15.02.2018

WIRTUALNA NIĆ 5

Przechodziłam przez szkolny korytarz, z rękoma w kieszeni, kapturem na głowie, i plecakiem zarzuconym niedbale na jedno ramię, pierwszy raz patrząc przed siebie. W szkole trwały właśnie lekcje, więc byłam mega spóźniona, ale cieszyłam się, że poza mną nikogo nie ma. Tak myślałam do chwili kiedy przed klasą nie ujrzałam Maćka. Stał i wpatrywał się we mnie. Nie miałam możliwości dostać się do środka, bo zagrodził mi drzwi.
- Przepuść mnie. - powiedziałam oschle.
- A jak tego nie zrobię to co? - zaśmiał mi się prosto w twarz.
- W co ty grasz? - spojrzałam mu prosto w oczy.
- A ty? Udajesz mega niedostępną.
- Po pierwsze to moja sprawa, a po drugie nikogo nie udaję. Przepuść mnie i daj mi spokój, dobra?
Westchnął głośno, po czym się odsunął, abym mogła wejść do klasy, po chwili podążając za mną. Wiedziałam, że teraz nie będę miała spokoju do końca ostatniego roku tej popieprzonej szkoły. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg klasy, momentalnie zrobiło się cicho. To był zły moment, tak się złożyło że w klasie nie było nauczyciela, mieliśmy zastępstwo a i tak nikt nie przyszedł, standard. Szybko zajęłam miejsce przy oknie, i po chwili rozpętało się piekło, z którego nie było ucieczki.
- Maciek gratulacje! - odezwał się Adam, śmiejąc się szyderczo. - Nie wierzę, że to przypadek, kiedy wchodzicie do klasy oboje w tym samym momencie. Co robiliście? Zaliczyłeś dziewicę?
Spodziewałam się, że Maciek również zacznie się śmiać.
- Ucisz się - skwitował, a ja niepewnie przeniosłam na niego wzrok pełen zdziwienia - Nikogo nie zaliczyłem.
Zaraz później odezwała się Marta.
- Ona może tylko pomarzyć o takim chłopaku jak Maciek, za wysokie progi. - nagle cała sala wybrzmiała śmiechem, a wszystkie oczy były skierowane na mnie. Mimo że to była już codzienność ja przeciwko całej klasie, dalej nie mogłam się przyzwyczaić, tym bardziej teraz, kiedy byłam ofiarą żartów, i patrzyłam na te rozbawione fałszywe gęby. Nagle odezwał się on, co sprawiło, że w klasie znów zrobiło się cicho jak makiem zasiał.
- Ty też możesz tylko pomarzyć - skierował te słowa do Marty. - Sorry, ale twoja wytapetowana twarz nie zachwyca, a stosunek z tobą to ostatnia rzecz na jaką mam ochotę.
Z przyjemnością patrzyłam jak oczy Marty rozszerzają się ze zdumienia, a jej policzki płoną ze wstydu. Do końca lekcji było już cicho, a ja dalej milczałam, ale pierwszy raz odczułam satysfakcję. Zadzwonił dzwonek, jak zwykle wszyscy jak oparzeni wychodzili z klasy, a mnie się nigdy nie śpieszyło. Maciek również tego dnia się ociągał i kiedy opuszczaliśmy klasę, byliśmy prawie obok siebie.
- Dzięki - odezwałam się, nie patrząc na niego. Chciałam się przełamać, zatrzymać się, poprowadzić rozmowę, ale nie mogłam zdobyć się na nic więcej, zbyt wiele ryzykowałam, choć prawdę mówiąc nie miałam nic do stracenia.
- Nie masz za co - zmierzył mnie wzrokiem i odszedł, zostawiając mnie kompletnie samą. Z powrotem założyłam kaptur na głowę, a ręce włożyłam do kieszeni, przemierzając korytarz, gdy nagle zaczepiła mnie Marta, pojawiając się nie wiadomo skąd.
- Jeśli myślisz, że masz u niego jakieś szanse, to się grubo mylisz. - obdarowała mnie podłym spojrzeniem, dając mi do zrozumienia, że to ona jest górą.
- A o kim mówisz? - byłam rozbawiona całą tą sytuacją.
- Dobrze wiesz. Maciek jest mój i zrozum to w końcu.
- No raczej nie, bynajmniej dał ci dzisiaj to jasno do zrozumienia. A po za tym, nawet mnie nie interesuje, więc zabierz się stąd, i odwal się ode mnie, bo nie zamierzam z tobą rywalizować, tym bardziej o niego. Jasne? - uśmiechnęłam się, patrząc jak rzednie jej mina. Do końca dnia miałam już spokój. Lekcje minęły bardzo szybko. Wrzuciłam niedbale książki do plecaka, a resztę niepotrzebnych na jutro rzeczy schowałam do szafki, zamykając ją na kluczyk i szybkim krokiem kierowałam się w stronę wyjścia. Kiedy byłam już stosunkowo daleko, odetchnęłam z ulgą, pragnęłam jak najszybciej znaleźć się w domu, pod ciepłym kocem, i laptopem na kolanach. Był środek tygodnia, ale musiałam się odprężyć, więc pomyślałam, że kiedy tylko będę w domu, znów wezmę z barku jakiś wysokoprocentowy trunek z kredensu ojca, przecież i tak się nie zorientuje. Do pokonania pozostała mi prosta droga, od której dzielił mnie niewielki zakręt. Po kilku minutach znajdowałam się na kamienistej drodze, pod furtką mojego domu ujrzałam postać. To dziwne, bo mieszkałam daleko od centrum, poza tym nigdy nie mieliśmy gości. Przyśpieszyłam kroku. Po pokonaniu większej odległości dokładnie się jej przyjrzałam, był to Maciek...
Nie mogłam zrozumieć, skąd wiedział gdzie mieszkam, ale zaraz przypomniałam sobie, że przecież w dzienniku widnieją nasze dane, a w szkole nie trudno było go dostać, pod byle pretekstem.
- Skąd wiesz gdzie mieszkam? - zapytałam, aby utwierdzić się w swoim przekonaniu.
- Powiedzmy, że mam swoje sposoby.
- Wiesz że to prywatne dane?
- Skoro tu jestem, to chyba nie. - nie wiedziałam co powiedzieć, długo się w niego wpatrując.
- A więc po co przyszedłeś?
- Chciałem cię przeprosić.
- Za co? - byłam mega zdziwiona.
Najbardziej tajemniczy chłopak w szkole, pofatygował się do mnie aby mnie przeprosić, a ja nawet nie wiedziałam z jakiego powodu.
- Za moje ostatnie zachowanie, nie powinienem, no... i za zachowanie Marty.
- Ona serio myśli, że będziecie razem - zaśmiałam się.
- Wiem, ale raczej nic z tego nie będzie. Mam już kogoś na oku.
- W takim razie powodzenia. - uśmiechnęłam się, po czym go wyminęłam i podeszłam do drzwi aby je otworzyć.
- Wpuścisz mnie do środka? - usłyszałam za sobą, bijąc się z myślami, wiedziałam, że to zły pomysł, ale to była jedyna okazja, aby pobyć z nim sam na sam...
- Jasne, wejdź, zapraszam - kiedy pojawił się w środku zamknęłam drzwi i poprowadziłam go do pokoju.
Droga po schodach do mojego pokoju trochę nam zajęła. Pokonywaliśmy ją w ciszy, nie mówiąc ani słowa. Weszliśmy do środka. Maciek od razu usadowił się wygodnie na łóżku jakby znał od dawna każdy kąt mojego pokoju, a przecież był tu pierwszy raz. Gdyby wiedział, ile razy wyobrażałam sobie ten moment, kiedy goszczę go w swoim pokoju...Ile razy siedział na tym łóżku w mojej wyobraźni. Może dlatego wydawało mi się to tak znajome...
- Napijesz się czegoś? - spytałam trochę skrępowana, nie wiedziałam jak się zachować, to była dla mnie zupełnie nowa sytuacja. Tym bardziej, że byłam sam na sam w pokoju z chłopakiem, który podobał mi się od pierwszej klasy tej chorej szkoły. Co najważniejsze, nie wyobrażałam sobie tego, to działo się naprawdę. - Jeśli chcesz mam coś mocniejszego, poczekaj tutaj. - Jego oczy się zaświeciły, obojgu było nam tego trzeba, oboje potrzebowaliśmy czegoś dla rozluźnienia atmosfery.
Po kilku minutach byłam znów w pokoju, z butelką dobrej whisky. Tato miał ich sporą kolekcję, więc dwie w tą czy tamtą nie zrobią wielkiej różnicy. Przyniosłam dwie szklanki i colę. Zrobiłam drinki, i podałam jednego Maćkowi, siadając obok niego. Milczeliśmy, czekając aż nabierzemy do siebie większej śmiałości. W końcu po dłuższej chwili zebrał się na odwagę i przerwał ciszę.
- Idziesz na bal gimnazjalny?
- Nie
- Dlaczego?
- Nie mam z kim, a po za tym nie chcę brać udziału w tej farsie.
- Może zdołasz się przekonać, do końca roku pozostał jeszcze miesiąc.
- Raczej nie zmienię zdania
- Szkoda.
Myślałam, że pyta aby mnie zaprosić, ale niczego takiego nie usłyszałam z jego ust. Byłam zawiedziona, ale może to dobrze, bo pokazywanie się z nim razem to nie byłby dobry pomysł. Szczególnie kiedy Marta się w nim podkochiwała. Nie chciałam dolewać oliwy do ognia. Marzyłam tylko o tym aby przeżyć ten ostatni miesiąc i raz na zawsze zapomnieć o tej szkole, i o Maćku choć wiedziałam, że to będzie trudne. Ale chciałam zostawić wszystko za sobą i zacząć nowy rozdział, w nowej szkole.
- Pójdę już - odezwał się niespodziewanie.
- Zostało jeszcze pół butelki - pomachałam trunkiem przed jego nosem, mając nadzieję że zdołam go przekonać.
- Zostaw na następny raz - uśmiechnął się, ale ja wiedziałam, że następny raz nigdy nie nadejdzie.
- Dobrze - pokiwałam głową, po czym odprowadziłam go do wyjścia owinięta w koc.
- Do zobaczenia w szkole.
- Papa - uśmiechnęłam się, po czym zamknęłam drzwi. Spoglądając przez judasza, patrzyłam jak jego sylwetka znika, oddalając się coraz bardziej. Czy to dziwne, że już zaczynałam za nim tęsknić...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz