31.10.2016

NOWE ŻYCIE 41

~ MANUELA ~ 

Obudziłam się pełna wigoru, spojrzałam przez okno, na niebie świeciło słońce. Założyłam luźną tunikę i zrobiłam sobie śniadanie. Kiedy skończyłam posiłek zdałam sobie sprawę, że w domu nikogo nie ma. Na stole leżała karteczka od Nikodema, wyjaśnił w niej, że zaprowadził Antka do przedszkola i pognał do baru. Uśmiechnęłam się sama do siebie, wiedziałam, że jestem szczęściarą mając u boku takiego wspaniałego faceta, jakim był Nikodem. Korzystając z ładnej pogody, pomyślałam, że umyję okna. Nalałam sobie wody do miski, zanurzyłam w niej ścierkę i solidnie wykręciłam. Aby sięgnąć ram, musiałam wdrapać się na stołek. Kiedy wszystkie ramy lśniły zabrałam się za szyby. Udałam się w tym celu do łazienki po płyn i ręcznik papierowy. Nagle poczułam, że robi mi się słabo. Usiadłam na podłodze. Po chwili zwijałam się z bólu, nie wiedziałam co się ze mną dzieje, i wtedy poczułam, jak odchodzą mi wody. Zdałam sobie sprawę, że już jest ten czas. P O R Ó D . Ostatkiem sił doczołgałam się do kuchni i sięgnęłam ze stołu komórkę. Wykręciłam numer. Po piętnastu minutach przyjechało pogotowie. Byłam przerażona. Czułam, jak świat zaczyna mi wirować. Zasłabłam. 

***

Obudziłam się na sali porodowej. Nade mną stało kilku lekarzy i dwie pielęgniarki. Dziecko bardzo chciało wyjść na świat, co objawiało się silnym bólem miednicy. Myślałam, że znów zemdleję. W końcu po trzech godzinach zmagań, urodziłam. Po ciężkim wysiłku odetchnęłam z ulgą. Czułam się wykończona. Nie byłam pewna, czy poradzę sobie z wychowaniem tak malutkiego dziecka. Bałam się, że nie dam mu tej miłości, jaką chciałabym mu okazać. Z rozmyślań wyrwały mnie słowa położnej.
- Gratuluję pani Manuelo. Urodziła pani zdrowego chłopca - uśmiechnęła się do mnie życzliwie
- O jejku, naprawdę? Tak się cieszę. - Uroniłam łzę - Czy ja mogę go potrzymać?
- Ależ tak, jak najbardziej. - Uprzejma pielęgniarka wręczyła mi malutkie zawiniątko. Dziecko było śliczne. Czułam jak po policzkach lecą mi kolejne łzy szczęścia. 
- Przepraszam, czy mogę je zabrać? Musimy przeprowadzić jeszcze kilka szczegółowych badań. A pani powinna odpocząć, to był na prawdę męczący poród. 
- Dobrze, wierzę, że otoczycie państwo moje dziecko najlepszą opieką
- Co do tego nie powinna mieć pani żadnych wątpliwości - posłała mi kolejny pełen życzliwości uśmiech
- Dziękuję. - Ostatni raz spojrzałam na maluszka, i zawieziono mnie do sali.
W pokoju byłam sama. Nie mogłam ukryć radości. Od razu pokochałam to bezbronnego maluszka 
- Dzień dobry - Lekarz wszedł do sali 
- Bardzo dobry - uśmiechnęłam się
- Jak się pani czuje?
- W porządku
- Nasza dziewczyna z pogotowia, zabrała ze sobą pani telefon komórkowy i prosiła, abym go pani przekazał. Pomyślała, że może się pani przydać, gdyż zostanie pani z nami jeszcze przez co najmniej trzy dni, na obserwacji
- Proszę ode mnie podziękować ratowniczce - Posłałam mu bardzo szeroki uśmiech 
- Będę pamiętał. A to pani telefon, proszę - wręczył mi komórkę.
- Jeszcze raz dziękuję. 
Spojrzałam na wyświetlacz. Dwadzieścia połączeń od Nikodema. Nie odebranych. Bez namysłu oddzwoniłam, odebrał po dwóch sygnałach
- Manuela! Co się z tobą dzieje? Gdzie jesteś? - Usłyszałam zmartwienie w jego głosie - Antek za tobą płacze
- Przepraszam, nie miałam jak ci powiedzieć wcześniej. Ale jestem w szpitalu
- W szpitalu? - Zapytał z przerażeniem
- To nic poważnego - mówiłam do niego radosnym głosem.
- Co się stało?
- Mamy syna - powiedziałam to prawie płacząc ze szczęścia
- W którym szpitalu jesteś? - Podałam mu adres - Zaraz będziemy - usłyszałam, po czym zakończyłam połączenie. 
Chłopcy pojawili się w ciągu dwudziestu minut. Antoś był pobudzony i nieustannie szukał wzrokiem dziecka, rozglądając się po sali. 
- Martwiliśmy się o ciebie - zaczął mały
- Tak, to prawda - dodał Nikodem, siadając na krześle obok łóżka. - Dobrze wyglądasz 
- Jasne - uśmiechnęłam się. - Wyglądam okropnie. Jestem wymordowana, nie spodziewałam się, że to aż tak boli 
- Jesteś silna, zawsze to wiedziałem. - złapał mnie za rękę - A gdzie jest nasz syn?
- Lekarze wzięli go na badania. Niedługo powinien być już z nami
- W takim razie poczekamy na niego - spojrzał na mnie i przysunął się aby mnie pocałować. Odwzajemniałam pocałunki.
- Manela, chcesz pomarańcze? - Antoś przerwał nam, kiedy spojrzałam w jego stronę potrząsał reklamówką pełną owoców, jogurtów i wielu innych produktów
- Oczywiście, ale nie teraz, nie mogę nic przełknąć. Dziękuję. Możesz poukładać to wszystko na mojej szafce.
- Dobrze siostrzyczko. Nie mogę już się doczekać kiedy zobaczę dzidziusia - przytulił się do mnie
- My też nie - objęłam go.
Nikodem szukał czegoś w torbie.
- Przyniosłem ci książkę, gdyby tutaj ci się nudziło - pomachał mi książką przed oczami
- Jesteś kochany, skąd wiedziałeś, którą teraz czytam?
- Leżała na łóżku, z zaznaczoną stroną
- Dziękuję
- Nie masz za co. Aa i przyniosłem ci kilka ubrań na zmianę - wskazał na torbę
- Nie wiem jak ci się odwdzięczę - uśmiechnęłam się 

***

- Jest śliczny - Nikodem trzymał dziecko na rękach
- Po tacie - uśmiechnęłam się do męża
- Nikodem ma rację, jest śliczny - Wtrącił się Antoś - Czy ja też mogę potrzymać? - zapytał
- Możesz, ale ja będę trzymał z tobą, dobrze? - zaproponował Nikodem
- No dobrze - Antoś się uśmiechnął i trzymał przez chwilę mojego synka na rękach
- Jak go nazwiemy? - Nikodem zapytał, kiedy dziecko zasnęło, po sytym karmieniu.
- Nic nie przychodzi mi do głowy - odpowiedziałam bezradna
- Ja też nie mam pojęcia
Zastanowiłam się chwilę, patrząc przez okno. 
- Alan brzmi ładnie, prawda?
- Bardzo - uśmiechnął się. 
- A tobie się podoba? - zwróciłam się do Antosia
- Tak, moje imię też zaczyna się na literę A
- Masz rację - zaśmiałam się.
- Więc Alan. - zaoponował Nikodem. 

*** 

Zaczęłam czuć się już lepiej. Samodzielnie byłam na siłach iść do łazienki. Żołądek przestał się opierać, i po całych dwóch dniach głodówki w szpitalu byłam w stanie cokolwiek przełknąć. Sięgnęłam po jogurt naturalny i maślane bułeczki. Kiedy się najadłam, pochłonęła mnie lektura. 
- Nie przeszkadzamy? - W drzwiach sali pojawiła się Nikki z Neymarem i Davim
- Nie, skąd. Miło, że przyszliście. 
- Słyszałam, że masz syna - Nikki ucałowała mnie serdecznie. - Gratuluję
- Tak, Alanek. Jest piękny
- Pokażesz nam go? - Neymar dołożył sobie krzesło z sąsiedniego pustego łóżka i dosiadł się do Nikki, która trzymała Daviego na kolanach
- Bardzo bym chciała, ale jest jeszcze w inkubatorze. Jutro powinnam dostać wypis. 
- To wspaniale. Gdy tylko Nikodem nam o wszystkim opowiedział, pomyśleliśmy, że miło by było was odwiedzić
- To cudowny gest - uśmiechnęłam się
- A co na to Nikodem? - zagaiła Nikki 
- Jest zauroczony Alanem. Wczoraj siedzieli z Antosiem przy nas do późnego wieczora, z trudem udało mi się ich przekonać, że już późno i że nie pogniewam się, jeśli pójdą.
- Cały Nikodem - zaśmiała się Nikki - Znam go już tyle lat, nic się nie zmieniło - uśmiechnęła się.
- Jest naprawdę wspaniały. - Odparłam - Cieszę się, że został ojcem mojego dziecka.

29.10.2016

NOWE ŻYCIE 40

~ NIKKI ~

Dzień zapowiadał się pracowicie. Musiałam uporać się z dokumentacją na koniec miesiąca. Zjadłam szybkie śniadanie, i popędziłam do pracy. Jak się okazało nie byłam w nim pierwsza. Zajrzałam na zaplecze i ujrzałam Brandona, czułam jak uderza we mnie fala gniewu. Starałam się zachować zimną krew, zmusiłam się do uśmiechu, przecież minęło już sporo czasu, od naszego ostatniego spotkania. 
- Cześć - zagadnęłam
- Cześć - powitał mnie również promiennie
Każde z nas starało zachowywać się tak, jakby nigdy nic się nie stało. 
Wymieniliśmy między sobą krótkie spojrzenia. Rozejrzałam się po zapleczu. Zajęłam miejsce przy służbowym laptopie i zabrałam się za dokumentację. Zajęło mi to dwie godziny. Kiedy posegregowałam papiery, zamieniłam się z Brandonem. Ja poszłam za bar, a on obsługiwać. Wycierałam ladę, kiedy w drzwiach pojawiła się Manuela
- Co ty tutaj robisz? Miałaś odpoczywać! - skarciłam ją
- Wiem, ale naprawdę dostaję bzika
- Może soku? - wskazałam na butelkę napoju pomarańczowego. 
- Chętnie - Manuela usiadła na wysokim krześle, i zdjęła obszerny płaszcz, kładąc go na krzesełku obok. Podałam jej sok i powróciłam do ścierania lady
- Nikki, co tam u ciebie? Czuję, że mam ogromne braki... - westchnęła
- A wiesz... Nic ciekawego. - Chciałam zmienić temat, aby jej nie martwić. - A jak tam twój maluszek? - zapytałam wskazując na jej duży brzuch
- Daje trochę popalić
- Co się dziwić, będzie z niego bokser - zaśmiałyśmy się obie, po czym wróciłam do pracy. Właśnie układałam trunek na półkach, gdy ktoś zawołał
- Poproszę soczek jabłkowy
Zaśmiałam się i podałam napój Daviemu
- Stęskniliśmy się już - wyjaśnił Neymar po czym pocałował mnie w policzek, następnie przywitał się z Manuelą
- Tak się cieszę - nie skrywałam zachwytu
- Nikki, a tatuś też chce soczek, mogę nalać? - Zapytał Davi próbując wdrapać się na ladę
- Jasne, chodź - wzięłam go na ręce i pomogłam napełnić szklankę
- Cornelia, a to kto? - zapytała Manuela, wskazując na chłopca
- To jest Davi, syn Neymara. Nie pamiętasz?
- Pamiętam, tylko że nie wspominałaś nic o tym, że on też przyleci
- Bo sama nie wiedziałam - posłałam uśmiech chłopakom. 
- Właśnie, Manuela - Neymar zwrócił się do przyjaciółki
- Tak?
- Czy mogłabyś dzisiaj zająć się Davim?
- Dlaczego? - Wtrąciłam się, posyłając piłkarzowi pytające spojrzenia
- Niespodzianka - odrzekł, po czym wrócił do rozmowy z Manuelą
- Jasne, że tak. Myślę, że Antoś się ucieszy. 
- To wspaniale - uśmiechnął się - Dziewiętnasta będzie okej?
- Jak najbardziej - również odwzajemniła uśmiech. 

***

Dochodziła dwudziesta. Stałam przed szafą, zastanawiając się co założyć na dzisiejszy wieczór. 
- Gdzie mnie zabierasz? - zapytałam, kiedy Neymar pojawił się w domu
- Na koncert - odpalił, zjawiając się w pokoju
- A może powiesz mi coś więcej?
- Niespodzianka - powiedział, i wyszedł zostawiając mnie samą z ubraniami.
Pomyślałam, że najlepiej będzie jeśli ubiorę beżową koszulę, i czarną ołówkową spódnicę przed kolana, do tego czarne szpilki i bransoletkę, którą dostałam od Kacpra. Zeszłam na dół.
- Księżniczko, możemy jechać? - Zapytał Ney wpatrując się w telewizor. Po chwili się odwrócił i spojrzał na mnie. - Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję, chodź, bo się spóźnimy.
Po dość długiej drodze w końcu dojechaliśmy. Stojąc pod sceną, objęci słuchaliśmy występów artystów. Wkrótce Ney gdzieś zniknął, a ja zostałam sama, nie przejmując się tym. Pewnie zaraz wróci - przekonywałam samą siebie. Wsłuchiwałam się w tekst piosenki. Kiedy dobiegła końca, na scenę wszedł prowadzący koncert. 
- To wszyscy, z naszych dzisiejszych gwiazd. Jednakże mamy dla was niespodziankę. Zaraz na tej scenie wystąpi dla was urocza Nikki Kopera. 
Myślałam, że się przesłyszałam! Nie mogłam w to uwierzyć. Skąd Neymar wiedział, o moim talencie muzycznym? Może Kacper coś mu powiedział? Wkrótce dotarło do mnie, że miałam wystąpić na scenie i to przed tyloma ludźmi! 
- Idź za scenę - usłyszałam Neya
- To twoja sprawka?
- Może. Idź śpiewać.
Pocałowałam go i szybko pobiegłam za kurtynę aby się przygotować. Powiedziałam orkiestrze, jaką piosenkę wykonam i wyszłam. Muzyka zaczęła lecieć, a wszyscy ucichli. Śpiewałam, zapominając o stresie jaki mnie dopadł przed występem. A kiedy skończyłam usłyszałam okrzyki radości i duże brawa. Ktoś krzyczał, abym zaśpiewała coś jeszcze. Nie zastanawiałam się długo nad piosenką, chciałam podziękować Neymarowi, dlatego pokusiłam się na The Quiero. Wykonując ją wpatrywałam się w mojego chłopaka, ponieważ utwór był o miłości do drugiej osoby. Nie spodziewałam się, że po skończonym utworze dostanę większe brawa od poprzedniego występu. Do oczu napłynęły mi łzy szczęścia. Zeszłam ze sceny zakańczając koncert. Pobiegłam do piłkarza i rzuciłam mu się w ramiona. 
- Ty to zaplanowałeś? - Wydusiłam z siebie, kiedy udało mi się zapanować nad emocjami
- Tak - odpowiedział z uśmiechem na twarzy. Widział moją radość. 
- Dziękuję - powiedziałam i wtuliłam się w niego
- Przepraszam, że musiałaś tak długo czekać. Samo zorganizowanie takiego koncertu zajęło mi dwa miesiące.
- Skąd wiedziałeś, że to było moje marzenie?
- Kiedyś przez przypadek natrafiłem na twój pamiętnik... - spuścił wzrok - No i Kacper trochę mi powiedział - złapał się za kark
- Jesteś cudowny! - pocałowałam go namiętnie - Jeszcze raz dziękuję!
- Nie ma za co, przecież mówiłem, że spełnię wszystkie twoje marzenia.
- Wracamy? - zapytałam, kiedy publiczność się rozeszła
- Nie. Zabiorę cię jeszcze w jedno miejsce
- Gdzie?
- Na naszą łąkę
Odpowiedziałam uśmiechem.
Zatrzymaliśmy się przy drodze, a później szliśmy już na nogach, trzymając się za ręce. Po drodze spotkaliśmy starszą Panią, która dosiadła się do mnie, kiedy grałam na gitarze w parku i śpiewałam właśnie Te Quiero. 
- Świetny koncert - uśmiechnęła się do mnie - Mówiłam, że kiedyś zaśpiewasz na scenie
- Tak, dziękuję - odpowiedziałam, po czym poszliśmy dalej. Gdy doszliśmy na miejsce usiadłam razem z Neyem na trawie przy brzegu. 
- Nikki? - zagadnął
- Hmm? - odpowiedziałam, siedząc oparta o tors piłkarza. 
- Kochasz mnie?
Odwróciłam się do niego przodem, zdziwiona jego pytaniem - Pewnie, że tak - odpowiedziałam bez namysłu. Byłam pewna co do swoich uczuć.
W tym momencie Ney wyciągnął coś z kieszeni
- A kochasz mnie tak bardzo żeby za mnie wyjść? - zapytał otwierając pudełeczko w kształcie serca, w którym znajdował się złoty pierścionek. Na te słowa zakryłam usta ręką. Nie mogłam w to uwierzyć. Oczy zaszły mi łzami. Popatrzyłam mu w oczy 
- Wyjdę za ciebie, choćby nie wiem co! 
- Naprawdę? - Ney płakał ze szczęścia
- Tak wariacie - powiedziałam, a on założył mi pierścionek na palec, po czym wstał i zaczął kręcić się ze mną w kółko
- Mówiłem już jak cię kocham? - zapytał, kiedy staliśmy wpatrzeni w siebie
- Tylko ze sto razy - odpowiedziałam i wpiłam się w jego ciepłe wargi.

28.10.2016

NOWE ŻYCIE 39

*** PIĘĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ ***

~ MANUELA ~

Ostatnio co noc budziłam się z bólami. Byłam w ósmym miesiącu ciąży, co stawało się już coraz bardziej widoczne. Nikodem troskliwie się mną zajmował, co sprawiało mi wiele radości. Byłam wdzięczna, że na ten czas kiedy jestem w ciąży, szef zgodził się aby zastąpił mnie w pracy. Okazało się, że udaje mu się dzielić swoją pracę, z zastępowaniem mnie w IMAGINARY. Obudziłam się nad ranem, czując kopniaki dziecka, które aktywnie poruszało się w moim wnętrzu. Nikodem już nie spał, zbierał się na moją zmianę. 
- Kochanie, wychodzę do pracy - powiedział mój kochany i pocałował mnie w policzek, znikając po chwili za drzwiami pokoju. Odpowiedziałam krótkie pa, wiedząc, że mnie nie słyszał. 
Cały dzień należał do mnie i do Antosia, a w zasadzie trzy godziny, bo później zaprowadzałam go do przedszkola. Zwlokłam się z łóżka i zrobiłam duże śniadanie, czułam się straszliwie głodna. Po skończonym posiłku usiadłam z nim przed telewizorem i oglądaliśmy jego ulubioną bajkę, zawsze oglądał ją przed wyjściem. Spojrzałam na zegarek, dochodziła dwunasta w południe. Ubrałam się, następnie braciszka, i wyszliśmy. Przez całą drogę do przedszkola Mały zadawał mi wciąż te same pytania dotyczące mojego dziecka. Nie chciałam znać jeszcze płci, aby nie zamartwiać się imionami. Odpowiadałam wciąż to samo :jak przyjdzie na niego czas. Kiedy zaprowadziłam go już do klasy poczułam silny ból w okolicach bioder, usiadłam na ławce. Zobaczyłam Panią Przedszkolankę. Korzystając z okazji, zapytałam jak sprawuję się Mały. Co do tego nie było żadnych zastrzeżeń, tak jak się spodziewałam, jest grzeczny i robi bardzo duże postępy.
Wieczorem ponownie przeglądałam wyniki dzisiejszych badań. Dziecko urodzi się tak jak powinno, bez żadnych powikłań. Byłam szczęśliwa. Chciałam przekazać dziecku całą swoją miłość. Z rozmyślań wyrwał mnie Nikodem, który wrócił z baru. 
- Wróciłem! - pokazał się w kuchni, niosąc pełną torbę zakupów
- O matko, chyba wykupiłeś cały sklep - udałam zmartwioną, będąc jednocześnie ciekawa, co jest w środku
- Wiem, że masz zachcianki - wskazał na spory już brzuch. Objęłam swoje dziecko obiema dłońmi. Czułam że tak jak ja,nie może się doczekać swojego przyjścia na świat.
- Ah, tak, ostatnio ciągle mam ochotę na lody
- Tak myślałem - uśmiechnął się, po czym nałożył mi sporą porcję lodów z pudełka
- Czy ja też mogę? - zapytał Antoś
- Oczywiście, o ile odrobisz lekcje, i zjesz kolację - odpowiedział z powagą
- Dobrze - Mały uśmiechnął się
Nim moja zachcianka została spełniona co najmniej w połowie, zorientowałam się, że zjadłam całą porcję, spojrzałam błagalnym spojrzeniem na Nikodema
- Kochanie, będziesz gruba - spojrzał na mnie z troską, zrozumiawszy, że mam ochotę na kolejną porcję
- Już wyglądam jak wieloryb 

*** 

Przygotowałam kolację, a mój mąż w tym czasie kąpał Antosia. Kiedy wyszli z łazienki podałam posiłek na stół. 
- Mam nadzieję, że będzie wam smakować - spojrzałam na moich mężczyzn
- A co to jest? - zdziwił się mały, wygrzebując z talerza czerwone fasolki
- Sałatka z sosem ziołowym
- Nie lubię tych czerwonych kulek
- To są fasolki 
- Nie lubię - wyjadł samą sałatę, pomidorki koktajlowe i kukurydzę. Ser feta również mu nie smakował. 
Po skończonym posiłku Nikodem podał nam porcje lodów. Zasiedliśmy w salonie, zajadając zimną puszystą masę z bitą śmietaną i polewą czekoladową
- Manela, kiedy on się w końcu urodzi? - Antoś zadawał mi to pytanie od kilku minut, trzymając rączkę na moim brzuszku, i sprawdzając jak dziecko kopie.
- Jak przyjdzie na niego czas - odpowiedziałam ze spokojem, patrząc jak Nikodem niesie miseczkę truskawek do lodów
- Proszę kochanie - pocałował mnie i postawił miseczkę na kolanach
- A ja? - obruszył się Antoś - też mam dziecięce zachcianki
- Poczekaj, przyniosę ci podwójną porcję - wstał i po dwóch minutach położył przed Małym porcję truskawek
- Mmm, są pyszne - powiedziałam, i nakarmiłam łyżeczką lodów mojego męża - masz, spróbuj
- Racja - oblizał usta ze smakiem, po czym znów mnie pocałował, a ja odwzajemniłam pocałunek.
- Manela! Niko! - zawołał Antek - zobaczcie, dzidziusiowi też smakują - spojrzał na mój brzuch umorusany w lodach, którymi przed chwilą mnie ubrudził.
- Na pewno - Nikodem uśmiechnął się do niego a potem do mnie.
 Kiedy wszyscy się najedli, Antek przyniósł swój przedszkolny tornister, aby zrobić zadanie domowe.
- Pokaż słońce, co tam masz - sięgnęłam po jego notesik
- Mam narysować obrazek - powiedział, patrząc w telewizor.
- O czym ma być? - Nikodem przytulił go do siebie
- O rodzinie... - Mały się zawahał. - Nie umiem tego narysować
- Ooo, to żaden problem - uklękłam przed nim, i pocałowałam go w czółko
- Ale ja już nie mam... - Antoś zaczął ronić łzy
- Cii - Nikodem go uspokajał - My jesteśmy rodziną. 
Kiedy rysunek przedstawiał w końcu rodzinę, postanowiliśmy położyć się do łóżka, i odpocząć. Mały położył się w środek nas i zasnął, przytulony do mojej piersi.  

*** 

Mijały dni, a ja wciąż z niecierpliwością wyczekiwałam nadejścia dziecka. Siedzenie w domu, nudziło mnie do granic możliwości. Postanowiłam, że spacer dobrze mi zrobi. Włożyłam luźną tunikę w kolorze rubinu, czarne legginsy, białe materiałowe buty na płaskiej podeszwie i czarny płaszcz, szyję zdobiła mi cienka pastelowa chustka, z miękkiego materiału. Byłam zawiedziona, ponieważ z trudem mieściłam się w swoje rzeczy. Musiałam o siebie dbać, jeśli chciałam, by dziecko urodziło się zdrowe. 
Spacerowałam po Detroit, chłonąc świeże powietrze i korzystając z kwietniowego słońca. Nie mogłam się jednak powstrzymać aby nie zajrzeć do baru. Otworzyłam drzwi i poczułam znajomy zapach smażonych frytek, i parzonej kawy. Czułam że robi mi się nie dobrze. Mimo to uśmiechnęłam się. Nikki wyłoniła się zza lady.
- Manuela! Jak dobrze cię tutaj widzieć! - uściskała mnie serdecznie
- Tak, ja też się cieszę, miałam sporą przerwę
- Ostatni raz widziałyśmy się chyba z pół roku temu
- Na prawdę? Minęło aż tyle czasu? Przepraszam, przez tą ciążę nie mam na nic siły, praktycznie nie wychodzę z domu
- Nie gniewam się, ja sama nie miałam najlepszego okresu.
- Opowiedz mi o tym
- Może innym razem - posłała mi prawie nie zauważalny uśmiech. 
- No dobrze, a jak tam z Neymarem?
- Szykuje dla mnie jakąś niespodziankę, ale nadal nie mogę odgadnąć co to jest... tak długo czekam, ostatnio widzieliśmy się na Święta, które spędziliśmy razem u niego. Od tego czasu nie miałam okazji go zobaczyć, tłumaczył, że nie może teraz przyjechać, choć bardzo by chciał, stęskniłam się już! - była bliska łez
- Na najlepsze zawsze czeka się najdłużej - położyłam jej rękę na ramieniu, chcąc ją pocieszyć
- Tak, pewnie masz rację. 
Naszą rozmowę przerwał Nikodem, który wyszedł z zaplecza.
- Kochanie, co tutaj robisz? Powinnaś wypoczywać - spojrzał na mnie karcąco
- Nie mogę dłużej siedzieć w domu, powinnam spacerować
- Chyba muszę zamykać cię na klucz - zażartował, po czym ściągnął fartuszek kelnera i złapał mnie za rękę - Zabieram cię do domu
- Ale dopiero co przyszłam... Nie zdążyłam nagadać się z Nikki... - posmutniałam
- Nie szkodzi, odwiedzę cię, obiecuję - zapewniła mnie
- Mam taką nadzieję - posłałam jej uśmiech po czym opuściłam bar. 
 



20.10.2016

NOWE ŻYCIE 38

Minął tydzień, a ja wciąż nie mogłam znieść myśli, że zdradziłam Neymara. Smutek był ogromny, z trudem odnajdywałam się w domu, proste czynności sprawiały mi trudność, nie potrafiłam się skupić, a moje oczy nieustannie były mokre od łez, które skrzętnie skrywałam przed Kacprem. Przestałam wychodzić z domu, nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam się z Manuelą. Z rozmyślań wyrwał mnie telefon, który dzwonił tuż przede mną na stoliku. Nerwowo wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na ekran, to Neymar. Drżącymi dłońmi nacisnęłam na zieloną słuchawkę.
- Halo? - Wykrztusiłam
- Witaj, księżniczko. Pamiętasz, że dzisiaj przyjeżdżam?
- Ah, tak - odchrząknęłam. Zupełnie wyleciało mi to z głowy. Próbowałam zebrać myśli.
- Będę wieczorem - wirowało mi w głowie - Jesteś tam? - usłyszałam
- Jestem, w takim razie do wieczora - odrzekłam
- Kocham cię! - czułam, że lecą mi łzy, prędko się rozłączyłam.
Głos Neymara zdołował mnie jeszcze bardziej. Podeszłam do okna, i spoglądałam na zachmurzone niebo, słońce skryło się w obłokach. Zrozumiałam, że nie mogę przyznać się do zdrady, wiem, że ta wiadomość by go zabiła. Muszę udawać, że nic się nie stało, zachowywać się naturalnie, nie dać nic po sobie poznać, tylko tak na chwilę uspokoję swoje sumienie. Powinnam zerwać wszelkie kontakty z Brandonem, d e f i n i t y w n i e.


***

Spojrzałam na zegarek, dochodziła dziewiąta.  O tej porze, wieczór okrywa świat, a chłodne listopadowe powietrze przenika do wnętrza ciała. Odświeżona, wyglądałam za Neymarem. Po piętnastu minutach światła samochodu wypełniły taras. Wyszłam na zewnątrz, opatulona kocem.  Nie był sam, zabrał ze sobą Daviego, co sprawiło mi jeszcze większą przyjemność, w głowie nie krążyły mi już złe wspomnienia, a sumienie na chwilę się uspokoiło. Mały rozglądał się chwilę, a kiedy ujrzał mnie na schodach werandy przybiegł do mnie z bukietem tulipanów
- Dobry wieczór - przywitał się, po czym wręczył mi bukiet
- Dobry wieczór, panu - dygnęłam, i przyjęłam tulipany od Daviego - Cóż to za piękne kwiaty? - powąchałam łepek kwiatka
- To tulipany, tata powiedział, że będziesz zadowolona
- I miał rację - uśmiechnęłam się. Neymar wchodził właśnie po schodach
- Ależ się za tobą stęskniłem! - przywarł do mnie całym ciałem, i obdarzył soczystym buziakiem, poczułam ukłucie w sercu, mimo to wtuliłam się w niego, szukając usprawiedliwienia. 
- Ja również - oddałam pocałunek - Chodźmy do środka, mały ma już czerwony nos - wzięłam Daviego na ręce.
- Masz rację - odpowiedział, po czym przepuścił mnie w drzwiach. 
- Chcecie coś do picia? - zapytałam, kiedy Neymar pomagał rozebrać się małemu z wierzchnich ubrań
- Poproszę herbatę - posłał mi uśmiech
- A ja kakao! - Mały poderwał się z kanapy
- Ależ oczywiście - puściłam oczko Neymarowi
- Jesteś sama w domu? - zagaił kiedy niosłam kubki z gorącymi napojami
- Na to wygląda, Kacper pojechał do Becky
- Mhm - upił łyk. 
- Davi, gdzie chcesz spać? Jesteś pewnie zmęczony? - widziałam jak mały przeciera oczy ze zmęczenia
- Z Tobą! - oznajmił, po czym podbiegł i wtulił się we mnie
- W takim razie śpimy w trójkę - pogłaskałam go po pleckach i udałam się naszykować spanie.
Wróciłam po piętnastu minutach, widok który ujrzałam chwycił mnie za serce. Davi, spał wtulony w tors Neya. 
- Przenieś go na górę - wyszeptałam - przygotowałam nam miejsce
- Chciałbym, ale nie bardzo mogę wstać 
- Pomogę ci - delikatnie wzięłam chłopca na ręce i spokojnym krokiem, ostrożnie zaniosłam po schodach do naszej sypialni. 

Mrok spowijał pomieszczenie. Siedzieliśmy w salonie, wtuleni w siebie, w tle pogrywało stare radio mamy. 
- Jak Davi zniósł podróż?
- Niespodziewanie dobrze, bałem się, że będzie marudny
- Stęskniłam się za wami - z trudem powstrzymywałam łamiący się głos
- My też, nie wiem który z nas bardziej. - Wpadliśmy w śmiech.
- Na długo przyjechałeś? 
- Na dwa tygodnie...
- Ale? - zapytałam, gdyż nie byłam pewna, czy skończył zdanie
- Davi wraca po weekendzie, Caroline go odbierze
- Mhm, w takim razie w porządku - uśmiechnęłam się.
Polubiłam tego małego łobuziaka, mimo, że nie był moim synem, starałam się pokochać go całym sercem. Nie przeszkadzało mi, że Neymar utrzymuje kontakty z matką swojego dziecka, wiedziałam, że Davi potrzebuje ojca i matki.

***

Wyszłam na dwór, a że była ładna pogoda postanowiłam zrobić porządek na podwórku. Daviego już nie było, musiał wracać do Caroline.Schyliłam się, aby pozbierać zabawki,które porozrzucał Davi. Kacper nie miał serca ich wyrzucić, kiedyś sam się nimi bawił. Kiedy skończyłam, poszłam się wykąpać. Po dwudziestu minutach wróciłam, Neymar rozmawiał z kimś przez telefon, siedząc na kanapie. 
- Tak, mhm, a wiesz może, jakie ona lubi piosenki? Demi Lovato? No tak, znam. Hiszpańskie też? Muszę zapisać, poczekaj - zdawało się, że był zbyt zaaferowany rozmową, by zauważyć, że przysłuchuję się jej z ciekawością - Tak mam, zapisałem. Dzięki. A nie wiesz czy taka mała publiczność ją zadowoli? Uhm tak, masz rację, od czegoś trzeba zacząć. No nic, mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Do zobaczenia! 
- Z kim rozmawiałeś? - skrzyżowałam ręce na piersi i oparłam się o framugę
- Z Kacprem
- Mhm, a mogę wiedzieć o czym?
- Dowiesz się w swoim czasie
- Powiedz mi teraz, proszę
- Nie mogę, bo wtedy wszystko się wyda
- Co? - zmarszczyłam brwi
- Wszystko
- A możesz mi coś zdradzić?
- To nie wchodzi w grę - był nieugięty
- Dlaczego? - zapytałam zrezygnowana
- Niespodzianka - odparł, po czym wyszedł z uśmiechem z domu.



9.10.2016

NOWE ŻYCIE 37

~ NIKKI ~

Obudziłam się w ramionach Neya, a kiedy wstałam aby napić się wody ten zaczął się śmiać. Spojrzałam na niego i uniosłam jedną brew pytająco do góry.
- Wyglądasz jak zjarana księżniczka - odpowiedział
Wzięłam sporego łyka i podeszłam szybko do lusterka. - Nie jak zjarana, tylko jak po melanżu, co nie powinno dziwić nas obojga - skwitowałam. Wpadliśmy w śmiech
- Dla mnie zawsze wyglądasz ślicznie! - wstał i objął mnie od tyłu po czym zaczął całować mnie w szyję
- Kac mnie męczy...
- Oj - odpowiedział, rozpinając mi stanik
- Nie mam ochoty - powstrzymałam go ruchem dłoni
- Dlaczego?
- Myślałam, że nie sypiasz ze skacowanymi księżniczkami
- Czasami robię wyjątki - uśmiechnął się po czym poszedł do łazienki. Weszłam za nim i oboje wzięliśmy prysznic, po czym powędrowaliśmy do kuchni. Zrobił śniadanie, lecz skończył szybciej ode mnie i wyszedł, przy drzwiach oznajmiając mi, że zabiera mnie na przejażdżkę swoim nowym autem, które kupił dość niedawno. Wiedziałam, gdzie mnie zabiera, znałam doskonale to miejsce. Łąka. Usiedliśmy na brzegu i patrzyliśmy w jezioro. Neymar udał się do samochodu i przyniósł dwie butelki Coli.
- Masz, na kaca - uśmiechnął się po czym mnie pocałował
- Dziękuję kochanie - wzięłam spore łyki, po czym pognaliśmy kąpać się w jeziorze.
Kiedy wyszliśmy z wody, rozłożyliśmy koc i zrobiliśmy piknik. Zadzwoniła Van, zapytać czy nie wpadniemy do niej i Louisa na grilla. Zgodziliśmy się od razu. Neymar pilnował kiełbasek, a Louis szykował do stołu. Po sytym grillu Vanessa poczęstowała nas pysznym sernikiem na zimno, który zrobiła przed naszym przyjściem. Zaniosłyśmy talerze i zabrałyśmy się do jedzenia, a Louis zabrał Neymara do garażu, by sprawdził jego motor, bo coś ostatnio szwankował. Kiedy długo nie wracali postanowiłyśmy zanieść im po kawałku ciasta, i dotrzymać im towarzystwa. 

***
 Trzy tygodnie spędzone z Neyem jak zawsze zleciały mi bardzo szybko. Postanowiłam być silna, przecież zawsze do mnie wracał. 
- Następnym razem przylecę z Davim - powiedział, kiedy czekaliśmy na samolot
- Świetny pomysł! - Uściskałam go
- Pytał o ciebie
- Ja też za nim tęsknię - zamyśliłam się, przywołując w myślach obraz małego synka Neymara
- O, mój samolot już jest - Neymar wskazał skinieniem głowy na maszynę, która wysuwała już schody dla pasażerów
- Kocham cię - wskoczyłam na niego, i pocałowałam czule w usta
- Ja ciebie też, Księżniczko - oddał pocałunek, po czym powędrował w stronę samolotu.
 Wróciłam do pustego domu. Kacper siedział u Becky. Zrobiłam sobie gorącego kakao, włożyłam najcieplejsze kapcie i zaszyłam się pod kocem, oglądając komedię romantyczną. Nagle ktoś zapukał do drzwi. - Kto to może być? - pomyślałam, ponieważ nie spodziewałam się dziś nikogo. Początkowo, miałam opory, aby otworzyć, przecież mogłam udawać najzwyczajniej w świecie, że nie ma mnie w domu ale ciekawość była silniejsza. Niepewnie podeszłam do drzwi, zerkając przez judasza, zrobiło mi się słabo. - O Boże, Brandon! - pomyślałam. Momentalnie poczułam dreszcz przeszywający moje ciało. Poczekałam, aż zapuka drugi raz, kiedy to zrobił, policzyłam do pięciu, biorąc kilka głębokich wdechów. Spokojnie przekręciłam klucze w drzwiach i wpuściłam go do środka.
- Co ty tutaj...? - nie zdążyłam dokończyć bo wszedł do środka, zamknął drzwi nogą i przywarł do mnie, a konkretniej do moich ust, miałam tysiące myśli na sekundę, chyba straciłam głowę. Przerwałam niechętnie pocałunek 
- Wynoś się! - rozkazałam. Zero reakcji. Nadal mnie całował. Odwzajemniałam każdy pocałunek. Pokusa była zbyt silna, mimo, że bardzo mnie zranił, nadal czułam do niego jakieś uczucie, które tliło się gdzieś na dnie mojego serca. Nagle rozsądek do mnie przemówił, i przerwałam. Przełknęłam ślinę. Ciężko mi było wydusić jakiekolwiek słowo, mimo to przełamałam się i wydukałam
- Naprawdę musisz już iść
- Nie muszę, najpierw porozmawiamy
- Nie, lepiej będzie jak już pójdziesz
- Daj mi chociaż pięć minut
- Dwie minuty
- Wystarczy
Usiedliśmy w kuchni. Spojrzał mi głęboko w oczy i zaczął swój monolog.
- Nikki, ja naprawdę wtedy nie chciałem cię skrzywdzić. A to co się stało w kanciapie... Nie mogłem ci się oprzeć. Racja, może troszkę cię wykorzystałem, ale miałem na ciebie straszną ochotę, a ty się nie opierałaś a fakt, że jesteś pod wpływem i nie umiałaś jasno myśleć jeszcze bardziej pobudził mnie do działania. Wyglądałaś tak seksownie, że na samą myśl, że mógłbym być w tobie stwarzała taką adrenalinę, że do tej pory nie potrafię tego opisać. - Kiedy skończył, wpatrywał się we mnie, a ja nie wiedziałam, czy to co mówi jest prawdą. Nie miałam pewności, że to nie kolejny jego zgryw. 
- Powiesz coś? - przerwał moje milczenie
- Uznajmy, że rozumiem - skłamałam - Dlaczego wciąż tak mnie ranisz? Nie potrafisz zrozumieć, że wyleczyłam się z ciebie? - złapałam się na tym, że znów nie do końca mówię prawdę. On to wiedział - Znalazłam już swoją miłość
- Jestem wściekły
- To chyba raczej ja powinnam być wściekła, nie uważasz?
- Tak, masz rację, ale nienawidzę, kiedy jestem olewany
- Mhm
- Kocham cię - powiedział, kładąc dłoń, na moją
Byłam wryta w jeden punkt, a właściwie w jego oczy, tors i usta. Zamurowało mnie, po chwili zdałam sobie sprawę, że zdradziłam Neya, który przecież tak bardzo mnie kocha, i wierzy w naszą miłość. W jednym momencie zawalił mi się świat.
- Idź już - powiedziałam jednym tchem, lecz Brandon zdawał się mnie nie usłyszeć - Będzie lepiej jak już sobie pójdziesz - powiedziałam nieco głośniej. Pewnym krokiem podeszłam do drzwi i otworzyłam je na oścież. Nic nie odpowiedział, tylko posłusznie wstał i wyszedł. Odprowadziłam go wzrokiem. Kiedy zamknął za sobą drzwi, momentalnie do nich podbiegłam i przekręciłam dwukrotnie zamek. Zaczęłam płakać, nie mogłam znieść myśli, że skrzywdziłam mężczyznę mojego życia. 


***

Nie mogłam znaleźć sobie miejsca, czułam, że muszę się przewietrzyć, dać upust emocjom. Nie chciałam z nikim się tym dzielić, ale smutek był silniejszy, i potrzebowałam dobrego słowa, kłamstwa, że wszystko będzie dobrze. Pobiegłam do Manueli. Nikogo nie było w domu. Pomyślałam o Vanessie, więc ile sił w nogach pobiegłam do jej domu.Otworzyła mi po pięciu dzwonkach. Zapłakana wpatrywałam się w nią, czekając aż zaprosi mnie do środka
- Matko, Nikki koszmarnie wyglądasz!
- Mogę wejść? - Pociągnęłam nosem
- Jasne, wchodź! - Przeszłam przez próg. - Siadaj - wskazała kanapę, zabierając ode mnie kurtkę. Zrobiłam jak kazała a ona wręczyła mi paczkę chusteczek - Opowiadaj
- Nie bardzo jest co...
- Widzę, mów
- Całowałam się z Brandonem
- Jak to?! - Vanessa aż wstała, zakrywając usta dłonią
- Nie zrozumiesz... - rozpłakałam się
- Uspokój się, wdech i wydech - głaskała mnie po policzku ocierając coraz to nowe łzy.
- Przyszedł do mnie i zaczął całować... - szlochałam, łapiąc powietrze. 
- I co dalej?
- Wyznał mi miłość
- Nie wierzę - Vanessa bardzo się zmartwiła
- Nie chcę już o tym rozmawiać, mogę u ciebie przenocować?
- Pewnie, zaśnij, to dobrze ci zrobi - okryła mnie kocem - Jutro wymyślimy co dalej z tym zrobić. Zasnęłam, zmęczona tym dniem. W nocy ciągle się budziłam, miewałam koszmary. Van budziła się ze mną, pocieszając. Nie mogłam przestać płakać.  Po nieprzespanej nocy udałam się nad jezioro, gdzie niedawno siedziałam z Neyem, nie mogłam jeszcze wrócić do domu. Zastanawiałam się, co powiem Kacprowi - Najlepiej prawdę - odezwało się sumienie, które od wczoraj mnie męczyło
- Nie powiem mu prawdy - odpowiedziałam w myślach
- Musisz, inaczej bardziej się w tym pogrążysz - odpowiedziało mi sumienie i nagle ucichło
- Wróć! Gdzie idziesz? Pomóż mi...
Jednak nie usłyszałam już odpowiedzi, zebrałam się na odwagę i poszłam do domu.
Kacper już nie spał. Zapukałam do jego pokoju, i nie czekając na odpowiedź weszłam, siadając na łóżku. Spojrzał na mnie badawczo.
- Zdradziłam Neymara - powiedziałam jednym tchem aby mieć to już za sobą
- Co zrobiłaś?! - Kacper podniósł się na równe nogi - Jak to? Z kim?
- Z Brandonem - zaczęłam płakać. Przytulił mnie do siebie
- Opowiedz mi o tym - nalegał
- Nie dam rady, przepraszam, powiedziałam ci z grubsza, nie oczekuj nic więcej. - Odpowiedziałam, i wybiegłam z domu. Popędziłam do Matthewa. Zanim zapukałam, ogarnęłam się, i powstrzymałam płacz. 
- Hej, daj mi złoty strzał na krechę
- Trzymaj - podał mi paczkę, badawczo mi się przyglądając 
- Dzięki 
- Wiesz w ogóle, co to jest? Nie chcesz żebym wyjaśnił ci co i jak? Chyba nie chcesz się zabić?
- Dam sobie radę i doceniam twoje chęci, ale spokojnie, wiem co robię, aa i nie mów nikomu OK?
- Jak zawsze
W nocy upewniłam się, że Kacper już śpi, poszłam do łazienki , wyciągnęłam naraz zawartość torebki, połówkę odłożyłam na potem. Zgrabnie zrobiłam kreskę i powoli wciągnęłam. Po wszystkim położyłam się na łóżku, odpłynęłam po piętnastu minutach. W euforii zapomniałam o Neymarze, w głowie wciąż przewijały mi się obrazy Brandona, bez wahania chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do niego, odebrał po pierwszym sygnale.
- Spotkajmy się tam gdzie to zrobiliśmy - powiedziałam, nie czekając na odzew, po czym się rozłączyłam. Chwyciłam kurtkę i na fazie pobiegłam do kanciapy. Usiadłam na pamiętnej sofie, i czekałam na niego. Kiedy się zjawił, rzucił pytające spojrzenie, nie do końca rozumiejąc, dlaczego tu jesteśmy. Usiadł koło mnie. Nie czekając, aż się odezwie, zaczęłam go całować, nie protestował, tylko odwzajemniał namiętnie każdy pocałunek. Ani przez chwilę nie myślałam o Neymarze. Nic już się nie liczyło. Nim się zorientowałam, byliśmy już bez ubrań. Był taki czuły, kiedy pieścił moje ciało, jednak zaraz przeszedł do rzeczy i szybko we mnie wszedł, wydałam z siebie głośny jęk, spodobało mu się to i naparł na mnie jeszcze mocniej, zanurzając członek do samego końca. Kochaliśmy się długo i namiętnie, to było szalone, ale też bardzo podniecające. Na fazie, czułam wszystko bardziej intensywniej, mocniej. Chciałam więcej i więcej. Kiedy oboje się sobą nasyciliśmy, zasnęłam w jego ramionach. Rano dotarło do mnie co właśnie się stało. Chciałam jak najszybciej stamtąd uciec. Przypomniałam sobie, co zrobiliśmy. Zdradziłam piłkarza.  Marzyłam, aby jak najszybciej znaleźć się w domu. Czułam się koszmarnie. Chciałam cofnąć czas i nigdy nie poznać Brandona, jednak wiedziałam, że to niemożliwe. Rozpłakałam się. Po podłodze walał się zużyty kondom. Kiedy znalazłam się już w domu wygrzebałam z pod łóżka połówkę złotego strzału, gdyż pierwsza działka przestała już działać. Właśnie miałam zabierać się do wciągania, kiedy do łazienki weszła Becky
- Nikki, co ty tutaj robisz?
- Nic - szybko zakryłam dłonią kreskę
- Daj mi to! - Becky wyrwała mi woreczek, i kartę kredytową. - Złoty strzał? Chcesz odejść? Jesteś niepoważna! - Widziałam, że jest wściekła
- Oddaj! - Próbowałam wyrwać z jej ręki resztki proszku. Reszta leżała już dawno pod chodniczkiem, nie było sensu go zbierać
- Nie oddam, mam powiedzieć twojemu chłopakowi?
I w tej chwili rozpłakałam się jeszcze bardziej
- Nikki? - Becky usiadła koło mnie
- Nie mów nikomu, proszę! Kacper się na mnie totalnie zezłości
- Nie powiem - przytuliła mnie a ja nieustannie zanosiłam się płaczem.  
Kiedy troszkę się uspokoiłam, pomogła mi wstać, i zaprowadziła do łóżka, po czym położyła się koło mnie.
- Nie musisz się o mnie troszczyć, dam sobie radę
- Właśnie widzę - skarciła mnie spojrzeniem
- Idź do Kacpra  
- Wyszedł do Louisa, a po za tym nie można cię teraz spuszczać z oka
- Powiedział ci o wszystkim?
- Nie musiał, wszystko słyszałam
- Jak to?
- Byłam w łazience, kiedy weszłaś do jego pokoju
- Cholera! Ale ze mnie dziwka co?
- Nie mów tak, każdy popełnia błędy
 - Powinnam powiedzieć o wszystkim Neymarowi?
- Wybór należy do ciebie, jeśli będziesz miała problem z podjęciem decyzji, wiesz, że zawsze ci pomogę
- Dziękuję - odpowiedziałam, po czym zasnęłam.