Witam Was kochani, w ten Wigilijny dzień. Mam nadzieję, że podobało wam się poprzednie opowiadanie, i czekacie na więcej. Cóż, do końca roku, nie pojawi się już żadne, ale możecie być pewni, że szykuje dla was coś ekstra. Bądźcie czujni. A tymczasem życzę Wam Wesołych, zdrowych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, w gronie najbliższych, abyście przeżyli je w rodzinnej, miłej, ciepłej atmosferze. No i przede wszystkim szczęśliwego Nowego Roku, pełnego niespodzianek :)
Trzymajcie się cieplutko, pozdrawiam Was... Autorka.
zapraszam do mojego małego świata. mam nadzieję, że zagościsz w nim na dłużej.
24.12.2017
23.12.2017
CHANGE cz. 49
- Myślałeś, że tak zwyczajnie odpuszczę? - odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam trzymającego pistolet Ridga, który celował w Bryana. - Ona nigdzie stąd nie wyjdzie. Zostanie ze mną, a ty będziesz leżał martwy.
Pierwszy raz poczułam jak Bryan jest przerażony. Zawsze miał przewagę, jednak teraz, kiedy stał naprzeciw brata, który zabił własną matkę i byłby zdolny do zabicia brata, wiedział że nim zrobi jakikolwiek ruch, zostanie pokonany.
Powolnym ruchem zakrył mnie swoim ciałem. W mojej głowie przewijały się kolejno różne myśli. Wiedziałam, że Bryan nie da rady pokonać brata, w zasadzie to jest mało prawdopodobne by mógł to zrobić. Za to będzie chronił mnie jak lew. To ja musiałam go uratować i oboje dobrze o tym wiedzieliśmy, mimo że on nie dopuszczał do siebie tej myśli.
- Pozwolę ci odejść, jeśli zostawisz ją i więcej tu nie wrócisz.
- Dobrze wiesz, że tego nie zrobię. - mimo drżenia ciała, jego głos był spokojny.
- W takim razie będziesz musiał podzielić los swej matki. - zaśmiał się ironicznie.
Pierwszy raz wystraszyłam się czyjegoś śmiechu.
- Bryan, on ma rację. - wyszłam zza jego pleców. - Muszę z nim zostać. Nie zostawił mi wyboru.
- Że co? Chyba nie mówisz poważnie, wracaj na miejsce! - rozkazał zszokowany moim zachowaniem.
- Zostaję. - mówiłam spokojnie.
Pod zszokowanym wzrokiem chłopaka podeszłam do Ridga i oparłam się o jego ramię.
- Chcę zostać z nim. - spojrzałam bezuczuciowym wzrokiem w kierunku bruneta.
- Chyba nie mówisz poważnie.
- Słyszałeś co powiedziała! - odwrócił się w moją stronę i przejechał dłonią po moim policzku. -Mądra dziewczynka. A teraz... - odwrócił się w stronę chłopaka. - Możesz dołączyć do matki. - już miał wcisnąć spust czarnego pistoletu, gdy przerwałam mu.
- Poczekaj. Powiedziałeś, że gdy zostanę to pozwolisz mu odejść. Czyżbyś skłamał?
Zmieszany spojrzał na mnie, a następnie na Bryana. Wiedziałam, że nie ustąpi i muszę szybko działać. Ujęłam jego twarz w dłonie i pocałowałam.
Przez całe życie nie przeżyłam tak znienawidzonego pocałunku. Nie musiałam długo czekać, aż obejmie mnie dłońmi w pasie. W tym samym czasie Bryan naładowany złością podbiegł do nas i uderzył brata między barkiem, a pachą co spowodowało, że opadł bezwładnie na ziemię.
Z bijącym sercem wpatrywałam się w chłopaka, którego mięśnie były napięte od złości. Podbiegłam do niego i wtuliłam się.
- Przepraszam, tak bardzo przepraszam. - ujęłam jego twarz w dłonie, chcąc się wytłumaczyć. - Nie chciałam tego, ale gdybym tak nie postąpiła to on zastrzeliłby cię... - zaczęłam się jąkać.
- Iskierko, wiem. - ucałował mnie w czoło. - Zbierajmy się, nie wiem ile będzie tak leżał.
- Zabiłeś go? - spojrzałam na leżącego na ziemi chłopaka.
- Nie, to tylko słaby punkt. - chwycił mnie za rękę. - No chodź, nie mamy zbyt wiele czasu. Chcesz tu zostać do końca życia?
- Masz rację.
Biorąc nasze walizki zbiegliśmy na sam dół, gdzie brunet zatrzymał taksówkę.
Siedząc w żółtym pojeździe nie miałam pojęcia, gdzie teraz się podziejemy. Co dalej z nami będzie?
Kiedy znaleźliśmy się na lotnisku od razu usiadłam na krześle zostawiając pod nogami walizkę i ukrywając twarz w dłoniach.
- Co się dzieje? - usiadł obok mnie i ujął moją rękę.
- Przyjechaliśmy tu bez celu. Dokąd pojedziemy? Gdzie będziemy mieszkać? Bryan to wszystko jest bez sensu. - byłam załamana, jednak jemu wcale nie wtórował taki sam nastrój.
- Wiem, że nie powinienem robić tego za twoimi plecami, jednak... - wyjął z kieszeni dwa kawałki papieru podając mi jeden. - To NASZE bilety.
- Grecja? - byłam zszokowana.
- Tak. Mamy już tam kupiony domek z podwórkiem, samochody już na nas czekają, jedyne czego potrzebuję to twojej decyzji.
Sięgnął do kieszeni torby i wyjął dokumenty. Podał mi mój paszport i cierpliwie czekał, aż wszystko przetworzę.
- Iskierko, dam ci wszystko, o czym tylko marzysz. Dom, dzieci, wspólny czas, miłość. Jeśli tylko się zgodzisz. Ja wiem, czego chcę, a chcę wspólnej przyszłości z tobą.
Głośno westchnęłam i myślałam o wszystkim przez co przeszliśmy, a co jeszcze nas czeka. O tym jak bardzo nasza miłość nas zmieniła i jak wiele jedno jest w stanie poświęcić za drugie. Wiedziałam jedno, że moja przyszłość będzie możliwa tylko przy nim. On jest moją przyszłością.
Musieliśmy przejść przez to całe piekło, by wiedzieć, że to na siebie tak długo czekaliśmy.
Podniosłam wzrok i spojrzałam głęboko w czarne węgielki mojego ukochanego. Niepewna mina wywołała u mnie niespodziewany śmiech. Zmieszany, nadal oczekiwał mojej odpowiedzi.
Ponownie spojrzałam na paszport, walizki i mojego ukochanego.
~ No dalej Merel. Nie potraficie bez siebie żyć. Zacznijcie wszystko od nowa.
Mój wewnętrzny głos podpowiadał mi w najbardziej wyczekiwanych chwilach.
Wtopiłam wzrok w jego oczy i niepewna tego co przyniesie następna minuta, godzina, dzień, pragnęłam tak wielkiej zmiany w moim życiu. Pragnęłam zacząć nową kartę, tym razem z nim.
- Nowy start?
- Nowy start.
~ KONIEC ~
21.12.2017
CHANGE cz. 48
Gwałtownie otwieram oczy i odpycham wędrującą po moim ciele rękę. Odwracam się i widzę Ridga.
- Co ty wyprawiasz? Gdzie jest Bryan?
- Nie stawiaj się. Już od pierwszego dnia, kiedy tylko stanęłaś w korytarzu pragnąłem cię .-przygwoździł moje ręce do łóżka. - Dlaczego tylko Bryan ma takie szczęście? Odchodzisz od niego, a gdy ja próbuję się do ciebie zbliżyć, on ponownie się zjawia.
- Ridge, zejdź ze mnie. - mój głos drżał ze strachu.
- On jest za głupi by cię mieć, a ja też chcę mieć coś z tego, że tu mieszkasz.
Zaczął podnosić koszulkę ukazując piersi. Z moich oczu zaczęły spływać łzy. Zjechał dłonią wzdłuż mojego ciała, co powodowało nieprzyjemny ogień na ciepłej skórze. Zatrzymał się tuż przy koronce majtek. Jednym palcem wjechał za materiał.
- Zostaw!!!! - krzyczałam na cały pokój mając nadzieję, że ktoś mi pomoże.
Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami, a po chwili cały ciężar zniknął z mojego ciała. Otworzyłam mokre oczy i ujrzałam stojącego pod ścianą bruneta. Przygwoździł brata do ściany i zaciskał rękę na jego szyi.
Mówił coś do niego, ale ja nie potrafiłam wychwycić żadnego słowa. Spuściłam koszulkę i okryłam się kołdrą, kuląc się niczym przestraszone, zaszczute zwierzę.
Nawet nie poczułam jak silne i bezpieczne ramiona wyciągają mnie spod pierzyny i wciągają sobie na kolana. Schował moją twarz między swoją szyję i gładził po plecach.
- Jestem tu i nie pozwolę by ktoś zrobił ci krzywdę. - ujął moją twarz w ręce i nakierował nasze oczy na siebie.
Jego węgielki były przepełnione strachem. Wpatrywał się w moją mokrą niczym rzeka twarz i gładził kciukami policzki.
- Zdążył cię gdzieś dotknąć? - kiwnęłam tylko głową i spuściłam wzrok. - Gdzie? - wskazałam palcem na swój biust.
- Cholera! - zaklął i objął mnie jeszcze mocniej. - Nie płacz. Spróbuj się uspokoić i zacznij się pakować.
- Co? Dokąd? Jak?
- Zrezygnowałem z pracy u Shepleya. Od niedawna mam na niego haka, więc nie będzie mnie ścigał. Musiałem to dzisiaj załatwić. - jego usta przybrały wymuszony uśmiech, jednak ja nie dałam się na to nabrać.
Znałam go doskonale i wiedziałam, że złość w nim buzuje i jeśli tylko pozwolę mu opuścić ten pokój, pobiegnie do Ridga.
- Nie będziesz tu mieszkała. Na pewno nie po tym co się dzisiaj wydarzyło. - ucałował moje czoło. - Chodź. - pociągnął mnie za rękę i podał ciuchy, które miałam założyć.
Nie czekając na mnie, wrzucił do dwóch walizek zawartość szafki i zerwał wszystkie zdjęcia ze ścian. Nadal oszołomiona wcześniejszym wydarzeniem czułam się sparaliżowana.
- Iskierko. - ujął mój podbródek. - Musimy iść - kiwnęłam twierdząco głową i chwyciłam go za rękę, jakby miał mnie obronić przed wszystkim co się za chwilę wydarzy.
Spokojni opuściliśmy pokój ciągnąc za sobą walizki. Już trzymaliśmy rękę na klamce, gdy ponownie usłyszałam ten znienawidzony głos. No przecież. Gdybyśmy opuścili spokojnie mieszkanie to byłby cud.
19.12.2017
CHANGE cz. 47
Dyskretnie skradliśmy się do naszej sypialni i nie chcąc obudzić Ridga, zamknęliśmy drzwi.
-To była zakręcona noc. - zauważyłam.
- Nie zaprzeczę. Mam do załatwienia sprawę.
- Musisz mnie już zostawiać? - słyszałam jak mój głos był wypełniony żalem i wyrzutem do niego.
- Nie iskierko. - rozbawiony podszedł do mnie zdejmując bluzkę oraz pozostałe części garderoby, tak że zostałam jedynie w bieliźnie.
Podszedł do szafki i wyjął z niej biały podkoszulek.
- Ręce do góry. - rozkazał, co posłusznie uczyniłam i zarzucił mi przez głowę koszulkę. - Zostaję z tobą do rana. - musnął moje usta, przez co na moim ciele zawitał dreszcz.
Ciągnąc mnie za rękę, odkrył kołdrę i wskazał palcem miejsce, gdzie powinnam się znaleźć. Wykonałam polecenie i nakrywając się po same uszy czekałam na mojego ukochanego. W szybkim tempie pozbył się koszulki i spodni, by nie tracąc czasu, znaleźć się obok mnie i ukryć w mocnym i ciepłym uścisku.
Wielki domek, kominek i biały dywan, na którym siedzę razem z dwójką dzieci. Na oko mających cztery i sześć lat. Oboje trzymają w rękach kubki z kakao i wtulają się w moją beżową bluzkę. Czuję ciepło i przyjemne, nieznane mi uczucie, które powoduje, że na mojej twarzy pojawia się uśmiech.
- Komu ciasteczka? - odwracam się w stronę tego wymarzonego dźwięku dla moich uszu. - Tatę. Corbin zniżył tackę do wysokości dzieci.
- Dziękujemy tato! - ucałowały go w policzki.
Tato?
- Zostawcie coś dla mamy. - w pomieszczeniu rozszedł się dźwięk jego śmiechu.
Mamy? Coś mnie chyba ominęło.
Mała parka odwraca się w moją stronę i dopiero teraz mogę ujrzeć w pełni ich twarze. Chłopiec - ciemne, rozczochrane włosy, jak u Bryana. Duże zielone oczy i mocne, czerwone usta. Dosłownie jak moje.
Dziewczynka - długie, brązowe sprężynki opadające na jej plecy, białe ząbki i czarne niczym węgielki oczy.
To nasze dzieci. Małe kopie moje i Bryana.
- Mamo, spróbuj. Tata piecze pyszne ciasteczka! - mała Tate podała mi jedno, wyczekując aż ugryzę kawałek.
- Faktycznie, smakują wybornie. - posłałam im szczery uśmiech.
- Przyniesiecie mamie szklankę mleka? Wiecie jak bardzo je uwielbia. - odstawił tackę na stolik stojący przed skórzaną kanapą.
Siada na dywanie za mną i pociąga tak, że upadam na jego twardy, lecz przyjemny tors. Całuje miejsce za uchem i przygryza delikatnie jego płatek, przez co odchylam głowę.
- Mamy wspaniałą rodzinkę. - kładzie ręce na moim okrągłym brzuszku. - Obiecałem ci i dotrzymałem słowa. - całuje mój policzek i w tym momencie do pokoju wpadają nasze zguby, zatapiając się w naszych uściskach.
Czuję chłodne ręce wkradające się pod koszulkę. Leniwie się przeciągam i zamierzam otworzyć oczy.
- Cii...nie otwieraj, śpij dalej. - słyszę znany mi głos.
- Bryan? - nie słyszę odpowiedzi, zamiast tego czuję jak zimne ręce gładzą moje nagie piersi.
- Śpij. - ponawia szorstko.
To nie Bryan!
17.12.2017
CHANGE cz. 46
- Zostanę u ciebie. - zaproponowała parkując pod blokiem.
- Nie musisz, wracaj do Kellana.
- Jesteś pewna?
- Tak. W razie czego zadzwonię. - ucałowałam ją w policzek i opuściłam samochód pozostając w chłodnym wietrze.
Zmęczona rozpięłam sznurowane szpilki i otwierając drzwi prowadzące na klatkę schodową, na bosaka doczłapałam się do mieszkania.
Kiedy już pomału oswajałam się z tym brakiem Bryana, on tak perfidnie pojawia się ponownie, kolejny raz wprowadzając zamęt. Dlaczego to tak działa?
Zrezygnowana zamknęłam się w łazience.
Po godzinie stania pod prysznicem nareszcie byłam odprężona. Ubrałam za dużą koszulę Bryana, którą zostawił, jeszcze gdy u mnie spał i gasząc światło opuściłam łazienkę.
- Auć! - podskoczyłam czując ukłucie pod stopą. - Co to jest?
Kucnęłam i podniosłam pojedynczą białą różę. Doskonale wiedziałam od kogo jest. Przyłożyłam ją do ust i uśmiechnęłam się. Odwracając się w kierunku sypialni ujrzałam jeszcze cztery, zostawione w podobny sposób. Pozbierałam je i pociągnęłam za klamkę pokoju.
Tuż za nimi stał Bryan. Nie miał w rękach bukietu, czy pojedynczych kwiatków. Stał zwyczajnie z otwartymi ramionami, jakby chciał, żebym się w nich zatopiła. Poczułam ukłucie w sercu i szczypanie pod powiekami.
Tak pragnęłam móc to zrobić. Wtopić się w te najwspanialsze ramiona i zapomnieć o wszystkich troskach, złych chwilach i tym co było. Z drugiej strony wiem, że jeśli kolejny raz posłuchałabym swego serca, kolejny raz przechodziłabym rozczarowanie.
- Nie mogę. - wcisnęłam w jego ręce kwiatki, jednak kiedy chciałam się cofnąć, powstrzymał mnie jednym, sprawnym pociągnięciem ręki.
- Proszę. Nie potrafię już trwać bez ciebie. Wybacz mi moje naskoki zazdrości, ciągły brak czasu, moją głupotę, która bez ciebie wzrasta z dnia na dzień. Bez ciebie jestem dawnym sobą, a nie chcę wracać już do przeszłości. - wciągnął mnie do środka sypialni i popchnął na łóżko, a sam opadł na kolana kładąc na moje pięć róż, wcześniej wetknięte w jego dłonie i objął moje nogi.
- Naprawdę nie mogę. Nie chcę, żeby wszystko wyglądało jak dawniej. Proszę wyjdź stąd dopóki jeszcze możesz. - wpatrywał się w moje oczy z bólem. - Wyjdź, zanim nie każę zostać ci na zawsze.
- Powiedz to, a zostanę.
- Wyjdź, proszę. - spuścił wzrok na ziemię i na chwilę zatopił się w myślach.
- Kiedyś powiedziałaś mi „Zakochaj się we mnie, bezgranicznie.”. Kiedy już to zrobiłem i oddałem ci swoje serce, wymagasz bym odszedł? - unikałam jego wzroku, tylko dlatego, że gdybym spojrzała w jego czarne oczy, mój cały upór zniknąłby, a Bryan zwyciężył. - Poznałem cię zupełnie przez przypadek, tak teraz nie przypadkiem jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
- Przestań! - krzyknęłam nie mogąc już wytrzymać tego. - Przyjechałeś, wygadujesz mi te rzeczy, miękcząc moje serce, a niedawno obmacywałeś podobną do mnie, a jednak inną brunetkę. - podniosłam się z łóżka, na co on podążył w moje kroki. - Byłeś tu od trzech dni i nawet nie pomyślałeś, by przyjść do mnie i wyjaśnić wszystko.
- Myślisz, że to wszystko jest takie proste? Wracam tu, narażam się Shepleyowi, tylko po to by cię odzyskać! A ty zachowujesz się jak zwykły dzieciak, któremu odebrano jedyną zabawkę, jaką są moje uczucia! Nie widzisz ile dla ciebie poświęciłem?!
Nie mam pojęcia co mną kierowało, ale na jego słowa moja ręka wymierzyła mu ostry strzał w policzek.
Dlaczego mnie to tak zabolało? Czyżbym wiedziała, że mówi prawdę?
Spojrzałam na trzymającego rękę na policzku bruneta. Jego twarz rozjaśniała uśmiechem.
Co jest z nim nie tak? Uderzyłam go w twarz, a on się śmieje?
- Kiedy drugi raz cię spotkałem, również zostawiłaś na tym policzku podobny ślad. - w mojej głowie pojawiło się wspomnienie tamtego dnia.
- A za pierwszym zmarnowałam mojego drinka. - również się zaśmiałam.
- Widocznie zasłużyłem na to.
Nic nie odpowiadając, opadłam na łóżko. Napięcie minęło, przez co oboje ponownie byliśmy spokojni.
- Iskierko, nie potrafimy być osobno. - dotknął ręką mojego policzka. - Zrobię wszystko byś do mnie wróciła. Dam ci to czego pragniesz. Tylko bądź.
Jeden uśmiech, jedno spojrzenie i jedno słowo, a ja wracam do niego tak szybko jak to możliwe. Ponownie czuję te silne, ciepłe ramiona oplatające mnie i chroniące przed całym światem. Nareszcie pustka zostaje wypełniona, a jedyne czego teraz chcę to zatopić się w mojej pościeli i chowając w jego ramionach odlecieć w krainę snu.
Czasami miłość oznacza trwanie przy sobie, nawet gdy pojawią się trudności. A czasem oznacza, że trzeba dogonić idiotę i wbić mu trochę rozumu do głowy. Oboje potrzebowaliśmy wbicia tego rozumu.
15.12.2017
CHANGE cz. 45
- To nie możliwe. Nie było go tu od ponad miesiąca. - starała się sprostować to wszystko.
- Mówię poważnie. Widziałam go stojącego przy scenie wraz z obściskującą go brunetką. - na te słowa chłopak Roxan zaczął się niespokojnie kręcić.
- Kellan..czy wiesz coś na ten temat? - Roxan skrzyżowała ręce.
- Mieszka u mnie od kilku dni. Powiedział, że to tylko chwilowe i musi za niedługo wracać.
Nie zwracałam uwagi na kłócącą się parę. W pośpiechu chwyciłam za torebkę i wyjęłam białego samsunga, wybierając bardzo często używany numer.
- Co się stało? - w słuchawce rozbrzmiewał dobrze znany mi głos.
- Nie zgubiłeś przypadkiem kogoś? - usłyszałam głośne westchnienie.
- Wyjechał jakieś trzy dni temu. - czułam w jego głosie rezygnację.
Nie potrzebowałam więcej rozmawiać. Był tu od trzech dni i nie zamierzał ze mną porozmawiać?
- Merel... - usłyszałam wywoływanie mego imienia. - On przechodzi załamanie. Nigdy taki nie był. Strasznie dużo pije, jeździ pod wpływem alkoholu, ignoruje nowe zlecenia Shepleya. Nie pamiętam, kiedy ostatnio był na wyznaczonej przez niego akcji. Nigdy go takiego nie widziałem. Jeśli Shepley go spotka, nie chcę nawet myśleć jakie to będzie miało konsekwencje. Nie mówiąc już o tym, że wcale nie wie o waszym związku. To znaczy, dawnym związku.
Nie odpowiadając i nie chcąc więcej wysłuchiwać tych rzeczy, rozłączyłam się i oparłam o barierki.
Jednak nie miałam zwidów. On był tu naprawdę. Tylko, dlaczego mnie wypatrywał, a potem unikał?
Na dodatek z drzwi klubu wyszedł Bryan obejmujący niską brunetkę. Moje serce przeszło kolejny raz rozdarcie. Tym razem było to rozczarowanie, pogrzebane nadzieje i zazdrość.
- Bryan... - wydawał się mnie nie widzieć, jednak na dźwięk mojego głosu przeniósł wzrok na moją postać.
- Iskierko... - jego oczy rozpromieniły się na mój widok. - Szukałem cię.
- Właśnie widzę. - przejechałam wzrokiem po stojącej obok niego dziewczynie.
- To Ashley. - nie dowierzałam w to co się teraz dzieje.
Mówi mi, że mnie szukał, a zabawia się z inną? Kto wie ile ich było od mojego odejścia.
- Nie musisz mi jej przedstawiać. Nie mam zamiaru poznawać twoich dziewczynek na jedną noc.
- Wypraszam to sobie. - odezwała się ledwo stojąc na nogach.
Zmierzyłam ją złowrogim wzrokiem, nie zamierzając rozmawiać z osobą o tak niskich ambicjach.
- Tyle znaczyło dla ciebie to wszystko, żeby pocieszać się pierwszymi lepszymi dziewczynami?
- A co miałem zrobić?! - odepchnął przyklejoną do niego dziewczynę i zarzucił mnie potokiem oskarżeń. - Zostawiłaś mnie rozbitego, wyjechałaś, nie chciałaś mnie już więcej widzieć. Każdej nocy myślałem o tobie, o tym czy powinienem po ciebie kolejny raz wrócić. Odrzucałem zlecenia, nie potrafiłem funkcjonować! Raz, chociaż jeden raz, chciałem oderwać się od tej cholernej tęsknoty za tobą!
Nie wiedziałam, że aż tak cierpiał z mojego powodu. Poczułam się winna jego zachowania, chociaż wiem, że mimo tego, jak bardzo byłby zdesperowany, nie powinien pocieszać się pierwszą lepszą.
- Merel, chodźmy. - pociągnęła mnie Roxan.
Doskonale wiedziała, że za moment mogę mu ulegnąć.
- Posłuchaj! - rozkazała, chwytając mnie za ramiona tuż obok jej czarnej toyoty. - To nie jest twoja wina. Kilka dni i zapomniałby o tobie. Czy uważasz, że to odpowiednie zachowanie?
Poczułam mocne szczypanie w oczach. Za moment miałam rozpaść się na kawałki i nic nie mogło mnie powstrzymać.
- Zawieź mnie do domu. - błagałam.
Odpaliła samochód i spokojnie odjechała z parkingu.
Kolejny raz zepsułam jej wyjazd. Musiała być okropnie poirytowana ciągłym wyciąganiem mnie z miłosnych tarapatów.
- Przepraszam.
- Za co? - zdziwiona nie odrywała wzroku od drogi.
- Ciągle mi pomagasz, wyciągam cię z imprez...uwierz mi jest za co.
- Od czego są przyjaciółki. - zaśmiała się i włączyła naszą ulubioną piosenkę, próbując chociaż odrobinę rozluźnić napięta atmosferę.
12.12.2017
CHANGE cz. 44
Minął miesiąc, a ja nadal nie mogłam poradzić sobie z rozstaniem. Opowiedziałam Roxan całą historię, ukrywając szczegóły dotyczące jego pracy. Oczywiście wspierała mnie jak tylko mogła, jednak serca nie da się tak szybko uleczyć. Ciągle łapałam się na tym jak za nim tęsknię. Bardzo brakuje mi jego ciepłych rąk, tego jak zatapiam się w miękkiej pościeli, napawając się zapachem konwalii i jego wody kolońskiej, trzymania mojej ręki podczas jazdy samochodem.
Niby małe rzeczy a jednak dawały mi poczucie, że on jest.
Od kilku dni rozmawiam z Ridgem poprzez wiadomości. Nie mogłam uwierzyć w to jak bardzo się zbliżyliśmy, jednak to nie było to samo.
Wychyliłam się przez okno i ujrzałam siedzącego na doskonale znanym mi ścigaczu Bryana. Przetarłam rękoma oczy i ponownie wyostrzyłam wzrok w tamtym kierunku.
Co on tutaj robił? Po co przyjechał?
Gdyby tylko stanął w moich drzwiach, uśmiechnął się i rozszerzył szeroko ramiona, bez wahania wtopiłabym się w niego, wybaczając mu wszystko.
Dlaczego jego wzrok był przepełniony ogromnym bólem i żalem? Czyżby do mnie?
Ponownie przyjrzałam się widokowi za oknem, jednak jego tam nie było. Zamiast tego stała tam żółta taksówka.
Cholera, mam zwidy. Puknęłam się otwartą ręką w czoło i stanęłam przed lustrem. Długie, brązowe loki opadały swobodnie na ramiona, idealnie zrobiony makijaż zakrywał wielkie wory pod oczami i opuchnięte od płaczu zielone tęczówki. Granatowa sukienka ukazywała chudą sylwetkę, od miesiąca zdecydowanie pomniejszoną.
Starając się doprowadzić swoje życie do porządku wsiadłam do czekającej na mnie taksówki, która dowiozła mnie do klubu. Jak zwykle moi przyjaciele czekali na mnie z drinkami.
Jeden, drugi, trzeci. Chyba moja wprawa uległa zmianie, bo nadal nie czułam stanu upojenia.
Stojąc przy stoliku wpatrywałam się w zawartość lekko zielonej szklanki. Brązowa palemka nabita w dół zwisającej pomarańczy kręciła malutkie kółka tańcząc z moimi palcami.
- Czy mogę porwać cię do tańca? - usłyszałam cichy głos za sobą.
Odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam Travisa. Jak to możliwe, że jeszcze go nie spotkałam? Te same kakaowe włosy, przepuszczające odbijające się kolorowe światła, szare tęczówki wpatrujące się we mnie, jakby chciały poznać ponownie każdy skrawek mojego ciała.
Próbowałam poczuć to dawne uczucie wypływające do niego, jednak zniknęło. Jego miejsce zastąpiły ciepłe, aroganckie, a jednocześnie troskliwe ramiona.
Już miałam udzielić odpowiedzi, kiedy spostrzegłam znaną mi postać, stojącą za byłym chłopakiem. Wyostrzyłam wzrok i dopiero po chwili zrozumiałam, że to Bryan. Wpatrywał się we mnie czarnymi węgielkami przepełnionymi żalem.
- Merel! - potrząsnął mną.
- Co? - przeniosłam na niego wzrok.
- Zatańczymy?
- Tak, jasne. - ponownie przeniosłam wzrok w niedawno stojącego przede mną chłopaka, jednak nie było po nim śladu.
Moje serce płata mi figle.
Pozwalając Travisowi objąć mnie w tali, zatopiłam wzrok w jego ramię.
Na pewno gdyby Bryan tu był, ująłby moje dłonie i zarzucił na szyję, a następnie przyciągnął do siebie pozwalając oprzeć mi głowę o jego ramię.
- Jesteś jakaś rozkojarzona. Coś się wydarzyło?
- Nie, nic ważnego. - wymusiłam uśmiech.
- Mnie nie okłamiesz aniołku. - objął moją twarz tak jak wtedy, gdy byliśmy parą. Tym razem nie wywołało to u mnie takiego efektu jakiego się spodziewał.
- Nie jestem już twoim aniołkiem. - skrzywiłam się, na co jego twarz pokrył wyrozumiały uśmiech.
- Nawet nie wiedziałem ile straciłem. Jesteś cudowną dziewczyną, Merel.
- Dziękuję. - tym razem uśmiech nie był wymuszony.
- Nie pozwól by jakiś kolejny dupek zrujnował ci życie. - mówiąc to ujął moją dłoń i ucałował ją.
Dopiero zdałam sobie sprawę, że muzyka dobiegła końca. Spokojnie odeszłam do stolika i zajęłam wolne miejsce. Oparłam się o siedzenie i pochylając drinka wpatrywałam się w tańczący tłum ludzi.
Ciemne włosy, czarna skórzana kurtka, wyrobiony tors przykryty białą koszulką. Cholera to on! I wpatruje się we mnie. Chwila, co to za brunetka?
Mój drink ląduje na ziemi. Obejmuje go rękoma w pasie i pokazuje swoje zęby.
To nie możliwe! To nie może być prawdą!
To cholerne poczucie chęci wyszarpania jej włosów i nadepnięcie na każdy palec, który dotknął jego ciała.
Roxan, szybko musze znaleźć Roxan.
Podążyłam w kierunku baru i pilnie przyglądałam się każdej siedzącej tam osobie. Nic. Nigdzie śladu mojej blondynki. Jedyne miejsce, gdzie mogła być, było przed klubem. Nie myliłam się. Stała tam razem z Kellanem. Kiedy tylko ujrzała mnie wystraszoną od razu zaniepokoiła się.
- Merel, co się stało? - objęła mnie rękoma.
- Bryan tu jest. - na te słowa jej oczy wypełniło przerażenie.
9.12.2017
CHANGE cz. 43
Drzwi trzasnęły z hukiem i w odbiciu lustra ujrzałam jego sylwetkę. Ręce miał zaciśnięte w dwie białe pięści. Tatuaże na rękach pulsowały, a brwi zmarszczyły się w cienką linię.
- Co ty sobie myślałaś?
- Co TY sobie wyobrażałeś?! Zniszczyłeś mi wieczór.
- Miałem pozwolić, by jacyś obcy faceci cię obmacywali? Patrzeć jak dotykają cię w miejsca, gdzie nie powinni? Słyszysz samą siebie? - był wściekły na każdego mężczyznę, który ze mną tańczył. - Nie mogę spokojnie patrzeć jak ktoś cię dotyka. - objął moją twarz dłońmi. - Byłaś dzisiaj ubrana…tak nieziemsko, nie mogłem oderwać od ciebie oczu i widziałem, że inni również to dostrzegli.
- Bryan, mogą myśleć sobie co chcą. Tylko ty to masz. - próbowałam go uspokoić. - Nikt inny.
- Iskierko. - wplótł swoje palce w moje brązowe włosy. - Tak cię kocham. - musnął moje usta.
Dlaczego czułam, że to nasze ostatnie wspólne chwile?
- Oo, widzę, że moje gołąbki już się pogodziły. - oderwał nas od siebie denerwujący głos Ridga.
- Wynoś się stąd! - rzucił w niego poduszką.
- Dobra, dobra. - pierwszy raz tego dnia drzwi pokoju zostały spokojnie zamknięte, a my pochłonęliśmy się w sobie.
***
Równo ze świtem spakowana skupiłam się na cichym opuszczeniu pokoju. Kiedy tylko chwyciłam za klamkę drzwi usłyszałam senny głos bruneta.
- Iskierko...proszę... - odwrócił się na drugi bok.
Śni o mnie? Czy to prawda?
Z wielkim bólem serca opuszczałam go. Dlaczego? Nie chciałam takiego życia. Musiałam zawalczyć o siebie...nawet jeśli miałoby to oznaczać opuszczenie go. Musiałam to zrobić póki jeszcze miałam na to siłę.
Chłodny wiatr owiewał moje włosy tuż pod klatką, gdzie czekała na mnie taksówka. Podałam kierowcy swoje bagaże i już miałam wsiadać, kiedy usłyszałam tak bardzo raniący me serce głos.
- Iskierko, nie rób mi tego. - jego głos był wypełniony rozpaczą. - Nie zostawiaj mnie! - dotknął mojej ręki.
- Muszę, nie mogę tu zostać. Nie mogę tak żyć.
- Wiem, że to mieszkanie nie jest szczytem twoich marzeń, wiem że nie jestem idealny, wiem że popadam w ironiczną zazdrość, do cholery wiem to wszystko! Ale nie wytrzymam tego jeśli mnie zostawisz! Nie odchodź, a obiecuję, że wszystko się zmieni. Dam ci prawdziwy dom.
- Bryan tu wcale nie chodzi o rzeczy materialne. Nie czuję się dobrze czekając na ciebie każdego dnia, martwiąc się czy wrócisz cały i zdrowy. Wiem, że znałam doskonale fakt jak to wszystko działa, ale to mnie przerosło. Nie tego chcę. - widziałam jak bolą go moje słowa.
- Iskierko, proszę.
- Bryan, daj jej odejść. Wiesz, że tego potrzebuje. - Ridge spadł mi jak z nieba.
- Nie! - odepchnął go z niepohamowaną siłą. - Ona nie może odejść! Nie może! - upadł na kolana i oplótł moje nogi zanosząc się płaczem. - Nie odchodź. Jesteś moim życiem. Nie poradzę sobie bez ciebie.
- Muszę. Wybacz mi. - wyswobodziłam się z jego objęć i posłałam błagalne spojrzenie w kierunku brata bruneta.
Odciągnął Bryana od samochodu, a ja korzystając z okazji weszłam do środka i kazałam kierowcy odjechać.
***
Ponownie wracając do swojego mieszkania poczułam wypełniający moją sypialnię zapach konwalii. Mój dawny świat bez zmartwień i trosk.
Rzuciłam walizką w kąt pokoju i szlochając opadłam na miękką pościel. Objęłam kołdrę obiema rękoma i zaczęłam łkać.
Jak mogłam być taką idiotką i zostawić chłopaka, na którym tak cholernie mi zależało? Zraniłam go, fakt, ale wiem że on się podniesie i za chwilę będzie jak dawny on.
Serce rwało się do niego, ale rozum rozkazywał zostać. Rozdarta na dwie strony przeklinałam siebie za spotkanie go pierwszego dnia.
Chwyciłam telefon i wybrałam numer osoby, której w tym momencie najbardziej potrzebowałam. Nie zawiodłam się, kiedy usłyszałam znajomy głos.
- Co się dzieję? Gdzie jesteś? Merel Stacy masz w tej chwili wszystko mi wyjaśnić! Nie wiem czy wiesz, ale masz wielkie kłopoty!
- Przyjedź do mojego mieszkania. - wyłkałam w słuchawkę.
- Zaraz będę! - na nią zawsze mogłam liczyć.
Po zakończeniu połączenia wciąż brzmiał mi w głowie jej ton.
Tak, mam wielkie kłopoty. Byłam tego świadoma.
7.12.2017
CHANGE cz. 42
Nie czekając na nich wparowałam do środka, wcześniej zostawiając kurtkę chłopaka w samochodzie i rozejrzałam się dookoła siebie. Nie różnił się zbyt od poprzednich, może tyle, że było tu więcej miejsca do tańczenia oraz o wiele przystojniejsi kelnerzy.
Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam się jak dawniej. Bez trosk, bezsensownego siedzenia w pokoju, zwyczajnie w świecie kolejny wypad by upić się do nieprzytomności i świetnie pobawić.
Odszukałam wzrokiem baru i z gracją usiadłam na wysokim krześle, opierając obcas czarnych szpilek o metalowy pręt.
- Co podać?
- Może na początek butelkę piwa. - oznajmiłam zalotnie uśmiechającemu się do mnie barmanowi.
- Już podaję. - postawił na blacie butelkę.
- Ja zapłacę. - obok mnie stanął nieznany mi mężczyzna.
- Mam pieniądze.
- Nie wątpię w to, jednak pozwól, że postawię ci jedno piwo. - podsunął mi przekazaną przez barmana butelkę.
W tym samym momencie poczułam zapach dobrze znanej mi wody kolońskiej i tak pamiętne w mojej głowie ręce.
- Zabieraj się z tym swoim piwem. - odepchnął brązową butelkę z powrotem w kierunku obcego mężczyzny.
- Spokojnie, to tylko zwykłe piwo.
- Wynocha! Chyba, że chcesz, aby wynoszono cię stąd pokiereszowanego.
Widząc po minie mężczyzny niezbyt spodobała mu się opcja Bryana, dlatego bez większych ceregieli odszedł w kierunku tańczących ludzi.
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie możesz brać żadnego alkoholu od mężczyzn oprócz mnie i Kellana? Nikt nie wie czego tam dorzucili.
- Nie potrzebuję niańki. - zeskoczyłam ze stołka. - Barman podał mi je otwierając butelkę na moich oczach. Nie jestem głupia. - warknęłam na niego i wściekła chciałam zatopić się w tłumie tańczących ludzi.
Bez alkoholu próbowałam się świetnie bawić, co wychodziło ku mojemu samozadowoleniu. Wyciągnęłam palec w kierunku bruneta i zginając go dałam znak, by podszedł do mnie. Nie musiałam zbyt długo czekać na rozszyfrowanie przez niego moich znaków.
Chwycił mnie w biodrach i przyciągnął do siebie. Nasze ciała były ze sobą złączone, a jedyne co je dzieliło to cienka warstwa naszych ubrań. Objął moje dłonie i zarzucił sobie na szyję, a sam objął mnie w pasie chroniąc przed złem tego świata.
Nie pamiętam kiedy ostatni raz odpłynęliśmy wspólnie w muzyce, pośród tańczących ludzi. To był mój dawny Bryan. Ten, którego od tygodnia tak mi brakowało.
- Pójdę po coś do picia. - musnął mój policzek i zostawił na środku parkietu.
Zarzucałam brązowymi włosami i unosiłam ręce w górę, kiedy poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. W mojej głowie zapaliła się czerwona żaróweczka. To nie ręce Bryana. Odwróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam nieznanego mi mężczyznę.
- Spokojnie, to tylko taniec. - uspokoił mnie, jednak postanowiłam mieć się na baczności.
Poruszałam biodrami w rytm muzyki do momentu, kiedy kolejny raz między mną, a nowo poznanym mężczyzną stanął Bryan.
Chwycił go za rękę i odepchnął go z taka siłą, że upadł na podłogę.
- Wracamy. - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Co ci dzisiaj odbija? To nie jesteś ty! - próbowałam się mu wyrwać, jednak na próżno.
Wepchnął mnie do samochodu, w którym siedział Ridge i posyłając porozumiewawcze spojrzenie bratu, wpatrywał się we mnie ze złością.
Nie chcąc kolejny raz się przy nim kłócić wpatrywałam się w szybę samochodu kompletnie niezadowolona z dzisiejszego wieczoru.
5.12.2017
CHANGE cz. 41
Spakowałam już większość rzeczy, kiedy do pokoju wparował uradowany brunet. Kiedy zobaczył leżącą na ziemi walizkę, a w niej poukładaną stertę ciuchów, z jego twarzy zniknęła cała radość.
- Co ty robisz? - zacisnął pięści.
- Pakuję się. - nie zaszczyciłam go wzrokiem, gdybym to zrobiła na pewno poległabym.
- Po co? - jego knykcie zrobiły się białe.
- Wracam do Saint. Do Akademii.
- Nie zrobisz mi tego! - pochwycił mnie za ramiona. - Nie możesz teraz odejść! - potrząsnął mną.
- Muszę. Nie chcę takiego życia. Bóg wie jak długo to potrwa, a ja nie radzę sobie już teraz. -wpatrywałam się w leżący na ziemi bagaż.
- Iskierko! Spójrz na mnie! - rozkazał, jednak ja pokiwałam przecząco głową. - Spójrz. - spokojnym głosem ujął moją twarz i nakierował wzrok na swój. - Nie możesz mnie teraz zostawić. Wiesz jak bardzo cię potrzebuję. - chwycił moje dłonie i uniósł je do ust, delikatnie je całując. - Ubierz się ładnie, za dziesięć minut wychodzimy.
- Dokąd?
- Razem z Ridgem zabieramy cię do klubu. Nie karz na siebie czekać.
Zostawiając mnie samej sobie wyszedł z pokoju. Westchnęłam, kiedy zdałam sobie sprawę, że kolejny raz mu uległam. Ile jeszcze razy to zrobię?
Pierwszy raz od dłuższego czasu ubrałam czarną obcisłą sukienkę do połowy ud, zrobiłam idealny makijaż, upięłam włosy w idealną fryzurę i założyłam na nogi czarne, mieniące się szpilki, które wręcz dziękowały za ponowne użycie ich.
W starej, ukochanej wersji, to byłam ja. Dawna Merel. Na jak długo ponownie zagości?
Zamknęłam za sobą drzwi sypialni i czekałam na reakcję chłopaków, którzy pilnie o czymś dyskutowali. Kiedy Ridge jako pierwszy mnie zauważył, jego oczy przybrały kształt pięciozłotówek.
- O cholera. - szturchnął Bryana w ramię wskazując palcem w moją stronę.
Musiałam poczekać, aż odwróci się. Wcześniej stał do mnie plecami, jednak opłacało się, by tylko ujrzeć jego reakcję.
Jego ciało przeszedł paraliż. Nie był, albo nie chciał być w stanie się poruszyć. Wpatrywał się we mnie tym wzrokiem, który za każdym razem napotykałam w klubie, ilekroć spotykaliśmy się w nim. Na początku myślałam, że to zwykłe spojrzenie, kiedy chłopak przygląda się skąpo ubranej dziewczynie, jednak teraz, z perspektywy jego dziewczyny, widzę jak te spojrzenie wyraża jego pragnienie posiąścia mnie. Jego ciało mnie pragnęło, on mnie pragnął, a moje ciało odwzajemniłoby każdą próbę odnalezienia wspólnej drogi do siebie.
- Nie możesz tak iść. - spoważniałam, jak to nie mogę?
- Niby dlaczego? - byłam zdezorientowana.
- Jesteś ubrana w zasadzie to w połowie. Twoje nogi..każdy będzie myślał tylko o tym jak się dostać między nie.
- Bryan, nie przesadzaj. - poklepał go po ramieniu Ridge, rozbawiony odgrywaną przez nas sceną.
- Jakoś niedawno ci to nie przeszkadzało. - skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Wtedy nie byłaś moja. Merel, idź się przebierz. - rozkazał wskazując palcem sypialnię.
- Nie ma mowy. - odepchnęłam jego rękę i chwytając skórę otworzyłam drzwi mieszkania.
Czułam jak krew buzuje mi w żyłach. Zachował się jak ostatni dupek. Stanęłam przed blokiem i wsadziłam ręce do kieszeni. Dopiero później zorientowałam się, że to nie jest moja skóra. Przez całą tą kłótnie pomyliłam wieszaki i zabrałam kurtkę Bryana. Miętoląc w kieszeniach poczułam miękki przedmiot. Papieros. Skąd wiedział, że potrzebowałam chwilę odetchnąć? W drugiej kieszeni odnalazłam zapalniczkę i odpaliłam znalezisko, biorąc kilka głębszych wdechów.
Nie musiałam długo czekać na zejście towarzyszów. Kiedy brunet ujrzał w moich ustach papierosa, bez słowa wyjął go z nich i wyrzucił na chodnik, depcząc go.
Spiorunowałam go wzrokiem i zdjęłam kurtkę.
- Nie rób tego. Będzie ci chłodno. - zapiął suwak i podszedł do stojącego naprzeciwko nas dodge'a. - Wsiadaj.
Zrobiłam jak kazał.
3.12.2017
CHANGE cz. 40
Tego wieczoru było prawie tak samo. Siedziałam na parapecie i przyglądałam się swoim nowo zrobionym paznokciom. Lawendowy odcień idealnie kontrastował z czarnymi dodatkami.
Przejechałam palcem wskazującym po każdym paznokciu. Najpierw malutki, pokryty jedynie lawendowym kolorem, następnie serdeczny, na którym znajdował się trójkąt z czarnego brokatu, środkowy o podobnym wzorku do poprzedniego. Wskazujący pokryty rysunkami owijających się pnączy, i kciuk, zwykły lawendowy.
Minęły długie dni, od kiedy właśnie w taki sposób Bryan obdarowywał każdy z nich pocałunkami. Brakowało mi tego. Owszem, był czuły, pieścił moje ciało dotykiem, jednak to nie było to, co kiedyś.
Oparłam szkicownik o kolana i kolejny raz zabrałam się do szkicowania. Kreska pionowa, pozioma, zatarcie palcem węgla…i kolejny raz karta papieru trafia, pod znajdujący się już pod toaletką stosik zwiniętych kul tych bohomazów.
Nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy wszystko zaczęło mnie przytłaczać, aż tak bardzo, że nawet jedyna rzecz, która nigdy nie wychodziła mi źle, stała się taka jak pozostałe w moim życiu - beznadziejna.
Zaczynałam żałować tego, że tu przyjechałam. Gdybym miała choć odrobinę odwagi, spakowałabym się i wróciła w dawne miejsce, jednak ilekroć mam to zrobić, bliskość Bryana powoduje oddalenie się tego uczynku.
Czy byłabym w stanie pozostawić go tutaj samego, pozbawiając naszej miłości? Nie, za bardzo go kocham.
- Ależ ty jesteś beznadziejna Merel. - oparłam głowę o ścianę i przysłoniłam oczy dłońmi.
- Dlaczego moja iskierka mówi o sobie, aż tak źle? - jego ciało zmaterializowało się w pokoju.
Zignorowałam to nie wzruszając się z zajmowanego miejsca i nie musiałam nawet spoglądać, by wiedzieć, że podąża w kierunku stosiku zmarnowanych kartek papieru.
- Co się dzieje? - ujął moje ręce.
- Nie wychodzą. - odwróciłam wzrok w zatłoczoną przez samochody ulicę.
- Widzę, ale dlaczego? - nadal nic nie odpowiadałam. Podniósł mnie na ręce i pokierował w stronę łóżka, na którym usiadł, a mnie posadził sobie na kolanach. - Co się dzieje iskierko? Co zaprząta twoją główkę?
Kiedy tylko usłyszałam to pytanie poczułam w sobie wzrastającą frustrację i chęć wyrzucenia tego z siebie. Pierwszy raz wybuchłam.
- To wszystko nie miało tak wyglądać. - podniosłam się z jego kolan. -Ten wyjazd, ty...my..Zrezygnowałam z Akademii, jedynego celu w swoim życiu, dla marnego siedzenia w czterech ścianach?
- A czego innego się spodziewałaś? - również wstał z łóżka i podążył w moje ślady. - Doskonale wiedziałaś jaką mam pracę. Muszę skupić się na wykonywaniu pracy dokładnie. Jeden błąd i jedynym miejscem, gdzie będziesz mogła mnie zobaczyć, to sala więzienna dla odwiedzających, jeśli wcześniej nie zabije mnie Shepley.
- Tak, wiem. - przygryzłam wargę. - Ale nie sądziłam, że będę spędzała więcej chwil bez ciebie niż z tobą. Brakuje mi tych chwil z Saint Jerome. Brakuje mi ciebie.
- Nie zachowuj się jak rozkapryszone dziecko. - jego postawa mnie zszokowała.
Spojrzałam na niego z żalem i trzaskając drzwiami zamknęłam się w łazience.
Jak on mógł powiedzieć mi, że jestem rozkapryszonym dzieckiem? W tym momencie miałam ochotę spakować swoją torbę i wyjechać. To chyba najlepsze rozwiązanie.
1.12.2017
CHANGE cz. 39
Leniwie przeciągnęłam się i otworzyłam oczy. Był już ranek. Spojrzałam na zaciskające się wokół mnie ramiona. Czyżby Bryan wrócił?
Spał. Na pewno był zmęczony. Spokojnie wyswobodziłam się z jego objęć i zamknęłam się w łazience. Chłodny prysznic to było to. Tego potrzebowałam do rozbudzenia się. Odkręciłam wodę i pozwoliłam kropelkom łagodzić moją skórę. Nie marnując czasu wyszczotkowałam dokładnie zęby i po wyczyszczeniu szczoteczki sięgnęłam ręką po ręcznik. Owinęłam się nim i stanęłam przed lustrem. Zero makijażu, idealnie uczesanych włosów. Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz zrobiłam paznokcie, widząc wielkie odrosty na moich palcach.
Odwróciłam się w stronę drzwi z zamiarem otworzenia ich, kiedy ktoś zrobił to za mnie. Na widok Ridga wzdrygnęłam się, zakrywając usta ręką, by nie wydobył się z nich pisk.
- Przestraszyłeś mnie. - wytknęłam mu, posyłając gniewne spojrzenie.
- Przepraszam, jeszcze nie przyzwyczaiłem się, że z nami mieszkasz. - wodził wzrokiem po moim prawie nagim ciele.
- A gdybym była naga? - widziałam jak na jego usta wkrada się cień uśmiechu. - Przepuścisz mnie? - wskazałam na przejście w drzwiach, gdzie stał.
- Skoro muszę. - ustąpił mi miejsca, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku.
Albo popadam w paranoję, albo w jego głowie zebrało się zbyt wiele niecenzuralnych myśli związanych ze mną.
Starając się odgonić moje myśli od niego, weszłam do sypialni. Nie zastanawiając się czy Bryan wstał, dyskretnie zakradłam się do szafki wyciągając z niej ubranie na dziś. Z zamiarem położenia ich na poręczy łóżka, odwróciłam się do miejsca, do którego stałam plecami i podskoczyłam w górę pozwalając mojemu gardłu wypuścić krzyk.
Na łóżku, wsparty o poduszki siedział wpatrzony we mnie brunet.
- Myślałam, że śpisz. - odetchnęłam.
- Domyśliłem się po tym, jak seksownie wkradłaś się do pokoju niczym włamywacz.
Posłałam mu uśmiech i chwyciłam za turkusową koszulkę.
- Raczej nie będzie ci jeszcze potrzebna. - chwycił mnie w pasie i rzucił na łóżko, pochylił się nade mną, obdarowując pocałunkami moją szyję i ramiona. - Pomogę ci pozbyć się tego ręcznika. - strącił moją dłoń i wyjął włożony przeze mnie w biust róg ręcznika.
Spokojnie odwinął jedną stronę, a następnie drugą. Widząc moje nagie piesi obcałował każdą z nich, zjeżdżając dłonią w dół mojej zgiętej w kolanach nogi. Jego ręką spoczęła na udzie, tak jak zawsze, gdy zaczynał pieścić moje ciało. Jednak tym razem nie miałam ochoty na to, co za chwilę miało się wydarzyć.
Strąciłam jego rękę i rozkazałam mu spojrzeć mi w oczy.
- Chcę się ubrać. - mój głos był spokojny.
Położył głowę między moje piersi i po chwili oddechu puścił mnie wolno w kierunku zawieszonych na poręczy ubrań.
- Kiedy wczoraj wróciłem, spałaś na parapecie z butelką wina między nogami. - zaczął.
- Musiałam zasnąć. - mój głos był obojętny.
Czyżbym była zła za jego wczorajsze wyjście do pracy?
- Nie bądź zła. Wiesz dobrze, że muszę być do dyspozycji, na każde wezwanie szefa. - objął mnie muskając szyję.
- Nie jestem. Pójdę zrobić śniadanie.- lekko podenerwowany kopnął w krzesło znajdujące się przy toaletce.
Nie słyszałam reszty. Skupiłam się na szykowaniu jedzenia.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










