13.04.2018

WIRTUALNA NIĆ 30

Postanowiłam, że dam Jankowi ostatnią szansę, jeśli ją zmarnuje, podejmę ostateczną decyzję. Skoro on nie chciał przyjechać do mnie, ja wybiorę się do niego. Znałam adres, kiedyś mi go podał, a ja podałam jemu, tak na wszelki wypadek gdyby spotkanie miało dojść do skutku. Dlaczego miałabym tego nie wykorzystać? Niczego nie byłam w życiu taka pewna. Uznałam, że pojadę do niego w moje 18 urodziny, będzie to najlepszy prezent - zobaczyć go. Do urodzin pozostał już tylko miesiąc. Sprawdziłam rozkład pociągów na 13 listopada. Zapisałam na kartce wszystkie możliwości i porównałam ceny biletów. Wybrałam najlepszą opcję. Podróż pociągiem zajmie 4 godziny. Przestało mieć to znaczenie. Liczyło się tylko to, że zobaczę go po sześciu miesiącach długiego wyczekiwania. Byłam podekscytowana. Wyobrażałam sobie jego zdziwienie na mój widok, kiedy mnie zobaczy. W myślach widziałam nas, rzucających się sobie w ramiona. Widziałam jak spacerujemy, zwiedzając Rzeszów, trzymamy się za ręce. Piękny widok. Na samą myśl, na mojej twarzy zjawiał się uśmiech. Podekscytowana pomysłem zasnęłam.


***

Obudził mnie dzwoniący telefon, wyłączyłam budzik i pełna energii poszłam pod prysznic. Kiedy wyszłam ubrałam czarny bawełniany sweter, czarne obcisłe rurki i czarne skarpetki. Włosy zaplotłam w warkocza który swobodnie opadał na lewe ramię. Po zrobieniu makijażu zeszłam na dół do kuchni, aby przygotować sobie śniadanie. Na stole leżał list z sądu. Otworzyłam go i przeczytałam, że jestem wzywana do rozprawy rozwodowej która odbędzie się za dwa tygodnie. Złożyłam kartkę na pół i z powrotem schowałam do koperty, chowając do torby. Zrobiłam sobie owsiankę. Kiedy zjadłam, zaczęłam zbierać się do wyjścia. Mama pojawiła się w kuchni w szlafroku, krzyżując ręce na piersi.
- Widzę, że dostałaś zawiadomienie z sądu, pewnie jesteś szczęśliwa co? - patrzyła na mnie z pogardą
- Nie czyta się cudzej korespondencji
- Jako twoja matka mam prawo. Też dostałam, ojciec pofatygował się i wręczył mi list osobiście  - Niemożliwe; pomyślałam i przewróciłam oczami.
- Dobrze wiesz, że to twoja wina, a ja z przyjemnością stanę za tatą. Zasługuje na to.
- Namieszał ci w głowie
- Nikt mi nie namieszał, sama tak zdecydowałam. Znam całą prawdę, z resztą specjalnie się nie kryłaś.
- Wyjdź stąd.
- Z chęcią. - Odpowiedziałam, po czym poszłam do szkoły.
Od wejścia przywitałam się z Darią i Arturem. Ich miłość kwitła, przestało mi już przeszkadzać, że tak się z tym obnoszą, mają prawo do szczęścia i okazywania go jak tylko chcą. Całą trójką weszliśmy do klasy. Zajęłam miejsce obok Magdy, bo Daria siedziała już tylko z Arturem, nie miałam jej tego za złe. Jak zwykle, wszystkie lekcje minęły mi bardzo szybko. Z przyjemnością opuszczałam próg szkoły. Na parkingu zauważyłam stojący samochód. Wyglądał bardzo znajomo. Po chwili olśniło mnie, że to Maciek. Przyśpieszyłam kroku i wkrótce stałam już przy aucie. 
- Wsiadaj - polecił. Zrobiłam tak jak kazał.
- Zaskoczyłeś mnie - powiedziałam, zapinając pas
- Stęskniłem się za tobą, więc pomyślałem, że przyjadę po ciebie i może gdzieś wyskoczymy?
- Masz jakieś konkretne miejsce?
- Hmm - zastanawiał się dłuższą chwilę
- Jeśli chcesz, możemy pojechać do ciebie. - zaproponowałam
- Dobry pomysł, i tak dom jest pusty, jak zawsze. - skwitował. 
- No to w takim razie jedźmy. - uśmiechnęłam się do niego.
Po dziesięciu minutach byliśmy już w jego pokoju. Nie czułam już takiego skrępowania. Rozsiadłam się wygodnie na łóżku.
- Muszę z tobą porozmawiać - zaczęłam
- Co się stało?
- Ostatnio wiele się u mnie działo, sporo się zmieniło. Chciałabym się z tobą tym podzielić.
- Słucham - rozsiadł się obok mnie, wtulając do siebie tak, że leżałam plecami na jego klatce piersiowej, z podkulonymi nogami.
- Moi rodzice się rozwodzą.
- Poważnie? Jak to znosisz? 
- Średnio, ale radzę sobie. Staram się znaleźć w tym jakieś pozytywy. I chyba jeden już mam. - Maciek nie przerywał mi, słuchał uważnie bawiąc się moimi włosami. Kontynuowałam - Odnowiłam relacje z tatą. Zaprosił mnie na wieś do rodziny jego partnerki.
- Jedziesz? 
- Zgodziłam się. Raczej już się nie wycofam, tata bardzo się ucieszył.
- To dobrze. Chcesz, żebym jechał z tobą? - zapytał
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. 
- Rozumiem. Nie będę się narzucał.
- Nie o to chodzi. Chcę dać Jankowi jeszcze jedną szansę.
- Co masz na myśli?
- Pojadę do niego. Chcę z nim porozmawiać. - Maciek głośno westchnął. Jednak nie przejęłam się tym i dalej mówiłam. - Wiesz, że ciężko mi podjąć decyzję. Chciałabym wiedzieć, na czym stoję. Jeśli nam się nie uda, rozstaniemy się.
- A jeśli będzie odwrotnie? Co z nami?
- Nie wiem... - zawiesiłam głos. - Chcę się przekonać, czy podjęłam dobry wybór. Co nie znaczy, że cię skreślam. - Pocieszyłam go. - Wątpię, że coś się zmieni, jeśli do niego pojadę. Wydaje mi się, że nie jest ze mną do końca szczery.
- Co masz na myśli?
- Że kogoś ma. 
- Nie masz pewności.
- Nigdy nie można być do końca niczego pewnym, wiem. Obiecasz mi coś? - odwróciłam się teraz do niego, patrząc prosto w oczy.
- Co takiego?
- Jeśli się okażę, że jednak kogoś ma, będziesz wtedy przy mnie? Chyba sobie nie poradzę. 
- Wiesz, że zawsze będę przy tobie kochana. - Ujął dłonią mój policzek, po czym złożył pocałunek na moich ustach. Wiem, że nie powinnam go odwzajemnić, ale to było silniejsze ode mnie. Nie potrafiłam wybrać pomiędzy nimi. Kochałam ich obu. 
- Zostaniesz dziś ze mną? - zapytał, kiedy oderwaliśmy się od siebie.
- Zostanę - odpowiedziałam, po czym zatraciliśmy się w sobie bez reszty. Kochaliśmy się długo i namiętnie ciesząc się sobą nawzajem. Przy nim zapominałam o wszystkim. Był dla mnie czymś w rodzaju narkotyku. Powoli zaczęłam się uzależniać. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz