26.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 22

Nazajutrz wstałam pełna energii. Pierwsze co zrobiłam po przebudzeniu, to sięgnęłam po telefon. Tak jak się tego spodziewałam dostałam wiadomość od Janka. Oboje mieliśmy już taką tradycję, że pisaliśmy do siebie codziennie rano, w trakcie dnia i koniecznie wieczorem. Nie mogłam zasnąć, dopóki nie dostałam wiadomości w której pisał mi 'dobranoc'. Pisanie z nim to jedna z codziennych czynności, które sprawiały mi radość. Tylko tak mogłam dalej trwać w przekonaniu, że z każdym dniem jesteśmy coraz bliżej spotkania, a korespondencje i długie rozmowy umacniały naszą relację. Założyłam czarne rurki z dziurami na kolanach, i luźną szarą bluzę z kapturem. Zrobiłam sobie płatki i zabrałam się do jedzenia. Po skończonym posiłku związałam długie czarne włosy w luźnego kucyka, włożyłam na stopy białe Air Max'y które kontrastowały z czarnymi skarpetkami i wyszłam z domu, zamykając go na klucz. Droga do szkoły minęła mi bardzo szybko, na szczęście tramwaj był prawie pusty, co rzadko się zdarza, ale nie zaprzątałam sobie tym głowy. Radosna weszłam do szkoły i przywitałam się z dziewczynami z klasy. Wciąż podekscytowane rozmawiały o minionej imprezie u Darii. No właśnie, gdzie ona się podziewała? Wszystko stało się jasne, kiedy zobaczyłam ją razem z Arturem, siedzących na ławce przed klasą, w której mieliśmy mieć pierwszą lekcję.
- Ale z nich gołąbeczki - zauważyła Sandra
- Od początku wiedziałam, że między nimi iskrzy - dodała Monika - A ty co o tym sądzisz? - zwróciła się do mnie
- Hm? - odpowiedziałam rozkojarzona. Stałam i wpatrywałam się w nich, uświadamiając sobie ile mnie omija. Ile czasu marnujemy. Ja jestem tu, Janek jest tam. Zakazani sobie kochankowie. Zdałam sobie sprawę, że zazdroszczę Darii. Wyobrażałam sobie, że właśnie siedzę tam z Jankiem, jesteśmy pochłonięci rozmową, a świat dla nas nie istnieje...
- Iza, jesteś tu?! - Dziewczyny sprowadziły mnie na ziemię
- Tak. Sądzę, że bardzo do siebie pasują - wymusiłam sztuczny uśmiech - Chodźmy do klasy, zaraz zacznie się lekcja.
Weszłam do środka, po chwili Daria zajęła miejsce obok mnie. Uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Artur jest cudowny - zaczęła ćwierkać
- Cieszę się, że wam się układa - odpowiedziałam, po czym skupiłam się na zajęciach.

***

Lekcje minęły mi bardzo szybko. Podbudowana dobrymi ocenami, jakie dziś dostałam, kierowałam się do wyjścia. Wrześniowe słońce otuliło moją twarz, czułam przyjemne ciepło. Po kilkunastu minutach siedziałam już w tramwaju, prowadzącym mnie do domu. Wyciągnęłam telefon z kieszeni kurtki. Na wyświetlaczu pojawiła się wiadomość od Janka. Uradowana szybko odpisałam. Wymieniliśmy kilka zdań i wkrótce byłam już w domu. Od wejścia słyszałam kłótnię rodziców. O co poszło tym razem? Zamknęłam za sobą drzwi i weszłam do salonu w którym teraz oboje przebywali, rzucając oszczerstwa w swoją stronę. Od dawna nie słyszałam ich kłótni, nie widziałam ich, więc widząc teraz ich obecność w domu czułam się dziwnie. Jedno przekrzykiwało drugie.
- Co tu się dzieje? - starałam się dowiedzieć
- Nie wtrącaj się! - Matka wydarła się na mnie, po czym znów przeniosła wzrok na ojca i mówiła teraz do niego: - Nie możesz się wyprowadzić, nie możesz mnie zostawić! Co z naszym małżeństwem?
- Już dawno przestało istnieć Alino, więc nie udawaj, że jeszcze coś do mnie czujesz
- Sławek, nie mów tak, kocham cię, wiesz o tym dobrze...
- Świetnie wychodzą ci kłamstwa, ale mnie już nie będziesz nimi karmić. Przyznaj się, że masz kogoś na boku...
- Sławek, dość!
- Mamo, nie udawaj - postanowiłam się wtrącić
- Słucham? - Oboje teraz wpatrywali się we mnie
- Skończ tą farsę, wiem o wszystkim. - szłam w zaparte, nie przejmując się tym, że za chwilę ich małżeństwo skończy się na zawsze, i tak już zresztą nie istniało.
- Iza o czym ty mówisz? - Tato był zdziwiony
- Oboje udajecie. Gracie przede mną wspaniałych rodziców, a w rzeczywistości żyjecie jak kot z psem, stwarzając pozory udanego małżeństwa. Mama od dawna ma kochanka, zdradza cię tato. Myślała, że o niczym się nie dowiem, skoro nie wychodzę z pokoju, ale słabo jej wychodziło ukrywanie się. Widziałam podjeżdżający samochód z mężczyzną za kierownicą, ilekroć spojrzałam przez okno. Mama wsiadała i nie było jej do późnej nocy.
- Nie mogę w to uwierzyć - Tato kręcił głową. - Alino, to prawda?
Mama spuściła wzrok, nie mówiąc już nic więcej.
- Ale to nie koniec - zaczęłam kontynuować. - Tato, nie chciałbyś o czymś powiedzieć? Będziecie kwita.
- Nie wiem o czym mówisz. - Tato patrzył na mnie wzrokiem niewinnego dziecka
- Też kogoś masz. Myślisz, że nie czułam damskich perfum? Mama takich nie używa. Twój płaszcz jest nimi przesiąknięty. Nie da się tego nie czuć, przechodząc koło wieszaka.
Mama spojrzała na ojca, on na nią a ja stałam po środku niczego. Nie miałam już rodziców. Przede mną stali teraz obcy sobie ludzie.
- Wyprowadzam się - Rzekł ojciec
- Idź, pewnie już wijecie sobie gniazdko z tą dziwką - Od mamy pałał teraz gniew
- Masz rację. Nawet nie wiesz jak długo czekałem na moment aż w końcu się od ciebie uwolnię. Zresztą, teraz możesz jawnie się spotykać z tym fagasem.
- Super, droga wolna. - Mama skrzyżowała ręce na piersiach.
Kiedy Tata stał już przed drzwiami z kilkoma walizkami, mama zeszła z góry ze skrzyżowanymi rękami na piersiach.
- Wnoszę pozew o rozwód - zwróciła się do niego, zapłakana.
Tata odwrócił się by na nią spojrzeć i nic już nie mówiąc wyszedł. Wtedy widziałam go po raz ostatni. Wyjechał.
- Idź do swojego pokoju! - Mama spojrzała na mnie pełna gniewu. - Mam nadzieję, że jesteś z siebie zadowolona.
- Nie bądź śmieszna, sama jesteś sobie winna. Zresztą oboje jesteście siebie warci. - Zmierzyłam ją wzrokiem i wbiegłam po schodach na górę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz