Co się z nim dzieje? Od kilku dni nie odbiera moich telefonów. Przyzwyczaiłam się już do jego codziennego bycia u mnie, dlatego może tak zmartwił mnie brak wiadomości od niego. Ten potok myśli napływający moją głowę samymi czarnymi scenariuszami, ta bezradność w kwestii udzielenia mu pomocy.
- Jak myślisz? Co powinnam zrobić? - poczułam szturchanie w ramię.
- Co? - zdezorientowana przeniosłam wzrok na przyjaciółkę, która chyba poirytowana moim brakiem zainteresowania i chęci udzielenia jej pomocy, skrzyżowała ręce i zaczęła swój monolog.
- Czy ty mnie w ogóle słuchałaś, czy może od pełnych dwudziestu minut mówię do ściany?
- Przepraszam, po prostu jestem rozkojarzona. - chwyciłam obiema dłońmi moją głowę.
- Widzę. Co się dzieje? - dotknęła ręką mojej dłoni.
- Bryan nie odzywa się od kilku dni. Nie odbiera telefonów, nie odpisuje na wiadomości. Po prostu jakby zapadł się pod ziemię. - spojrzałam na nią. - Najgorsze jest to, że to nie jest pierwszy raz. - Roxan wpatrywała się we mnie współczującym wzrokiem, ale nie tego mi było trzeba.
- Może znowu wpakował się w jakieś kłopoty?
- Mam nadzieję, że nie. - przygryzłam wargę wiedząc, że i tak może być.
- Mam pomysł! - wyprostowała się unosząc swoją burzę blond loków w górę. - Jak już wspomniałam w swojej dwudziestominutowej wypowiedzi, Kellan zaproponował mi wyjazd do swoich rodziców. Z tego co wiem, mieszkają oni blisko domu rodzinnego Bryana. Może tam się udał? Może zwyczajnie zatęsknił za ciepłem rodzinnym.
- No nie wiem. - niezbyt spodobał mi się jej pomysł.
- Co ci szkodzi spróbować? Pojedź z nami. Kellan na pewno nie będzie miał nic przeciwko.
- Nie znam tam nikogo..
- Kellan z chęcią ci pomoże. - nalegała.
Tak jak się spodziewałam natknęłyśmy się na sprzeciw chłopaka. Nie był zadowolony, z jak to Roxan uważała, genialnego pomysłu.
Po kilkunastu minutach sprzeciwów, oraz również długich usprawiedliwień blondynki do jej pomysłu, niezadowolony Kellan zgodził się na podróż naszej trójki.
W ciszy siedziałam w miękkim siedzeniu samochodu, na tylnym miejscu i przyglądałam się widokom zza okna.
Nawet nie wiem kiedy przysnęłam i do rzeczywistości sprowadził mnie Kellan.
Delikatnie mnie budząc wskazał gestem ręki, że jesteśmy na miejscu.
- Ojej. - wydobyło się z ust mojej przyjaciółki. - Nie wygląda to na szczyt moich marzeń, ale najgorzej też nie jest. - zwróciła się do mnie tak, by jej chłopak tego nie usłyszał.
Stojąc na środku zarośniętego podwórka, przyglądałam się staremu domowi, który nie miał nawet koloru, a jego dach wydawał się, jakby miał zaraz spaść.
Dlaczego czułam, że Bryana wcale tu nie ma? Podjęłam chyba złą decyzję przyjeżdżając tu.
- Masz rację, podjęłaś złą decyzję. - chlopak zmaterializował się obok mnie. - Nie masz pojęcia co się działo, kiedy Bryan jeszcze tu mieszkał. Nigdy tu nie wracał.
- Opowiesz mi co takiego stało się, że ma aż tak złe wspomnienia z tego miejsca? -pragnęłam za wszelką cenę poznać prawdę.
- Skoro on ci tego nie powiedział, nie sądzę, że byłby zadowolony, gdybym ja to zrobił.
- Kellan... - próbowałam go zatrzymać, jednak na marne. Zostało mi jedynie ruszyć za nim i przybrać dobrą minę do złej gry.
Podążałam za dobrze dogadującą się parą i szczerze mówiąc, zazdrościłam im tego. Nie mieli przed sobą tajemnic, zawsze gdy byli w pobliżu siebie, czuć było promieniującą od nich miłość, szczerą miłość. Czy nasza taka była? Sama do końca tego nie wiedziałam. Nie miałam kiedy się przekonać.
- Witaj mamo, tato...wujku... - jak wypadało, Kellan przywitał się z każdym z osobna. -Chciałbym wam przedstawić Roxan, moją dziewczynę. - popchnął ją delikatnie do przodu. Widać było, że przypadła im do gustu. Cóż się dziwić, od dziecka miała taki dar, że wszędzie była mile widziana.
- A to kto? - na pierwszy rzut oka widać było, że jest sympatyczną kobietą.
- To jest Merel. Dziewczyna Bryana. - ściszył głos.
Pierwsze co wpadło mi w oczy to niezbyt przyjemne przyjęcie tej wiadomości. Matka z ojcem chłopaka spojrzeli na siebie znacząco, a siedzący w kącie wujek, prawdopodobnie ojciec Bryana, spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczyma. Pierwszy raz poczułam się niekomfortowo i niechciana w towarzystwie.
- Jego też tu przywlokłeś? - siedzący w kącie mężczyzna podniósł się do pozycji stojącej.
- Nie, Bryana nie ma z nami.
- On nie ma prawa się tu pojawić! - poczułam mocne szczypanie w oczach.
Co tu się dzieje?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz