30.04.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 11

Dom należał do rodziców Dominika i Kasi, którzy przepisali go rodzeństwu. Kiedyś mi o tym wspominał, ale uznałam to za mało ważne i szybko o tym zapomniałam. Od razu mi się tutaj spodobało. Kiedy pojawił się Mirek wszyscy rozeszliśmy się do swoich pokoi. Z kuchni wydobywał się przyjemny zapach, Kasia pichciła nam coś na ciepło. Zjedliśmy obiad, i Dominik otworzył szampana, żeby uczcić spotkanie w rodzinnym gronie i te ostatnie dni wakacji. Atmosfera była przyjemna, Kasia wciąż nam się przyglądała. Wypiłam szampana i dwa kieliszki wódki i od razu zrobiło mi się gorąco. Po obiedzie rozeszliśmy się do siebie, w trakcie rozpakowywania torby odkryłam, że nie zabrałam żadnych konkretnych ubrań. Głęboko westchnęłam i energicznie zapięłam torbę.
- Cholera jasna - mruknęłam. Dominik spojrzał na mnie zmartwiony.
- Co się stało?
- Nie spakowałam niczego, co mogło by mi się przydać.
- To nic, moja siotra wzięła ze sobą mnóstwo ubrań i jestem przekonany, że wam coś pożyczy.
- Jakim wam?
- Tobie i Kindze
- Kindze? - zdziwiłam się. - Jakiej Kindze
- Zapomniałem ci powiedzieć. Kinga to dziewczyna Mirka, niedługo tutaj przyjedzie.
- Sporo osób - zauważyłam
- Tak, ale chyba nie przeszkadza ci to, prawda?
- Nie, skądże - uśmiechnęłam się nerwowo, bo prawdę mówiąc nie tak to sobie wyobrażałam.


                                                                      *** 



Późnym wieczorem zjawiła się Kinga. Przywitała się z nami i zniknęła za drzwiami swojego pokoju, na końcu korytarza, tuż obok łazienki. Marzyłam tylko o jednym: wziąć prysznic i położyć się spać. Otworzyłam swoją torbę i wyciągnęłam z niej luźną koszulkę, lubię w niej spać i spodenki które kupiłam do biegania tak jak buty, w których teraz chodzę na co dzień, nie mam serca ich wyrzucić. Wzięłam najpotrzebniejsze rzeczy i poszłam pod prysznic. Byłam już pod drzwiami łazienki kiedy nagle wyszedł z niej Mirek i wciągnął mnie do niej. Nie zaprotestowałam, bo nie zdążyłam. Nie mogłam wydusić z siebie słowa, byłam zbyt przestraszona i zdezorientowana. Ogarnęła mnie panika, kiedy tak na mnie patrzył i nic nie mówił. Lustrował mnie wzrokiem z góry na dół, gdy po chwili się odezwał krew we mnie zastygła.

- Pięknie dziś wyglądasz - uśmiechnął się zdradziecko.
- Co ty wyprawiasz? - Czułam jak złość we mnie kipiała. 
- Nie udawaj takiej cnotki, przecież widzę, że na mnie lecisz
- Radzę kupić okulary. Wynoś się stąd! - Zaczęłam się z nim szarpać, jednak szybko i niechętnie stwierdziłam, że nie mam z nim najmniejszych szans, był silniejszy i wiedział, że ma przewagę. - Wyobrażasz sobie co może poczuć Kinga? - Może nie miałam przewagi siłowej, ale miałam nadzieję, że chociaż dotrę do niego słowami. Wpatrywał się we mnie, a ja czułam się coraz bardziej niezręcznie. Pragnęłam stąd uciec, ale wiedziałam że to niemożliwe. - Posłuchaj - przełknęłam ślinę i zaczęłam mówić do niego tak spokojnie jak tylko potrafiłam - Kinga jest zaledwie w pokoju obok, może cię usłyszeć i co wtedy? Wiesz? - Nadal się nie odzywał a we mnie zbierała się jeszcze większa złość - Nie, nie wiesz, bo jesteś zwykłym dupkiem, miałam o tobie całkiem inne zdanie, ale to się zmieniło, a teraz wyjdź stąd, bo chcę wziąć prysznic. 
- Okej mała, wyluzuj. Wyjdę, ale najpierw coś zrobię. 
- O tak, a ja już nawet wiem co: zabierzesz swoje rzeczy i stąd wyjdziesz! - ta sytuacja robiła się coraz bardziej irytująca. 
- Nie o tym mówiłem - uniosłam do góry brew nie wiedząc co ma na myśli. - Tylko o tym. 
Przyszpilił mnie do ściany i znowu pocałował. Miałam tego dosyć. Zebrałam w sobie siłę i odepchnęłam go, wymierzając mu siarczysty policzek, po czym dostał ode mnie z pięści w nos. - Nie spodziewałam się, że tak potrafię. Mirek osunął się na podłogę trzymając się za nos i mrucząc coś przy okazji. Wzięłam jego rzeczy i wyrzuciłam z łazienki na korytarz, czekając aż zwlecze się z podłogi i wyjdzie. Nie mogłam na niego patrzeć. Oddychałam szybko i nie spokojnie, obawiając się, że to nie koniec. Mirek wstał i wychodząc znów mnie pocałował, tym razem w policzek. Czułam jego zapach na sobie i nie mogłam już wytrzymać. 
- Ty nigdy nie odpuszczasz, co? - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- To jeszcze nie koniec malutka i nawet nie waż się o tym komukolwiek powiedzieć, bo potrafię być bardziej brutalny. 
Drżącymi rękami i ze łzami w oczach przekręciłam klucz w zamku po czym pośpiesznie weszłam pod prysznic, lejąc na siebie zimną wodę, musiałam ochłonąć, to było dla mnie zbyt dużo. Szorowałam się tak mocno, że prawie zdarłam sobie skórę. Wytarłam się również mocno, chcąc ukarać się za to, że tak łatwo dałam się zastraszyć, kto wie do czego jeszcze był zdolny. Ubrałam się w piżamę, wyszorowałam zęby, by nie czuć posmaku alkoholu i papierosów. Kiedy skończyłam, pokremowałam twarz i ze strachem szłam do pokoju, nieustannie oglądając się za siebie. Wiedziałam, że długo o tym nie zapomnę, nie mogłam dać po sobie niczego poznać. Weszłam do pokoju, ale nie zastałam w nim Dominika i byłam niemal pewna, że dzisiaj nie zasnę.



24.04.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 10

Nadszedł ranek, a ja wciąż nie mogłam uwierzyć w to, co wczoraj zobaczyłam... Czułam się jak w jakimś koszmarze, pragnęłam się z niego jak najszybciej obudzić, ale nic z tego. Czułam, jak płoną mi policzki, a wszystko w co do tej pory wierzyłam rozpadło się na drobne kawałeczki. Jak to się stało, że niczego wcześniej nie zauważyłam? Dlaczego od razu nie powiązałam faktów? Rozwiązanie było tak blisko, jak na wyciągnięcie ręki, a zarazem tak daleko, zbyt daleko bym mogła to rozwikłać. Przecież to nie może być prawda! - przekonywałam siebie. Jednak wiedziałam, że to co się wczoraj wydarzyło, było prawdziwe. Nie zmyśliłam sobie tego. W głowie wciąż wirowały mi myśli, a przed oczami do tej pory miałam obraz Łukasza, kurczowo trzymającego za rękę dziewczynę, która do tej pory była mi nieznana. Z wyjątkiem tego razu, gdy widziałam ją z Łukaszem, ale wtedy nie wiedziałam, że Róża to ta Róża o której tyle słyszałam od Dominika. Nagle wszystko zaczęło do siebie pasować. Łukasz nie odbierał ode mnie telefonów, bo rozmawiał z nią, lub wyłączał telefon, bo ciągle zamiast jego głosu wkradała się poczta głosowa. Wciąż słyszę ten kobiecy głos który dyktuje mi numer mojego chłopaka. Byłego, rzecz jasna. Nie miał dla mnie czasu, bo spotykał się z tą dziewczyną, przez nią nasz związek się rozpadł. A może przeze mnie? Może wina leży po mojej stronie, bo nie zrobiłam NIC, żeby go zatrzymać? Teraz już za późno, by szukać sprawców. Najbardziej w tym wszystkim żal mi było Dominika. Tak bardzo ją kochał, a ona zostawiła go dla takiego kogoś jak Łuki. Powiem mu, że wiem o wszystkim! Jestem w pełni świadoma, że go to zaboli, ale mimo wszystko zasługuje na prawdę. Róża kłamała mu w żywe oczy, wykręcała się jak tylko mogła, że jakiś wyjazd, że ważne sprawy, że pilnie musiała coś załatwić... Wiadomo o kogo chodziło. Wszystko stało się jasne, i bolesne. Nie takiego obrotu sprawy się spodziewałam. Teraz pozostało mi tylko powiedzieć o wszystkim Dominikowi, kiedy tylko po mnie przyjedzie, i ruszymy w długo wyczekiwaną podróż...




 ***



Z niecierpliwością czekałam na przyjazd Dominika. Obiecałam sobie, że kiedy tylko wejdzie do domu bez wahania o wszystkim mu powiem. Na prawdę chciałam to zrobić, ale kiedy zobaczyłam go przez okno w tak świetnym humorze, z czekoladkami w ręku, zaczęłam się wahać. Moja determinacja spadła do zera kiedy w końcu pojawił się w drzwiach i szeroko uśmiechnął. Dołeczki w policzku, które tak bardzo mi się podobały, sprawiły, że zapomniałam o wszystkim i nic nie było już w stanie zepsuć mi tego wyjazdu. 
- Świetnie wyglądasz, promieniejesz! - Dominik powitał mnie uśmiechem i przyjacielskim uściskiem. 
- Ty też wyglądasz całkiem, całkiem - odwzajemniłam uśmiech.
- Nie bądź taka skromna. - Dominik spojrzał na mnie
- Nie jestem, po prostu mówię to co myślę - założyłam ręce na piersi.
- To lepiej nie myśl, tylko dopakuj ostatnie rzeczy, zaraz wyjeżdżamy 
- Tak jest! - zasalutowałam, a Dominik nie mógł złapać tchu ze śmiechu.
Po dwudziestu minutach ruszyliśmy w drogę. 


***


Skoro Dominik nie chciał mi wyjawić gdzie mnie zabiera, postanowiłam się zdrzemnąć, więc podróż minęła mi znośnie. Kiedy się obudziłam, zauważyłam, że dojechaliśmy. 
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam przecierając zaspane oczy
- Na Mazurach
- Nie mówisz poważnie? - ożywiłam się, nie wierząc w to co przed chwilą usłyszałam
- A czy wyglądam, jakbym żartował?
Uściskałam go i wyszłam z samochodu, ciesząc się tym powietrzem i odpoczynkiem tylko we dwoje ( tak przynajmniej myślałam, dopóki nie zobaczyłam auta, które podjechało pod ten sam dom i zaparkowało tuż obok nas ) Najwidoczniej Dominik znał te osoby, bo kiedy tylko wysiedli ze skody od razu podeszli się z nim przywitać. 
Poczułam jak w środku płonę ze wstydu, jak mogłam pomyśleć, że Dominik chciał spędzić ten pobyt sam na sam. W końcu nie byliśmy parą. 
- To jest Kasia, moja siostra
- A to Marlena - Dominik podszedł do mnie z Kasią i nas sobie przedstawił. 
- Miło cię widzieć - posłałam jej uśmiech. 
- A to jest Radek, mąż Kasi - spojrzałam na chłopaka, który wypakowywał ostatnie rzeczy z bagażnika i po chwili do nas dołączył. Podaliśmy sobie ręce. 
- Czekamy jeszcze na kogoś? - zagaiłam, kiedy wciąż staliśmy przed domem. 
- Tak, na Mirka. Jest bratem Radka. Ma do nas dołączyć.
- To super - uśmiechnęłam się, choć wcale nie miałam ochoty na dodatkowe towarzystwo. Przynajmniej poznałam jego siostrę, która do tej pory przebywała za granicą. Zapowiadało się ciekawie, zamierzałam świetnie się bawić!

23.04.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 9

Mijały godziny, a Łukasz nie wracał. Czekałam, aż przyjdzie.
Szesnasta piętnaście.
Siedemnasta czterdzieści.
Osiemnasta.
Postanowiłam się trochę rozejrzeć. Wysiadłam z samochodu i obeszłam szpital dookoła. Wkrótce postanowiłam, że wejdę do środka. Poczekalnia była zajęta, ale nie znalazłam w niej Łukasza. Usiadłam zrezygnowana, a kiedy zauważyłam przypadkowego lekarza postanowiłam się czegoś dowiedzieć. Wstałam i podeszłam do niego.
- Dzień dobry, przepraszam gdzie leży dziewczyna,która została dzisiaj przywieziona? - Lekarz patrzył na mnie jak na idiotkę, przecież w jednym dniu przyjmują pewnie więcej niż dziesięciu pacjentów. Spojrzałam na plakietkę z jego imieniem. - Panie Zbigniewie, proszę mi pomóc.
- A kogo pani właściwie szuka?
- Takiej blondynki, średniego wzrostu. Nazywa się... Róża, niestety nie znam nazwiska.
- Domyślam się, że nie jest Pani z rodziny?
- Nie, ale muszę ją zobaczyć. Proszę.
- No dobrze, ale tylko na chwilkę, Róża Ostawska jest w ciężkim stanie, została potrącona.
- Dziękuję, która sala?
- Numer trzynaście.
- Jeszcze raz dziękuję.
Po kilkunastu minutach stałam już pod salą. Wzięłam głęboki oddech. Zapukałam do drzwi i weszłam do środka. Eks trzymał kurczowo rękę Róży, chyba płakał.
- Łukasz, będzie dobrze - starałam się go pocieszyć. Dziewczyna spała. Jej blond włosy były rozrzucone na poduszce szpitalnej. Przyjrzałam się jej. I dotarło do mnie że to ta sama osoba ze zdjęcia Dominika. I właściwie jego była dziewczyna. Jak to się stało? Nie mogłam w to uwierzyć. Dlaczego Róża zostawiła Dominika dla Łukasza? A może to Łukasz zostawił mnie dla niej, prosząc aby odeszła od mojego przyjaciela? Tego było już za wiele. Stałam jak wryta. Do sali weszła pielęgniarka, odwracając moją uwagę od Róży. Zmieniła kroplówkę.
- Wyjdzie z tego - Pocieszyła go i wyszła a ja zaraz za nią.
Łukasz napisał żebym nie czekała, bo jeszcze trochę tu posiedzi i zamówi taksówkę. I dobrze, bo ja wcale nie byłam w stanie ciągle tu być. Rozkojarzona wsiadłam do auta i wróciłam do domu, żałując, że w ogóle pojechałam z nim do tego szpitala.

19.04.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 8

Pakowałam ostatnie rzeczy do torby wyciągniętej specjalnie z dna szafy na wyjazd z Dominikiem, który do samego spotkania trzymał mnie w niepewności i nie chciał wyjawić gdzie jedziemy. No cóż, niespodzianka to niespodzianka!
Zadzwonił telefon, ale kogo ja bym się mogła spodziewać o tej porze? Nie czekając dłużej wrzuciłam pośpiesznie czarne spodnie obok długiej sukienki w tym samym kolorze i sięgnęłam po telefon ze stolika nocnego. Odebrało mi mowę, kiedy na ekranie ujrzałam numer, który znałam na pamięć. Byłam jednocześnie zawiedziona, że to nie Dominik i podekscytowana, że Łukasz (może) chce do mnie wrócić. Wzięłam głęboki oddech, i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Łukasz? - tak bardzo pragnęłam usłyszeć jego głos
- Tak, to ja. Cześć.
- Wszystko u ciebie w porządku? - serce waliło mi w piersi, bałam się że zaraz wyskoczy
- Nie. Słuchaj, nie będę owijał w bawełnę. Potrzebuję twojej pomocy. - I wtedy zrozumiałam, że on wcale nie ma zamiaru do mnie wrócić.
-  Moja dziewczyna jest w szpitalu, a ja nie mam samochodu. - Nie do końca docierały do mnie jego słowa. Byłam zawiedziona. Po krótkiej chwili znów byłam w stanie cokolwiek powiedzieć. Jak on mógł mnie prosić o to, abym zawiozła go do dziewczyny? To był szczyt wszystkiego. Ale z drugiej strony miałam okazję poznać jego wybrankę. Być może była to ta sama którą widziałam z nim dwa miesiące temu. Z niechęcią przyznałam samej sobie, że była dla mnie konkurencją.
- Co się stało?
- Z Różą, czy z samochodem? - Z Różą? Czy to przypadek, że nazywała się tak samo, jak była dziewczyna Dominika? Poczułam ukłucie w sercu, i po za tym to co to za głupie pytanie! Oczywiście, że z samochodem!
- Z samochodem - odpowiedziałam, z nutką ironii w głosie
- Jest zepsuty. To jak? Mogę na ciebie liczyć?
- Za dziesięć minut będę u ciebie.
- Dzięki
Właściwie dlaczego ja mu pomagam? Próbowałam usprawiedliwić się sama przed sobą. Zastanawiałam się jeszcze długi czas jadąc do niego. Stał już przed domem, a kiedy mnie zobaczył ruszył w moją stronę. Po chwili siedział już obok mnie.
Wcale nie obchodziło mnie co się stało z tą dziewczyną, dlatego kiedy tylko zapiął pasy ruszyłam w stronę pobliskiego szpitala. Włączyłam radio, i podgłosiłam, aby zagłuszyć niezręczną ciszę, jaka panowała między nami. Łukasz stał mi się obcym człowiekiem, mimo że często wracałam do niego myślami. Kiedy zatrzymałam się pod szpitalem, odetchnęłam z ulgą. Spojrzał na mnie i milczał przez chwilę, a potem wydusił z siebie tylko ciche dziękuję, i wysiadł z auta. Odprowadziłam go wzrokiem aż zniknął za drzwiami szpitala, zostawiając mnie samą, z tysiącem myśli.

9.04.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 7

Kolejny rok studiów zbliżał się nieubłaganie, chociaż może i dobrze, bo strasznie cierpiałam na brak zajęć. Myślałam, że to tylko przejściowe, jednak trwało to miesiąc. Zdecydowanie za długo. Dlaczego ja tak marnuję swoje życie? Zastanawiałam się od dłuższej chwili. Błądziłam gdzieś myślami. Sara niespodziewanie weszła do pokoju, kładąc mi rękę na ramieniu. Wystraszyłam się i nerwowo podskoczyłam.
- Dalej tu siedzisz? Sama? - Zapytała zmartwiona.
- A co twoim zdaniem powinnam teraz robić? Dokąd mam pójść? Odpuść proszę.
- To może w takim razie pójdziesz do Dominika? - zdawała się wcale mnie nie słuchać.
- Nie chcę już twoich rad, co do niego - spojrzałam na nią z wyrzutem
- Dlaczego? - wpatrywała się we mnie zmartwiona.
- Nie chce mnie widzieć. - Spuściłam wzrok.
- Żartujesz? Co mu powiedziałaś?
- Że zawsze może na mnie liczyć, bo jesteśmy przyjaciółmi a on... kazał mi wyjść i tyle.
- I od tak sobie wyszłaś?
Wzruszyłam ramionami - A co miałam zrobić?
- Zostać. Wiesz że on teraz kogoś potrzebuje, nie może być sam.
- To idź do niego, i posłuż mu dobrą radą, okej? - Zirytowałam się. Sara powoli zaczynała działać mi na nerwy.
- Uważam ze powinnaś do niego pójść i tyle - Siostra podeszła do okna, ostatni raz na mnie spojrzała i opuściła pokój. Po chwili w domu rozległo się głośne pukanie do drzwi.
- Spodziewasz się kogoś? - zapytałam młodej, która była w pokoju obok.
- Nie, a ty? - Znów pojawiła się w progu mojego pokoju, oparta o framugę. Bacznie mnie obserwując
- Też nie. Nie mam pojęcia kto to może być. Otwórz, to się przekonamy - spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem, a ona bez słowa zeszła na dół i podeszła do drzwi, zaglądając przez judasza.
- O wilku mowa. - Spojrzała na mnie, kiedy również zeszłam ze schodów i stanęłam obok niej
- Dominik?
- Mhm - Sara entuzjastycznie pokiwała głową. Otwórz, zanim się rozmyśli - Pokrzepiła mnie uśmiechem. Wyjrzałam przez duże okno, które znajdowało się tuż obok drzwi wejściowych.
- Masz rację - odwzajemniłam uśmiech i pociągnęłam za klamkę.


                                    ***

- Już myślałam że zapomniałeś gdzie mieszkam - Uśmiechnęłam się, wpuszczając go do środka.
- Nie zapomniałem, chciałem pobyć sam.
- Wyglądasz o wiele lepiej, niż poprzednim razem. - Zagadnęłam
- I tak też się czuję. To był ciężki okres.
- Dobrze wiem, co musiałeś przeżywać, bo czułam się dokładnie tak samo, kiedy Łukasz odszedł. Ale było, minęło. - Usmiechnęłam się szeroko, aby nie dać po sobie poznać, że wciąż to bardzo przeżywałam.
- Masz rację - Objął mnie ramieniem, a ja przez chwilę poczułam się bardzo przyjemnie, a zarazem bezpiecznie. Jednak nie trwało to długo, bo po krótkim czasie zabrał rękę. Zapragnęłam aby ta chwila trwała dłużej. Zaraz jednak przywróciłam się do porządku, zastanawiając się dlaczego pomyślałam o nim jak o kimś kto mógłby być dla mnie kimś więcej, niż przyjacielem? Miałam nadzieję, że nie dałam po sobie niczego poznać.
- Cieszę się, że stary Dominik wrócił - spojrzałam na niego.
- Oj tak... słuchaj... - uciął w połowie zdania
- O co chodzi?
- Przepraszam, nie wiem co sobie wtedy myślałem, nie miałem zamiaru cię tak potraktować.
- Daj spokój, każdy ma gorszy okres w życiu, wiem coś o tym.
- Jesteś jedyną osobą, która mnie rozumie... Jedyną osobą którą mam, w ogóle. Gdyby nie ty, to kto wie co bym teraz robił
- Nie myśl o tym, ważne że poradziłeś sobie z tym, zrobiłeś pierwszy krok, a teraz będzie już tylko lepiej. Zawsze będę obok ciebie - sprzedałam mu kuksańca w bok. - Przyjaciele. Pamiętasz? - spojrzałam na niego, wyczekując odpowiedzi
- Pamiętam - Dominik jakby posmutniał. Skąd taka reakcja? Nie chciałam o tym myśleć. A może bałam się nas sobie wyobrazić? Ilekroć starałam się choć na chwilę zobaczyć oczami wyobraźni NAS za każdym razem odczuwałam wstyd, że w ogóle o tym myślę.
- Słuchaj, chciałbym gdzieś wyjechać na parę dni. Wyrwać się stąd. - Głos Dominika przywołał mnie do rzeczywistości.
- A gdzie konkretnie?
- Może gdzieś nad jezioro? Co o tym myślisz?
- To całkiem fajny pomysł. Będziesz do mnie dzwonił? Chciałabym wiedzieć, czy ci się tam podoba.
- Wolałbym żebyś pojechała ze mną. Samemu to nie to samo co z przyjaciółką, prawda? - Posłał mi szczery uśmiech.
- Masz rację. To nie to samo.

                 


1.04.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 6

Zadzwonił telefon. Spojrzałam w ekran, i po chwili odebrałam przychodzące połączenie. Klaudia zaprosiła mnie do siebie, na imprezę. Powiedziała, że mogę przyjść z osobą towarzyszącą. Ale ja wcale nie miałam ochoty tam iść. Po pierwsze Dominik nie jest w nastroju, więc by ze mną nie poszedł, a po drugie co to za frajda pójść samemu w obce gniazdo? Klaudię znałam zaledwie od miesiąca, i przecież wiem, że czułabym się tam nieswojo. Grzecznie odmówiłam, i rozłączyłam się. Dominik nie odzywał się od paru dni. Powinnam teraz przy nim siedzieć? A jeśli chce pobyć sam i wcale mnie nie potrzebuje? Miałam mętlik w głowie. Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi, przez moment pomyślałam, że to Dominik, jednak moje przypuszczenia rozwiały się, kiedy w progu ujrzałam Malwinę z Kamilem. Byli bardzo podekscytowani. Zaprosiłam ich do środka. Malwina spojrzała na mnie przenikliwym wzrokiem.
- Zrobić wam herbaty? Kawy?
- Ja poproszę kawy - odezwał się Kamil. Po kilku minutach wróciłam z dwoma kubkami kawy, i z jednym kubkiem herbaty, dla Malwiny. Po kawie zawsze źle się czuła.
- Co wy tacy radośni? - zaczęłam spoglądając na parę.
- W życiu nie byłam taka szczęśliwa.
Uniosłam brwi do góry, nie mogłam zgadnąć co miała na myśli.
Kamil ją wyprzedził i wszystko wyjaśnił. - Niedługo wyjeżdżamy za granicę. Trochę zarobić. Być może wrócimy, a może nie. Jeśli plany by nam sprzyjały, to będziesz musiała się pofatygować do nas w odwiedziny. - uśmiechnął się
Mina mi zrzedła, kiedy usłyszałam, co planują. Chciała mnie zostawić, i od tak sobie wyjechać. Dobre sobie. Jednak nie dałam niczego po sobie poznać i przyjęłam to z uśmiechem, który odwzajemniłam.
- Nie powiesz nic? - Malwina czekała na moją reakcję.
- Wiesz... no... zaskoczyliście mnie tym. Nie za szybko na tak odległe plany?
- Odległe? - Zdziwiła się - Wyjeżdżamy za miesiąc.
- Wszystko może się jeszcze zmienić - Uświadomiłam ją, z nadzieją, że jej się odwidzi, nic jednak na to nie wskazywało. 
- Oj nie przesadzaj. - Spojrzała na mnie i upiła łyk herbaty. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że to już postanowione i Malwina nie zmieni swojej decyzji. 



***

Od wielu dni szukałam sposobu, żeby odciągnąć Dominika od złych myśli, zalegających mu w głowie, i wyniszczających organizm jak komórki rakowe. Wszystko się kumulowało, i nic nie szło po mojej myśli. Rzeczywistość się na mnie uwzięła. Dosłownie. 
Usiadłam przy oknie i myślałam. 
- Nie możesz sobie z czymś poradzić? Nad czym tak myślisz? - Sara dotknęła mojego ramienia.
- Martwię się o Dominika
- Może powinnaś z nim porozmawiać?
- Wydaje mi się, że chce teraz siedzieć sam. Niedawno rozstał się z Różą. Może to dla niego zbyt bolesne i chce przeżyć to w odosobnieniu.
- Nie pleć głupstw! - Sara skarciła mnie srogim spojrzeniem - Jako przyjaciółka powinnaś być teraz przy nim! Potrzebuje cię.
- Tak uważasz? 
- Jestem tego pewna! Nie patrz tak na mnie i nie zastanawiaj się, tylko idź!
- Nie... ostatnio nie był zadowolony z mojej wizyty. 
- To nie znaczy, że nie potrzebuje teraz wsparcia... zastanów się, jest facetem i ciężko mu przychodzi proszenie o pomoc, faceci mają wysokie ego i nie lubią się przyznawać do słabości.
Słuchałam Sary w milczeniu, byłam zdumiona że pomimo tak młodego wieku, tyle wie, a nie skończyła jeszcze osiemnastu lat. Bardzo dojrzała. Pomyślałam, że może warto jej posłuchać. 
- Długo będziesz się tak zastanawiała? - Stała nade mną z założonymi rękoma
- Nie. Masz rację. Powinnam być teraz przy nim. 
- I to jest dojrzała postawa. - Sara pokrzepiła mnie uśmiechem
- Dziękuję ci - uścisnęłam ją, i jak nigdy dotąd wyszłam z domu zdecydowana.



***

Pod drzwiami Dominika znów dopadło mnie zwątpienie. Wahałam się wciąż nie będąc do końca pewna podjętej już decyzji. Jednak było o wiele za późno, aby się wycofać. Skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć też B. Wzięłam głęboki oddech, i zapukałam. Dominik otworzył po chwili, zdumiony moją wizytą. Uśmiechnęłam się aby trochę rozluźnić atmosferę. Czekałam aż zaprosi mnie do środka. Stał w skupieniu patrząc na mnie. Na darmo starałam się odczytać co to oznacza. Nie mówiąc nic wpuścił mnie do środka. 
- Dawno cię tutaj nie było - spojrzał na mnie
- Chciałam dać ci trochę czasu
- Nie potrzebnie, już wszystko w porządku. Nie musisz się o mnie martwić. 
- Przyjaciele tak robią - odpowiedziałam. - Są przy tobie kiedy ich potrzebujesz. 
- No tak... Przyjaciele. Masz rację.  
- Dominik, naprawdę wszystko w porządku? - nie byłam pewna co do jego słów, że wszystko okej. Ciągle w nim coś siedziało, a ja nie mogłam odgadnąć co to takiego. 
- Tak, nie męcz mnie już. Będzie lepiej jak sobie pójdziesz.
- Skoro nalegasz. - Westchnęłam, rozgladajac się po pokoju. Na szafce wciąż stało jego zdjęcie z Różą. 
Kiedy wróciłam do domu, przypomniałam sobie o tym, i dotarło do mnie że skądś znam tę twarz. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak blisko prawdy jestem.