Kiedy tylko chwyciłam klamkę od drzwi z zamiarem otworzenia, zorientowałam się, że wcale nie są one zamknięte. Czyżbym nie zamknęła ich na klucz?
Spokojnie weszłam do środka i rozejrzałam się po pomieszczeniu.
- Gdzie Ty byłaś?! - podskoczyłam na dźwięk jego głosu.
- Boże Vance, przestraszyłeś mnie. - wzięłam kilka głębszych wdechów łapiąc się za pierś.
- Wybacz, nie chciałem. - chwycił mnie za ramię. - Wszystko w porządku?
- Tak. - skinęłam głową. - Co robisz tu o tej porze? - byłam zaskoczona tak wczesnego jego powrotu.
- Nie miałem zleceń, postanowiłem wrócić wcześniej. Chyba Ci to nie przeszkadza?
- Nie, ależ skąd. Przygotuję za chwilę obiad. - zdjęłam buty.
- Odnoszę jednak inne wrażenie. - powiedział wyciągając zza siebie czerwoną, koronkową bieliznę. - Wróciłem do domu i zastałem nie zasłane łóżko. Pierwszy raz przydarzyło się coś takiego w naszym mieszkaniu. Postanowiłem więc, że to ja poprawię NASZE łóżko, na nieszczęście znalazłem to leżące pod kołdrą. - wymachiwał bielizną przed moimi oczyma. -Czy Ty mnie zdradzasz?
- Nie! - pospiesznie skłamałam i przyłożyłam rękę do czoła.
- W takim razie jak wytłumaczysz bałagan, który zostawiłaś po sobie wraz z kochankiem?
- Nie zdążyłam zasłać łóżka, czy też zrobić porządku w domu! Byłam zajęta załatwianiem spraw związanych z weselem, a ta bielizna, którą trzymasz, miała być na naszą noc poślubną. - z moich ust wylatywała historia kłamstw, która szczerze powiedziawszy nie miałam pojęcia skąd się wzięła.
- Przepraszam. - wydukał speszony. - Nie wiedziałem. Oceniłem Cię zbyt pochopnie. -przysunął się by mnie przytulić.
Co powinnam zrobić? Odsunąć się, czy może pozwolić na ten uścisk?
W ostateczności stałam tam niczym posąg i pozwalałam by Vance obejmował mnie.
- Wybaczysz mi ten nagły wybuch? - przeniósł wzrok w moją stronę, jednak ja nie czułam uginających się pode mną nóg, bijącego serca, czy powrotów do przyjemnych dla mego serca czasów dzieciństwa. Po prostu nie czułam nic.
- Tak. - wypowiedziałam po chwili ciszy.
- Nie musisz przygotowywać obiadu. Pojedziemy do moich rodziców.
- Co? Dlaczego? - potrząsnęłam głową.
- Są ciekawi naszych przygotowań weselnych, a poza tym Twoi rodzice również tam będą.
- Świetnie. - wymusiłam uśmiech. - W takim razie pójdę się odświeżyć.
- Jasne, ja już jestem gotowy. Za godzinę wyjeżdżamy. - poinformował mnie.
Całkowicie pozbawiona jakichkolwiek chęci na spędzenie reszty tego dnia zamknęłam się w łazience i zrobiłam kilka głębszych wdechów. Podniosłam wzrok i natknęłam się na spojrzenie dziewczyny, która stoi przed lustrem. Brązowe włosy, rozwiane przez wiatr nie wskazują perfekcji czy też ładu. Blada cera, która jest oznaką strachu i paniki przerażała mnie. Nigdy nie czułam się tak skołowana. Wszystko to zawdzięczam Leviemu, który wprowadził w moje życie chaos.
Właśnie, Levi. Pospiesznie napisałam mu sms-a i czekałam na odpowiedź zwrotną.
'' W takim razie baw się dobrze.'' - Odpowiedź przyszła momentalnie. Wiedziałam jak się czuje. Przechodził właśnie przez to samo co ja. Rozczarowanie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz