6.08.2018

PERFECTION 22




 Po powrocie, a właściwie późnym powrocie nie miałam już najmniejszej ochoty gdziekolwiek wychodzić, dlatego też nie umawiałam się z Levim. Dzisiejszego dnia również tak było. Nie zwracałam uwagi na przychodzące sms-y, czy też połączenia. Nie obchodziło mnie to, czy dzwoni Vance, mama, czy może ktoś z cateringu weselnego. Zwyczajnie w świecie obawiałam się, że Levi naskoczy na mnie przez wczorajszą sytuację. Najlepszym rozwiązaniem dla mnie, było unikanie jakichkolwiek wieści od niego. W takim przypadku nie zostanę zarzucona moimi przeczuciami.
 Starałam się być pochłonięta wszystkimi sprawami dotyczącymi sklepu. Zmiana odzieży na manekinach, szykowanie nowej reklamy, czy pakowanie zamówień.
 Mary nie komentowała mojego dziwnego zachowania, wręcz starała się je ignorować, mimo iż wiedziałam, że zastanawia się nad jego powodem.
 Jak na złość w butiku pojawił się obiekt mojego zestresowania.
- Musimy porozmawiać. - bez zastanowienia i z całkowitą ignorancją mojej pracownicy, zaciągnął nas na zaplecze. - Co Ty wyprawiasz? Dlaczego nie odbierasz telefonów? Martwiłem się!
- Nie musiałeś. - byłam obojętna.
- Do cholery zawaliłem przez Ciebie trening! Nie mogłaś powiedzieć, że jest wszystko w porządku i napisać, że zwyczajnie w świecie nie chcesz mnie widzieć?
- Nie, nie mogłam! - hamowałam wybuch płaczu.
- Oj Van. - przyciągnął mnie do siebie i schował w swoich ramionach. - Nie zachowuj się tak. Już dosyć. - chwycił kilka pasemek włosów i założył je za ucho. - Porywam Cię.
- Ale dokąd?
- Zobaczysz. - ciągnąc mnie za rękę, wyprowadził ze sklepu i wskazał miejsce pasażera w samochodzie.
 Niczym pilna uczennica, zrobiłam tak jak rozkazał. Czułam wyrzuty sumienia, że tak postąpiłam, ale wiedziałam też, że tylko tak mogłam się zachować.
- Dokąd jedziemy? - dopytywałam pełna obaw
- Do moich rodziców.
- Słucham? - byłam kompletnie oszołomiona. Wyprowadził mnie tym z równowagi.
- Vanessa, jesteś dla mnie ważna, więc chce Cię poznać z moimi rodzicami. Na pewno Cię pokochają, tak samo jak ja. - chwycił moją dłoń i ucałował ją.
- I co im powiesz? Że jestem dziewczyną, która za parę miesięcy wychodzi za mąż, jednak my postanowiliśmy wdać się w krótki, ale namiętny romans?
- Powiem im, że Cię kocham. - uderzył z impetem w kierownicę. - Dlaczego Ty musisz wszystko tak utrudniać? Nie rozumiesz, że zamierzam cieszyć się każdą chwilą jaką mamy? Posiadać nadzieję, że to moją żoną zostaniesz, a nie jego?
 Resztę drogi żadne z nas się nie odezwało. Zastanawiałam się jaki to ma sens. Stałam się kobietą, która zwodzi dwóch mężczyzn, bawiąc się ich uczuciami.
 Obawiałam się tego co miało nadejść, lecz coraz bardziej byłam pewna tego, że nie chcę tego ślubu, który miał odbyć się za kilka miesięcy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz