Zajęłam swoje stałe miejsce obok bruneta i pewna już tego, że nie stanie mi się z nim krzywda, nie zapięłam pasów.
Vanesso Cuffbert zadziwiasz mnie. - powiedziałam w myślach.
Kiedy Levi ruszył w drogę, szybko zorientowałam się, że nie jedziemy w kierunku mojego mieszkania.
- Levi... - zaczęłam, jednak szybko mnie uspokoił.
- Spokojnie, zaplanowałem dla nas wieczór. - kątem oka wypatrywał mojej reakcji
- Tego nie było w planach. - poczułam gniew zbierający się wewnątrz mojego ciała.
- Nie wszystko musi być zawsze po Twojej myśli. Daj się zaskoczyć...Uważam, że czasem powinnaś pozwolić komuś na zmianę Twoich planów. Tak jest o wiele zabawniej i na pewno nie monotonicznie. - ponownie skupił się na prowadzeniu samochodu.
Nie do końca wiedziałam, czy powinnam się obawiać tego co za moment nastąpi, czy zwyczajnie poddać się tej chwili. Nie często w moim życiu dzieją się zmiany. Zawsze wszystko mam ułożone co do minuty. Dosłownie w tego słowa znaczeniu perfekcja.
Zatrzymaliśmy się na jakiejś polnej drodze. Wszędzie wokoło było pełno trawy, jedynie naprzeciw nas rozpościerał się widok oświetlonego latarniami miasta.
- Co my tu robimy? - zapytałam, napawając się pięknym widokiem miasta.
- To. - sięgnął na tył samochodu i podał mi białe pudełko, w którym zapewne znajdowało się coś do jedzenia.
- Skąd pewność, że mi posmakuje? - nie otwierając pudełka zmierzyłam chłopaka spokojnym wzrokiem.
- Już trochę Cię poznałem. - w jego wzroku wyczułam pewne ciepło, którego nie zaznałam u Vanca.
Otworzyłam pudełko i oczywiście znalazło się tam moje danie. Sałatka grecka z grzankami i serem. Uwielbiałam tą sałatkę, jednak nie jadłam jej zbyt często. Takie pyszności niosą ze sobą złe konsekwencje, a mianowicie mnóstwo kalorii i wielkie kilogramy.
- Wiedziałem. - zaśmiał się więc zapewne musiałam mieć straszną minę.
- Wiesz ile to ma kalorii? Owszem uwielbiam to, ale..
- Nie ma żadnego ale, po prostu jedz. - odgarnął mi z twarzy spadające kosmyki włosów.
Posłusznie spałaszowałam całą zawartość pudełka.
- To było pyszne. - oparłam się o siedzenie.
- Cieszę się, że Ci smakowało. - jego uśmiech wskazywał na to, że był zadowolony.
- Nie wiem jak ty, ale ja muszę się przewietrzyć i rozchodzić te okropną nadwagę.
Zostawiłam uchylone drzwi samochodu i wyszłam na zewnątrz. Dopiero teraz zrozumiałam gdzie jesteśmy. Znajdowaliśmy się pod mostem. Stąd te widoki. Oparłam się o maskę samochodu i wpatrywałam w krajobraz.
- Więc? Czy już jestem gotowy poznać tą Twoją długą historię? - zajął miejsce obok mnie.
- Miałam piętnaście lat, gdy poznałam Vanca. To było pierwsze zauroczenie i jak się później okazało, jedyny chłopak w moim życiu. Od zawsze się dogadywaliśmy, nigdy nie kłóciliśmy. Para idealna. On był uczony oddawania się w wir pracy, a ja perfekcji, planowania życia i tego by być najlepszą we wszystkim. Po szkole on został zatrudniony w firmie adwokackiej, zaczął dostawać nowe zlecenia i oczywiście wszystkie wygrywał. Ja natomiast otworzyłam własny sklep. - spuściłam głowę w dół zatapiając wzrok w swoich palcach. - Rodzice byli tak zafascynowani naszym związkiem, że postanowili wynająć nam mieszkanie, które teraz sami opłacamy. Kilka miesięcy temu Vance oświadczył mi się. Zgodziłam się, w końcu mam 25 lat i najwyższy czas na ustatkowanie życia.
- Ale Ty tego nie chcesz. - wtrącił się, na co nic nie odpowiedziałam jednak wiedziałam ,że miał rację.
Powiedział to, czego ja się obawiałam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz