7.07.2018

PERFECTION 14




- Nie chcesz za niego wyjść. Widzę, że masz wątpliwości.
- Owszem, zastanawiam się coraz częściej nad odwołaniem wszystkiego. Uczucie, które połączyło mnie z Vancem, dawno już wygasło. Zostało tylko przywiązanie. Jestem zawsze sama w ciężkich sytuacjach, nawet w przygotowaniach weselnych. - zaśmiałam się ironicznie. - Do tej pory wszystko miałam poukładane, jednak teraz.. pojawiłeś Ty. Zupełnie nie wiem dlaczego zjawiłeś się poza schematem, przez co nie potrafię scalić już codzienności. - widziałam jak na jego usta wkrada się uśmiech. - Nie chcę tego bałaganu, który Ty ze sobą niesiesz. - stanął naprzeciw mnie.
- Chcesz go. - wpatrując się w moje oczy, prawą ręką dotknął mojego policzka.
 Automatycznie przytuliłam się do jego dłoni, która promieniowała ciepłem.
- Widzisz... - ponownie jego twarz przykrył uśmiech. - Pragniesz tego bałaganu, tak samo jak ja pragnę wpić się w te usta od pierwszego spotkania. - przejechał kciukiem wzdłuż moich warg.
- Na pierwszym spotkaniu o mało mnie nie zabiłeś. - wspomniałam tamte dni.
- Już wtedy wiedziałem, że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie. Widziałem wtedy piękną, niezależną kobietę z problemem, który zaprzątał jej malutką główkę. Mimo kolizji, była opanowana co stanowiło dla mnie największe zaskoczenie. Wyciągnęłaś czek i jakby to była naturalna rzecz na świecie, wypisałaś odpowiednią według Ciebie kwotę. - zgiął wskazujący palec i chwytając mój podbródek, nakierował nasze spojrzenia na siebie. - Już wtedy ujęłaś moje serce.
- Levi... - wypowiedziałam jego imię ochrypłym głosem. - Nie możemy tak. To nie w porządku wobec...
- Cichutko... - przycisnął palec do moich ust, na co moje ciało przeszedł paraliż.
- Levi, mam narzeczonego. - spojrzałam na niego smutnie. Przecież wiedziałam, że to nie jest odpowiednie. Zranię tym Vanca, a on nie zasługiwał na to.
- Z którym nie jesteś szczęśliwa. - objął mnie ręką w pasie. - Ja dam Ci to szczęście. Tylko dopuść mnie do siebie. - zapewniał mnie. 
 Jednym ruchem ujął dłonią szyję i zatopił się w moich ustach. Pierwszy raz poczułam wypełniające mnie ciepło, które dotykało nawet palców u stóp. Nikt jeszcze nie całował mnie tak jak on. Odpłynęłam i pozwoliłam na to by pieścił nasze usta pocałunkiem. Zwyczajnie w świecie poddałam mu się. Serce podpowiadało mi, że chciałam jego, jego bałaganu, jego miłości, dotyku. Natomiast rozum podpowiadał, że moje życie jest już ułożone, a to co miało się za moment wydarzyć nie należało do moich planów.
- Levi, przestań. - postawiłam między nami rękę, przez co nasze ciała podzielił dystans.
- Zrobię wszystko o co poprosisz. - nadal dotykał mojego policzka.
- Nie wiem czego chce. Mam wielki mętlik w głowie. - moje oczy wypełniło przerażenie.
 Levi stał przede mną nie wzruszony. Nie czuł tego samego co ja, w ręcz przeciwnie zachowywał się tak jakby to było naturalne.
 Stałam przed nim osłupiała z trzęsącym się ciałem i nie wiedziałam co powinnam teraz zrobić.
- Levi, pierwszy raz w swoim życiu się boję. - wypowiedziałam te słowa pragnąc ratunku z jego strony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz