15.11.2017

CHANGE cz. 32




Przebrana w zwykłe dresy i bluzkę położyłam się na łóżku obok bruneta. Ciemność w pokoju rozpraszały jedynie lampki w kształcie piłeczek zwisające nad moim łóżkiem. Oboje w ciszy przetwarzaliśmy dzisiejszy dzień.
- Skąd znasz tego człowieka? - zapytałam opierając głowę o prawą pierś chłopaka.
Cisza. Nie tego się spodziewałam. Miałam nadzieję, że podzieli się ze mną kolejną częścią wspomnienia ze swojego dawnego życia, niestety przeliczyłam się.
 Zrezygnowana już miałam odpływać w krainę morfeusza, kiedy usłyszałam jego cichy, zachrypnięty głos.
- Nie miałem łatwego dzieciństwa. W ogóle nie można tego nazwać dzieciństwem. Derek bardzo mi pomógł w ciężkich chwilach, a gdy on potrzebował pomocy, dostawał ją ode mnie. Można powiedzieć, że pomogłem mu wydostać się z niezłego bagna. Od tej pory ma dług wdzięczności u mnie, a ja u niego. - trzymał kosmyk moich brązowych włosów i nawijał je sobie na palec.
 - Co się wydarzyło w twoim dzieciństwie? - oczy same mi się zamykały, ale chciałam wykorzystać to, że się przede mną otworzył.
- Nie wszystko na raz iskierko. W swoim czasie. - nadal gładził mnie po włosach.
- Od dziecka mieliśmy z bratem doskonały kontakt z rodzicami. - postanowiłam mu się zwierzyć, może on również wtedy mi zaufa. - Nawet nie wiem, kiedy to wszystko się zmieniło. Tato zmienił się nie do poznania. Przestał się nami interesować, z matką nie rozmawia, wiecznie jest w pracy. Wyżywa się na Davie, a ze mną w ogóle nie ma kontaktu. Nie pamiętam już nawet jak wygląda. Jedynie wspomnienia z dzieciństwa. - skończyłam.
 Liczyłam na jakiś rewanż lub trochę czułych słów, jednak tak się nie stało.
- Śpij iskierko. - pocałował mnie w czoło i tym razem poddałam się objęciom morfeusza.



***
Kolejny raz przepływam basen. Zimna woda ochładza moje ciało, które od godziny wpijało potrzebną witaminę D.
 Odpycham rękoma wodę, kiedy czuję mocne szarpnięcie mojej kostki.
- Boże, dziewczyno zwolnij! - zatrzymała mnie Roxan. - Nie wiem czym jesteś tak naładowana, ale chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, że za tobą nie nadążam.
- Przepraszam, po prostu się wciągnęłam.
- Zróbmy sobie krótką przerwę.
 Na polecenie przyjaciółki usiadłyśmy na białych leżakach, wcześniej przykrytych kolorowymi ręcznikami. Odchyliłam głowę do tyłu, podpierając łokcie na ramionach leżaka.  Czułam jak ciepłe promienie słońca wprost palą moją mokrą skórę.
 Naturalne opalanie, to jest to dla mojej karnacji.
- Merel, między tobą a Bryanem wszystko w porządku? - zaskoczyła mnie tym pytaniem.
- Czy jest jakiś konkretny powód twojego zmartwienia? - z nadal odchyloną głową słuchałam przyjaciółki.
- Po prostu spójrz. - wskazała gestem głowy miejsce, w które powinnam skierować wzrok.
  Przy stoisku ratownika, rozebrany do połowy brunet rozmawiał z wysoką brunetką. Idealne, szczupłe ciało, ciemna karnacja, dziewczyna idealna. Widać na pierwszy rzut oka, że kokietuje Bryana, mojego Bryana, na co on jedynie się uśmiechał i udzielał krótkich odpowiedzi.
- Za chwileczkę się przekonamy. - podniosłam się z zajmowanego leżaka i wskoczyłam do wody.
 W zabójczo szybkim tempie pokonałam dzielącą mnie odległość między basenem, a przystojnym ratownikiem. Wynurzyłam się z wody dopiero przy dzielących mnie kilku milimetrach od jego nagich stóp.
 - Witaj ratowniku. - podparłam skrzyżowane ręce na wysokości basenu i posłałam mu szeroki uśmiech.
 W promieniach słońca jego ciemne włosy mieniły się od kropelek wody. Na moje słowa odwrócił się do mnie i pokazując zęby w swoim szerokim uśmiechu, od którego zawsze ukazywały się zmarszczki w kąciku jego oczu, wyciągnął do mnie rękę, pomagając wyjść.
 - Witaj iskierko. - objął mnie ramieniem w pasie, kiedy tylko stanęłam twardo na ziemi.
- A ty czego potrzebujesz? - spojrzałam z triumfem na stojącą naprzeciwko niego dziewczynę.
- Ja...w zasadzie to nic.
- Masz, lepiej okryj swoje ledwo co wypadające ze stanika cycki. - podałam jej ręcznik, na co zmieszana odwróciła się i odeszła.
- Mała zazdrośnica. - z uśmiechem odwrócił mnie do siebie i musnął usta.
 Nic nie odpowiadając skierowałam wzrok w kierunku siedzącej na leżaku blondynki, która wskazywała uniesione w górę dwa kciuki.
  Chyba rozwiałam jej wszelkie wątpliwości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz