12.01.2019

PERFECTION 48


 Dni mijały, a ja spędzałam czas na wiecznym przesiadywaniu w domu. Robiło się to dla mnie nie do zniesienia. W końcu nie byłam nauczona wiecznego nieróbstwa.
 Ubrałam się więc, zakładając luźniejszy sweter, który zasłaniał już mój widoczny brzuch. Nie był on wielki, lecz może wyglądał jakbym się dobrze najadła. Mimo to, wolałam nie pokazywać tego po sobie póki jeszcze mogę.
 - Levi! - krzyknęłam na całe mieszkanie.
- Co? - zapytał wychodząc z kuchni.
- Chciałabym pojechać do sklepu. Dawno mnie tam nie było. - oznajmiłam.
- I chcesz, żebym Cię zawiózł?
- No tak.
- A nie wolałabyś pojechać sama? - pomachał przede mną kluczykami.
- Jeśli aż tak mi ufasz, wspominając naszą pierwszą stłuczkę, to nie ma problemu.-chwyciłam kluczyki i zakładając czarną skórę wyszłam z domu.
 Kliknęłam przycisk odblokowania auta, jednak srebrny pojazd nawet nie zamigał, w zamian za to odezwała się piękna, biała audi a6. Z wielkimi oczyma wpatrywałam się w nowy pojazd, domyślając się co to znaczy.
- Podoba Ci się? - zapytał stojąc w progu drzwi.
- Po co to?
- Chciałem żebyś miała czym dojeżdżać do sklepu, gdy ja będę na treningu. Pomyślałem, że ten model będzie odpowiedni. - nie czekając na resztę, podbiegłam do niego i wtuliłam się.
- Dziękuję, dziękuję. - mówiłam niczym małe dziecko.
- Cieszę się, że Ci się podoba. - odwzajemnił uścisk. - A teraz zmykaj. - poklepał mnie po pośladkach.
Niczym dziecko, które dostało nową zabawkę znalazłam się przy drzwiach kierowcy.
- Aha, ubezpieczyłem je w razie pierwszej stłuczki! - krzyknął z uśmiechem.
- Bardzo zabawne. - przewróciłam oczyma i usiadłam na siedzeniu.
 Odpaliłam samochód i spojrzałam na stojącego w drzwiach chłopaka, który szczerzył swoje ząbki w uśmiechu. Pomachałam mu i odjechałam.
 Szybko pokonywałam dzielące mnie kilometry, światła i skrzyżowania. Jechało mi się tak płynnie, że nawet nie zorientowałam się jak krótko zajęła mi droga.
 Zaparkowałam nowy samochód i zamknęłam drzwi, wciskając czerwonym paznokciem przycisk blokady.
- Witaj Mary! - przywitałam ją promiennie.
- Dzień dobry. - odwzajemniła to uśmiechem. - Wygląda Pani milion razy lepiej. - dodała.
- I tak też się czuję. - zdjęłam kurtkę i zawiesiłam ją na wieszaku. - Więc jak się mają sprawy? Żadnych problemów?
- Wszystko w jak najlepszym porządku. Zamówienia były robione na bieżąco. Z resztą o tym doskonale Pani wie, wszystkie zlecenia przelewów przesyłałam do Pani.
- Tak, tak. Sprawy finansowe są uregulowane. Wypłata również wpłynęła na Twoje konto.
-Tak, zgadza się, wczoraj ją odebrałam. - przytaknęła i wróciła do skasowania ubrań klientowi. - Do widzenia! - pożegnała uprzejmie.
- Przepraszam, że w ostatnich miesiącach zwaliłam na Ciebie więcej obowiązków niż powinnam. Mam nadzieję, że premie, które otrzymałaś wynagrodzą Ci to.
- Pani Vanesso, proszę się tym nie martwić. Wiem, że przechodziła Pani trudny okres. -ścisnęła moje ręce dodając mi tym otuchy.
- Wiesz, czuję się czasem, jakbyś nie była tylko moją pracownicą , ale i przyjaciółką.
- Miło mi to słyszeć. Więc jeśli mogę spytać... - spojrzała na mnie wyczekująco, na co kiwnęłam twierdząco głową. - Uporała się Pani z ostatnim problemem?
- Tak. - westchnęłam. - Jestem w trakcie składania pozwu rozwodowego.
- To świetna wiadomość. Uważam, że postąpiła Pani odpowiednio.
- Tylko to nie takie proste. Boję się, że ten cały stres źle wpłynie na dziecko. - dotknęłam swojego brzucha.
- Racja, musi Pani myśleć o dobru dziecka. Ale uważam, że nadzór lekarza będzie wystarczającą opieką. Pani dobro również jest ważne.
- Masz rację. - odwiałam wszystkie negatywne myśli. - W takim razie, skoro już tu przyszłam, a nie mam żadnych innych planów na resztę tygodnia, uważam że należy Ci się kilka dni odpoczynku. - zaproponowałam.
- No nie wiem, powinnam zostać i pomóc Pani...
- Mary, to polecenie służbowe. - skierowałam w jej stronę poważny wzrok, na który wybuchła śmiechem.
- No dobrze, ale w razie potrzeby proszę dzwonić. Będę pod telefonem. - ruszyła w kierunku zaplecza.
 Zebrała swoje rzeczy i po krótkiej chwili już jej nie było. Należało jej się, w końcu przez ostatnie dni to ona utrzymywała ten sklep.
 Powrót do pracy dobrze mi zrobił. Ponownie obracałam się w towarzystwie ludzi. Śmiałam się, żartowałam i poznawałam nowe ploteczki od stałych klientów.
 Dochodziła późna godzina. Więc klientów zaczynało być coraz mniej. Zajęłam się  podliczaniem dzisiejszego utargu, kiedy do środka wszedł kolejny klient. Podniosłam wzrok i zaniemówiłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz