30.10.2017

CHANGE cz. 25



Na gest wysokiej blondynki, mężczyzna ścisnął moje ręce przyciągając do siebie i przejechał palcami po mojej twarzy.
- Co ty na to, żebyśmy się zabawili? - zdjął dłoń z mojego policzka i zaczął zjeżdżać nią do dolnej części stroju kąpielowego.
- Zostaw mnie! - z moich oczu leciały łzy.
- Zostaw ją! - próbował się wyszarpać z mocnego uścisku napastnika.
- Może zdejmiemy to? - bawił się sznurkiem mojego stanika.
- Powiedziałem puść ją! - reszta działa się bardzo szybko.
 Bryan odepchnął się od ziemi uderzając głową w dolną część twarzy napastnika, przez co ten puścił go i upadł na ziemię. Nie marnując czasu, biegiem rzucił się na koc i wyjął ze swojej kurtki czarny pistolet i wymierzył nim w zwijającego się na piasku mężczyznę.
 Wokół niego pojawiła się plama krwi.
- Iskierko, uciekaj! - rozkazał, ale ja stałam niczym sparaliżowana, nie dowierzając w to, co przed chwilą się stało.
- Łapać go! - rozkazała Mara na co w jego stronę zaczęli iść kolejni napastnicy.
 W zabójczym tempie chłopak znalazł się obok mnie i odepchnął pod drzewo, gdzie byłam, a raczej powinnam być bezpieczna.
 Rzucił się na kolejnego mężczyznę i wyginając mu rękę powalił na ziemię. Wyciągnął kolejny raz pistolet i wymierzył strzał w głowę. Z kolejnym postąpił tak samo.
 Po wszystkim stanął na równe nogi i z powagą wpatrywał się w wysoką blondynkę.
- Bryan, spokojnie. - wyciągnęła ręce przed siebie, próbując go uspokoić.
Strach było widać w jej oczach.
-Teraz nie jesteś taka odważna? - zaśmiał się histerycznie.
- Przemyśl to co robisz zanim będzie za późno. Wiesz jak to może się dla ciebie skończyć.
- Jeśli podzielisz ich los nic mi się nie stanie. - chciała jeszcze dodać kilka słów, jednak Bryan nie pozwolił na to i wymierzył w nią ostatni strzał.
 Mara opadła na ziemię leżąc w kałuży krwi.
 Z szeroko otwartymi oczyma przyglądałam się całemu temu zdarzeniu. Nie mogłam w to uwierzyć. Brunet wyciągnął telefon i zadzwonił do kogoś, ale nie skupiałam się na tej rozmowie. Kiedy skończył spojrzał na mnie i ruszył w moim kierunku.
- Wszystko w porządku iskierko?
- Kim ty do cholery jesteś? - mój głos trząsł się. - Zabiłeś ich…ją…
- Jesteś cała roztrzęsiona. Chodź do samochodu. - chciał złapać mnie za rękę.
- Nie dotykaj mnie! - spojrzał na mnie z bólem w oczach, jednak nie był zdziwiony moim zachowaniem.
- Iskierko...
- Nigdzie z tobą nie wsiądę.
- Co miałem zrobić? Pozwolić, żeby cię zgwałcili i zabili?! Musiałem ich zabić. Inaczej nie miałabyś życia.
- Jak mogłeś do tego dopuścić? - z moich oczu leciał potok łez.
- Widzisz...o tym mówiłem. Nie chciałem wciągać cię w to bagno. - wyciągnął rękę z zamiarem dotknięcia mojego policzka, lecz odsunęłam się, na co on tylko westchnął i spuścił wzrok. - Jeśli będziesz chciała odejść...nie zatrzymam cię. Możesz to zrobić, zrozumiem.
 Bez słowa wstałam i zbierając rzeczy z koca ruszyłam w stronę domu omijając leżące na piasku trupy.
 Kim on do cholery jest? Mój Bryan nie zrobiłby czegoś takiego. Przecież nie jest taki. A może wcale go nie znałam?
 Kiedy tylko znalazłam się w swoim mieszkaniu, zamknęłam drzwi na wszystkie spusty i weszłam do łazienki. Odkręciłam wodę i osunęłam się na podłogę podkulając nogi i zanosząc się głośnym płaczem. Pragnęłam zmyć dzisiejsze wydarzenia z moich myśli, jednak to nie było możliwe.

28.10.2017

CHANGE cz. 24



Razem z chłopakiem wypchaliśmy jedną z łódek na wodę i wspólnie zabraliśmy się za wiosłowanie. Nie zajęło nam długo znalezienie się na środku jeziora.
- Nieźle sobie radzisz. - zauważył.
- Travis mnie nauczył.
- To ten brunet, który zaczepił cię na basenie?
- Tak, mój były. - wyznałam, na co on ironicznie prychnął śmiechem. - Co cię tak bawi? - spytałam
- Niedawno uważał mnie za kobieciarza, a sam nim jest.
- W tym momencie powinnam zaprzeczyć.
- Nie musisz. Każdy zna prawdę.
- Nie znasz go tak jak ja. - spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Nie muszę go znać, żeby wiedzieć jaki jest. Ale muszę przyznać, powinienem mu podziękować za bycie dupkiem. - spojrzałam na niego pytająco. - Mogę być teraz z tobą iskierko. - musnął moje usta i zaczął machać wiosłami próbując wrócić na brzeg.
- Oh nie męcz się tak! Pomogę ci.
 Najedzona truskawkami leżałam wsparta o tors bruneta. Chłopak leżał ze skrzyżowanymi pod głową rękoma i razem ze mną wpatrywał się w błękitne niebo. Białe kłębki chmur poruszały się po niebie powoli przybierając różne kształty.
- Spójrz! - szturchnęłam go. - Ta przypomina królika.
- Chyba ciebie. - puknął mnie w czoło.
- Wysil trochę wyobraźnię. - udałam naburmuszoną
- Nie muszę. Wystarczy, że słucham ciebie.
 Udając obrażoną podniosłam się z koca, zdjęłam spodenki i koszulkę zostając tym samym w stroju kąpielowym.
- Gdzie idziesz? - spojrzał na mnie wspierając się o łokcie, lecz ja nic nie odpowiedziałam. 
- Zaczekaj! Pójdę z tobą! - dalej go ignorowałam do momentu, aż usłyszałam jego kroki.
Również postanowiłam biec i nurkiem wskoczyłam do wody. Próbowałam płynąć jak najdalej, jednak na marne. Poczułam mocne ściśnięcie i wynurzyłam się z wody.
- I tak cię złapałem. - przejechałam palcami po oczach zgarniając wodę. - Nie uciekniesz mi iskierko. - wsadził jedną rękę w moje włosy, a drugą przyciągnął mnie do siebie i zatopił usta w moich.
 Zmęczona pływaniem wyszłam na brzeg. Zrobiło się już późno. Wokół nie było nikogo oprócz jednej blondynki, która pilnie wpatrywała się we mnie. Nie wiedziałam, czy coś się stało, czy może zwyczajnie podgląda moje wyczyny z Bryanem.
 Ignorując ją wykręciłam włosy i stanęłam przy kocu.
- Ładnie tak odbijać chłopaka? - wystraszyłam się słysząc jej głos za moimi plecami.
 Poczułam się jak w horrorze. Osamotnione miejsce i nagle czyjaś postać za plecami. Odskoczyłam w mgnieniu oka i odwróciłam się do niej. Dopiero teraz zauważyłam, że była to ta dziewczyna, z którą Bryan ostatnio odjechał spod szkoły.
- W czym ty jesteś lepsza? - prychnęła. - Wolał spokojnie spotykać się z tobą, niż pracować ze mną?
 Poczułam mocne szarpnięcie i ujrzałam mężczyznę trzymającego mnie za ramiona. Próbowałam się wyrwać, jednak każda próba wychodziła na marne.
- Puść ją! - usłyszałam głośne krzyki Bryana, a po chwili jego sylwetka pojawiła się obok mnie.
- Gdzie! Chyba się zapominasz! - powstrzymał go kolejny mężczyzna z o wiele bardziej większą posturą niż on.
- No proszę, postanowiłeś zrezygnować z tego wszystkiego dla niej? Bardzo nisko upadłeś.
- Mara, powiedziałem ci, że z tym skończyłem. Nie z jej powodu, ale mam już tego dosyć. Pozwól jej odejść... - wyciągnął rękę w moją stronę.
- Nie ma mowy! Najpierw dokończysz to co zacząłeś. Masz trzy dni na dostarczenie mi potrzebnych plików.
- Dobra, dostaniesz je. Tylko ją puść. - spojrzał w moje przestraszone oczy.
 Ujrzałam w jego czarnych węgielkach rozpacz i strach. Czyżby o mnie?

26.10.2017

CHANGE cz. 23



Leżałam przytulana do jego nagiego torsu i palcem kreśliłam wzorki na prawej piersi, nad którą widniał jakiś napis.
- Co tam pisze? - wskazałam palcem miejsce kolejnego tatuażu.
- Sprawdź. - pozwolił mi się wyswobodzić z jego uścisku.
''Można mieć wszystko, czego się kiedykolwiek pragnęło, by uświadomić sobie, że pragnęło się nie tego co trzeba''.
- Czy to jakaś zraniona miłość? - wróciłam na poprzednie miejsce.
- Może raczej złe decyzje.
- Zapomniałam. - puknęłam się w czoło otwartą ręką. - Zrobiłam nam śniadanie. -wyszczerzyłam zęby.
- To świetnie, bo jestem okropnie głodny. - nachylił się i pocałował moją szyję.


***


Dostałam SMS od Bryana z wiadomością o wspólnym pikniku. Nie powiedział, gdzie konkretnie ma się odbyć, ale kazał włożyć mi strój kąpielowy i jakieś wygodne ciuchy.
 Ucieszyłam się na tą wiadomość, bo od kilku dni nie poświęcał mi zbytnio czasu. Nie chciał powiedzieć, w jakim celu wyjeżdżał tak często i co najważniejsze na kilka długich dni, a kiedy o to pytałam robił się agresywny.
 Wolałam nie poruszać tego tematu i zwyczajnie w świecie cieszyć się ze spędzanego z nim czasu.
 Kiedy tylko usłyszałam go za oknem, w pośpiechu zbiegłam na sam dół biorąc koszyk z jedzeniem. Zaniemówiłam, kiedy ujrzałam go siedzącego w bordowej bmw.
- Myślałam, że jedziemy moim samochodem. - wskazałam kluczyki od volkswagena.
- Mała zmiana planów. - pochylił się i otworzył mi drzwi, dając do zrozumienia, że mam wsiadać.
 W środku siedzenia wyłożone były jasną skórą. Najnowsze dotykowe radio, ustawione na esce. Wydawało mi się to podejrzane. Czyżby Bryan popełnił przestępstwo?
- Skąd masz ten samochód? Nie wiedziałam, że stać cię na nie. - byłam lekko przerażona jego nowym zakupem.
 - Mówiłem ci przecież, że byłem w pracy. Zarobiłem.
- Nie chciałeś mi powiedzieć co to za praca. Zaledwie w dwa tygodnie udało ci się zarobić tyle pieniędzy? - machałam rękoma.
- Merel, nie rozmawiajmy o tym. Wole spędzić z tobą czas rozmawiając o czymś innym. -ujął moją dłoń i uniósł ją do ust.
- Jak chcesz. - zrezygnowana oparłam się o siedzenie wygodnego samochodu.
  Kiedy dojechaliśmy ujrzałam dobrze znane mi miejsce. Od razu na ten widok wróciła masa wspomnień. Jezioro, wysokie drzewa, ludzie siedzący na pikniku, kajaki, oraz dzieci bawiące się w piasku. To w to miejsce przyjeżdżałam wraz z Travisem.
- Co się stało? - złapał mnie za rękę i pociągnął w miejsce, gdzie zdążył już rozłożyć czarno-czerwony koc.
- Nic, po prostu...wspomnienia.
 Spojrzał na mnie spod przymrużonych oczu i wskazał na koc.
- Jemy czy może masz ochotę na kajaki?
- Kajaki? - zrobiłam wielkie oczy.
- Tak, nie umiesz pływać?
- Nie o to chodzi. Po prostu...Dobra chodź. - wstałam i ruszyłam w kierunku kilku łódek.

23.10.2017

CHANGE cz. 22


Nie marnowałam czasu, zdjęłam koszulkę chłopaka odkładając ją na krzesło i odszukałam wzrokiem sukienki, którą również założyłam. Buty wcisnęłam w ręce i zeszłam na dół, gdzie usłyszałam bardzo głośną rozmowę kuzynów.
- Zamierzasz zmarnować jej życie, tak samo jak zrobiłeś to swojej matce?
- Nic nie wiesz! Z nią tak nie będzie! - słyszałam zrozpaczony głos chłopaka.
- Skąd możesz to wiedzieć? Powiedziałeś jej prawdę? - w tej chwili mgła zniknęła i wszystko mi się przypomniało.
 Wiedziałam, że Bryan jest cholerykiem, ale nie zamierzałam przez to z niego rezygnować. W końcu to da się leczyć, mogę mu pomóc. Nie zostawię go samego i nie pozwolę na zrobienie sobie krzywdy.
- Kellan, przestań! - zmaterializowałam się obok chłopaka obejmując go, co również odwzajemnił. - Znam prawdę. Powiedział mi o wszystkim.
- Jesteś dorosła, mam nadzieję, że wiesz co robisz. Tylko później nie płacz. - zdenerwowany odszedł zostawiając nas samych.
Czułam jak mięśnie bruneta pomału rozluźniają się. Nic nie mówił, tylko wpatrywał się w okno.
- Bryan..
- Chodź, odwiozę cię. - nie biorąc mnie za rękę kierował się w stronę wyjścia.
 Bez słowa podążałam za nim. Wolałam porozmawiać z nim jak ochłonie. Usiadłam za nim i objęłam w pasie, po czym odjechaliśmy.
- Nie odjeżdżaj. - poprosiłam, kiedy stałam już pod moim blokiem.
- Musze wracać.
- Proszę... - zaczęłam zdejmować kask z jego głowy.
- Iskierko... - nie dałam za wygraną i zaczęłam ciągnąć go za rękę.
Uradowana klasnęłam w dłonie, kiedy posłusznie zszedł z pojazdu i schował kask pod siedzenie.
Splotłam nasze palce i wręcz biegiem kierowałam się w stronę mojego mieszkania.
- Nie uciekaj. Usiądź w pokoju i czuj się jak u siebie, a ja szybko wezmę prysznic. -wskazałam na siebie. - Musze pozbyć się wczorajszych ciuchów.
- Z chęcią mogę ci pomóc. - pociągnął moją rękę przez co wpadłam w jego ramiona.
- Później. - pstryknęłam go w nos i zamknęłam się w niej.
Podekscytowana wiadomością, że Bryan, mój wymarzony chłopak, jest dosłownie mój, zdjęłam sukienkę i pozwoliłam wodzie gładzić moją skórę.
Po chyba dziesięciu minutach opuściłam kabinę i dokładnie się wycierając założyłam jakąś koszulkę i spodenki. Nie zwracałam uwagi na to, czy pasowały do siebie, czy też by dobrze wyglądać przy chłopaku. Pragnęłam jak najszybciej znaleźć się przy nim i zatopić w tych silnych, bezpiecznych ramionach.
 Postanowiłam zajść do kuchni zrobić jakieś kanapki. W końcu od rana nic nie jedliśmy. Kawa to przecież nie jedzenie.
- Jestem. - stanęłam w drzwiach sypialni i przyglądałam się leżącemu na łóżku chłopakowi.
Trzymał w rękach mój szkicownik, słysząc mnie podniósł na chwilę wzrok i ponownie go spuścił.
- Co oglądasz? - położyłam się obok niego.
- Nie wiedziałem, że jestem twoją inspiracją. - wskazał kilka rysunków.
- Byłeś nią od samego początku... - spojrzał na mnie. - Bryan...naprawdę mi na tobie zależy.
Nie musiałam długo czekać, aż złączy swoje usta z moimi. Pragnęłam go...moje ciało go pragnęło. Każdy jego pocałunek powodował dreszcze na mojej skórze.
- Spójrz. - przyłożył moją rękę do miejsca, gdzie znajdowało się jego serce. Biło i to bardzo szybko. - Co mam zrobić? - jego oczy wypełnione były czymś nie do końca mi znanym. Lśniły milionem srebrnych iskierek.
- Zakochaj się we mnie, bezgranicznie. Tyle wystarczy.

21.10.2017

CHANGE cz. 21


  Rano obudził mnie zapach świeżo zaparzonej kawy. Leniwie rozciągnęłam się i wspierając na łokciach otworzyłam oczy. Biały pokój rozświetlony promieniami słońca, świeża pościel, nie pachnąca konwalią. To nie mój pokój - przeszło mi przez myśl. Z wczorajszego wieczoru wspomnienia zamieniały się w rozmazaną paćkę. Przechyliłam rękę i poczułam twardą łodygę. Na białym prześcieradle leżała pojedyncza biała róża. Usiadłam po turecku i zakładając włosy za ucho powąchałam ją. Pachniała cudownie. Otworzyłam oczy i ujrzałam siedzącego na krześle przy biurku Bryana.
- Witaj iskierko. - wyszczerzył swoje białe ząbki.
 Drugi raz widziałam jego pełny uśmiech. Tym razem wiedziałam, że był szczery. Podszedł do mnie i usiadł naprzeciwko podając kubek z kawą rozpuszczalną.
Spojrzałam na niego z lekko przekrzywioną głową.
- Boli? - wskazał gestem głowy na moją rozczochraną burzę włosów.
- Trochę. - mój głos był zachrypnięty.
- Wypij. Kawa pomaga lepiej niż tabletki. - jego głos był taki...troskliwy? - Pamiętasz wczorajszą rozmowę?
Chwilę przymrużyłam oczy i starałam się rozwiać wczorajszą mgłę, jednak na próżno.
- Niestety... - kiwnęłam przecząco głową.
Smutny odsunął się na drugi koniec łóżka.
- Ej... - od razu zajęłam miejsce obok niego odstawiając kubek. - Przypomnę sobie. To tylko chwilowe zaćmienie.
 Nie wiem co mną kierowało, ale odważyłam się usiąść mu na kolanach. Ku mojemu zdziwieniu nie odepchnął mnie, tylko zwyczajnie wtulił się we mnie.
 Głaskałam go po włosach, aż zaczęłam wplatać je pomiędzy moje palce. Poczułam delikatne muskanie na mojej szyi, przez co odchyliłam głowę w bok. Wsadził rękę pod o wiele za dużą koszulę i muskał palcami moją skórę, aż zaczęłam się śmiać. Od razu odskoczyłam na poduszki kuląc pod siebie nogi.
- Mmm… - w jego oczach pojawiły się złowieszcze iskierki.
- Proszę, nie… - ponownie zaniosłam się śmiechem, kiedy znalazł się nade mną i przygwoździł moje ręce do poduszki.
Przymknęłam mocno oczy obawiając się kolejnych łaskotek, kiedy poczułam jego dłonie na moich nagich piersiach. Mój śmiech przestał rozbrzmiewać w pokoju, a zastąpił go głośny oddech.
Nie bałam się. Moje ciało pragnęło jego dotyku. Nachylił się nad moimi ustami i wpatrywał się w nie. Już miałam się w nie wpić, kiedy do pokoju wszedł niespodziewanie Kellan. Oboje odskoczyliśmy od siebie niczym oparzeni.
- Emm...Bryan...przyszedłem z tobą porozmawiać, jednak nie spodziewałem się tu gościa. -starał się unikać mnie wzrokiem, przecież byłam w samej koszulce chłopaka.
- Zaraz do ciebie przyjdę. - odpowiedział na co zniknął.
Chwilę po jego wyjściu spojrzałam na zdenerwowanego Bryana i wybuchłam histerycznym śmiechem. Niczym bumerang chłopak rozluźnił się, gdy tylko to usłyszał i również zrobił to samo.
- Jesteś niemożliwa. - zostawił na moich ustach pocałunek i już go nie było.

20.10.2017

CHANGE cz. 20


 Ciągnął mnie tak, aż do miejsca, w którym zaparkował ścigacz. Ból spowodowany mocnym ściśnięciem przez jego dłoń stawał się coraz bardziej nie do zniesienia.
- Bryan, to boli! - wyrwałam się z uścisku. - Co ty sobie myślisz? Jakim prawem zrobiłeś taką scenkę?
- Nikt nie będzie cię tak dotykać! - postawa jego ciała wskazywała no to, że był wściekły.
- A to niby dlaczego? Zaledwie kilka godzin temu dałeś mi do zrozumienia, że mam się odczepić. - przeczesał palcami włosy.
- Masz rację, nie powinienem. - spokojniejszy wsiadł na swój pojazd i już miał go odpalać, kiedy stanęłam przed nim i chwyciłam jego dłonie. Spojrzał na mnie pytająco.
- Nie odjedziesz teraz. Na pewno nie pozwolę na to, byś kolejny raz zostawił mnie z mętlikiem w głowie.
Przez chwilę wahał się, a kiedy spojrzał w moje oczy głęboko westchnął.
- Wskakuj! - rozkazał wskazując miejsce za sobą.
 Nie zastanawiając się wskoczyłam na wyznaczone miejsce i oplatając go w pasie mocno wtuliłam się.
 Nie jechaliśmy w kierunku mojego domu. Byłam zdziwiona, w sumie nieznaną mi drogą.
 Brunet zaparkował pod domkiem jednorodzinnym i powoli zdejmował kask.
- Co my tu robimy? - zapytałam niepewnie.
- Mieszkam tu. - jego słowa nie wyrażały żadnych emocji.
 W ciszy dotrzymywałam kroku chłopakowi. W każdym pomieszczeniu panowała ciemność. Zapewne domownicy spali spokojnie w swoich sypialniach. Cóż się dziwić, w końcu środek nocy.
 Przystanęłam w pokoju, który był oświetlony tylko małą lampką stojącą zazwyczaj na biurku. Odszukałam wzrokiem chłopaka. Stał przy szafce i wpatrywał się w białą kartkę.
 Nie chcąc go wystraszyć, czy też wyrwać z zamyśleń podeszłam do niego i przez ramię zauważyłam, że to jeden z moich rysunków, który kiedyś wyrzuciłam do kosza.
- Skąd go masz? Przecież...
- Wyrzuciłaś go. Tak wiem. - nadal nie patrząc na mnie przymknął oczy i ścisnął palce w pięść. - Kiedy przyszedłem, leżał zgnieciony obok szafki. Schowałem go.
- Dlaczego? - doskonale wiedział, że nie pytam o zwykły kawałek papieru.
- Nie chcę cię wplątać w to bagno.
- Ale ja nawet nie wiem, jak wielkie ono jest. - mówiłam z rozpaczą. - Żeby coś zmienić, najpierw trzeba się pogodzić z tym, jaki jest świat. Z tym, że nigdy każdy ciebie nie zaakceptuje. Nie masz gwarancji sukcesu, ale masz gwarancję porażki jeśli nic nie zrobisz. Kobiety i mężczyźni się zdradzają. Nowotwory dotykają wszystkich losowo bez względu na złe czy dobre uczynki. Firmy padają. Jednak jednocześnie masz tysiące możliwości, setki potencjalnych przyjaciół, miłość do przeżycia, smaki, zapachy i widoki, które sprawią, że będziesz stać na miękkich nogach i na chwilę przestaniesz oddychać. Taka jest rzeczywistość - chwilami brutalna, chwilami brutalnie piękna. Zaufaj mi...
Spojrzał w moje oczy, a ja nareszcie po tak długim czasie ujrzałam w jego czarnych węgielkach jak opada bariera i wiem, że za chwilę będę wiedzieć wszystko.
- Jestem cholerykiem. Nie panuję nad emocjami. Kiedy coś nie idzie po mojej myśli zwyczajnie w świecie wybucham. Nie chcę, abym przy kolejnym wybuchu coś ci zrobił. -czułam w jego głosie rozpacz. Mówił prawdę.
- Nie boję się. - podeszłam do niego i wyciągnęłam rękę.
- Mogę cię pobić...na śmierć... - cofnął się.
- Nie zrobisz tego. - chwyciłam jego rękę nie chcąc, by ponownie się oddalił.
- Skąd to wiesz? Skąd możesz wiedzieć co ci zrobię, a co nie?
- Czuję to. - wpatrywałam się w jego usta.
 Po jego posturze widziałam, że nie ucieknie. Czekał na moją reakcję. Stanęłam na palcach i zwyczajnie w świecie pocałowałam go. Tym razem nie opierał się. W zabójczym tempie znikały kolejno nasze wszystkie ubrania, które mieliśmy na sobie. Pierwszy raz doznawałam tego uczucia. Na jeden jego dotyk, pocałunek, moje ciało przylegało do niego, nie chcąc się oderwać. Czułam, że poprzez sam dotyk może doprowadzić mnie do szczytowania.
 Dzisiaj nie bawił się w żadne wstępne gierki. Pożądanie wychodziło z jego ciała w taki sposób, że nawet ja mogłam je wyczuć. Czułam jak bardzo mnie pragnie.
 Kiedy przestał i podniósł się do pozycji prawie stojącej, obawiałam się, że na tym poprzestanie. Jednak szybko zrozumiałam, że tak nie jest. Ręką sięgnął do stojącej obok szafki, wyjął foliowy woreczek i wraz ze swoim cwanym uśmiechem rozerwał go zębami.
 Nareszcie poczułam go między nogami. Poczułam tak wyczekiwane od miesiąca uczucie. Był mój, a ja jego.

15.10.2017

CHANGE cz. 19


Ubrana w obcisłą czarną sukienkę sięgającą mi do połowy ud, założyłam na nogi wysokie szpilki i przeczesałam czerwonymi paznokciami po swoich długich, brązowych lokach, lecz przez chwilę wpatrywałam się w lustro, mając wrażenie, że o czymś zapomniałam. Po chwili
chwyciłam do rąk szminkę i przejechałam po wargach zostawiając na nich czerwony ślad.
 Gotowa opuściłam mieszkanie i wsiadłam do samochodu Kellana.
- Pięknie wyglądasz.
- Dziękuję Lucas. - posłałam mu ciepły uśmiech.
- Wszyscy gotowi na zabawę? - zapytał kierowca.
- Taak! - rozległo się po całym samochodzie.
- Hej, Merel! - usłyszałam głos Kellana. - Nie obawiaj się, nie prowadzę tak tragicznie.
 Oboje zaśmialiśmy się i przez resztę drogi starałam się mieć na ustach, chociaż odrobinę uśmiechu.
 Nie musiałam długo czekać, aż zjawił się pierwszy adorator do tańca i za nim kolejni. Popijałam drinka za drinkiem poprzedzając każdy tańcem. Przez cały wieczór nie myślałam o irytującym i tajemniczym chłopaku. Starałam się bawić w najlepsze i nie rozmyślać o nieprzyjemnych rzeczach.
- Witaj tajemnicza nieznajoma. - przywitał mnie znany już barman.
- Witaj Bruno!
- Jak się bawisz? - szykował drinka, mimo iż nie złożyłam jeszcze zamówienia.
- Nie narzekam na nudę. - wyszczerzyłam białe ząbki.
- Widzę, że nie możesz się odpędzić od towarzyszów wieczoru. - ustawił przede mną drinka. - Na mój koszt. - puścił mi oczko.
- Dzięki, może i masa adoratorów, ale żaden odpowiedni. - zrobiłam smutną minkę.
- Może da się coś zrobić. - odczytał moją propozycję i za chwilę wrócił z zaplecza. -Załatwione, poświęcę ci jeden taniec. - wyciągnął rękę w moją stronę.
- Oh, tylko na to czekałam! - nie zwlekając podałam mu dłoń i wspólnie ruszyliśmy na podbój parkietu.
 Jeden taniec zamienił się w dwa, a później trzy...nie mogliśmy się od siebie oderwać. Po kilku szybszych piosenka nastąpiła wolniejsza. Przystojny, czarny brunet  przyciągnął mnie do siebie i sprawnie poruszał naszymi ciałami. Mój śmiech plątał się w odgłosy głośnej muzyki. Ludzie wpatrywali się w nas z różnymi minami na twarzach, ale nam to nie przeszkadzało. Do momentu...aż poczułam mocny uścisk na ręce. Był tak silny, że z moich ust wydobyło się głośne „auć!”.
 Spojrzałam w stronę tej osoby i zaniemówiłam. Bryan.
- W tej chwili odsuń się od niej. - wycedził głośno przez zęby.
- A jak nie to co? - Bruno wydawał się być rozbawionym z tej sytuacji.
- Powiedziałem odejdź! - chwycił go za koszulę prawie podnosząc w powietrze.
- Bryan! Przestań! - chwyciłam go za twardy biceps .
- To nie mnie zaraz wyprowadzi ochrona. - barman wydawał się być niewzruszony.
- Bryan! Puść go! - przeniósł swój rozzłoszczony wzrok na mnie i zostawił chłopaka w spokoju.
 Nie odzywając się i ignorując wszystkich ludzi pociągnął mnie za rękę w kierunku wyjścia.

13.10.2017

CHANGE cz. 18



Rozglądałam się dokładnie wokół basenu, jednak nigdzie go nie było. Co się z nim działo? Od kilku dni nie mam z nim kontaktu. Może wyjechał i już go więcej nie zobaczę?
Podenerwowana czułam jak moje serce bije jak oszalałe. Musiałam go zobaczyć, chociaż na moment.
Jakby ktoś czytał w moich myślach, bo zza rogu wyszedł Bryan.
- Nawet o tym nie myśl. - powstrzymała mnie Roxan.
- Muszę. - nie zważając na jej protesty zwyczajnie do niego podeszłam.
 Stanęłam naprzeciwko niego licząc na jakieś wyjaśnienia, jednak nic takiego nie nastąpiło.
 - Dlaczego odszedłeś? Nie odezwałeś się. - nadal milczał. - Myślałam, że coś ci się stało.
- Nie musisz się o mnie martwić. Jestem dużym chłopcem.
- Bryan, nie traktuj mnie tak jakby kilka dni temu nic się nie stało.
- A stało się? - spojrzał na mnie rozbawiony. - Mówiłem ci...nie jestem chłopakiem dla ciebie, lepiej odejdź. - odwrócił się i zaczął wkładać mokre ręczniki do kosza.
- Jesteś dupkiem. - zupełnie ignorując mnie wszedł na zaplecze.
 Czułam jak pod powiekami zbierają mi się łzy. Szybko powstrzymałam je, przecież nie będę płakać przez jakiegoś dupka.
 Kogo ty okłamujesz? To nie jest zwykły dupek. To najseksowniejszy dupek na świecie.
- Witaj Merel! - usłyszałam ten dawniej ukochany, lecz teraz znienawidzony głos.
- Czego chcesz?
- Porozmawiać. Nasze stosunki przecież zostały czysto przyjacielskie. Nie pamiętasz?-prychnęłam na jego słowa. -Słyszałem, że podobno kręcisz z tym nowym. Jak on ma…Bryan.
-Tobie chyba nic do tego. - spojrzałam w jego szare oczy, już nie ujrzałam w nich miłości.
- Spokojnie. - podniósł ręce. - Chodzi mi tylko o to, że on jest kobieciarzem. - wskazał na bruneta, który właśnie rozmawiał kolejny raz z tą blondyną.
Nie powiem, zabolało mnie to. Do mnie nigdy nie mówił z takim zadowoleniem jak do niej. Może faktycznie Travis ma racje?
- Aniołku, ja się tylko o ciebie martwię. Nie chcę, żebyś płakała przez idiotę. - przeczesał palcami moje włosy.
 W tym momencie miałam ochotę powiedzieć mu „I mówi to idiota, przez którego przepłakałam kilka nocy.”, jednak nie zrobiłam tego.
- Nie musisz się o mnie martwić, jestem dużą dziewczynką. - strąciłam jego rękę i oddaliłam się od niego.
  Wróciłam do przyglądającej się całemu zdarzeniu blondynki.
- Nic nie mów. Wieczorem idziemy do klubu. Muszę odreagować. - zbierałam swoje rzeczy.
- Jesteś pewna...?
- Tak! Muszę odpocząć.
 Nie chcąc z nią rozmawiać opuściłam teren basenu i szłam przed siebie.

10.10.2017

CHANGE cz. 17



- Przestań! - odepchnęłam go od siebie dotykając palcami warg.- Nie możesz tak robić! Mieszasz mi w głowie! - byłam zrozpaczona.
- Nie płacz. Nie zachowuj się jak rozkapryszone dziecko.
Spojrzałam na niego złowrogim spojrzeniem i rzuciłam poduszką na co się zaśmiał.
- Widzisz to, że zależy mi na tobie i to wykorzystujesz. - spuściłam bezradnie ręce.
- To nie jest tak. - ponownie podjął próbę objęcia mnie, tym razem nie natykając się na sprzeciw. - Po prostu...nie chcę cię wciągać w moje zakłopotane życie...nie ciebie iskierko. -przejechał dłonią po moim policzku.
- A może ja tego chcę? - próbowałam wyczytać w jego oczach wszystkie jego tajemnice, na próżno. - Chcę być częścią twojego zakłopotanego życia.
 Wtuliłam się w jego twarde mięśnie i wsłuchiwałam w bicie serca.
Co mogłam poradzić, że pragnęłam go, mimo jego złego traktowania mnie? Serce nie sługa.
- Jak ty to robisz? - odsunął mnie tak, by móc spojrzeć mi w oczy.
- Czyli co? - byłam zdziwiona.
- Im bardziej chcę trzymać dystans, tym cholerniej się w tobie zakochuję.
- Więc go nie trzymaj. - musnęłam dłonią jego policzek.
- Iskierko, nie mogę. Nie potrafię cię w to wciągnąć. Wybacz mi. - zwyczajnie w świecie podszedł do drzwi i wyszedł.
 Co?Nie ma mowy!
Otrząsnęłam się i nie zarzucając niczego na ręce wybiegłam za nim trzaskając drzwiami.  Stanęłam na chodniku i próbowałam odszukać go, jednak na marne.
 Cholera, kolejny raz mi zwiał. Co mam zrobić, żeby mi zaufał?
 Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Kellana. W końcu to jego kuzyn. Odebrał po drugim sygnale.
- Merel?
- Mam do ciebie wielką prośbę.
- Więc proś.
- Wiem, że nie powinieneś, ale czy mógłbyś...
- Jego numer? Dziewczyno ile razy mam ci powtarzać, że to nie jest chłopak dla ciebie?
- Jestem duża, poradzę sobie.
- Nie zrobię tego. Dobrze wiesz co o tym myślę. Powinnaś odpuścić.
 Zdenerwowana na niego wcisnęłam czerwoną słuchawkę i kopiąc w drzwi weszłam do środka.
 Dlaczego oni wszyscy muszą mi to utrudniać? Jakim prawem zabraniają mi miłości? Ja też mam prawo być szczęśliwa, nawet jeśli on nim ma być.
Czemu on? Co miał na myśli mówiąc, że jego życie jest kłopotliwe? Czyżby miał aż tak wiele problemów? Czy może sens tkwi w czymś innym?
 Powinnam odpuścić słysząc to, jednak nie miałam na to najmniejszej ochoty.
 Mama zawsze mi powtarzała, że jeśli mi na czymś zależy, muszę o to walczyć.
 Tak też zrobię. Nie zamierzam z niego rezygnować. Udowodnię mu to.

5.10.2017

CHANGE cz. 16




 Nie musiałam długo czekać, aż do pokoju wparował Dave. Spodziewałam się krzyków, wyzwisk typu „Idiotko, podnoś się z tego łóżka i leć cieszyć się życiem!”, jednak tak się nie stało. Usiadł naprzeciwko mnie i ze współczuciem spojrzał na mnie.
 - Niezłe gówno co nie? - oboje parsknęliśmy śmiechem. - Zrobię nam herbatę i porozmawiamy.
  Jak mówił tak zrobił i po dosłownie dziesięciu minutach siedzieliśmy wspólnie pod jedną kołdrą, oparci plecami o ścianę.
 Uwielbiałam swoją sypialnię, najlepsze w niej było to, że było łóżko, w którym mogłam leżeć godzinami. Kładłam się, naciągałam kołdrę i nic się wtedy nie działo. Nie było ludzi…byłam sama.
 - Wiem doskonale jak się czujesz. Cały rok zastanawiałem się, czy między mną a Roxan może do czegoś dojść. Byłem taki głupi zwlekając, aż ją straciłem.
- Wiem co chcesz przez to powiedzieć. - w odpowiedzi objął mnie ramieniem przez co ponownie poczułam się jak w dzieciństwie.
 Od piaskownicy bawiliśmy się wspólnie, a Dave bronił mnie przed całym światem. Kiedy dzieci zabierały mi zabawki, stawał pomiędzy nas i odbierał im je. Kiedy tata zarzucał mi marnowanie swojego życia, pomagał mi przetłumaczyć mu, że to tylko przejściowe. Gdy jakiś idiota doprowadzał mnie do łez, nie zostawiał na nim suchej nitki. Teraz niestety nie mógł uchronić mojego złamanego serca.
- Kto o tej porze cię odwiedza? - zdziwił się i podniósł z łóżka.
 Również zaskoczona podążyłam za nim.
 - Słucham? - otworzył drzwi
- Jest Merel?
- To on? - zwrócił się do mnie, na co kiwnęłam twierdząco głową - Mam mu powiedzieć, że jesteś, czy cię nie ma?
- Spokojnie, niech wejdzie.
- W takim razie zostawię was samych. Pewnie chcecie porozmawiać w cztery oczy. - mówiąc to zabrał swoje rzeczy i opuścił mieszkanie.
 Przez chwilę oboje staliśmy w niezręcznej ciszy przyglądając się sobie. Kiedy brunet podszedł w celu przytulenia mnie lub czegoś innego, postawiłam rękę między nami nie pozwalając na to.
 - Po co przyszedłeś? - starałam się być chłodna
- Wyjaśnić parę spraw.
- Konkretnie? - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Konkretnie to ostatni wybuch złości twojej przyjaciółki. - spojrzał na mnie podnosząc jedną brew. - Podbiegła do mnie i zaczęła okładać pięściami. Kellan ledwo odciągnął ją ode mnie.
- Nic nie wiem na ten temat. Powinieneś wyjaśniać to z nią. - kierowałam się w stronę sypialni, jednocześnie uradowana determinacją przyjaciółki.
- Nie do końca. Chciałem sprawdzić jak radzisz sobie z zazdrością o mnie. - czułam jak się uśmiecha.
- Jaką zazdrością? - gwałtownie odwróciłam się w jego stronę co nie wyszło na moją korzyść.
 Stał blisko mnie...zbyt blisko. To powodowało, że nie mogłam logicznie myśleć. Położył swoją dłoń na moim policzku i wpatrywał się w moją reakcję.
- Nie jestem zazdrosna. - ostatkiem sił utworzyłam między nami barierę odpychając go od siebie.
- Ona nic nie znaczyła. Nikogo nie mam. - jego siła zaskakiwała mnie, sprawnym ruchem odepchnął moją rękę i chwycił mnie w biodrach.
- Nic mnie to nie obchodzi. Wyjdź! - wskazałam na drzwi
- Uwielbiam kiedy taka jesteś! - ujął moją twarz i wpił się w moje usta.

1.10.2017

CHANGE cz. 15



 Od razu zostałam napadnięta przez moją przyjaciółkę. Oczywiście domagała się wyjaśnień z wczorajszej imprezy.
 - Roxan, naprawdę nic się nie wydarzyło. - starałam się jej przetłumaczyć, jednak na marne.
- Na pewno, bo każdy chłopak z dziewczyną wymykają się bez słowa z imprezy i to po kilku wspólnych tańcach. - mówiła ze skrzyżowanymi rękoma.
 Westchnęłam i nie odpowiadając jej, kierowałam się w stronę sali wykładowej.
 Jak na złość musiałam wpaść na Bryana.
- Kolejny raz tak na siebie wpadamy? - zauważył.
- Nie obawiaj się. To się już nie powtórzy. - odpowiedziałam, a on tylko uśmiechnął się i odszedł.
- Na pewno nic się nie wydarzyło? - spojrzała na mnie niepewnie.
 Nawet nie wiedziałam, kiedy obok niej zjawił się Kellan obejmując ją w pasie.
- Skoro tak mówię, to tak jest.
- Merel, jako jego kuzyn, jeśli mogę ci doradzić... trzymaj się od niego z daleka.
- Nie traktujcie mnie jak dziecko! - zdenerwowana weszłam do sali.
 Jakim prawem oni mówią mi co mam robić, a co nie? Nie muszą się interesować moim życiem.
  Z oczekiwaniem na początek lekcji stukałam długimi paznokciami w okładkę szkicownika. Nie miałam ochoty go otwierać. Wiedziałam co w środku się znajduje.
 Po zajęciach planowałam porozmawiać z Bryanem. To było najlepsze rozwiązanie.
 Kiedy wyszłam na zewnątrz zobaczyłam go razem z wysoką blondynką. Moje serce zaczęło bić szybciej. W środku głos krzyczał „byłaś naiwna”.
Może on tylko z nią rozmawia. Za chwilę odejdzie i uśmiechnie się do mnie tak jak to zazwyczaj robi. - starałam się to sobie wpoić, jednak tak się nie stało.
Podał jej kask i razem z nią odjechał spod Akademii.
 - Byłam cholernie naiwna.

***


- Merel, tak nie można! W tej chwili masz się podnieść i nie pozwolić na to, by jakiś dupek zrujnował ci życie. - Roxan wręcz buzowała ze złości.
- Nie mam na to ochoty.
- Gdzie się podziała moja przyjaciółka, która nie pozwoliła na to by jakiś zwykły idiota zrujnował jej życie?!
 Nic nie odpowiedziałam tylko bardziej naciągnęłam kołdrę i napawałam się zapachem konwalii.
- Nie wiem jak ty, ale ja nie mam zamiaru patrzeć się na ciebie w takim stanie. Radzę ci się pozbierać, albo wezwę inną pomoc!
 Mówiąc to zostawiła mnie samą w czterech ścianach.