zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
3.11.2017
CHANGE cz. 27
Spakowana czekałam na przyjazd mojego brata. Dzisiaj miałam wyjechać do rodziny na kilka dni. Miało to być odskocznią od tego wszystkiego. Projekt zaliczyłam na ocenę celującą, więc mogłam pozwolić sobie na ten wypad.
- Jestem! - usłyszałam jego głos.
- Nareszcie! Już myślałam, że będę musiała wydzwaniać.
- Musisz nauczyć się cierpliwości. Wiesz przecież, że zawsze jestem. - poczochrał mnie po włosach i zabrał walizkę.
Przekręciłam zamek w drzwiach i ruszyłam za bratem.
- Mogę poprowadzić? - zapytałam stojąc przy drzwiach kierowcy.
- No nie wiem, a jeśli wykręcisz jakiś numer i rozbijesz mi samochód? - nie spojrzał na mnie tylko zamknął bagażnik czarnego Hyundaia.
- Dzięki brat! - machnęłam mu ręką i usiadłam za kierownicą.
Włączyłam radio ustawiając mój „kanał”, a mianowicie podłączając kabel do telefonu i puszczając muzykę, z wyczekiwaniem pukałam pomarańczowymi paznokciami w kierownicę, oczekując aż mój ślimakowaty brat raczy zająć miejsce. Nie trwało to długo i nareszcie mogłam odjechać z piskiem opon.
Droga zajęła nam prawie dwie godziny. Cóż, mój rodzinny dom nie był wcale tak blisko.
- Całkiem dobrze ci idzie. - zauważył, kiedy staliśmy na światłach.
- Wiesz przecież, że potrafię jeździć.
- Wiesz przecież, że nie mówię o tym. - mój humor zniknął.
- Nie chcę o tym rozmawiać. Uszanuj to. - wcisnęłam sprzęgło i wbiłam bieg, po czym odjechałam.
- Jak chcesz. W takim razie porozmawiajmy o dzisiejszym wieczorze. - zrobiłam zdziwioną minę. - Od miesiąca spotykam się z Grace.
- To gratulacje. - wstrzymałam nadgarstkami kierownicę i klasnęłam w dłonie.
- Zaprosiłem ją na kolację, żeby zapoznać ją z naszą matką.
- Świetny pomysł.
- Mam nadzieję, że ją zaakceptuje. Nie wiem jak tata. Wiecznie go nie ma.
- Dave, mama na pewno ją pokocha, jeśli ty traktujesz ją na poważnie. A ojcem się nie przejmuj. Wiesz, że od dawna był gburem. Wiecznie mu nic nie pasuje.
Kiedy tylko przekroczyłam próg domu, matka powitała mnie pełna euforii.
- Mamo, chciałabym jeszcze trochę pożyć, a obawiam się, że twój bardzo mocny uścisk uniemożliwi mi to.
- Oh, wybacz. Po prostu dawno cię nie widziałam.
- Jestem okropnie głodny. - Dave zaczął podbierać sałatkę z miski.
- Gdzie z tymi paluchami! - dostał po palcach.
Rozbawiona ich kłótnią weszłam do pokoju, gdzie przyszykowałam ubrania na wieczór.
Poczułam się jak dawniej. Mój stary pokój, który zapewne był używany jako sypialnia dla przyjezdnych, niezapowiedzianych gości odwiedzających mamę. Nie wiele się zmienił. Stare, drewniane szafki stojące pod pomarańczowymi ścianami. Niezbyt wielkie łóżko z kolorową pościelą stojące pod oknem, na którym stało kilka pluszowych misiów.
Wzięłam jednego do ręki i głaskałam po białym pluszu.
- Witaj dawny przyjacielu. - ucałowałam maskotkę i przymknęłam oczy.
Przeżyłam z nim wiele przygód. Dostałam go, kiedy miałam trzy latka. Tato właśnie wyjeżdżał do pracy.
- Naprawdę musisz jechać?
- Słoneczko, przecież wiesz jaką mam pracę. - malutka dziewczynka posmutniała i spuściła główkę na dół, przez co kręcone kiteczki zwisały do dołu zakrywając jej twarz. - Słoneczko nie smuć się, weź go. - podał mi tego białego misia. - Kiedy będziesz tęsknić, po prostu go przytul. On będzie wysyłał mi wszystkie twoje emocje.
Otworzyłam oczy.
- Ciekawe czy teraz poczułbyś moje emocje. - powiedziałam sama do siebie wspominając ojca.
Nawet nie wiem, kiedy uległ tak wielkiej zmianie. Kiedyś kochany, zapracowany lecz opiekuńczy tatuś. Teraz stał się gburowatym i wiecznie nadąsanym ojcem, któremu trudno jest czymkolwiek przypasować.
Westchnęłam głośno, płożyłam się w świeżo wypranej pościeli i zamknęłam oczy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz