2.05.2018

WIRTUALNA NIĆ 38

***TERAZ***


Czas płynie do przodu, a co za tym idzie kolejne dwa lata. Czas który zagoił rany po rozstaniu pozwolił na spojrzenie na świat z innej perspektywy, nabrał wielu nowych, kolorowych barw. Nareszcie mogłam ułożyć swoje życie zaczynając je od podstaw. Ukończenie szkoły, odnalezienie odpowiedniej pracy i uzupełnienie potrzebnych kwalifikacji. Wszystkie błędy i zdarzenia nauczyły mnie walczyć o swoje i nie popadać w złudne marzenia. Dzięki staraniom mam swoje własne przedszkole. Nie mogę narzekać na brak dzieci czy nauczycieli chętnych do pracy. Własne Przedszkole wręcz kipi od ich nadmiaru. Jednak czegoś mi brakowało a mianowicie jednej małej istotki, która była moją pełnią szczęścia. Przyznano mi prawa do adopcji, o której marzyłam tyle długich miesięcy. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. 
Jak zwykle, szłam do wymarzonej pracy z uśmiechem na ustach. Nic nie wywoływało we mnie tyle radości, ile kontakt z dziećmi, które były urocze i bardzo mądre. Przez pięć dni w tygodniu spędzałam z nimi mnóstwo czasu, przekazując im swoją wiedzę. Dziś był jeden z najlepszych dni w moim życiu - zabierałam Zosię do siebie. Byłam bardzo podekscytowana. W pracy siedziałam jak na szpilkach, wyczekując końca zajęć. Nie mogłam się doczekać, kiedy wezmę ją w ramiona, a później przywiozę do domu, który od dziś stanie się również jej domem o którym marzyła, a ja będę jej pełnoprawną mamą.
Właśnie trwała ostatnia lekcja. Zrobiłam dzieciom konkurs czytania, miały przy tym dużo zabawy. Gdy zajęcia dobiegły końca, należycie je oceniłam, wpisując stopnie do dziennika. Niedługo potem, zaczęli zjawiać się rodzice, którzy przyszli odebrać swoje pociechy. Kiedy ostatnie dziecko opuściło szkołę, zamknęłam klasę i również wróciłam do domu. 


***

Uśmiechnięta weszłam do kuchni, w której Maciek szykował obiad. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego, ten facet niezmiennie od kilku lat wspiera mnie i jest ze mną, kiedy go potrzebuję. Mogę liczyć na niego w każdej sytuacji. 
- Witaj, kochanie - przywitał się ze mną, kiedy skończył rozkładać talerze na stole. 
- Cześć - musnęłam go ustami w policzek
- Bardzo głodna?
- Chyba nic nie przełknę.
- Nie stresuj się tak - uspokajał mnie
- Dziś wielki dzień - podkreśliłam. - To jest silniejsze ode mnie.
- Rozluźnij się - polecił. - Usiądź, a ja zrobię ci ciepłej herbaty. Zresztą, obiad jest już gotowy. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że narobiłem się na darmo? - udawał smutnego, rozbawiając mnie przy tym. Poczułam się nieco lepiej.
- Skoro tak się napracowałeś, to chyba nie mam wyboru. - uśmiechnęłam się, po czym podałam mu talerz, aby nałożył mi makaronową zapiekankę.
Nim się zorientowałam, mój talerz był pusty.
- Wiedziałem, że jesteś głodna. - Zauważyłam triumf w jego oczach.
- Nikt nie zna mnie tak jak ty - spojrzałam na niego i upiłam łyk parującej herbaty. Melisa działała na mnie kojąco. Akurat tego potrzebowałam najbardziej. 
- Zosia wie, że przyjedziesz ze mną? - zapytał.
- Nie wie, a ja chciałabym zrobić jej niespodziankę. 
- Co masz na myśli?
- Pojedziesz ze mną, ale poczekasz w samochodzie, dobra?
- Jasne, nie ma problemu. Jeśli sprawi ci to przyjemność.
- Uwierz mi, jej uśmiech jest tego wart. 
- Nie mam co do tego wątpliwości. - uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło. 
Pani Stefania zadzwoniła do mnie, informując, że Zosia jest już prawie gotowa. Od rana mówi tylko o tym, że niedługo zabiorę ją do domu. Odniosłam wrażenie, że mała przeżywa to bardziej ode mnie. Cóż się dziwić, dzieci zawsze odczuwają mocniej od nas i to czyni je wyjątkowymi. Oprócz miejsca dla Zosi, przygotowałam również kącik dla Aksela, który podobnie jak Zosia, należy już do rodziny. Nie miałabym serca ich rozdzielić, zresztą nie widziałam konieczności pozbawiania Zosi przyjaciela, który trwał przy niej niczym Anioł Stróż, w pewnym sensie to dawało mi siłę, by przetrwać ten czas, gdy jeszcze nie mogłam jej zaadoptować. Rozejrzałam się po sypialni. Na półce, w ramce stał obrazek, który kiedyś dostałam od Zosi, wiedziałam, że to nie był przypadek, że Zosia właśnie w Maćku zobaczyła swojego ojca. Do końca życia będę jej za to wdzięczna. Nie można uciec od tego, co jest nam pisane. Nie ważne ile byśmy uciekali, chowali się, wzbraniali się przed tym. Coś co należy do nas, na zawsze już takie pozostanie i nic nie będzie w stanie tego zmienić. 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz