- W czym mogę pomóc? - Barman zmierzył mnie dość niemiłym spojrzeniem.
- Chciałabym coś zamówić.
- A dokładnie?
- Colę
- z lodem?
- Może być - skinęłam głową, rozglądając się po sali. Mój wzrok zatrzymał się na parze, która pochłonięta tańcem, nie zwracała na nikogo uwagi, wtuleni w siebie, poruszali się powoli w rytm muzyki - westchnęłam ciężko. W tym czasie barman postawił przede mną szklankę z zimną colą. Szybko przelałam zawartość do butelki z trunkiem, położyłam pieniądze na ladzie i wyszłam z lokalu niemalże niezauważona, zostawiając siostrę z chłopakiem na parkiecie. Dokąd mogłabym się udać? Błądziłam bez celu, aż w końcu nogi poniosły mnie na plażę, usiadłam przy brzegu i wyciągnęłam butelkę, pijąc duszkiem zawartość. Poczułam jak moje gardło i brzuch wypełnia przyjemne ciepło, mimo że w pomieszaniu z colą whiskey była zimna. Nim się zorientowałam, opróżniłam całą butelkę, nie zostawiając ani kropelki. Moje ramiona owiał morski wiatr wiejący znad wody. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, ale nie zniechęciło mnie to aby dalej siedzieć na wilgotnym piasku i wpatrywać się w uderzające o falochrony fale. Były wolne. Niczym niezmącone, same decydowały o sobie, nie były od nikogo zależne, niesione wiatrem rozbijały się o piasek, a na ich miejsce pojawiały się nowe. Czy mogło być coś piękniejszego od tego widoku? Nic nie przychodziło mi do głowy. Czułam się jak w transie. Ten nie przerwany proces pochłonął mnie tak bardzo, że nie zauważyłam kiedy plaża zrobiła się kompletnie pusta. Byłam sama, krucha, delikatna, bezsilna, ja jedna - przeciwko wodzie, której nie mogłam w całości objąć wzrokiem,a jej horyzont zlewał się z ciemnym niebem, na którym świeciło tysiące gwiazd, a może nawet miliony. Były tak daleko od nas, że ciężko to sobie wyobrazić, a jednak przez nas widzialne. Próbowałam przyrównać to do relacji łączącej mnie z Jankiem. Patrzymy w to samo niebo, oddychamy tym samym powietrzem, chodzimy po tej samej Ziemi, a jednak jesteśmy tak daleko od siebie. Czy to miało jakiś sens? Dlaczego dzieliło nas tyle kilometrów? Nie byłam już niczego pewna. Bałam się, że któregoś dnia nasza znajomość skończy się, wypali, jak gwiazda, spadająca z nieba, i już nic nie przywróci nam relacji, przerwanej nici - tak jak nikt nie ustawi z powrotem tej gwiazdy na niebie, aby świeciła wśród innych, nic już nie będzie takie samo. Niebo będzie biedniejsze o jedną gwiazdę, ale czy to zaważy na tym, że jego blask osłabnie? Nie, dalej będzie świecić, nie przejmując się stratą jednej z niezliczonego gwiazdozbioru. Więc czy świat przestanie istnieć z powodu straty relacji między dwojgiem ludzi? Zatrzyma się, aby nam współczuć? Nie, dalej będzie się kręcić, a my będziemy jak niebo - trwać, ale biedniejsi o cząsteczkę siebie, i dostrzegać będziemy to każdego dnia, do końca naszego życia, i nic już nie będzie takie samo, a my nie wypełnimy tej pustki, nawet gdybyśmy chcieli. Tak jak niebo nie odzyska utraconej gwiazdy, choć dalej będzie świecić blaskiem, a my nie zauważymy różnicy. Tracimy cząstkę siebie, nawet jeśli gramy w ciemno, ryzykując naszym sercem, wystawiając je na próbę...świadomie przyzwalając, że jeśli coś pójdzie nie tak, rozbije się na tysiące drobnych kawałeczków, nie dających się posklejać w całość...Ale nic nam nie będzie zwrócone. Jeśli coś stracimy to bezpowrotnie, i na nic zda się płacz, pozostanie tylko zamknąć ten rozdział i nigdy do niego wracać. Pozwolić, aby zatarł się w naszej pamięci, tak jak niebo przyzwalające wypalić się gwieździe, która nigdy już nie zabłyśnie na niebie...Ale gdzie wtedy sens? Zaczniemy szukać go na nowo?
***
Zimne morze obmywało moje stopy, które teraz były całkiem bose, zakopując się w mokrym piasku. To było bardzo przyjemne uczucie. Nie wiem ile tak siedziałam, na niebie pojawił się księżyc, miałam wrażenie, że świeci tylko dla mnie, żadne słowa nie mogły tego opisać. Zastanawiałam się wciąż, na czym dokładnie polega życie...Czy składa się z samych paradoksów? Dlaczego kiedy w końcu poznałam chłopaka, który naprawdę mi zaimponował, który sprawił, że na nowo odzyskałam nadzieję w miłość jest tak daleko? Czy taka znajomość ma szansę przetrwać? Postanowiłam sobie, że będę dbać o tą relację i zrobię wszystko by ona przetrwała, nawet jeśli oznaczałoby to, że muszę czekać choćby pięć lat...a może nawet i więcej. Nieważne, byłam zdolna poczekać tyle ile będzie trzeba. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, jakie to jest wyczerpujące. Miałam w sobie zbyt dużo odwagi i czułam się tak zdeterminowana, że byłam gotowa przetrwać wszystko, nawet jeśli miało by mnie to sporo kosztować. Byłam gotowa zapłacić każdą cenę. Wierzyłam, że tym razem mi się uda. Świadomość, że nagrodą za moje czekanie będzie spotkanie z nim zwyciężyła. To ona pomagała mi przetrwać.
Nagle poczułam, że wypity przeze mnie alkohol zaczyna działać. Wirowało mi w głowie. Niepewnie wstałam, lekko się przy tym zataczając, powolnym krokiem, zaczęłam iść w stronę hotelu, mając nadzieję, że właśnie tam się znajdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz