4.05.2018

WIRTUALNA NIĆ 39

Zaparkowałam pod placówką, z której zabiorę Zosię do domu, jako pełnoprawna matka. Czułam jak trzęsą mi się ręce. Z bijącym sercem weszłam do środka. Rozejrzałam się po korytarzu, był zapełniony dziećmi, które biegały w tę i z powrotem bawiąc się w berka, robiąc przy tym zamieszanie. Nigdzie nie było Pani Stefanii. Stanęłam pod ścianą i wypatrywałam jej. Nagle poczułam jak ktoś ładzie rękę na moim ramieniu. To była ona.
- Witaj Izabelo. - przywitała się ze mną.
- Dzień dobry Pani Stefanio, czy Zosia jest już gotowa?
- Od dawna. Już nie może się doczekać, kiedy mama po nią przyjedzie.
- Mama również nie może się doczekać. Nie przyjdzie się ze mną przywitać?
- Nie we, że już jesteś, więc może sama się z nią przywitasz?
Uśmiechnęłam się i poszłam do jej pokoju. Bawiła się z Akselem, który od ostatniego czasu bardzo urósł. Ten widok ujął mnie za serce. Stałam tak i wpatrywałam się w nią. Zauważyła to i odwróciła główkę w moją stronę. Na mój widok jej oczy powiększyły się, a na twarzy zagościł uśmiech od ucha do ucha. Momentalnie wstała i przybiegła do mnie.
- Mama! Przyjechałaś po mnie! - nie kryła radości
- Obiecałam, pamiętasz? - pokazałam jej mały palec, przypominając o złożonej wcześniej obietnicy. 
- Pamiętam...Zabierasz mnie już na zawsze? 
- Tak kochanie. Do końca świata.
- A pieska też zabieramy? - upewniła się
- Hmm. - udałam, że się zastanawiam, a Zosia w napięciu wyczekiwała odpowiedzi. - Nie wyobrażam sobie, żeby nie jechał z nami. - uśmiechnęłam się, a Zosia wtuliła się we mnie, nie mówiąc ani słowa. Chwilę milczała, po czym przestała mnie przytulać i zaczęła zbierać swoje rzeczy. Kiedy pomagałam ubrać jej buciki spojrzała mi prosto w oczy.
- Mamo?
- Słucham kochanie? - odpowiedziałam promiennie
- A tato jest z nami?
- Hmm... Nie mogę ci powiedzieć.
- Dlaczego? - Zosia posmutniała.
- Może sama się o tym przekonasz?
- A w jaki sposób? - dopytywała.
- Niedługo się dowiesz. 
- Dobrze mamusiu. Idziemy już? Nie chcę już tu dłużej być, nie chcę żebyś się rozmyśliła.
- Kochanie, spójrz na mnie - kucnęłam tuż przed nią, patrząc w jej buźkę. Po chwili spojrzała na mnie, czekając aż zacznę mówić dalej. - Nigdy bym się nie rozmyśliła. Zabieram cię, i nie dopuszczę do tego, żebyś znów tu trafiła, okej? - Oczekiwałam jej reakcji. - Ufasz mi?
- Tak - pokiwała główką i przytuliła się do mnie. Aksel widząc to podbiegł do nas i zaczął skakać, trącając nas łapkami.
- Aksel! - krzyknęła Zosia - Przewrócisz mnie! - Śmiała się. Pies nic sobie z tego nie robił, tylko polizał ją po policzku. Zosia zaczęła się śmiać. Wkrótce ta zabawa znudziła się psu i podreptał pod ławkę, kładąc łeb na przednie łapy. 
Pani Stefania zmaterializowała się koło nas. 
- Wiedziałam, że po nią wrócisz. - zwróciła się do mnie.
- Nie wybaczyłabym sobie, gdybym tego nie zrobiła. - Wstałam i włożyłam ręce do kieszeni płaszcza.
- Będziesz dobrą matką, co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
- Dziękuję Pani za te miłe słowa. Odkąd pamiętam, wierzyła Pani we mnie i dzięki temu dziś mogę zaopiekować się tą małą istotką.
- Nie dziękuj, rzadko trafia się tak zdeterminowany rodzic. Od razu wiedziałam, że tak łatwo nie odpuścisz. Dzięki tobie Zosia ma szansę odzyskać stracony czas, może zamieszkać w prawdziwym domu, z kochającą się rodziną, mającą do siebie szacunek, a co najważniejsze może na nowo odczuć, że ktoś ją kocha.
- Zrobię wszystko, żeby tak było.
- Cieszę się. Do widzenia - Pani Stefania podała mi rękę. Spojrzałam na nią, chwilę się zawahałam, po czym wyjęłam ręce z kieszeni i najzwyczajniej w świecie ją objęłam. Ku mojemu zdziwieniu zrobiła to samo.
- Do widzenia.
Po krótkiej chwili Zosia zmaterializowała się przed nami z plecakiem wypchanym po brzegi. Trzymała w nim wszystkie rzeczy, które zbierała od malutkiego. Zabrałam go od niej i przewiesiłam sobie przez ramię. 
- Gotowa? - zapytałam
- Gotowa! - Zosia odpowiedziała radośnie
- To w takim razie pożegnaj się z Panią Stefanią i ruszamy w drogę.
Zrobiła co poleciłam, założyła Akselowi smycz po czym wyszła z nim na zewnątrz, a ja podążałam za nią. Byłam ciekawa, kiedy zauważy Maćka. Nie mogła znaleźć samochodu, więc poszłam pierwsza. Wkrótce stanęła tuż obok mnie. 
- Gdzie jest tatuś? - zapytała.
- Spójrz w lewo - poleciłam, patrząc w stronę auta i Maćka siedzącego w nim.
- Tata!!! - Mała się ucieszyła, i pobiegła do niego. Maciek wysiadł i wziął ją na ręce. Zosia była wniebowzięta. Kiedy emocje opadły, a Aksel załatwił swoje potrzeby, ruszyliśmy w drogę do naszego domu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz