Tuż nad ranem obudził nas dźwięk telefonu. Wystraszony chłopak gwałtownie podniósł się na rękach, a widząc że to tylko telefon, ponownie opadł.
- Przepraszam. - wydukałam i próbowałam się wyswobodzić spod niego.
- Nie idź. - poprosił.
- Muszę odebrać. - kierowałam się w stronę torebki z której dzwonił telefon.
- O Boże. - złapałam się za głowę.
- Kto to? - zapytał zmartwiony brunet.
- To Vance. Co mam mu powiedzieć? Nie chcę zrywać zaręczyn i odwoływać ślubu przez telefon.
- A co powiedziałaś mu wczoraj, gdy przyszłaś do mnie? Na pewno zorientował się, że nie ma Cię w domu.
- Nic, po prostu wyszłam zanim wrócił z pracy. - wyłączyłam telefon i wrzuciłam go do torebki. - Nie będę odbierać.
- W takim razie chodź do mnie. - rozłożył ręce, w których znalazłam się po krótkiej chwili. -Mój kochany skarb. - ucałował mnie w czoło, głaszcząc jednocześnie po włosach.
- Nareszcie stworzymy wspólnie dom. My, dzieci. Zawsze marzyłam o tym, by uczyć swoją córkę dobrych manier, schludnego dobierania ubrań, robienia idealnego makijażu.
- To wszystko jeszcze przed nami. - splótł nasze palce.
- Tak, mamy przed sobą tyle życia. - ucałowałam jego zarośnięty policzek.
- Wspólnego, niezbyt perfekcyjnego życia. - dodał.
Koło godziny 12:00, oboje wstaliśmy z ciepłego łóżka i każde z nas zajęło się czymś innym. Levi, poszedł szykować obiad, a ja zajęłam się porządkowaniem jego rzeczy. Jeszcze nigdy nie widziałam tak wielkiego bałaganu, ale ten widok wprawiał mnie w przyjemny nastrój. Podobał mi się ten bałagan. Dlaczego? Przecież był on częścią mojego małego świata z Levim.
Po ogarnięciu wszystkiego, grzecznie udałam się do kuchni, gdzie pilnie przygotowywał spaghetti mój ukochany. Zajęłam miejsce na blacie, wpatrując się w jego skupienie.
Te rysy twarzy, nieład na głowie i kilkudniowy zarost powodowały, że kolana miękły mi pod wpływem jego widoku.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - zapytał z uśmiechem na ustach.
- Zwyczajnie Cię podziwiam.
- Nie ma czego. - wzruszył ramionami. - Nie jestem przecież typem idealnego mężczyzny.
- A właśnie że dla mnie nim jesteś. - przejechałam dłonią po jego zaroście.
Niby takie drobne gesty, a potrafią ocieplić serce.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz