- Śpij kwiatuszku.
- Dobrze mamo. Dobranoc.
- Dobranoc kochanie, kolorowych snów.
Już miałam wychodzić, kiedy mnie zawołała.
- Mamo?
- Tak?
- Kocham cię.
Poczułam jak w moich oczach zbierały się łzy. Nie potrafiłam opisać tego uczucia.
- Ja ciebie też - odpowiedziałam łamiącym się głosem, po czym wyszłam z pokoju, zostawiając lekko uchylone drzwi. Akurat w tym momencie Maciek wrócił ze spaceru z Akselem. Zdjął z niego smycz, a on grzecznie podreptał do swojego miękkiego, nowego legowiska w pokoju Zosi. Napił się wody z miski po czym ułożył się wygodnie na miękkim łóżku, zapadając w sen.
- Zosia już śpi? - Maciek zwrócił się do mnie, kiedy leżeliśmy już w naszej sypialni.
- Tak, przed chwilą zasnęła, a przedtem wyznała mi miłość.
- Jesteś dla niej matką, na prawdę cię kocha. Nikt nie dał jej tyle miłości co ty. - zauważył, przytulając mnie do siebie
- Masz rację, zawsze chciałam aby ta chwila w końcu nadeszła. Ja również bardzo ją pokochałam, mimo, że jej nie urodziłam, jest dla mnie wszystkim.
- To widać. Teraz już nie musisz się martwić, masz ją przy sobie.
- Już dawno przestałam się martwić, a wiesz dlaczego? - Podniosłam się i położyłam na boku, patrząc mu w oczy.
- Dlaczego?
- Bo mam przy sobie wspaniałego faceta, który daje mi siłę do życia.
Na te słowa przybliżył się do mnie, po czym zaczął mnie całować. Namiętnie odwzajemniałam każdy pocałunek. Zsunął ramiączko koszulki z ramienia, później drugie aż w końcu pozbył się jej całej, obnażając nagie piersi. Postanowiłam nie być mu dłużna, i również zdjęłam z niego koszulkę. Ściągaliśmy z siebie nawzajem ubrania, aż w końcu leżeliśmy kompletnie nadzy. Kusił mnie swoim spojrzeniem, dotykiem, zapachem, ciałem. Pragnęłam go, a on to był tego świadomy. Nie musiałam prosić, on wiedział, czego pragnę. Od razu przystąpił do rzeczy. Kochaliśmy się do świtu. Wkrótce odczuliśmy zmęczenie, opadając na poduszki. Standardowo położył się na plecach, a ja wtuliłam się w jego klatkę piersiową, obejmują ręką w pasie. Gładził moje włosy. Leżeliśmy w milczeniu. Słowa były zbędne. Rozumieliśmy się bez słów. Wkrótce oboje zasnęliśmy, wtuleni w siebie. Wiedziałam, że do szczęścia nie brakuje mi już niczego. Wszystko czego potrzebowałam, miałam w mojej rodzinie.
***
Dziś były urodziny Zosi. Od rana byłam zajęta przygotowaniami. Specjalnie wzięłam sobie wolne, a w pracy zastąpiła mnie Daria, która również tak jak ja odnalazła swoje powołanie. Byłam jej wdzięczna. Zbliżała się 13:00, Zosia lada chwila powinna wrócić ze szkoły. Bardzo się stresowałam, ponieważ wciąż brakowało mi czasu, a do zrobienia było tak wiele. Na szczęście zawsze mogłam liczyć na Małgorzatę i Ojca, którzy zjawili się z samego rana. Tata wciąż rozmawiał z Maćkiem, a Małgorzata pomagała mi w kuchni. Wkrótce udało nam się ze wszystkim uporać, więc zestresowana oczekiwałam przyjścia Zosi, która pojawiła się przed 14.
- Co tak długo? - zapytałam, kiedy weszła do domu.
- Ciocia Daria mnie przyprowadziła, a wcześniej zabrała mnie na lody z wujkiem Arturem.
- O wilku mowa. - uśmiechnęłam się, kiedy po chwili oboje weszli do środka.
- Przepraszamy, jeśli się martwiłaś. Pomyślałam, że ją odbiorę. Jak widzisz, Zosia jest cała i zdrowa. - Daria zwróciła się do mnie.
- Jeśli to część jej prezentu urodzinowego, to się nie gniewam. - Posłałam jej uśmiech.
- Owszem. Drugą część dostanie na przyjęciu. - odwzajemniła uśmiech.
- Które zresztą zaraz się zacznie - zauważyłam, po czym pobiegłam do lodówki wyciągnąć tort, który musiałam przyozdobić ośmioma świeczkami. Kiedy powbijałam je w biszkopt poprosiłam Maćka aby je zapalił, a sama chwyciłam do ręki kamerę i nagrałam moment kiedy Zosia szczęśliwa zdmuchuje je wszystkie. W pokoju rozległy się gromkie brawa, a Zosia nie kryła zadowolenia. Kiedy wszyscy zjedli po kawałku, nadszedł czas na rozdawanie prezentów. Pierwszy prezent dostała od Sławomira i Małgorzaty. Podarowali jej duży domek dla lalek, oraz misia, który był tego samego wzrostu co Zosia. Mojej córce nie schodził uśmiech z twarzy. Następnie przyszła kolej na Darię i Artura. Od nich dostała duże puzzle 3D z krajobrazem gór, które uwielbiała. Od Marysi i Filipa otrzymała zestaw gier planszowych. Od nas natomiast dostała wspaniałą kreację księżniczki i koronę w którą natychmiast się przebrała, złotą koronę delikatnie włożyła w długie, gęste włosy. W stroju księżniczki podeszła do nas i mocno się w nas wtuliła. Uznałam, że to odpowiedni moment, aby wyznać jej kolejną niespodziankę.
- Zosiu, mamy dla ciebie coś jeszcze. - Maciek zwrócił się do niej.
- Co takiego? - Dziewczynka nie mogła się doczekać.
- Będziesz miała braciszka. - Powiedziałam, a Zosia nie mówiąc ani słowa przytuliła się do mojego brzucha.
***
Nasza rodzina powiększyła się o kolejnego członka, co wywołało radość u wszystkich. Czułam, że odzyskałam rodzinę, chociaż wciąż była nie pełna. Mama zerwała z nami kontakt i sprzedała dom, w którym dorastałam, a sama przeprowadziła się do swojego faceta, i ponownie wyszła mąż. Tata również postanowił nie zwlekać, i pobrał się z Małgorzatą. Są szczęśliwym małżeństwem. W życiu już tak bywa, że nie możemy mieć wszystkiego. Tracimy jedno, zyskujemy drugie. Równowaga. Całą rodziną siedzieliśmy teraz u Małgorzaty i Sławomira, obserwując jak mój syn Oskarek stawia pierwsze kroki. Dla mnie, jako matki był to wspaniały widok, dla ojca również. Maciek świetnie sprawdza się w tej roli. Jest idealnym tatą. Nigdy nie czułam się taka szczęśliwa, a mąż utwierdza mnie w przekonaniu, że warto walczyć o swoje marzenia.
~KONIEC~