23.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 10

Nie minęło kilka sekund, a ja już zaczynałam za nim tęsknić, jednak wiedziałam też, że mam dosłownie kilkanaście minut aby się wyszykować. Nie czekając na nic udałam się pod prysznic, który zajął mi dokładnie dziesięć minut. Ekspresowo przebrałam się w długą czarną sukienkę na ramiączka która sięgała mi do kostek, odsłaniając srebrną bransoletkę zdobiącą jedną z nich, pośpiesznie założyłam stopki do balerinek, i wsunęłam stopy w wygodne białe trampki. Kręcone jasne brązowe włosy związałam w rozwalonego warkocza, który swobodnie opadł na prawe ramię, przysłaniając je całkowicie. Splot sięgał mi do piersi, jednak kiedy były rozpuszczone sięgały do brzucha. Pozostał już tylko makijaż. Od nowa nałożyłam podkład, który wygładził moją skórę, wymodelowałam policzki, poprawiłam brwi i starannie wytuszowałam rzęsy. Właśnie smarowałam usta ciemną matową śliwkową szminką, kiedy do pokoju wparowała Marysia z Filipem.
- Fiu fiu - pokręcił głową Filip - Aleś się wystroiła, szok.
Zaśmiałam się, śląc spojrzenie Marysi, która wybuchła śmiechem. 
- Naprawdę świetnie wyglądasz - potwierdziła
- Dziękuję - zarumieniłam się.
- Gotowa na podbój Sopotu? - Od Filipa bił niezaprzeczalny entuzjazm, skąd się w nim to brało? 
- Owszem, poczekajcie na zewnątrz, ja do was dołączę. 
- Jasne, czekamy przed hotelem. 
Kiedy ponownie zostałam sama szybko wylałam wodę z mojej pół litrowej butelki i zastąpiłam bezbarwną ciecz nalewając w jej miejsce całą whiskey jaka mi została i schowałam do torebki razem ze słomką, którą zawsze miałam przy sobie, w postaci całej paczki. Skoro mam się odprężyć to na maksa. Przejrzałam się w lustrze i przełożyłam torebkę przez ramię. Chciałam jeszcze napisać do Janka, ale okazało się że mój telefon był totalnie rozładowany. Zirytowałam się i zostawiłam go tam skąd go wzięłam, rzucając niedbale na łóżko, bo przecież mi się nie przyda. Po dwóch minutach dołączyłam do siostry i jej partnera. Pierwszym celem podróży było Molo. Droga zajęła nam pół godziny. Kiedy byliśmy już na miejscu Marysia od razu wyciągnęła aparat fotograficzny i podała mi go, ustawiając się z Filipem przy barierce.
- Zrób nam fotkę - poprosiła
- Uśmieeech! - krzyknęłam po czym uwieczniłam ich na fotografii. 
- Teraz ty się ustaw - zaproponowała
- Nie wiem czy chcę - wahałam się. Nigdy nie lubiłam robić sobie zdjęć, a tym bardziej pozować komuś.
- Oj no nie daj się prosić, będziesz miała pamiątkę. - przekonywał mnie Filip
- Ma rację - Marysia nie dawała za wygraną
- Okej - uległam - Ale tylko jedno zdjęcie, lub dwa
- Luzik - po chwili ujrzałam swoje zdjęcie w małym ekraniku. Zaraz po tym Marysia zwróciła się do swojego chłopaka - Kochanie, zrób nam zdjęcie
- Nie ma problemu 
Kilka sekund później stałyśmy obok siebie, uśmiechając się do aparatu
- Podoba się?
- No...Może być - posłałam im uśmiech, przeglądając zdjęcia.

Słońce zaczęło już zachodzić, a my kierowaliśmy się do następnego miejsca. Nieśpiesznym krokiem udaliśmy się do restauracji, aby coś zjeść, od podróży nie jedliśmy niczego. GPS Filipa zaprowadził nas do małej restauracyjki tuż przy plaży. Zajęliśmy stolik przy wejściu, tuż koło wielkiej szyby, przez którą było widać fale, uderzające o brzeg. Głęboko westchnęłam, po części nie wierząc, że znajduję się teraz w Sopocie i oddycham morskim powietrzem. Chociaż na chwilę zapomniałam o mojej rutynie, i o Janku, ale o nim wciąż chciałam pamiętać. Kiedy wszyscy zajęli miejsca, podeszła do nas milutka kelnerka z kartą dań. Nie zastanawiałam się długo i zamówiłam sałatkę z rukolą, oliwą, kukurydzą, pomidorkami, serem feta, kurczakiem i grzankami, do tego rybę, i małą porcję frytek z przyprawami, Marysia zamówiła duże frytki i rybę, a Filip to samo co ona. Po dwudziestu minutach zabraliśmy się do jedzenia, popijając colą. 
- Dawno nie jadłam tak pysznej ryby. - zachwycała się siostra. 
- Grzechem by było nie zjeść ryby nad morzem - zaoponował jej chłopak. 
- Macie rację - uśmiechnęłam się, nabijając na widelec ostatni kawałek kurczaka z rukolą. 
Marysia spojrzała na mnie z zainteresowaniem.
- Dlaczego mi się tak przyglądasz? - przymrużyłam oczy
- Mam nadzieję że masz jeszcze siłę iść potańczyć?
- To nie koniec atrakcji? - udawałam zdziwioną
- Jeszcze będziesz za tym tęsknić - wtrącił Filip, po czym uregulował rachunek. Wyszliśmy na zewnątrz. 
- Idziemy do klubu? - upewniłam się
- Brawo Watsonie - Marysia poklepała mnie po ramieniu. 

1 komentarz: