Gdy zadzwonił budzik od razu go wyłączyłam. Po nieprzespanej nocy nie był mi potrzebny. Naciągnęłam kołdrę po same uszy i wpatrywałam się w jeden punkt, przetwarzając to, co wydarzyło się wczorajszego dnia. Zapach pościeli przynosił mi ukojenie. Będę musiała wymienić ją na nową po dzisiejszej nocy.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Niechętnie podniosłam się i przyjrzałam swojemu odbiciu.
Kiedyś idealna dziewczyna, z ułożonymi włosami, perfekcyjnym makijażem i idealnie zrobionymi paznokciami, teraz zero makijażu i włosami sterczącymi na każdą stronę. Obraz nędzy i rozpaczy, a jednak.
Oddaliłam się od sypialni i przekręcając zamki otworzyłam drzwi. Nie zastałam za nimi nikogo, tylko bukiet białych róż.
Podniosłam go i przeczytałam dołączoną do niego karteczkę.
''Przepraszam za wczorajszą sytuację. Nie powinienem wciągać cię w to wszystko. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.''
Upadłam na ziemię i jeszcze bardziej się rozpłakałam wtulając do bukietu.
- Coś ty najlepszego zrobiła... - skarciłam się w duchu.
***
Uplotłam z włosów kłosa i zrobiłam starannie makijaż. Pomarańczowo-czarne paznokcie komponowały się z morelowymi, koronkowymi spodenkami i białą luźną koszulką. Na stopy włożyłam brązowe sandały i biorąc torebkę kierowałam się w kierunku samochodu.
Nim się obejrzałam w progu Akademii na szyję rzuciła mi się Roxan. Strasznie mi pomogła w czasie mojego załamania. Ona dawała mi wielkie oparcie. Nie wytykała moich błędów, lecz wspierała i próbowała podnieść na duchu.
Okazało się, że Kellan i ona doskonale wiedzieli o Bryanie i jego problemach, przed tym właśnie chcieli mnie ostrzec, jednak ja ich nie słuchałam. Może gdybym postąpiła inaczej, wszystko miałoby inny koniec.
- Na dzisiejszych dwóch godzinach zajęć będziecie rysować na zaliczenie. Ocena będzie miała najwyższą wagę przy wystawianiu ocen semestralnych. - tłumaczyła nauczycielka.
-Tematyka dowolna. Może to być portret, pejzaż, cokolwiek, ale musicie wyrobić się w tych dwóch godzinach.
Chwyciłam za swój szkicownik i przejrzałam swoje obrazy. Przystanęłam na portrecie Bryana.
Stał wsparty o swój motor, ze skrzyżowanymi rękoma, rozczochranymi włosami postawionymi na żel, skórzanej kurtce i czarnych spodniach ze zwisającymi łańcuchami. Wpatrywał się w bawiące się w piaskownicy dzieci.
Poczułam ukłucie w sercu. Od dwóch tygodni nie mam z nim kontaktu. Podobno gdzieś wyjechał. Mimo iż sama odeszłam, w głębi serca miałam malutką nadzieję na to, że będzie miał chociaż odrobinę taktu i pożegna się ze mną. Tak się niestety nie stało.
- Merel, uważam że ten rysunek jest odpowiedni na to zadanie. - zauważyła przyjaciółka.
- Masz rację, ale nie wiem czy uda mi się ponownie to narysować. - spojrzałam na nią z bólem.
- Spróbuj. Najwyżej oddasz na tej zmniejszonej wersji. - dodała mi otuchy po czym zabrałam się do dzieła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz