30.03.2018

WIRTUALNA NIĆ 24

Maciek wciąż mi się przyglądał. Czułam się niezręcznie, więc skierowałam wzrok na widoki za oknem. Między nami panowała cisza, więc przerwałam ją.
- Nie wiedziałam, że masz już prawo jazdy.
- Zrobiłem miesiąc temu. Chciałem jeszcze przed osiemnastką.
- I dobrze, to zawsze wygodniej.
- A ty?
- Co ja? - spojrzałam na niego
- Kiedy robisz?
- Nie wiem, ostatnio mam tyle spraw na głowie, że nie chcę dokładać sobie kolejnego stresu
- Co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać - patrzyłam teraz przed siebie.
- No dobrze, jeśli nie chcesz, to nie będę naciskał.
Jego nastawienie do mnie uległo zmianie, od ostatniego spotkania. Nie wiedziałam co jest tego przyczyną, lecz nie chciałam go o to dopytywać. Czasem jest lepiej, jeśli nie wiemy. Po chwili zaparkował pod swoim domem.
- Mam iść z tobą?
- Jeśli chcesz.
Odpięłam pas i podążałam za nim. Jak zwykle u niego też nikogo nie było w domu. Pokierowałam się prosto do jego pokoju. Nic się nie zmieniło. Oprócz tego, że czułam się w nim inaczej niż za pierwszym razem. Maciek poszedł wziąć prysznic i zostałam sama, miałam więc czas aby swobodnie się trochę rozejrzeć. Niebawem pojawił się w samym ręczniku, owiniętym na biodrach, w oczy rzucił mi się jego nagi tors. Nie skrępowany moją obecnością zaczął się ubierać. Było mi niezręcznie, więc lekko odwróciłam wzrok. Kiedy był już ubrany w czarne wąskie spodnie i szarą luźną bluzę z kapturem, zaczął się pakować na wyjazd, przez ten czas nie odzywaliśmy się do siebie. Obserwowałam każdy jego ruch, patrzyłam na każde jego napinające się mięśnie, podczas tych prostych czynności. Jego wyraz twarzy był neutralny, nie wyrażał żadnych emocji, żałowałam że nie mogę teraz odgadnąć jego myśli.
- Jestem gotowy - przywołał mnie do rzeczywistości, kiedy skończył się pakować
- Ah tak, jasne - uśmiechnęłam się.

***

Byliśmy w drodze do Sopotu. Wciąż rozmyślałam nad tą sytuacją, nie mogłam uwierzyć w taki obrót sprawy. Miałam mieszane uczucia. Janek wciąż milczał. Postanowiłam, że poczekam, aż się odezwie, nie chciałam mu się narzucać. Maciek przerwał moje milczenie. 
- Jaki jest powód twojej wizyty w Sopocie?
- Długa historia - westchnęłam, wspominając tamten wspaniały tydzień.
- Opowiedz mi, proszę - nie dawał za wygraną
- No więc byłam tam na wakacjach, razem z siostrą i jej chłopakiem. Podczas pobytu poznałam tam taką małą dziewczynkę.
- Jedziesz tam dla jakiejś małej dziewczynki? Skąd masz pewność, że ponownie ją zobaczysz?
- Bo Zosia jest z domu dziecka...
- Nie wiedziałem - posmutniał. - Ale nadal nie rozumiem, co to ma wspólnego z tobą
- Zosia bardzo mnie polubiła, a ja ją. Poza tym ta dziewczynka nie ma nikogo. 
- Nikt nie chce jej zaadaptować?
- Nie - pokręciłam głową, na moją twarz wkradł się smutek
- Przykro mi... 
- Maciek, ja chciałabym być jej matką...
- Mówisz poważnie? Masz dopiero siedemnaście lat...
- No tak, ale chciałabym dać jej miłość, której mnie nigdy nie dano. Jestem tego pewna.
- Skoro nie odczułaś tej miłości, to skąd wiesz jakie to uczucie?
- Noszę je w sobie, to się po prostu ma. Nie chcę popełnić błędów rodziców.
- Zaskoczyłaś mnie - Maciek odwrócił głowę w moją stronę, wciąż prowadząc
- Sama jestem zaskoczona swoją decyzją, ale kiedy tylko ją zobaczyłam, a później poznałam jej historię coś ujęło mnie za serce... Coś we mnie pękło. To małe dziecko potrzebuje opieki. - dodałam
- Rozumiem, ale chyba nie masz żadnych szans, żeby ją TERAZ zaadoptować. - zaakcentował przedostatnie słowo.
- Niestety wiem, ale zrobię wszystko by mi się udało.
- Miejmy nadzieję. - uśmiechnął się, dodając mi otuchy.

***

Po pięciu godzinach byliśmy na miejscu. Na zegarku dochodziła 15:00. Maciek zaparkował przed hotelem, w którym byłam poprzednim razem. Wysiadłam z samochodu i kierowałam się do środka. Maciek dorównał mi kroku. Podeszłam do recepcji. 
- Dzień dobry - przywitałam się - Nazywam się Iza Pielesiak i chciałabym wynająć pokój.
- Dzień dobry, a jaki pokój ma pani na myśli?
- Dwuosobowy, z oddzielnymi łóżkami
- Chwileczkę, sprawdzę - recepcjonistka przeglądała treść w monitorze komputera
- Dobrze - oczekiwałam
- Niestety, aktualnie wszystkie pokoje tego rodzaju są na razie zajęte
- Na prawdę? - zasmuciłam się
- Tak, mamy wolny pokój... - spojrzała na mnie znacząco, urywając w pół zdania
- Ale? - patrzyłam na nią wyczekująco
- Dla dwóch osób, ale z małżeńskim łóżkiem
Spojrzałam na Maćka a on na mnie, odsłaniając białe zęby w zmieszanym uśmiechu
- Niech będzie - zgodziłam się - Skoro nie ma innej możliwości...
- W takim razie o to wasz klucz
- Dziękujemy. 
- Jak długo będą tu chcieli państwo zostać?
- Do jutra
- Dobrze, w takim razie łączna kwota...
- Ja zapłacę - Maciek wyrwał się z portfelem w ręku, wyciągając kartę kredytową
Spojrzałam na niego pytająco, lecz nie uzyskałam odpowiedzi. Jego wyraz twarzy wskazywał na to, żebym się nie sprzeciwiała.
Po wszystkim udaliśmy się pod wskazany numer. Kiedy przekroczyłam próg pokoju odetchnęłam z ulgą. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz