30.06.2016

NOWE ŻYCIE 19

~ MANUELA ~

Czułam się jak w amoku. Z lekkim opóźnieniem dochodziły do mnie słowa Tomasza. Kiedy się ocknęłam zrozumiałam, że mam spakować siebie i Antka, od tak wynieść się z mojego domu, domu w którym się wychowałam, w którym znam na pamięć każdą deskę. Nie mogłam niczego zrozumieć. Nie miałam ochoty już walczyć. Zamiast krzyczeć, poszłam na górę i przystąpiłam do pakowania. W głowie szumiały mi słowa Tomasza, jak bardzo nienawidzi mnie i brata, że nas nie kocha, nigdy nie kochał. Mechanicznie przekładałam ubrania z szafy prosto do dużej walizki. Kiedy skończyłam pakować swoje rzeczy, zajęłam się ubraniami Antka. Słyszałam jak wspina się na górę, kiedy wszedł stanął jak słup soli, nie do końca pojmując co robię.
- Dlaczego chowasz moje ubrania Manela?
- Nie chowam. Pakuję. 
- Ale dlaczego? Te ubrania są na mnie dobre. Nie możesz ich wyrzucić.
- Antek, wyprowadzamy się rozumiesz?! - straciłam panowanie nad sobą, ale natychmiast tego pożałowałam, bo zobaczyłam strach w jego małych oczkach.
- Ale...
- Dlaczego? - upewniłam się, czy właśnie o to chciał zapytać, skinął główką. - Dlatego, że Tomasz nas nie kocha i mama chyba też już nie.
- Byłem niegrzeczny?
- Byłeś bardzo grzeczny, jesteś. Może kiedyś to zrozumiesz. A teraz chodź tu - rozłożyłam ramiona, podbiegł i mocno się we mnie wtulił.
- Manela...a gdzie teraz pójdziemy? - zapytał po długiej chwili milczenia.
- Nie wiem kochanie, może do Cioci. A później... nie wiem... później coś się wykombinuje.
- A tata? Też nas nie kocha? Czemu nie pojedziemy do niego?
- Tatuś mieszka daleko. Tutaj masz wszystko na miejscu. I masz tutaj wielu kolegów - Mały zaczął płakać.

Taksówka podjechała punktualnie. Miły pan pomógł zapakować nasze walizki, a kiedy byliśmy już w środku, podałam adres, pod który ma się udać. Chwyciłam Antka za dłoń, aby trochę się uspokoił. Poskutkowało. W drodze do Ciotki miałam mieszane uczucia, nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, tym bardziej, że nie będę sama, tylko z dzieckiem, które potrzebuje opieki i troski.

***

- Jak ty sobie to wyobrażasz dziecko? - zapytała mnie Ciotka, podając mi kubek kawy. - Pij, postawi cię na nogi. Marnie wyglądasz. W ogóle o siebie nie dbasz.
Antek siedział smutny i zmieszany. Nie dziwiłam się, bo nie przywitała nas promiennie.
- Ciociu, nie wymagam od ciebie mieszkania na stałe, tylko na jakiś czas...liczyłam na ciebie, ponieważ jesteś siostrą mamy. Dopóki sobie czegoś nie znajdę... miesiąc, dwa. Obiecuję. Antek jest malutki. Potrzebuje domu, ciepłych posiłków, opieki. 
- Słucham? Na miesiąc? Dwa? Jak ty sobie to wyobrażasz? Nie zgadzam się w żadnym wypadku. Nie ma takiej opcji. Wiesz, że u mnie nie ma zbyt dużo miejsca, sama mieszkam w klitce. 
- To chociaż na tydzień? Ewentualnie jedną noc. - Nie poddawałam się, próbując ją przekonać. 
- Nie
- No nic, w takim razie dziękuję za gościnność - posłałam jej uśmiech
- Przykro mi. Poszukaj pomocy gdzie indziej.

Nie wierzyłam, że ludzie potrafią być tacy bezduszni. Kto jak kto. Ale najbliższa rodzina zaraz po matce? Nie mogłam zrozumieć. Nie widziałam innego wyjścia, jak zadzwonić do Nikki. Tylko ona mi została. Zgodziła się bez chwili namysłu, więc szybko zabrałam Antka. Udało nam się złapać taksówkę, Antek był bardzo zmęczony. Dwadzieścia minut później staliśmy już pod jej drzwiami. Otworzyła i bez powitania wpuściła nas do środka. 
- Jestem na ciebie zła - zaczęła
- Za co? - odpowiedziałam, wieszając nasze kurtki na wieszaku.
- Za to, że nie powiedziałaś od razu, że nie masz gdzie mieszkać. Tylko łaziłaś po jakichś ciotkach, które mają cię serdecznie w dupie. 
- Nie chciałam ci robić kłopotu. - rozpakowywałam rzeczy
- Szafa małego jest po prawej, zrobiłam miejsce, a ty możesz zająć sobie szuflady w komodzie pod oknem - wskazała ruchem ręki. - Dobrze wiesz, że dla ciebie zawsze znajdzie się kąt.
- Nie będę mogła zatrzymać się u ciebie na stałe
- A w czym problem? 
- Nie chce zakłócać wam spokoju
- Co? jakiego spokoju? Mam już dość tej ciszy. Lubię Antosia wiesz o tym
- Nie chcę robić problemów
- Oj już przestań marudzić. 
- Nikki, naprawdę ci dziękuję
- Nie dziękuj, możesz zostać ile chcesz
- Dopóki sobie czegoś nie znajdę
- Nic już nie mów do cholery, tylko się przytul
Odetchnęłam z ulgą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz