie malował, a ja zajmę się pracą, dobrze? - trzymałam swoją dłoń na jego plecach, a palcem wskazałam wolny stół pod oknem.
- Długo tu będziemy? - zapytał, przecierając oczy ze zmęczenia
- Troszkę - skłamałam, nie chciałam bardziej go zniechęcić
- Dobrze Manela - zajął wskazane miejsce i zaczął rysować, ja w tym czasie ubrałam fartuszek, który podała mi Nikki i poszłam na zaplecze nadrobić papierkowe zaległości. Usiadłam obok Matthewa. Pomógł mi, uwinęliśmy się w przeciągu godziny, kiedy sterta zniknęła wyszliśmy przed bar zapalić papierosa.
- Kiedy zamawiacie towar z Nikki? - zapytał tym swoim łobuzerskim głosem
- Hm, wiesz, myślę, że na razie nie ma potrzeby, nie chcę się wpieprzyć. - odpowiedziałam
- Spokojnie mała, ale jakby co, to wiesz gdzie mnie szukać - puścił mi oczko
- Jasne, będę pamiętać - uśmiechnęłam się - po czym dodałam ciche - dziękuję
Wypuścił ostatni dym i pomiędzy nami zapadła cisza, staliśmy tak bez ruchu, wpatrując się w siebie.
- A co się tu dzieje? - zapytała Nikki, dołączając do nas - Nie zostawiłaś mi papierosa... wiesz co... - powiedziała obrażona
- Trzymaj - Matthew wyciągnął paczkę w jej kierunku, wzięła jednego. Wyszedł też Brandon, ja niestety nie miałam ochoty przebywać w jego towarzystwie, żywiłam do niego żal, za to co zrobił Nikki, nienawidziłam go więc wróciłam z powrotem do środka, a Matthew razem ze mną.

 
~ NIKKI ~

Zastanawiałam się dlaczego Brandon przyszedł za mną. Zmierzyłam go wzrokiem i odpaliłam szluga.
- Przepraszam Nikki - wydukał
Czy ja dobrze słyszałam? Nie mogłam w to uwierzyć
- Za co? - odpowiedziałam, zaciągając się
- Za to wszystko, naprawdę... Wiesz... Zaczęłaś mi się podobać...
- Ha, na pewno. Uważaj, bo Erika ma na ciebie ochotę
- Olać ją
- Brandon, na prawdę? Daruj sobie, i się nie ośmieszaj okej? Znowu chcesz się ponabijać? Proszę. Ale ja nie dam się drugi raz wykorzystać. Jesteś dla mnie nikim rozumiesz? Nikim. Zapamiętaj to sobie, bo nie lubię się powtarzać. - Skończyłam palić, i weszłam do baru nie patrząc na niego. Nie wierzyłam, że udało mi się zachować zimną krew, musiałam grać tą chłodną Nikki, jeżeli nie chciałam przez to przechodzić po raz kolejny. Wiedziałam, że nie mogłam mu ulec, a bynajmniej nie teraz, wzięłam głęboki oddech. Natknęłam się na Erikę. Nie odezwała się, nie wykonała żadnego ruchu, nie zrobiła żałosnej miny, choć to nie było w jej stylu. Wzięła tylko torebkę i zmierzyła mnie z góry na dół. 
- Dlaczego Erika już wyszła? - zapytałam Matthewa, odprowadzając ją wzrokiem
- Skończyła na dziś i tak nic nie robi
- Aa, no spoczko, to nawet lepiej - rzuciłam i poszłam zobaczyć co robi Antoś.

13.06.2016

NOWE ŻYCIE 15

Galway było piękne. Bez problemu odnalazłam adres domu w którym mieszkał mój tata. To musi być tutaj - pomyślałam z uśmiechem i przytuliłam Antka mocno do siebie. - W końcu jesteśmy braciszku! - ucałowałam go
- Manela...a jak tatuś nam nie otworzy?
- Dlaczego miałby nam nie otworzyć hm? - zapytałam zdziwiona
- Bo dawno u niego nie byliśmy
- Nie przesadzaj głuptasie - zmierzwiłam mu jasne włoski. Wzięłam go na rączki i pozwoliłam aby nacisnął dzwonek do drzwi. Tata powitał nas bardzo serdecznie i uścisnął najmocniej jak potrafił.
- O matko, udusisz mnie! - uśmiechnęłam się promiennie do ojca. Nic się nie zmienił, no może troszkę się postarzał i przybyło mu zmarszczek.
- Kopę lat... - Tata wziął głęboki oddech - tęskniłem za wami niemiłosiernie
- My też - odpowiedziałam zgodnie z Antosiem. Rebeka również powitała nas serdecznie, a Andrew i Victoria jeszcze nigdy nie byli tacy zadowoleni.
- Na ile wpadliście? - zapytała przyrodnia siostra, tym samym dając mi cmoka w policzek
- Na dwa tygodnie, chcemy odpocząć od domu. - wszyscy nagle zamilkli. Ciszę przerwał Andrew głośnym chrząknięciem.
- Pewnie po kasę? - posłał mi uśmiech, nie zraziłam się jednak i pewnie odpowiedziałam
- Po to też - odwzajemniłam uśmiech
- Jaka sumka? - zapytał tata, wręczając mi i Antkowi szklanki z sokiem marchewkowym
- Dwa tysiące
- Dobrze córeczko, jutro będziesz miała już na koncie okrąglutkie dwa koła
- Dziękuję ci tatku
- Nie dziękuj - machnął ręką - od tego jest tata, aby pomagać swoim dzieciom, nieprawdaż? Po za tym, chcę abyście zapamiętali mnie takiego
- Tato, przecież wiesz, że zawsze będziesz u nas na pierwszym miejscu, mimo że nie mieszkamy już razem.
- Tak, wiem córeczko - spojrzał na mnie i na Antka - chodźcie tu! no już! - przytulił nas do siebie
- Brakowało nam ciebie, wiesz?
- Zdaję sobie sprawę. - zamyślił się, po czym dodał - Macie ochotę na lody?
- TAAAAK!!! - Antoś wskoczył tacie na plecy - Ruszaj tato! - powiedział swoim słodkim głosikiem
- No to wio! - tato podniósł się z krzesła i niczym Superman pobiegł w kierunku drzwi. - Czekam na was przy wejściu! - krzyknął, a reszta rodzinki zebrała się w niecałe dwie minuty.
 Jeszcze nigdy nie widziałam takiego uśmiechu u mojego brata. Dobrze zrobiłam, zabierając go ze sobą. Był zachwycony Irlandią, tą rodziną, ja również nie przypuszczałam, że tyle szczęścia może mi dać obecność taty i rodziny, której na mnie zależało, choć nie widywaliśmy się codziennie. Chciałam, żeby wszystko po prostu szło własnym torem, aby było jak najlepiej, planowałam dobrze wspominać ten wyjazd.

Weszłam na swoje konto bankowe, sprawdziłam dostępne środki. Dwa tysiące. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech 'będzie na zioło' pomyślałam, ale zaraz skarciłam się za tą myśl. Życie nie polega na tym aby tylko się zjarać. Moje rozmyślania przerwała Rebeka, która zjawiła się w pokoju. - Idziemy do sklepu z Victorią - położyła mi dłoń na ramieniu - może wybierzesz się z nami kochanie?
- Bardzo chętnie, dziękuję ci mamo - wyrwało mi się, spojrzałam na nią ze zmieszaniem - Przepraszam - powiedziałam szybko
- Ojej, nic nie szkodzi kochanie. Mogę być twoją mamą jeśli tylko zechcesz
- Dziękuję

Z całodziennego łażenia po sklepach wróciłam z entuzjazmem i pełnymi torbami zakupów, jednym słowem byłam w y k o ń c z o n a , a zarazem usatysfakcjonowana, że mam w końcu kogoś z kim mogę pójść na zakupy, pośmiać się, powygłupiać, porobić coś szalonego, i od dawien dawna nie wysłuchiwałam różnych krytyk na temat mojego postępowania. Całe dnie spędzałam z Ojcem, lecz ciągle bałam się powrotu do domu. Nie powiedziałam mamie, że jadę do taty. Po prostu zostawiłam jej kartkę, ale nie przejęła się tym, ponieważ nawet nie zadzwoniła by spytać, czy dolecieliśmy bez problemów.

Dwa tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Antoś zabrał sobie na pamiątkę srebrny łańcuszek od Rebeki i zabawki, które kupił mu tata. Przez ten czas kiedy był u ojca czułam że jest szczęśliwy, John czytał mu bajki na dobranoc, oprowadzał po mieście, spędzał z nim sporo czasu. Cieszyłam się razem z nim.


*** 
W domu byliśmy po dwudziestej drugiej. Nie zastałam nikogo w domu. Rozpakowałam rzeczy i wrzuciłam do pralki. Resztę toreb z podróży zaniosłam do siebie na górę wraz z Antkiem na rękach. Ledwo go położyłam, a on już spał. Padł jak suseł, przykryłam go tylko i zgasiłam światło.  Zeszłam na dół i zrobiłam sobie gorącej herbaty. Kiedy woda się gotowała poszłam do łazienki i napuściłam sobie wody do wanny w celu odświeżenia się po podróży, tym samym chciałam nabrać sił na powrót do pracy. Po kąpieli udałam się do salonu. Włączyłam sobie film, jednocześnie zastanawiając się dlaczego nikogo nie ma w domu. Wzięłam do ręki kubek z gorącą herbatą kiedy zadzwoniła Nikki. 
- Siemka, widziałam jak wracasz z małym do domu, może byś wpadła?
- Nie za bardzo kochanie, dopiero co wyszłam z kąpieli, po za tym Antoś zasnął zaraz po powrocie i na dodatek nikogo nie ma w domu, nie mogę zostawić go samego. Chyba mnie rozumiesz, prawda?
- Nie ma sprawy, w takim razie jadę do ciebie i zostaję na noc - zarządziła z entuzjazmem.
- Ooo, jak miło! Czyli nie mam wyjścia, to już postanowione. - obydwie wpadłyśmy w śmiech
- Jestem za piętnaście minut, a i jeszcze jedno... zrób mi ciepłe kakao!
- Takie jak lubisz, z jedną łyżeczką cukru, pamiętam - udałam ironię
- No to cześć
- Czekam. 
 Po skończonej rozmowie poszłam do pokoju Nadine po dodatkowy koc dla Nikki. Moją uwagę przykuła kartka, leżąca na stole.  WIEM, ŻE POJECHAŁAŚ DO OJCA, ZROBIŁAŚ MI NA PRZEKÓR, POKRZYŻOWAŁAŚ NAM PLANY. MIMO TO WYJECHALIŚMY DO PARYŻA, NA KILKA DNI, TYLKO PROSZĘ CIĘ, NIE SPAL DOMU./ MAMA przewróciłam oczami porwałam ją na kawałki i wyrzuciłam do kosza. Akurat pojawiła się Cornelia
- Manu! tęskniłam za tobą - szturchnęła mnie w ramię
- Ja za tobą też - oddałam jej tym samym. 
- Ooo chodź tu! Przytule cię - wtuliła się od progu. Również ją przytuliłam. - Wchodź, zrobię ci kakao.
- Myślałam, że już czeka na mnie w salonie - spojrzała na mnie wrogo, po czym się uśmiechnęła.
  
*** 
Oglądając telewizję i skacząc po kanałach trafiłyśmy na mecz drużyny który transmitowali na żywo. Nikki od razu spodobał się Neymar. Dużo mi o nim opowiadała. Kiedy mieszkała jeszcze z Babcią, i siostrami oglądała jego wszystkie mecze. Ponadto dowiedziałyśmy się, że zagrają w tym miesiącu na stadionie, z naszą drużyną. - Usłyszałyśmy głos komentatora  Nie lada wyzwanie dla Detroit! Mecz odbędzie się na stadionie osiemnastego czerwca o godzinie czternastej, ilość miejsc niestety ograniczona. Czy Neymar zdobędzie kolejną ważną bramkę i drużyna wygra po raz kolejny z przeciwnikami? Nie wiadomo... wszystko zależy od nastawienia drużyny i ogromnego wsparcia kibiców. Widzimy się na stadionie. Mówił wasz.... Nie usłyszałam, bo Nikki od razu ściszyła telewizor i natychmiast podniosła się z miejsca
- Dawaj! idziemy! Patrz jaki przystojniak tam gra! - chwilę się zamyśliła - I tak pewnie nie mam u niego szans, ale chodźmy! Proszę! - zrobiła maślane oczka.
- No dobra zgoda! - dałam za wygraną. - Ale, ten facet nie powiedział przecież ile kosztuje bilet, a może powiedział, tylko nie dałaś mu skończyć - zaśmiałam się
- Zapytamy kogoś... Przecież to nie jest trudne, nie?
- Możemy sprawdzić w internecie - olśniło mnie
- No właśnie! - Nikki klasnęła w dłonie. 
Nie zastanawiając się dłużej, sprawdziłyśmy cenę biletów. Pięćdziesiąt dolarów od osoby, dodatkowo pięć procent zniżki, jeżeli wybieramy się z osobą towarzyszącą. 
- Idziemy! Idziemy! - Nikki zaczęła skakać tuląc się do mnie - SKACZ ZE MNĄ!
- Dobra, dobra wariatko - zrobiłam co kazała

Przegadałyśmy całą noc, naprawdę cieszyłam się, że mam taką przyjaciółkę. Była dla mnie naprawdę ważna. Gdyby tak bardzo nie zależało jej na tym meczu, wcale bym nie poszła, ale skoro ten Neymar wpadł jej w oko i musiała go zobaczyć zgodziłam się. Chciałam ją wesprzeć, tym bardziej, że przez ostatnie tygodnie nie miała lekko. Musiałam jej pomóc otrząsnąć się po ostatnich wydarzeniach.

12.06.2016

NOWE ŻYCIE 14

Z Fabianem zaczęliśmy spotykać się regularnie. Często bywałam u niego. Teraz też zamierzałam spotkać się z nim. Założyłam czarne legginsy, luźny beżowy top i czarne Air Maxy. Chciałam zrobić mu niespodziankę. Pod jego drzwiami byłam po niecałych piętnastu minutach. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył z nieokreślonym wyrazem, jakby na jego twarzy malowały się na raz zdziwienie, że to ja przyszłam do niego, oraz zadowolenie, że znów się widzimy.
- Niespodzianka! - krzyknęłam i rzuciłam mu się w ramiona. Nie odpowiedział, tylko od razu wziął mnie na ręce i zaczął całować zamykając nogą drzwi. Położyliśmy się na łóżku. Całowaliśmy się przez dłuższy czas, wkrótce przerwał je i spojrzał mi głęboko w oczy. 
- Dobrze znów cię widzieć. - powiedział między pocałunkami.
- Mhm... - odwzajemniałam pocałunki. Kiedy oboje nasyciliśmy się swoimi ustami zaczęliśmy swobodnie rozmawiać. 
- Opowiedz mi coś o sobie - zagadnęłam
- Nie wiem czy jest coś do opowiadania. Mieszkam sobie tutaj w tym mieszkaniu, chodzę do pracy, spotykam się z tobą...
- To już wiem, chciałam abyś powiedział mi coś o czym nie mam jeszcze pojęcia
- Moje życie jest nudne - odwrócił wzrok
- Mamy czas
- No więc miałem sporo dziewczyn, ojciec jest w Niemczech, a mama w Holandii. Są po rozwodzie.
Nie mam rodzeństwa, lubię dużo imprezować, czasem jaram zioło
- Robi się ciekawie 
- No, no - pocałował mnie znowu. - A jakie jest twoje życie?
- Zapewniam cię, że zanudzisz się na śmierć słuchając o moim
- Mamy czas - znów mnie pocałował
- No więc... - zbierałam myśli, jednocześnie zastanawiając się jak opisać życie szybko i tym samym sprawić by nie zaczął ziewać - Mieszkam z mamą i ojczymem, nie lubię jego córeczki, mam młodszego brata Antosia, mój ojciec rozwiódł się z mamą kilka lat temu, i wyjechał do Irlandii. Mieszka tam z nową kobietą Rebeką i jej dwójką dzieci, Andrewem i Victorią. Jeździmy do nich z bratem w każde wakacje, bo mama nie utrzymuje już kontaktu z tatą. Mam jedną przyjaciółkę, i to chyba wszystko, co powinieneś wiedzieć. A i nie mam szczęścia w miłości - zakończyłam swój monolog. 
- No, oszukałaś mnie.
- Dlaczego?
- Mówiłaś, że się zanudzę, a jest przeciwnie. Jest bardzo ciekawie.
- Bardzo - skwitowałam
- Chcesz coś do picia? - przerwał chwilową ciszę, jaka wisiała pomiędzy nami
- A co proponujesz?
- Colę, piwo, sok. I coś jeszcze... - zaczął mnie całować
- W takim razie poproszę Colę. - odsunęłam się od niego

Przyniósł dwie szklanki i butelkę. Najpierw nalał mi a następnie sobie. Kolejny raz dał mi buziaka i podał napój. 
- A może wyskoczymy gdzieś maleńka?
- Nie mogę, muszę iść do Nikki
- Przyjaciółki?
- Tak, zgadza się.
- W takim razie kiedy masz czas?
- Jutro? Myślę, że dam radę
- Przyjadę po ciebie
- Zgoda
Pożegnał mnie namiętnym pocałunkiem i ciągle całując odprowadził do drzwi czule tuląc mnie do siebie
- Do jutra kochanie
- Do jutra

Z Fabianem układało mi się cudownie. Mijały miesiące a my bardzo się ze sobą zżyliśmy. Tak myślałam do czasu kiedy zrobił się jakiś inny, obcy, czułam, że nie jest tak samo, że coś między nami pękło. Przyszedł do mnie do baru, siedzieliśmy, rozmawialiśmy, ale musiałam go zostawić, ponieważ poszłam zbierać się na zmianę. Kiedy wyszłam z zaplecza, nie wierzyłam w to co widzę. Siedział z jakąś brunetką i muszę przyznać, że z dość ładną. Na początku nie mogłam skojarzyć skąd ją znam, ale później dotarło do mnie, że kiedyś byłyśmy ze sobą dość blisko zaprzyjaźnione, a teraz utrzymywałyśmy znikomy kontakt.
Postanowiłam nie robić mu scen, więc udałam, że nie widzę ich razem i po prostu wykonywałam swoje obowiązki. Kilka dni później, kiedy leżałam w jego objęciach był jakiś podenerwowany, jakby chciał się uwolnić ode mnie. Dostał wiadomość. Na początku nie reagował, ale jego zachowanie stawało się coraz bardziej nieznośne. Czekałam na moment kiedy będę mogła przejrzeć jego telefon. Nie chciałam tego robić, ale myśli nie dawały mi spokoju. Bałam się po raz kolejny stracić miłość, od tak wypuścić ją z rąk. Poszedł do toalety. Nie czekając chwili dłużej chwyciłam jego telefon i weszłam w wiadomości. Był od Dorothy. Spotkamy się? Nawet nie wiesz jak się za Tobą stęskniłam. Czekam u mnie. Przyjdź, proszę./ D Przyłożyłam dłoń do ust, nie wierząc w to co widzę. Rozkojarzona już miałam odłożyć telefon na miejsce, kiedy Fabian wszedł do pokoju i złapał mnie na gorącym uczynku. Nie czułam się z tym źle, że grzebałam mu w prywatnych rzeczach, w końcu byliśmy razem już jakiś czas i miałam prawo wiedzieć, czy niczego przede mną nie ukrywa i moja intuicja po raz kolejny mnie nie zawiodła. Widziałam że chciał coś powiedzieć, ale go ubiegłam.
- Możesz mi wytłumaczyć do cholery co się tutaj dzieje? Co ma znaczyć ta wiadomość? Cholera! Fabian, zaufałam ci, a ty tak mnie traktujesz? Zauważyłam, że ostatnio jesteś jakiś nie swój, ale nigdy nie podejrzewałam cię o to, że możesz mi zrobić coś takiego.
- Przestań robić mi sceny zazdrości! Wiesz doskonale, że nie podoba mi się nikt oprócz ciebie. Manuela zrozum to w końcu.
- Chciałabym, Fabianie, ale za bardzo mnie to zabolało. - Czułam jak łzy stają mi w oczach
- Była ładna, sama to potwierdzisz.
- Jak możesz... - czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Wiem dobrze, że ci się podoba. Widziałam jak na nią patrzysz. I do tego jeszcze akurat musiałeś wybrać moją koleżankę.
- Co z tego, że jest twoją koleżanką?
- Szkoda mi słów na ciebie. - zaczęłam zbierać swoje rzeczy. 
- Dobrze się składa, bo mi na ciebie też. Zachowujesz się jak furiatka
- A ty jak alfons
- To koniec
- Co za ulga - powiedziałam w złości, choć tak naprawdę czułam jak pęka mi serce, jak rozsypuje się na kilka małych kawałeczków, raniąc mnie od środka. - Żegnaj.
- Nara dupcio
Westchnęłam, biegłam do domu, płacząc i zastanawiając się gdzie przez ten cały czas miałam oczy.

~ FABIAN ~

Manuela wydawała się być inna. Nie wiedziałem, że jest aż taką zazdrośnicą. Miałem tego dość, musiałem z nią zerwać. Z dnia na dzień wydawała się coraz bardziej podejrzliwa, denerwowało mnie to, nie lubiłem gdy ktoś mnie kontrolował. Poznałem Dorothy całkiem niedawno, urzekła mnie jej uroda i prawdę mówiąc Manuela nie mogła jej pod tym względem dorównać. Zdecydowanie lepsza. Codziennie zaskakiwała mnie swoim temperamentem. Nie to co Manuela, czułem, że z każdym dniem do naszego związku wkrada się monotonia. 

~ MANUELA ~

Minęło kilka dni odkąd rozstałam się z Fabianem, mimo to nie potrafiłam o nim zapomnieć. Był dla mnie naprawdę kimś wyjątkowym, miałam do siebie żal o to, że nie potrafię zatrzymać przy sobie żadnego faceta. Długo myślałam o tym, co mi powiedział. Może faktycznie byłam chorobliwie zazdrosna, może faktycznie oni tylko się spotykali, jako znajomi. Ale z drugiej strony znajomi nie wysyłają do siebie wiadomości takiej treści. Tylko, wewnątrz mnie, podświadomie czułam, że muszę o niego walczyć. Kiedy był w pobliżu czułam się wyjątkowa, zawsze sprawiał, że miałam w sobie tyle bliżej nieokreślonych emocji. Nie zastanawiając się długo zalogowałam się na portal społecznościowy. Pierwsze co chciałam zobaczyć, to jego aktywność. Był! Serce podskoczyło mi do góry. Mimo, że tak bardzo mnie zranił, nie mogłam go stracić. Nie marnując czasu, napisałam do niego.
- Cześć, jak tam? - siedziałam w napięciu, czekając na odpowiedź.
- Zajebiście, a tu? - zdziwiłam się, że odpisał. Ale nagle poczułam złość, że nie przeżywa po naszym rozstaniu, że nie stara się o mnie walczyć, nie prosi mnie bym wróciła.
- Aż tak ci się poprawił humor, od naszego rozstania? - szczerze mówiąc, spodziewałam się innej reakcji
- Zawdzięczam to pewnej dziewczynie
- Ah tak? Komu? - łzy natychmiast napłynęły mi do oczu. Wyobraźnia nasuwała mi różne scenariusze. Wyobrażałam sobie inną dziewczynę na moim miejscu. Jak leży obok niego, jak przeżywa wspaniałe chwile właśnie z nim
- DOROTHY 
Nie byłam w stanie zrobić nic więcej. Trzasnęłam klapką laptopa. Nie wierzyłam w to co widzę. Bez zastanowienia ubrałam szybko buty i wiedziałam do kogo pójdę. 


***

Czułam się jak w amoku, szłam automatycznie, na wstrzymanym oddechu. Znałam drogę na pamięć. Nie czułam nic, oprócz tego że serce przeszywa mi się na wskroś. 
- Eh, Fabian od początku wydawał mi się podejrzany - mówiła dalej Nikki podając mi kubek z ciepłym kakao. - Nie wiedziałam że jest do tego zdolny. A po Dorothy szczególnie bym się nie spodziewała, zwłaszcza że kiedyś byłyście blisko.
- No właśnie, to było kiedyś. Nie miałam z nią kontaktu od dwóch lat. Co poradzisz, idę do przodu.
- I to jest najlepsze, co możesz w tej chwili zrobić
- Słuchaj - zagadnęłam - a zostały ci jeszcze dragi jakieś? - dokończyłam bardzo niepewnie.
- Nie, przykro mi
- To dzwonię do Matthewa
- Spoko
- Zioło wezmę
- Spoko, ja też
- OK
- To za facetów i przez facetów... Każdy buch za frajerów - zaśmiałyśmy się i chwyciłam za telefon aby zamówić towar.


Matthew zadzwonił do drzwi. Poleciałam otworzyć. Zastałam go z paczką w rękach.
- Ile płacę? - zapytałam, sięgając po portfel
- Jak dla was za darmo, wystarczy, że odpalicie mi coś tam. Mogę wejść?
- Jasne - zamknęłam drzwi nogą i poszliśmy na górę.

- Nauczę was jak się jara zioło - Matthew wyciągnął lufkę
- OK - Nikki była wniebowzięta. Zaciągałyśmy się a ja z każdym buchem zapominałam o Bożym Świecie. Było tak zajebiście oderwać się od codzienności i problemów. To było życie... Co tydzień brałyśmy kolejny towar, który starczał nam do końca tygodnia i tak w kółko. Każde wyczekiwanie było porównywalne do kogoś kto cały miesiąc czeka na wypłatę, bo po tygodniu w lodówce widzi już tylko pojedyncze produkty i światło. Nie szkoda nam było forsy. Rządziłyśmy tym tak, aby starczało na nas dwie i każda była zadowolona, ale w końcu zaczęło brakować kasy, którą musiałam dokładać również do domu, ale też na własne potrzeby i brata. Jedynym wyjściem było polecieć do taty. Wiedziałam, że zawsze mogę na niego liczyć, również jeśli chodziło o wsparcie finansowe. Musiałam poprosić go aby przelał choć dwa tysiące na moje konto bankowe na którym do niegdyś był spadek po zmarłej babci. Zostały jakieś oszczędności, ale z pewnością nie uzbierało by się na kolejny towar.


***

Antoś ucieszył się z wiadomości, że wyjeżdżamy na trochę do taty. Mama nie chciała, abyśmy utrzymywali jakiekolwiek kontakty z Johnem. Nie rozumiałam jej, ale w końcu Tomasz miał na nią zły wpływ. Wyjechaliśmy na lotnisko o godzinie piątej nad ranem, łącznie z odprawą wsiedliśmy do samolotu o godzinie dziewiątej. Brat był bardzo zmęczony tak więc, zanim samolot wystartował zasnął. Lot trwał dwie godziny. Nie zmrużyłam ani na chwilę oka. Wstyd było mi przyznać się przed ojcem, że potrzebuję takiej sumy pieniędzy, mimo że pracuję. Jednak również nie powiem mu że są to małe sumy i ledwo starcza na nasze potrzeby jedzenie i chociaż gram Marihuany. Nie wiedziałam też jak przyjmie mnie Rebeka. Nie odzywałam się przez dłuższy czas, a zarazem głupio było by wpaść na jeden dzień, wziąć pieniądze i odlecieć następnego. Gdy podróż dobiegła wreszcie końca, postanowiłam, że zostaniemy co najmniej dwa tygodnie. Zadzwoniłam do Matthewa i oznajmiłam, że dwa tygodnie muszą sobie poradzić beze mnie. Antoś nie chodzi jeszcze do przedszkola, więc nie miałam wyrzutów sumienia, że opuści szkołę. Mimo tego wszystkiego cieszyłam się, że ponownie zobaczę ojca i poznam się bliżej z Rebeką i moim przyrodnim rodzeństwem. Dwie godziny rozmowy na skejpie nie wystarczały. Było to bowiem coś innego, niż codzienna obecność. Pierwszy raz cieszyłam się z podjętej przez siebie decyzji.


11.06.2016

NOWE ŻYCIE 13

Weszłam do baru. Od wejścia dało się słyszeć Brandona, który rozmawiał z Eriką. 
- Noo i po prostu wziąłem to co na co miałem ochotę, a najlepsze jest to, że nie protestowała. Bo widzisz, żadna nie może mi się oprzeć. - zaśmiał się Brandon i przybił sobie piątkę z Eriką, która siedziała na kolanach Matthewowi
- Gorzej jak dzieci, wy dalej o tym samym? Chyba nigdy ci się nie znudzi granie palanta, prawda Brandon? W sumie nie musisz grać, bo od zawsze nim byłeś - spojrzałam ze współczuciem na tą zołzę, a później w stronę Brandona. Napawał mnie obrzydzeniem.
- Siemks piękności - powitała mnie z żartem
- Siemks odwrotności piękna - skwitowałam, nie mogąc się powstrzymać
- Stul pysk szmato - powiedziała ironicznie
- Tylko na to cię stać? słabo kochana - odpowiedziałam z uśmiechem zakładając fartuszek
- Wzajemnie, a gdzie łatwa Nikki?
Nie odpowiedziałam. Wyszłam z zaplecza i obsłużyłam pierwszego klienta. Był to wysoki blondyn który od razu wpadł mi w oko. - Cześć piękna - powiedział - daj mi drinka
- Cześć - podałam
- Dziękuję, ile płacę?
- Dwanaście sześćdziesiąt  - odpowiedziałam posyłając mu uśmiech - zapłacił kładąc na ladę również swój numer telefonu - zadzwoń mała
- Postaram się - odrzekłam, a w zasadzie skłamałam, ten tylko posłał mi uśmiech i usiadł do stolika. Nikki pojawiła się w drzwiach frontowych i od razu wyczułam zmianę nastroju na 'zajebisty'
- A co ty taka szczęśliwa? - powitałam ją standardowo całusem w policzek
- A wiesz... Kacper potrafi poprawić mi humor, podwiózł mnie i tak jakoś mnie rozbawił
- OK - odpowiedziałam, nieznajomy niebieskooki blondyn posyłał mi uśmiechy i puszczał oczka, po chwili wyciągnął papierosa.
- Przepraszam nieznajomy - zwróciłam się do niego - zakaz palenia w lokalu - uśmiechnął się tylko i wyszedł zapalić.
- Kto to jest? - Nikki dała mi kuksańca w ramię uśmiechając się
- Nie wiem, ale podoba mi się - odpowiedziałam
- A co z Nikodemem?
- Nie wiem, spotykamy się tylko...
- No ja nic nie mówię - obie wpadłyśmy w śmiech - idę na zaplecze - powiedziała
- Ok... mała, uważaj na Erikę
- Zaraz... jak to Erikę? - widziałam jak Nikki rzednie mina
- Miałam nie przyjemność ją zobaczyć i się o tym dowiedzieć.
- Jebać ją, najważniejsza praca - Nie dała sobie zepsuć humoru i to mnie cieszyło
- Otóż to! - uśmiechnęłam się i posyłałam uśmiechy tajemniczemu chłopakowi, który właśnie ponownie się pojawił.


***

Minęło kilka dni, od spotkania nieznajomego w barze. Postanowiłam zadzwonić, bo nie mam nic do stracenia. Moje zamiary wyprzedził Nikodem, który akurat teraz musiał zadzwonić.
- Kochana, idziesz dzisiaj do pracy?
- A dlaczego pytasz?
- No bo bym wpadł do ciebie
- Nie wiem, źle się czuję
- No dobrze, to pa
- Pa... - odpowiedziałam zaskoczona i wystukałam numer na klawiaturze, nie wiem co mnie podkusiło. Spotykałam się z Nikodemem, ale przecież nic sobie nie obiecywaliśmy, byliśmy w układzie bez zobowiązań. Położyłam się na łóżku. Odebrał pociągający głos.
- Jednak zadzwoniłaś
- Tak, co u ciebie?
- A nic ciekawego, właśnie wybierałem się do baru aby znów cię zobaczyć
- Akurat teraz nie ma mnie w pracy, nie moja zmiana
- A będziesz?
- Nie wiem, coś źle się czuję
- Przyjdź dla mnie
- Muszę przyjść, niezależnie od tego czy dla ciebie, czy nie
- O której zaczynasz?
- O szesnastej, ale nie przedstawiłeś mi się jeszcze, nie uważasz, że to dziwne?
- Nie było okazji, ale przepraszam za moje złe maniery. Już naprawiam swój błąd. Nazywam się Fabian, a ty zapewne Manuela. Przyjadę po ciebie, gdzie mieszkasz?
- Za rogiem baru, dziesięć minut drogi - zbywałam go, przestraszyłam się, nie byłam przygotowana na to że od razu będzie chciał się spotkać, a co dopiero po mnie przyjechać!
- Ślicznotko, podaj dokładny adres...
Zrobiłam jak kazał, po czym usłyszałam odpowiedź
- Przyjadę o piętnastej pięćdziesiąt
- OK
- Pa
- Na razie - położyłam się na łóżku i czekałam aż złe samopoczucie przejdzie, udało się.

~ NIKODEM ~

Od czasu imprezy naprawdę czułem coś do Manueli, ale ostatnio nie mamy dla siebie czasu. Poznałem Kelly, w klubie tam gdzie Manuelę. Ale czarnowłosa Kelly ma coś w sobie, coś czego nie ma Manu. Jest inna, bardziej mnie pociąga. Umówiłem się z nią o szesnastej w barze. Pojechałem po moją wybrankę i pojechaliśmy do IMAGINARY* Weszliśmy i zamówiłem drinki - jeden dla Kelly - taki jak lubiła Manuela i jeden dla mnie, usiedliśmy przy stoliku, pocałowała mnie. Odwzajemniłem pocałunki, gdy nagle...
  

~ MANUELA ~

Fabian otworzył mi drzwi. Nie było klientów, oprócz pary siedzącej przy stoliku pod oknem, chłopak był mi znajomy... Tak... wiedziałam, że skądś go znam, to Nikodem! Nie wierzyłam własnym oczom.
- Nikodem?! co ty tu robisz?
- Man... Manuela - zmieszany moją niespodziewaną obecnością zaczął się jąkać. - Wszystko ci wyjaśnię
- Już wszystko wiem! - krzyknęłam - nie pisz do mnie więcej, rozumiesz?
- Dobrze, jak chcesz... - zmierzył mnie i kontynuował pocałunki z Kelly
- To wszystko?! Jesteś bezczelny
- Nara - odpowiedział - czułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Przewróciłam oczami
Przebrałam się, wzięłam sok dla Fabiana a dla siebie Colę Light na koszt firmy. Przyniosłam do stolika.
- Dlaczego tylko sok? - odrzekł
- Przecież prowadzisz - uśmiechnęłam się
- No tak, racja - odwzajemnił uśmiech.

~ FABIAN ~

Spodobała mi się ta mała. Wypiłem sok  i czekałem aż skończy pić swoją Colę. Zabrałem ją do siebie, chciałem ją poznać bliżej, miała w sobie coś niezwykłego. Była śliczna i bardzo mnie pociągała. Nie wiem kim był ten pajac, ale mam to w dupie. Nie oddam jej, nie zamierzałem.


~ MANUELA ~ 

Kiedy byliśmy już u niego, zebrałam się na odwagę i w końcu zapytałam dlaczego tak bardzo zależało mu na tym spotkaniu, skoro widział też zaistniałą sytuację, która miała miejsce w barze. Usiadłam na łóżku czekając na odpowiedź.
- Mała, spodobałaś mi się i tyle. Skoro facet ma dziewczynę, to po co drążyć temat?
- Masz rację, po prostu się mną zabawił. 
- Niech żałuje, bo nie wie co stracił - puścił mi oczko
- Ty podrywaczu - uśmiechnęłam się
- Ile masz lat? - zapytał niespodziewanie
- Dziewiętnaście a ty?
- Dwadzieścia dwa
Długo jeszcze rozmawialiśmy, bałam się angażować, bałam znów się sparzyć. Kiedy nadszedł wieczór, zabrałam swoje rzeczy i udałam się do domu. Kiedy miałam właśnie kłaść się spać, Fabian do mnie zadzwonił.
- Stęskniłeś się?
- Za tobą zawsze - odpowiedział - kiedy znów się spotkamy?
- Nie wiem, odezwę się do ciebie, jak tylko znajdę czas
- Czekam z niecierpliwością
- Dobranoc
- Dobranoc, mała.
 
Długo jeszcze o nim myślałam, ale ciągle też nie dawała mi spokoju myśl o Nikodemie i o tym jak mnie potraktował. Przeżyłabym jeśli przyszedł by do mnie i oznajmił mi, że nie chce się już ze mną spotykać, ale on wolał przyjść do baru z jakąś dziewczyną i postawić mnie przed faktem dokonanym. Nie mogłam tego zrozumieć. Starałam się o to, żeby było między nami dobrze, obiecywał mi tyle rzeczy, wciskał do głowy te wszystkie kłamstwa, jak bardzo się we mnie zakochał. To było podłe. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego moje życie opiera się tylko na niepowodzeniach. Za szybko ufam ludziom i to mnie gubi. Długo nie mogłam zasnąć. Zeszłam na dół. Mama leżała na kanapie i oglądała serial, wyczuła, że coś jest nie tak, więc podniosła się i pytającym wzrokiem przywołała mnie do siebie, abym jej wyjaśniła. Mimo, że między nami bywa różnie, wiem, że matka jest jedna, dlatego bez słowa usiadłam obok niej i mocno się w nią wtuliłam. Opowiedziałam jej o tym co mnie gnębi, pocieszała mnie do chwili kiedy zasnęłam.


* Bar ' IMAGINARY ' w rzeczywistości nie istnieje, powstał na potrzeby historii.