- Izaaa!
- Cześć Zosiu, znów się spotykamy.
- Taaaaak, przyszłaś mnie odwiedzić? - zapytała widząc mnie znów z torebką przewieszoną przez ramię i czekoladą którą trzymałam w ręce, od dawna nie jadłam nic słodkiego.
- Właściwie to nie...- ''do końca'' dokończyłam w myślach, widząc jak rzednie jej minka. Wyczuła moje zakłopotanie. Od razu się poprawiłam. - Właściwie to masz rację, przyszłam cię odwiedzić - Odpowiedziałam najwiarygodniej jak potrafiłam wręczając Zosi czekoladę, na jej twarzy znów pojawił się uśmiech
- A skąd wiedziałaś gdzie będę?
- Po prostu - uśmiechnęłam się, przełykając kłamstwo
- Super, że jesteś, pójdziemy się przejść? - zapytała łapiąc mnie za rękę
- A twoja mama nie będzie miała nic przeciwko? - zwróciłam się do niej, schylając odrobinę aby mniej więcej być z nią na tej samej wysokości wzroku
Dziewczynka chwilę się zamyśliła, posmutniała, spoglądając w stronę kobiety która wczoraj po nią przyszła, i bacznie mnie obserwowała. Zosia również spojrzała w jej stronę po czym zwróciła się do mnie: To nie jest moja mama...
- Nie? - zdziwiłam się - W takim razie kim jest?
- Moją opiekunką... Bo ja nie mam prawdziwych rodziców...Ani prawdziwego domu...
- Jak to?
- Jestem z domu dziecka...
W tym momencie poczułam, jak bym dostała w policzek...Jak ktoś mógł porzucić tak wspaniałą dziewczynkę jaką była Zosia? Nie mogłam tego zrozumieć.
- Nie martw się, na pewno znajdziesz mamę zastępczą
- Zostaniesz nią?
Poczułam jak ból ściska mnie za gardło. Przez chwilę nie mogłam wydusić z siebie słowa. Łza spłynęła mi po policzku. Wiem doskonale, co czuła ta mała. Obie byłyśmy w podobnej sytuacji, tyle że ja miałam dom, pomijając już że rodziców prawie wcale, mimo że ze mną mieszkali.
- Wrócę po ciebie - wydusiłam z siebie. - Tylko na razie to niemożliwe. Obiecuję, że wrócę po ciebie Zosiu i zamieszkamy razem.
- Naprawdę obiecujesz? - mała wyciągnęła małego palca i przysunęła do mnie dłoń abym złożyła jej obietnicę również przykładając swojego palca i splatając z jej, na znak przysięgi.
- Obiecuję - Splotłam swojego piątego palca z Zosi. Jej oczy się rozpromieniły, a na twarz wkradł się szeroki uśmiech od ucha do ucha. Mocno ją do siebie przytuliłam. Nagle przed nami zmaterializowała się jej opiekunka.
- Zosiu, dołącz do swoich koleżanek, dobrze? Ja zaraz przyjdę
- Dobrze - odpowiedziała mała i wyswobodziła się z moich objęć. - Do zobaczenia!
- Do zobaczenia - uśmiechnęłam się, kiedy tylko oddaliła się do innych dzieci, wyprostowałam się i spojrzałam na kobietę. Przez chwilę milczała, aby zaraz potem zacząć rozmowę.
- Zosia cię polubiła - patrzyła mi w oczy
- Ja ją też, to cudowne dziecko.
- Oj tak, Zosia jest wyjątkowa, i jak na swój wiek mądrzejsza od swoich rówieśników
- Jak znalazła się w domu dziecka? - byłam ciekawa
- Jej rodzice byli alkoholikami i to że znalazła się u nas to właściwie jedyne słuszne wyjście, było pewne, że się nie zmienią...Sąd poradził im terapię, ale nie dawała skutku, nawet nie starali się choć trochę, zero wyrzutów sumienia, skruchy...Więc odebrał im prawa rodzicielskie i tak Zosia trafiła do domu dziecka. Miała wtedy trzy latka. Rok temu zaczęła dopytywać o swoich rodziców, wytłumaczyłam jej tylko tyle ile powinna wiedzieć. Pogodziła się z tym, ale uważa, że rodzice jej nie chcieli. Może to dobrze, ehh, nie wiem sama... - Kobieta westchnęła
- Nikt nie chce jej zaadoptować?
- Niestety, nikt do tej pory się po nią nie zgłosił
- Ja to zrobię - niczego nie byłam w życiu pewna jak tego
- A ma pani skończone osiemnaście lat?
- Niestety nie, dopiero za rok... - posmutniałam
- Więc proszę tu wrócić za rok, lecz sama pełnoletniość nie wystarczy. Oprócz tego musi posiadać pani stałe dochody i mieć godne warunki do życia przystosowane dla dziecka.
- Póki co nie mam niczego - czułam jak ogarnia mnie złość
- Adopcja nie jest taka prosta, to długi proces, na który również składają się kontrole z Opieki Społecznej
- Naprawdę nic nie da się zrobić? Czuję, że to właśnie ja powinnam to zrobić, że jestem za to odpowiedzialna, świetnie ją rozumiem...
Kobieta tylko pokręciła przecząco głową
- Przykro mi... Na ten moment nic nie mogę zrobić. Ale jeśli pani chce, może ją pani odwiedzać.
- To raczej nie będzie możliwe,bo ja... nie jestem stąd
- Gdzie pani mieszka? - Kobieta trochę posmutniała
- W Opolu, jestem w Gdańsku na wakacjach i jutro wracam.
- Przynajmniej ma pani chęci, ale w tym wypadku mam związane ręce. Miło było panią poznać, do widzenia - Starsza kobieta wyciągnęła do mnie rękę, uścisnęłam ją i z rozżalonym sercem wróciłam do hotelu.
***
Po spotkaniu z Zosią i z jej opiekunką byłam tak zdołowana, że nic nie potrafiło poprawić mi humoru. Z żalem otworzyłam swoją pustą torbę i przystąpiłam do pakowania swoich rzeczy. Byłam tak pochłonięta tą czynnością, że nie zauważyłam że mój telefon od kilku minut nieustannie dzwonił. Przerwałam pakowanie a koszulkę niedbale rzuciłam obok torby, podeszłam do szafki na której leżał telefon, podłączony do ładowarki. Odłączyłam ją. Serce podskoczyło mi do gardła kiedy ujrzałam kto dzwonił. Miałam mieszane uczucia. Niepewnie odebrałam przychodzące po raz kolejny połączenie.
- Halo?
- Odebrałaś. Ciężko się do ciebie ostatnio dodzwonić. - Na dźwięk tego wspaniałego głosu zapomniałam o wszystkim...
- Przepraszam, tyle się dzieje...
- Może mi opowiesz?
- Niee, innym razem - odpowiedziałam niemal natychmiast
- Jak tam na wakacjach? - Głos Janka był teraz spokojny... chciałam słuchać go bez przerwy
- Super, pierwsze prawdziwe wakacje, ale wolałabym spędzić je z tobą - westchnęłam
- Wiesz, że to niemożliwe.
Niestety wiedziałam i nie chcąc ciągnąć dalej tematu zaczęłam kolejny.
Rozmowa przeciągnęła nam się do rana. Uwielbiałam z nim rozmawiać. Znów w mojej głowie zaczęły pojawiać się obrazy z naszym WSPÓLNYM udziałem. Wyobrażałam sobie nasze pierwsze spotkanie. Czy czułabym stres? A może podekscytowanie? Ciężko mi było teraz o tym mówić, nie miałam pojęcia jakbym się zachowała...Spojrzałam na zegarek, dochodziła siódma rano, zmęczona zamknęłam oczy kiedy tylko skończyliśmy rozmawiać i śpiąca pogrążyłam się we śnie. Obudziło mnie pukanie do pokoju.
- Halo? Iza?! Jesteś tam?! - usłyszałam wołanie Marysi
Nie miałam siły zwlec się z łóżka, niechętnie wstałam i przekręciłam klucz w zamku otwierając drzwi
- Co jest? - zapytałam, ziewając
- Wiem, że są wakacje, ale nie wiem czy pomyślałaś o tym, że za chwilę kończy nam się doba hotelowa - Marysia była wyraźnie podenerwowana
- Tak? A która godzina?
- Trzynasta - uniosła do góry rękę, na której widniał zegarek
- O kurczę, nie wiedziałam, że jest tak późno.
- Zbieraj się, niedługo musimy opuścić hotel i oddać klucze.
- Dobra, za godzinę będę gotowa.
- Pośpiesz się - zmierzyła mnie wzrokiem i opuściła pokój, zostawiając mnie samą.
- Halo? Iza?! Jesteś tam?! - usłyszałam wołanie Marysi
Nie miałam siły zwlec się z łóżka, niechętnie wstałam i przekręciłam klucz w zamku otwierając drzwi
- Co jest? - zapytałam, ziewając
- Wiem, że są wakacje, ale nie wiem czy pomyślałaś o tym, że za chwilę kończy nam się doba hotelowa - Marysia była wyraźnie podenerwowana
- Tak? A która godzina?
- Trzynasta - uniosła do góry rękę, na której widniał zegarek
- O kurczę, nie wiedziałam, że jest tak późno.
- Zbieraj się, niedługo musimy opuścić hotel i oddać klucze.
- Dobra, za godzinę będę gotowa.
- Pośpiesz się - zmierzyła mnie wzrokiem i opuściła pokój, zostawiając mnie samą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz