23.05.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 17

Będąc już we Wrocławiu nadal nie mogłam ochłonąć po wczorajszych wydarzeniach. Kłębiło się we mnie wiele myśli, i pytań na które chciałam znać odpowiedź, choć nie byłam jeszcze na to gotowa. Była niedziela, co świadczyło, że równo za miesiąc zaczynam drugi rok studiów. Wyłączyłam laptopa i weszłam do kuchni. Sara siedziała przy stole i jadła płatki, jednocześnie przeglądając telefon.
- Jak było? Opowiadaj. Chcę wiedzieć wszystko ze szczegółami! - spojrzała na mnie odkładając telefon.
Wyjęłam mleko z lodówki i razem z miską postawiłam na stole, dosypałam musli i zaczęłam jeść.
- Było cudownie, na początku myślałam, że będziemy sami, ale później okazało się, że będzie tam również jego siostra z mężem i kilku kuzynów. W tym Mirek... - skrzywiłam się na samo wspomnienie - I jego dziewczyna Kinga.
- Mirek. - Powtórzyła po mnie. - Co to w ogóle za imię - Sara parsknęła śmiechem a ja razem z nią.
- W między czasie Kasia, ta jego siostra obchodziła rocznicę ślubu. Radek zrobił jej świetną niespodziankę. O którą nawet go nie podejrzewała. Była przekonana, że zapomniał. Na ścianie zawiesił wielki napis najlepsza Żona na świecie i pięćdziesiąt powodów dla których ją kocha. Pokój przytroił balonami w kształcie serca, a na wielkim telewizorze odtworzył ich wspólne zdjęcia i filmiki z ich udziałem. - Wsunęłam kolejną porcję musli do buzi a Sara siedziała z rozmarzeniem w oczach. - Najlepsze jest to, że wszystko zawieszał po pijaku. - Sara zrobiła wielkie oczy. Wyprzedziłam jej pytanie. - Nie sam, z Dominikiem. Wyobraź sobie, że rodzice Dominika urządzili jeden z pokoi a'la sala kinowa. Na ścianie wisiał ogromny telewizor, ten na którym Radek wyświetlał zdjęcia i filmy, a połowa pokoju była zapełniona wygodnymi krzesłami. Byłam w szoku.
- Nie gadaj, sala kinowa? Musieli mieć dużo wyobraźni, i pieniędzy. - Sara pokręciła głową. - Mów dalej.
Wsunęłam kolejną porcję do ust i kontynuowałam.
- Pojechaliśmy nad jezioro. Tam dopiero było pięknie.
- Nie wątpię, sądząc po twojej opaleniźnie - Uśmiechnęła się do mnie.
- Oj tak, pogoda była piękna.
- A co z tym Mirkiem? Miałaś taką krzywą minę jak o nim wspomniałaś.
- To z pewnością największy palant, jakiego znam. Wyobraź sobie, że dobierał się do mnie kilka razy, ciągle szukał okazji by się do mnie zbliżyć.
- A co na to jego dziewczyna? Nic nie zauważyła?
- Nikt nic nie zauważył. Dobrze udawał, a mi zagroził, i wmawiał, że i tak nikt mi nie uwierzy, więc po prostu zacisnęłam zęby i obiecałam sobie, że wytrzymam do końca wyjazdu a potem o tym zapomnę.
- Już więcej go nie zobaczysz, chyba że będzie chciał cię odnaleźć - Sara zrobiła dramatyczną przerwę a potem wybuchnęła śmiechem, a ja razem z nią.
- Nawet tak nie żartuj! Wtedy nie było mi do śmiechu. - Westchnęłam.
Zastanawiałam się, czy powiedzieć jej o tym co zaszło między mną a Dominikiem, miałam nadzieję że o to nie zapyta. Myliłam się. Byłam na to przygotowana.
- A jak tam z Dominikiem? Dalej przeżywa po rozstaniu z Różą?
- Nie wydaje mi się, przez trzy dni kręcił się gdzieś z chłopakami, trochę posiedział ze mną, a w przed ostatni dzień zabrał mnie na kebaba.
- Cóż za romantyk! - Sara wzniosła oczy do nieba.
- Prawda? Ale nie to jest najlepsze. W dzień powrotu przeszedł samego siebie. - Wróciłam do tego wspomnienia.
- No mów! - Sara patrzyła na mnie wyczekująco - Umieram z ciekawości!
- Pocałował mnie.
- Nie! Mówisz poważnie?
- Aha. Nadal nie mogę w to uwierzyć.
- Coś podobnego. Kto by pomyślał, że ty i Dominik będziecie kiedyś razem.
- Ej, nikt nie powiedział, że jesteśmy.
- Przyznaj że byś chciała!
- Jasne, że tak. Pytanie tylko czy on by chciał.


                                       ***

Niechętnie wydrukowałam plan zajęć na (nie) kochany poniedziałek. Uwielbiam wstawać skoro świt, równo ze wschodem słońca, zjeść odżywcze śniadanie i jechać w niemal pustym autobusie na zajęcia, i czuć klimę, która chłodzi mi twarz!
Żartuję.
Nienawidzę poniedziałków. Zamiast uśmiechu na twarzy, pojawia się grymas zirytowania, kiedy wyłączam budzik dzwoniący od piętnastu minut. Jeśli poleżę jeszcze pół godziny to spóźnię się na autobus. Zwlekam się z łóżka zaspanym krokiem i wlokę się do łazienki. Biorę zimny prysznic, i zaczynam czuć się rześko. Jakoś funkcjonuję. Wkładam luźną sukienkę, i zaplatając warkocza w biegu piję zimną już kawę i dojadam bułkę z serem żółtym. Chwytam czarny sweter, wsuwam baleriny na stopy i pędzę na autobus. Czekam. Przyjeżdża kilka minut później niż zwykle. Zatłoczony, jak zawsze. Przeciskam się między spoconymi ciałami i zajmuję jedyne wolne miejsce przy oknie. Jest duszno, a klima jak zwykle nie działa, meczę się przez kolejne dwadzieścia minut i kiedy widzę mój przystanek niemalże wybiegam. Przed uniwersytetem stoi grupka studentów i pali papierosy, przeciskam się pomiędzy nimi i wbiegam po schodach na górę. Zajęcia zaczęły się kilka minut temu, więc wchodzę jakby nigdy nic, siadam na końcu i otwieram podręcznik z literatury angielskiej. Zajęcia zdawały się trwać kilka godzin a minęło zaledwie czterdzieści minut. Zawibrował mój telefon, nie czekając wyciągam go z torebki i patrzę na wyświetlacz. Jeden esemes. Od Dominika.
On: O której kończysz?
Ja: Za dwie godziny.
On: Przyjadę po Ciebie.
Ja: Nie jesteś w pracy?
On: Dziś nie pracuję.
Nie odpowiadam i czekam do końca wykładu.
Październikowe słońce jest w zenicie, oświetla mi twarz. Z daleka widzę auto Dominika. Macham do niego a on odpowiada mi uśmiechem.
- Jak dzisiaj było? - zapytał zainteresowany
- Znośnie. Kolejna porcja literatury.
- Biedaczyna - wystawia mi język a ja uśmiecham się pod nosem. - Jedziemy na przejażdżkę.
- Dokąd? - zapytałam zdziwiona.
- Niespodzianka.
Byłam zdezorientowana kiedy podjechał pod mój dom.
- I to ma być ta niespodzianka? - przerwociłam oczami.
- Nie do końca, mamy jeszcze trochę czasu.
- A co to takiego, że musi czekać?
- Dowiesz się na miejscu.
- Jezu. Nie bądź taki tajemniczy. Jeśli mi nie powiesz, będę tu siedziała tak długo dopóki nie zmienisz zdania.
Westchnął.
- Zrobiłem rezerwację w restauracji.
- I?
- Zabieram cię na randkę.
- Trzeba było tak od razu.


                                     ***

Wieczorem, kiedy zmieniłam się w grecką boginię dotarliśmy do restauracji Pod Dzikim Bzem.
- To najdroższa restauracja - zauważyłam
- Wiem - przytaknął. - A co? Nie podoba ci się tutaj?
- Nigdy tu nie byłam, wiesz że sama bym coś ugotowała.
- Nie marudź.
Wysiadł z auta, po czym otworzył mi drzwi. Podałam mu rękę i wolnym krokiem weszliśmy do środka. Było tłoczno. Dominik zaprowadził nas do stolika przy oknie.
- Dlaczego akurat w poniedziałek? - zagadnęłam.
- Bo tylko dzisiaj było wolne miejsce, ktoś odmówił przed moim telefonem. Na weekend nie było by szans.
- To zmienia postać rzeczy. - Zaczęłam się rozglądać. I niestety, albo stety zauważyłam Łukasza z Różą. Dziękowałam Bogu, że Dominik siedział do nich tyłem.
- Słuchaj, może pójdziemy w inne miejsce?
- Tu jest dobrze - upierał się, a ja nie chciałam żeby ją tutaj zobaczył. - Hej tu jestem - pomachał mi ręką przed nosem. Nie mogłam oderwać od nich wzroku, wyglądali na szczęśliwych a ja poczułam ukłucie w sercu. - Marlena? Co jest tam takiego ciekawego, że ciągle spoglądasz w tamtą stronę?
Nie mogłam wypowiedzieć słowa, patrzenie na nich tak mnie zaabsorbowało, że na chwilę straciłam kontakt z rzeczywistością. I wtedy Dominik się odwrócił. Wpatrywał się w nich dłuższą chwilę, a później spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Wiedziałaś prawda?
- Słucham?
- Wiedziałaś, że Róża jest z Łukaszem.
- Tak. Nie. To znaczy tak... Ale nie chciałam ci mówić, wiedziałam że to cię zrani...
- Nie bardziej jak to, że pomimo tego że wiedziałaś, nie powiedziałaś mi. Ukrywałaś to. Przecież to tak istotne. Twój były jest z moją byłą. Nie chciałaś mnie zranić? Daj spokój.
Kelner przyniósł nasze zamówienia.
- Straciłem apetyt. Wracam. - spojrzał na mnie z wyrzutem. - Proszę rachunek. - Zwrócił się do kelnera. Podczas kiedy nasz rachunek był w drodze, Dominik nie wypowiedział ani jednego słowa.
- Proszę - kelner wręczył świstek. A on bez słowa rzucił na stół kilka banknotów. - Reszty nie trzeba. Smacznego Marlena.
Wstał i wyszedł. A ja zostałam sama, z nienaruszonym jedzeniem i żalem w sercu.


___________________________________________________________________

* Restauracja Pod Dzikim Bzem w rzeczywistości nie istnieje, została wymyślona na potrzeby historii.





20.05.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 16

Obudziło mnie ciepłe słońce wpadające do pokoju przez lekko uchylone zasłony, powoli otworzyłam oczy i usiadłam, zaczesując ręką włosy do tyłu. Dominik odwrócił się w moją stronę i uchylił niewyspane powieki.
- Nie śpisz już?
- Przed chwilą się obudziłam - odparłam
- Która godzina? - zapytał zdezorientowany, i teraz wpatrywał się we mnie zmrużonymi oczami.
- Hmm, nie mam pojęcia. - wzruszyłam ramionami, po czym sięgnęłam po telefon który leżał pod poduszką. Na ekranie widniała ósma trzydzieści dwie, odwróciłam telefon ekranem w jego stronę, tak by mógł zobaczyć godzinę, a potem schowałam go spowrotem pod poduszkę.
- Kiedy chcesz wracać?
- Może wieczorem? Prawdę mówiąc nie mam ochoty się teraz pakować. Muszę napić się kawy.
- Świetny pomysł. Byłbym ci wdzięczny, gdybyś mi też zrobiła.
- Zaraz zejdę - posłałam mu uśmiech
- Za chwilę do ciebie dołączę.
- No mam nadzieję
Podeszłam do okna i odsłoniłam zasłony, słońce wpadło teraz do całego pomieszczenia, oświetlając twarz Dominika. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, wyobraziłam sobie jak przywieram do jego ust, a potem całujemy się namiętnie, nie mogąc złapać tchu. Przygryzłam wargę. Czułam do niego pożądanie, marzyłam o jego ciele, ale musiałam nieźle się namęczyć, żeby to ukryć, i nie dać po sobie niczego poznać. Miałam wielką ochotę wpić się teraz w te usta, zamiast tego poprawiłam koszulkę, i podciągnęłam spodenki, i jakby nigdy nic podeszłam do swojego łóżka i zaścieliłam je, Dominik wciąż mi się przyglądał, miałam nadzieję, że myśli o tym samym, że również tak jak ja, pragnie aby doszło do pocałunku. Wzdycham. Kieruję się do drzwi, nim się orientuję Dominik stoi już za mną.
- Marlena... - odzywa się niepewnie - Poczekaj - łapie mnie za ramię. Odwracam się. Patrzę w jego oczy, a mój oddech przyśpiesza. Nigdy nie byłam z nim tak blisko, czuję jak moje ciało styka się z jego ciałem.
Po chwili mój świat wiruje, bo on nie czekając dłużej przybliża swoje usta do moich, zwleka z pocałunkiem, doprowadzając mnie do zniecierpliwienia.
Po chwili czuję jak jego usta muskają moje wargi. Całujemy się przez chwilę. Najpierw powoli, a później coraz szybciej i coraz łapczywiej. Muszę przerwać, by wrócić do siebie. Odrywam usta. Dominik się speszył.
- Marlena, przepraszam, wiem że nie powinienem, ale od dłuższego czasu miałem ochotę to zrobić... Wybacz jeśli...
Nie pozwoliłam mu dokończyć, zachłannie zaczęłam znów go całować, tak jakbym chciała nadrobić wszystkie niewykorzystane chwile. Jego język wsunął się niepewnie, a ja odpowiedziałam na to zaproszenie, nasze języki tańczyły a ja czułam że zaraz odlecę, marzyłam o tym od dłuższego czasu. W moim ciele biło się setki odczuć. Zdziwienie, przyjemność, tęsknota, szczęście, podekscytowanie. Wiedziałam, że jeśli zaraz nie przestanę, wydarzy się coś więcej. Jedna część mnie właśnie tego pragnęła, ale druga się wzbraniała. Tym razem postanowiłam posłuchać rozumu. Niechętnie przerwałam, odsuwając się od niego, spojrzał na mnie pytająco.
- Pójdę zrobić kawę - powiedziałam z zakłopotaniem, i nie patrząc na niego zeszłam na dół, zostawiając go z własnymi myślami.

                                        ***

Kiedy weszłam do kuchni wszyscy siedzieli przy stole, a Kasia smażyła naleśniki, które podawała Radkowi a ten smarował je dżemem i zwijał. Cudowny widok, doskonale się uzupełniali. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Dzień dobry wszystkim.
- Cześć - odpowiedzieli chórem, czekając na naleśniki.
- Ale pięknie pachnie - powiedziałam, parząc sobie kawę.
- Dominik jeszcze śpi? - Kasia zwróciła się do mnie z uśmiechem.
- Nie, powinien zaraz zjeść na dół.
- To dobrze, bo my jemy i będziemy się zbierać.
- Już? - Dosiadłam się do stołu, pozostali toczyli zaciekłą rozmowę, nie zwracając już na nas uwagi.
- Tak, chcemy zdążyć na najbliższy samolot. Czeka nas kilka godzin lotu.
- Aaa, no tak. - odparłam, upijając łyk kawy, i oplatając kubek dłońmi z obu stron.
- Proszę, częstuj się, Radek się napracował. - Kasia wskazała na stertę naleśników.
- Bardzo chętnie, nie odmówię naleśników z dżemem malinowym.
Nakładałam sobie kilka na talerz, kiedy z góry zszedł właśnie Dominik.
- Siema - przywitał się - Co tak pięknie pachnie?
- Naleśniki Radka i Kaski - uśmiechnęłam się - Usiądź i jedz, bo wystygną. Kawę masz na blacie. Nie słodziłam.
- Jesteś kochana.

Godzinę później staliśmy na podwórku i żegnaliśmy się z każdym po kolei, a potem patrzyliśmy jak odjeżdżają, machając im na dowidzenia. Ostatni wyjechał Mirek z Kingą. Zanim wszedł do samochodu, podszedł do mnie i zmierzył mnie z góry do dołu.
- Cześć malutka, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Oby nie. - Spojrzałam na niego z wrogością w oczach.
- No cóż, chyba nigdy nie dasz się poderwać. Narka.
- Pa.
Pożegnał się z Dominikiem, i po chwili odjechali.
- Pakujemy się, czy chciałabyś jeszcze coś zwiedzić?
- Wolałabym już wrócić, nie ma co przedłużać.
- Masz rację, im szybciej wyjedziemy, tym szybciej będziemy w domu.
Zgodnie wróciliśmy do środka i w ciszy się pakowaliśmy. Pod wieczór byliśmy już w trasie. Przez całą drogę wpatrywałam się w niego, a on bez słowa położył jedną dłoń na moim udzie, a drugą trzymał na kierownicy, opierając łokieć o drzwi. Było to tak niewiele, a ja przez moment poczułam się dla niego ważna, i pragnęłam aby ta chwila trwała wiecznie. Jechaliśmy w milczeniu. Nie musieliśmy nic mówić. Rozumieliśmy się bez słów.

16.05.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 15

Z jednej strony cieszyłam się, że ten pobyt na Mazurach dobiega końca, a z drugiej strony żałowałam, że nie spędziłam tego czasu inaczej, nie wykorzystałam go w pełni, użerając się z Mirkiem, dlatego postanowiłam, że ten ostatni wieczór spędzę tylko i wyłącznie z Dominikiem. Zeszłam na dół i dołączyłam do niego, siadając tuż obok przy stole w kuchni. Widząc mnie oderwał wzrok od telefonu i spojrzał na mnie po czym się uśmiechnął, i z powrotem przeniósł wzrok na ekran. Po chwili go zablokował i spojrzał na mnie smutno.
- Dzisiaj ostatni wieczór - westchnął.
- Tak, to prawda, dlatego pomyślałam sobie, że może spędzimy go razem? Co ty na to? Z dala od wszystkich. - Zwróciłam się do niego, widać było że się zastanawia.
- Przepraszam, że nie poświęciłem ci wiele czasu, ale możliwość spotkania się z chłopakami dobrze mi zrobiła, wiesz, fajnie spędzić czas w męskim gronie, wypić piwo i pogadać o błahych rzeczach, dlatego uważam że ten ostatni wieczór poświęcę tobie. - Pocałował mnie w policzek, a ja żałowałam, że nie zdobył się na nic więcej.
- Pójdę się przebrać - zadeklarował.
- Świetny pomysł. Myślisz, że też powinnam?
- Nie sądzę, pięknie wyglądasz, ale wybór należy do ciebie.
- Przebiorę się - posłałam mu uśmiech.

                                    ***

Pół godziny później oboje zeszliśmy na dół. Dominik założył bokserkę w kolorze khaki i luźne dresy, strasznie mi się w nich podobał, czarną bluzę przewiązał sobie na biodrach, ja natomiast postawiłam na długą szarą spódnicę, i czarny top, wiązany na szyi, który dosięgał mi tylko do pępka, na stopy włożyłam czarne sandały, które przewiązałam na kostkach.
- Nie mogę oderwać od ciebie wzroku.
- To nie odrywaj - dotknęłam jego ramienia. - A więc co proponujesz? - spojrzał na mnie wyczekująco.
- Myślałam, że przygotowałeś coś w zanadrzu. - droczyłam się z nim
- Pragnę przypomnieć, że to ty narzekałaś na brak spędzania czasu ze mną.
- Nie narzekałam, tylko po prostu się stęskniłam, to takie trudne do zrozumienia?
- Kobiety... - westchnął. - Nigdy was nie zrozumiem. Ale mam plan. Pokażę ci pewne miejsce.
- Nie mogę się doczekać.
Piętnaście minut później dojechaliśmy nad wielkie jezioro, inne niż dotychczas tu widziałam. Dokoła rosły drzewa i krzewy, a po samym jeziorze pływały łódki, jedne samotne, inne z jednym pasażerem. Wzdłuż niego ciągnęło się molo, białe, z drewna, ptaki przysiadywały na skraju, inne odlatywały. Słońce stapiało się z ziemią. Mimo że był wczesny wieczór, na horyzoncie nie było nikogo oprócz nas i samotnych ludzi w łódkach, nie odczuwaliśmy ich obecności, zdawali się być pochłonięci we własnych myślach.
- Pięknie tutaj - Nie mogłam ukryć zachwytu.
- Zawsze tutaj przychodziłem z mamą. W każde wakacje, przesiadywałem tutaj codziennie.
- Zawsze jest tutaj tak pusto?
- Nie, ale jest sierpień. A pod koniec wakacji ludzie wracają do rzeczywistości, i po prostu wyjeżdżają.
- My też jutro wrócimy - zauważyłam
- Nie myśl o tym, ciesz się póki możesz. Jesteśmy tutaj sami, tak jak chciałaś. Miałaś jakiś konkretny powód?
Zaschło mi w gardle, nie wiedziałam co powiedzieć, zastanawiałam się, co chciałby usłyszeć. O uczuciu nie było mowy, nie dał mi tego odczuć, nie patrzył na mnie inaczej, nie traktował mnie jako dziewczynę tylko jako równą sobie przyjaciółkę, a ja nie chciałam burzyć przyjaźni jaka była między nami.
- Chciałaś mi o czymś powiedzieć? - Dopytywał. Jak miałam wybrnąć z tej sytuacji? Wzięłam głęboki oddech.
- Nie, chciałam po prostu spędzić z tobą trochę czasu. Odkąd tu jesteśmy, spędziłam z tobą raptem dwa dni.
- Faktycznie. - podrapał się po brodzie. - No cóż, muszę się zrehabilitować. - Zapadła długa cisza, a słońce zdążyło już zajść. Zachody tutaj były piękne, takie magiczne. Wpatrywałam się w jezioro przede mną, wyciągnęłam telefon i zrobiłam kilka zdjęć. Spojrzałam na godzinę. Dochodziła dwudziesta druga, a ja jeszcze wcale nie zamierzałam wracać.
- Jesteś może głodna? - Dominik wyrwał mnie z zadumy.
- Jestem.
- Zapraszam na kebaba. Może zdążymy przed zamknięciem. - Nie czekając na moją odpowiedź wstał, i szedł w stronę samochodu, a ja podążałam za nim.
Nigdy wcześniej nie wyobrażałam sobie, że mogłabym spojrzeć na niego inaczej niż tylko przyjaciela, ale od dłuższego czasu nie myślałam o niczym innym. A może gdyby tak powiedzieć mu co...
- Kebab na frytkach czy w bułce? - Moje myśli zatrzymały się w pół słowa, a wzrok wbił się w jego usta.
- Słucham?
- Jakiego chcesz kebaba?
- Aaa. Tak. Na frytkach.
- Tak myślałem. Pójdę zamówić.
- Tak, idź, poczekam w samochodzie.
Czekałam na niego, próbując przypomnieć sobie o czym myślałam kilka minut temu. A tak, zastanawiałam się czy nie powiedzieć mu o tym co do niego czuję. Analizowałam wszystkie za i przeciw. Wynik był niejasny. Za równały się z przeciw. Głęboko westchnęłam. Chwilę później pojawił się Dominik, z pachnącym kebabem.
- Długo czekałaś? - wręczył mi plastikowe pudełko z pyszną zawartością, zapach wypełnił cały samochód.
- Nie, kilkanaście minut.
- Jedz, bo wystygnie.
- Właśnie to zamierzałam zrobić.


                                     ***

Do domu wróciliśmy krótko przed północą, zachowując się w miarę cicho, by nie nikogo nie zbudzić. Zamknęłam drzwi i delikatnie przekręciłam klucz w zamku. Cicho zdjęłam sandały, i na palcach weszłam po schodach, Dominik wszedł za mną.
- Czy teraz jesteś szczęśliwa marudo? - Dominik dał mi kuksańca w bok.
- Nawet nie wiesz jak. - Uścisnęłam go. - Dziękuję za spędzony czas.
- Nie dziękuj, byłem ci to winien.





11.05.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 14

Kiedy dojechaliśmy do domu nikogo nie było. Na stole w kuchni leżała karteczka ''Przyjdźcie nad jeziorko - całuski Kaśka'' Rozpakowałam zakupy, Mirek stał na podwórku, zawołałam do niego, że możemy już iść. Wszedł do kuchni w hawajkach, trzymając w ręku dwa ręczniki. Poszliśmy ścieżką z kamieni, była prosta, i idąc nią nad jezioro nie było wcale tak daleko. Już od połowy zauważyłam Kaśkę uciekającą przed Radkiem. Dołączyliśmy do grupy. Dominik wyszedł z wody i mnie zaatakował. Cały mokry objął mnie w pasie i podniósł do góry, kiedy upewnił się, że tak łatwo mu nie spadnę, zaczął biec do wody.
- Nie! Dominik nie! Poczekaj, ściągnę tylko sukienkę...
- W sukience też mogę cię wrzucić.
Chwilę później kąpaliśmy się w jeziorze.

                                     ***

Przebrałam się, a mokre włosy związałam w luźnego warkocza, który swobodnie zwisał przez ramię, z końcówek kapała jeszcze woda, zostawiając małe kropelki na panelach. Włączyłam film, i usiadłam z laptopem na łóżku. Dominik do mnie dołączył. Piszczałam w niebogłosy, ponieważ ciągle mnie łaskotał.
Pod koniec filmu przysnęłam, Dominik również i kiedy się obudziłam, wciąż jeszcze spał. Rozpuściłam włosy, a potem delikatnie je rozczesałam, zrobiły mi się loki, i nie ukrywam że było mi w nich do twarzy. Siedząc przed lustrem zauważyłam, że Dominik się obudził, i zaczął mi się przyglądać, kiedy spojrzałam w jego stronę uśmiechnął się, tym samym ukazując te wspaniałe dołeczki w policzkach.
- Ładnie wyglądasz kiedy wstajesz.
- A potem to już nie? - udałam urażoną
- Też, też - westchnął. - Podobało ci się?
- Oj tak, było świetnie.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś to powtórzymy.
Pokiwałam głową.
- Schodzisz na kolację?
- Tak, zaraz zejdę, daj mi chwilę.
- Okej, w takim razie ja już pójdę i pomogę twojej siostrze. Uśmiechnęłam się słodko i wyszłam.
Na schodach minęłam się z Kingą, więc zagadałam:
- Hej, jak leci?
- Dobrze, u ciebie chyba też, chodzisz taka rozpromieniona.
Odgarnęłam kosmyk włosów za ucho.
- Nie wiem, może, to chyba przez to słońce, ostatnio jest już go coraz mniej.
- To prawda. A jak tam z Dominikiem?
- Odpoczywa na górze.
- Yhm, a powiedz mi, czy ty na pewno się tylko z nim przyjaźnisz? - zrobiła w powietrzu gest króliczków palcami, chcąc zaznaczyć ostatnie słowo w cudzysłów.
- Tak, dlaczego pytasz?
- Przecież się przespaliście, a przyjaciele tego nie robią prawda? - uśmiechnęła się.
- O czym ty mówisz Kinga?
- Nie udawaj, wszyscy od rana o tym gadają.
- Kto ci to powiedział?
- Mirek
- Niech ja go dorwę - moje policzki płonęły, miałam wrażenie, że zaraz wyjdę z siebie i stanę obok.
- Ej tylko nie mów, że ci powiedziałam, zezłości się na mnie. Powołaj się na chłopaków, też wiedzą.
- Zejdź mi z drogi. - Byłam strasznie zdenerwowana. Ręce mi się trzęsły, zacisnęłam je w pięść, i z determinacją szukałam Mirka.
- Tu się schowałeś, wszędzie cie szukałam.
- Co się stało?
- Ty jeszcze pytasz się mnie, co się stało? Lepiej ty mi powiedz!
Zerwał się z fotela i stanął jak wryty.
- O co ci chodzi złośnico?
- Jesteś zakłamanym dupkiem! Nie znam nikogo bardziej podłego od ciebie. Jak mogłeś powiedzieć coś takiego?
- Ale co? - udawał, że nie ma o niczym bladego pojęcia.
- Nie udawaj. Przyznaj się. Chociaż tyle miej godności.
- Nie martw się o moją godność, jest na właściwym poziomie.
- Po co miałabym się martwić o kogoś, kto rozpowiada wszystkim że przespałam się z Dominikiem? Przecież to nieprawda! - uderzyłam go pięścią w klatkę piersiową.
- Jak to nie? Przecież słyszałem, jak pytał się czy ci się podobało. To świadczy tylko o jednym i szczerze mówiąc, chciałbym być na jego miejscu.
O nie, tego było już za wiele. Najpierw kłamie, a potem mnie szpieguje.
- Podsłuchujesz mnie? Szpiegujesz?
- Nie, nic z tych rzeczy. Przechodziłem akurat... ślicznotko, nie złość się.
- Odwal się!!! - uderzyłam go w twarz i wyszłam z pokoju, zatrzaskujac za sobą drzwi.
  

8.05.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 13

Nie odezwałam się, tylko bez słowa wyszłam z pomieszczenia, uznałam, że nie warto użerać się z pijanymi facetami. Poszłam do kuchni po coś do picia. Zastałam tylko Krzyśka i Mirka, oboje byli nawaleni. Przez chwilę wahałam się i byłam gotowa zawrócić, kiedy uświadomiłam sobie, że nie dam się zastraszyć i pokażę mu, że się go nie boję. Uśmiechnęłam się w ich stronę i pewnym krokiem podeszłam do lodówki. Wyciągnęłam wodę w butelce, a kiedy się odwróciłam Mirek stał już za mną, a po Krzyśku nie było śladu.
- Przepuść mnie, chcę wracać do pokoju.
- Co dostanę w zamian? - W tym momencie objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Próbowałam go od siebie odepchnąć, ale nie dawał za wygraną.
- Odejdź, cuchniesz wódką i papierosami.
- Nie odejdę, dopóki nie dostanę od ciebie buziaka.
- Odwal się, jesteś żałosny. - pchnęłam go z całej siły, aż zatoczył się pod stół.
- Zawsze taka jesteś? Lubię takie wojowniczki.
- Daj już spokój. Pogrążasz się.
Wyszłam z kuchni i pobiegłam schodami na górę. Zamknęłam drzwi na klucz.
Uczesałam się w warkocza i położyłam do łóżka, nie czekając na Dominika, byłam pewna że oboje z Radkiem zasną w salonie, nie wiedząc co jest grane.


                                      ***

Rankiem udałam się do łazienki, wziąć szybki prysznic. Byłam czujna, obawiając się że znów spotkam Mirka na horyzoncie. Nawet nie wiem co Kinga w nim widzi. No dobra: jest umięśniony, i przystojny, ale po za tą otoczką to zwykły cham i dupek. Założyłam strój kąpielowy przyszykowany przez Kasię i zwiewną kwiecistą sukienkę. Chyba pójdziemy się kąpać. Miałam wątpliwości, ale przecież może być fajnie. Nie pozwolę jakiemuś facetowi zepsuć mi wyjazdu. Byłam w świetnym humorze. Zeszłam na dół, aby zrobić wszystkim śniadanie. Policzyłam na palcach wszystkie osoby znajdujące się w domu, kilka razy musiałam zaczynać od nowa. Postanowiłam, że zrobię jajecznicę. Wyjęłam patelnię i wbiłam piętnaście jajek, w międzyczasie przygotowałam grzanki i rozlałam sok pomarańczowy do szklanek.
Pierwsza pokazała się Kaśka.
- Jezu, dziękuję ci że to zrobiłaś.
- Drobiazg, nie ma sprawy. - posłałam jej ciepły uśmiech.
- Starczyło dla wszystkich?
- Tak, bez problemu
- I tak trzeba będzie jeszcze podjechać do sklepu po zakupy.
- Okej, mogę to zrobić
- Dziękuję. Naprawdę. Jesteś kochana. - przytuliła mnie, po czym krzyknęła głośno: ''śniadanie!''
Od razu wszyscy się zlecieli. Po śniadaniu przygotowywaliśmy się nad Jezioro Nidzkie. Szybko się uczesałam i wyszłam przed dom.
- Który z dżentelmenów pojedzie z Marleną po zakupy? - Kasia stanęła z założonymi rękoma.
Nie widziałam nigdzie Dominika, więc wiedziałam kto się zgłosi.
- Ja pojadę - zaoferował się Mirek
- Dobrze. Łap kluczyki i jedźcie. Tylko wróćcie szybko, bo niedługo jedziemy nad jezioro.
- Okej.
Spojrzałam na Mirka z niechęcią, a on tylko się uśmiechnął, z satysfakcją i już wiedziałam, że to będzie nieprzyjemna podróż.
Wyruszyliśmy dżipem Krzyśka spod domu i pojechaliśmy na miasto do sklepu.
Mirek przez całą drogę w ogóle się nie odzywał. I dobrze, ale było to dla mnie dość dziwne, nabrałam podejrzeń, był zbyt spokojny. Chciał mnie zmylić. Uśpić moją czujność.
Wyszłam z samochodu i udałam się do sklepu. Kupiłam trzy zgrzewki piwa, zgrzewkę napoi, chleb, masło, kilka rodzajów sera i szynkę, wyjęłam z zamrażarki wielką paczkę frytek, sięgnęłam po węgiel do grilla i paczkę kiełbasy, wszystko władowałam do koszyka.
Gdy wyszłam ze sklepu Mirek stał przy aucie i palił papierosa, zauważyłam dopiero po chwili, że mi się przygląda.
- Pomożesz mi? Czy będziesz tak stał i patrzył?! - krzyknęłam do niego, ten pośpiesznie wyrzucił peta i zabrał ode mnie połowę zakupów. Wsiadłam do auta i bez słowa ruszyliśmy w drogę. Wracaliśmy inną trasą, więc od razu zapytałam:
- Gdzie jedziemy?
- Chcę ci coś pokazać.
- Ja nie chcę, proszę jedź prosto do domu
- Przecież jedziemy, to po drodze.
- Byle szybko, czekają na nas.
Dojechaliśmy na jakiś mostek i zatrzymaliśmy się, nie wychodziłam z auta ponieważ nie chciałam.
- Wychodź! - zwrócił się do mnie rozkazującym tonem.
- Nie chcę!
- No wyjdź, chcę ci coś pokazać.
Niechętnie wyszłam, ale kurczowo trzymałam się za drzwi samochodu.
- No podejdź tu
- Widzę stąd
- Podejdź, nic ci nie zrobię
Poszedł do mnie i poprowadził do barierki mostka.
- Spójrz w dół
Zobaczyłam mnóstwo kwiatów.
- Piękne są
- Tak myślałem że ci się spodobają.
- O czym ty mówisz?
Bez słowa zszedł na dół, i zerwał dorodny bukiet, po czym wrócił na górę.
- Są twoje
- Czyś ty oszalał? Nie przyjmę od ciebie niczego! A teraz wracajmy do domu.
Nie patrząc na minę Mirka, wkurzona weszłam z powrotem do dżipa, zatrzaskując drzwi.

5.05.2017

POPROSZĘ O MIŁOŚĆ 12

Pomimo strachu który mnie ogarnął, udało mi się zasnąć, spałam przerywanym, płytkim snem, ale zawsze to coś. Kiedy się obudziłam zastałam puste łóżko obok siebie, niezaścielone, w poduszce wciąż było wgniecenie pozostawione przez Dominika. Wyszłam z pokoju, trochę się rozejrzeć. Powoli, i prawie nie zauważalnie zeszłam na dół, starając się aby nikt mnie nie usłyszał, nie chciałam jeszcze nikogo budzić. Na parterze znajdowała się druga łazienka, kuchnia, salon, i jadalnia, wzdłuż korytarza znajdowały się też inne pokoje, zaglądałam do każdego z nich, po kolei. Dużym zaskoczeniem dla mnie była mini sala kinowa: ogromny telewizor, który zajmował dwie trzecie ściany i kilka wygodnych foteli poustawianych tuż obok siebie, ciekawe ile to kosztowało: pomyślałam, rodzice Dominika musieli mieć mnóstwo pieniędzy żeby wpaść na pomysł urządzenia pokoju jako sali kinowej, i zostawić dom dzieciom, które przyjeżdżają tu tylko na wakacje. Rozglądałam się jeszcze przez chwilę po czym ruszyłam do dalszego zwiedzania. Na wprost znajdował się kolejny pokój, zamknięty na klucz, wahałam się przez chwilę, ale ciekawość zwyciężyła, delikatnie przekręciłam klucz w zamku i zajrzałam do środka. W tym pokoju znajdowało się biuro, ale nie wiem czyje, wyszłam zostawiając drzwi tak jak je zastałam. Pośpiesznie wróciłam do pokoju i siedziałam już w nim do wieczora, bojąc się, że znowu przypadkiem wpadnę na Mirka.

***

Kiedy zrobiłam się już naprawdę głodna, postanowiłam że zejdę na dół. Było duszno, więc w połowie schodów zatrzymałam się, i otworzyłam okno. Pod domem było więcej aut niż przedtem, byłam zdziwiona. Westchnęłam i zeszłam na dół. Od razu usłyszałam śmiechy i rozmowy z salonu. Poszłam tam i zobaczyłam samych facetów, w tym Dominika, Radka i Mirka. Resztę facetów kojarzyłam, byli to kuzyni Dominika. Poczułam się nieswojo, wszyscy się we mnie wpatrywali, zapadła głucha cisza.
- Fiu, fiu, Dominik, ale żeś sobie laskę znalazł - odezwał się Grzesiek
- To nie jest moja laska - wyprostował Dominik - To moja... moja przyjaciółka. Najlepsza.
- Ale Ty głupi - powiedział jeden z kuzynów:  chyba Krzysiek.
- Widzę, że przeszkadzam. Wybaczcie - wtrąciłam.
- Ależ skąd, zapraszamy. Kasia z Kingą gdzieś wyszły. - Mirek udawał niewiniątko, a ja dostawałam mdłości. Najlepiej będzie jeśli się wycofam. Nie zniosłabym jego towarzystwa.
- Zgłodniałam, zaraz wracam na górę.
- Jeśli chcesz - Dominik posłał mi uśmiech, ale widziałam, że wolałby gdybym jednak z nimi została. W jego oczach był zawód, a w moich strach, ale tego nie widział, bo wyszłam z salonu. Zrobiłam sobie kanapki, i herbatę, miałam już iść do siebie kiedy pomyślałam, że mogłabym obejrzeć film w sali kinowej, z dala od tego pijanego towarzystwa. Rozsiadłam się i włączyłam film, zaczął się już na dobre, zdążyłam się wciągnąć. Po chwili usłyszałam jak ktoś wszedł do sali i zamknął za sobą drzwi. Zauważyłam, że zamiast zapalić światło włączył latarkę w telefonie i zaczął oświetlać fotele, zorientowałam się po chwili, że szuka mnie. Wyobraźnia podpowiedziała mi, że to Mirek, więc szybko się schowałam, żeby nie mógł mnie znaleźć. Serce waliło mi jak oszalałe. Skąd wiedział, że tu będę? Przecież nie mógł tego wiedzieć, bo powiedziałam, że wracam na górę, wystraszyłam się na dobre, nie mogłam uspokoić oddechu, ale wiedziałam że muszę być cicho, bo jeśli mnie tu znajdzie, już po mnie i Bóg jeden wie co mi zrobi.
- Marlena?
Zamarłam. Zobaczył mnie.
- Marlena, to ja. Dominik. Dlaczego się chowasz?
Ulżyło mi, jednak nie mogłam znaleźć sensownego wytłumaczenia, nie mogłam też się przyznać.
- Hej, nie wiedziałam że tu jesteś - Starałam się brzmieć jak najbardziej wiarygodnie. - Co tam? - posłałam mu sztuczny uśmiech.
- Dlaczego się chowasz? - powtórzył
- Yyy... dlaczego? Bo... Bo szukałam... Szukałam telefonu. Tak. Właśnie. Spadł mi, i schyliłam się, żeby go podnieść.- Na mojej twarzy malowało się zakłopotanie.
- No dobra.... - Patrzył na mnie podejrzliwie. Chyba mi nie uwierzył, ale nie mogę się dziwić, bo strasznie słaba ze mnie aktorka.
- A ty co tu robisz? Starałam się ukryć zażenowanie.
- Chciałem się trochę rozejrzeć, bo planujemy z Radkiem niespodziankę dla Kasi.
- Niespodziankę? A z jakiej okazji?
- Trzecia Rocznica ślubu. Kasia myśli, że Radek zapomniał. Dlatego to tajemnica.
- To super, może mogłabym jakoś pomóc?
- To miłe...
- Ale nie. - Wtrącił się Radek, który dłuższą chwilę przebywał w sali kinowej, trzymając w rękach drabinę. - Cieszymy się, że chcesz nam jakoś pomóc, ale chcemy to sami zorganizować.
- A po co wam drabina?
- Bo trzeba coś zawiesić.
- To nie jest dobry pomysł przy waszym stanie. Wy się z ledwością trzymacie na nogach.
- Damy sobie radę, a teraz pozwoli pani opuścić to pomieszczenie. - Odezwał się Radek z sarkazmem.